poniedziałek, 29 grudnia 2014

„Bohaterowie umierają” Matthew Woodring Stover

„Bohaterowie umierają” Matthew Woodring Stovera, to jedna z tych książek, o których na koniec nie bardzo wiadomo, co myśleć. Z jednej strony jestem pełna zachwytu i podziwu dla autora, z drugiej męczyłam tę historię tak długo, że dzisiaj nawet nie potrafię powiedzieć ile dokładnie. 

Hari Michaelson żyje w świecie podzielonym na kasty. On sam jest „pracownikiem” i trudni się aktorstwem. Lecz nie takim aktorstwem jakie jest nam znane. W jego świecie granice zniknęły, a widzowie dłużej nie muszą się zaledwie biernie przyglądać przygodom swoich ulubionych aktorów. W czasach Hari'ego, za sprawą wysoko rozwiniętej technologii, można czuć to samo, co odczuwa aktor. Strach, ból, rozkosz - wszystko jest kwestią wybrania odpowiedniej przygody. I to jeszcze jakiej przygody?! Nie chodzi o pościgi, no, przynajmniej nie te samochodowe, czy na odmianę udane podrywy. Miejsce, w którym aktorzy grają, dosłownie na śmierć i życie, nazywany jest Nadświatem. Rządzą nim zasady znane nam ze średniowiecza i też podobnie ów świat wygląda. Nie ma technologi, za to niepodzielnie rządzi nim magja (nie, nie zrobiłam błędu w pisowni). 

sobota, 27 grudnia 2014

LBA #4 + Tag: 7 faktów o mnie!

Jakiś czas temu okazało się, że przegapiłam jedną nominacje. Dziś postanowiłam w końcu odpowiedzieć na te pytania i jeszcze raz przeprosić Literatkę M za moją zwłokę. Bardzo też dziękuję za wyróżnienie. To ogromnie dużo dla mnie znaczy :)

Żeby nie przedłużać... 

1. Jak według Ciebie wyglądałby świat bez książek?

Wyglądałby bardzo smutno. Ale też przerażająco, bo bez książek ludzie mogliby przekazywać sobie wiedzę jedynie słownie, co ma jakiś urok, ale jest też niebezpieczne. Wątpię, by ludzkość mogła się rozwijać w taki sposób, jak to robi, bez słowa pisanego. 

wtorek, 23 grudnia 2014

"Odnaleziona odwaga" Dragona Rock

Sięgając po „Odnalezioną odwagę” Dragony Rock byłam świadoma ryzyka jakie podejmuję. Romans paranormalny to taki gatunek, gdzie jeśli się nie uważa, bardzo łatwo można strzelić sobie w stopę. Nigdy nie ukrywałam jak bardzo uwielbiam książki tego typu, ale też nie zaprzeczałam stwierdzeniom takim jak to: że więcej w nim, niestety, słabych pozycji, niż tych naprawdę godnych polecenia. Zaczynając czytać byłam więc odpowiednio przygotowana i przezornie nie oczekiwałam niczego konkretnego. 

Lina, dwudziestosześcioletnia kobieta, po śmierci ukochanego psa załamuję się i trafia do szpitala psychiatrycznego. Dla normalnych ludzi ten powód może wydać się abstrakcyjny, ale nie dla Liny. Dziewczyna nie jest taka, jak inni, a zdiagnozowana schizofrenia to tylko początek długiej listy rzeczy, którymi różni się od rówieśników. W szpitalu poznaje Sabaru – psychologa kryminalnego. To jedno spotkanie zmienia całe dotychczasowe życie kobiety. Niegdyś wytykana palcami, nagle staje się obiektem adoracji. I wszystko byłoby jak w bajce, gdyby nie praca Sabaru, która właśnie teraz postanowiła go ścigać. Ktoś dybie na jego życie, a skoro Lina stała się tak ważną jego częścią, i ona jest w niebezpieczeństwie. Para wyjeżdża z miasta, by pod ochroną przyjaciół mężczyzny przeczekać najgorsze. Ale najgorsze jeszcze przed nimi, bo ani Sabaru, ani jego przyjaciele nie są zwykłymi ludźmi...

środa, 17 grudnia 2014

"Chór zapomnianych głosów" Remigiusz Mróz

Najbliżej gatunku science fiction byłam chyba za sprawą „Grillbaru Galaktyki” M.L. Kossakowskiej i jakkolwiek bym autorki nie ubóstwiała, to akuratnie tą książką mnie wtedy na kolana nie powaliła. I choć w niebo patrzę śmiało, mój pseudonim nie jest bowiem wynikiem przypadku, to mimo wszystko statki kosmiczne i naprawdę daleka przyszłość - to raczej nie moja bajka. Przynajmniej tak myślałam. Przyznam się, że sięgając po „Chór zapomnianych głosów” Remigiusza Mroza liczyłam na rozstrzygnięcie kilku kwestii, jak np. sensu zagłębiania się w gatunek, który nigdy wcześniej specjalnie mnie nie interesował. Miałam też nieśmiałą nadzieję, że tak samo jak wspomniana wyżej M.L. Kossakowska zakochała mnie dożywotnio w fantastyce, Mróz będzie tym autorem, który przekona mnie do science fiction. Czy mu się udało? Zobaczmy...

Astrochemik Håkon Lindberg budzi się z kriogenicznego snu i odkrywa, że oprócz niego na okręcie badawczym „Accipiter” pozostał tylko jeden żywy człowiek. Reszta załogi została skutecznie pozbawiona pulsu, a ich wnętrzności i posoka wyścielają teraz korytarze oraz wszystkie pomieszczenia. Wydaje się, że wraz z muzułmaninem są na pokładzie całkiem sami, ale w takim razie kto zabił tych wszystkich ludzi? Podejrzenia Håkona natychmiast wędrują do nawigatora, w końcu to właśnie Dija Udin Alhassan zbudził się wcześniej od niego. Te podejrzenia bledną jednak w świetle wszystkiego, co dzieje się później, gdy staje się jasne, że tak do końca sami tam nie są. Na szczęście (albo i nie?) sygnał SOS dociera na ziemię. Tylko co z tego, skoro od najbliższego statku pozostałą przy życiu załogę Acciptera dzieli pół wieku kriogenicznego snu?

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Listopadowo-grudniowy stosik!

W listopadzie nie wrzuciłam posta stosikowego, bo zamiast książek, kupowałam półki. Oczywiście nie obyło się bez ratowania się szybkimi zakupami ebooków (i za to je właśnie kocham, za tą niemal natychmiastową dostępność na moim kindelku). Grudzień to natomiast miesiąc, gdzie stanowczo popadłam w coś, co można nazwać jedynie „kompulsywnym kupowaniem”. Żeby nie przedłużać, bo trochę tego jest...



piątek, 12 grudnia 2014

"Złodziej dłoni" J. T. Ellison

Kryminały to nie moja broszka. Wprawdzie zauważam w ostatnim czasie małe zmiany na tym polu, aczkolwiek są jeszcze na tyle delikatne, bym nie chciała zapeszać i dalej twierdziła, że gatunek ten niczym specjalnym mnie do siebie nie przyciąga. Jednakże istnieje wyjątek, bo kiedy kryminał opowiada o seryjnym mordercy, o wiele prościej jest mnie zadowolić. 

W imię takiego właśnie przekonania kupiłam „Złodzieja dłoni” J.T. Ellison. Było to... kilka lat temu, co powinno chyba powiedzieć wystarczająco dużo o tym, jak skończyło się pierwsze spotkanie z tą historią... Kiedy teraz do niej wróciłam, było już znacznie lepiej. Przynajmniej przez jakiś czas.

Była upojnym przywidzeniem,
Gdy oczy pierwszy raz promieniem
Wdzięku olśniła; zjawą czaru,
Dla upiększenia minut paru
Zmaterializowaną, z okiem
Jak gwiazda, z włosów wokół zmrokiem...”*

Dusiciel z południa, to seryjny morderca, który pozostawia po sobie tylko martwe ciała i odcięte dłonie. Nad jego sprawą pracuje porucznik wydziału zabójstw Taylor Jackson i jej partner w życiu prywatnym – doktor John Baldwin, analityk FBI. Jakby tego było mało, w okolicy gracuje również seryjny gwałciciel, którego szumnie nazwano „Słotnikiem”. Co ciekawe, gwałci tylko w deszczowe czwartki. Trzecim członem historii jest ambitna dziennikarka Whitney Connolly, posiadająca niebywale ważne informacje, które mogły bywreszcie ruszyć śledztwo policji do przodu. Gdyby, oczywiście, ów informacjami się podzieliła...

czwartek, 11 grudnia 2014

KONKURS! KONKURS! KONKURS! 2w1 - II Edycja!

Gotowi na drugą odsłonę konkursu 2w1? Ja tak! 

Tym razem do wyboru jest więcej książek, bo aż 17! Tak jak poprzednio, każdy z Was ma podwójną szansę na wygraną, wystarczy jedynie się zgłosić oraz wykonać zadanie konkursowe. Ci z Was, którzy wykonają zadanie, mają dodatkowy los, a jeśli zrobią to naprawdę dobrze, mają szansę na los trzeci. Można się zgłaszać tylko na jedno losowanie i wtedy podać jeden tytuł! Proste? Mam nadzieję, że tak! 

Lista książek:



wtorek, 9 grudnia 2014

"Chłopak nikt" Allen Zadoff

Czy i Wy tak macie, że napotykając jakiś tytuł, po prostu wiecie, że to coś idealnego dla Was? I nie chodzi tylko i wyłącznie o tematykę, autora czy zaufane wydawnictwo. Mówię o czymś więcej, czymś nie do końca sprecyzowanym, a jednak gdy już się w nas pojawia, doskonale wiemy, że mamy do czynienia z książką, która w najgorszym wypadku będzie dobra. Być może zabrzmiałam teraz jak stała bywalczyni domu wariatów, niemniej jednak dokładnie to przydarzyło mi się gdy po raz pierwszy usłyszałam o książce „Chłopak nikt” autorstwa Allena Zadoffa. 

„Benjamin”, którego prawdziwe imię dość długo pozostaje tajemnicą, jako dwunastoletni chłopiec został odizolowany od rodziców i zmuszony do udziału w programie mającym na celu wyszkolenie go na broń idealną. O jego przeszłości dowiadujemy się z jego wspomnień, podczas gdy on sam wykonuje jedno zadanie po drugim, pozostawiając po sobie adekwatnie dużo trupów. Najczęściej powielanym scenariuszem jego zadań jest zbliżenie się do „celu pośredniego”, który zazwyczaj otwiera mu dostęp do „celu właściwego”, wykonanie zadania, jak najciszej i jak najprecyzyjniej, by żadne podejrzenie nie padło na jego osobę, następnie wycofanie się i zniknięcie. 

niedziela, 7 grudnia 2014

LBA II i III Edycja!!!

Niedawno zostałam ponownie nominowana do nagrody LBA i to podwójnie, przez Annę P. oraz Paulinę, za co gorąco dziękuję! Dostałam całą listę pytań i nie powiem, by były łatwe! Jestem z natury dość skrytą osobą, a tu było tyle osobistych pytań... Nie ładnie! :P Co nie zmienia faktu, że bardzo, bardzo dziękuję! :)

piątek, 5 grudnia 2014

"Black Ice" Becca Fitzpatrick

Nie wiem jak u Was, ale u mnie, względnie blisko gór, z wolna robi się coraz mroźniej. Wczucie się więc w klimat „Black Ice” było dla mnie banalnie proste. 

Becce Fitzpatrick znam z osławionej sagi „Szeptem”. Wprawdzie jej nie skończyłam, ale biorąc pod uwagę fakt, że pierwsze dwa tomy czytałam w momencie, gdy jeszcze byłam głęboko obrażona na literaturę młodzieżową i uważałam, że jestem na nią za stara, o czymś powinien świadczyć. Dlatego też na wieść o „Black Ice” czułam się naprawdę zaintrygowana. Thriller, góry, wątek romantyczny, coś o morderstwach... Czego chcieć więcej? Teoretycznie niczego, jednak nie wszystko okazało się tak idealne. 

Britt wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Korbie, a przy tym siostrą swojego byłego chłopaka Calvina, wyrusza w góry, by po długim czasie przygotowań, spędzić trochę czasu w leśnej głuszy. Problemy z wyjazdem pojawiają się już na wstępie. Rodzice Korbie stawiają warunek, albo Calvin jedzie z nimi jako ich opiekun, albo nie jadą wcale. Dla Britt jest to niezaprzeczalna okazja do udowodnienia chłopakowi, jak wiele stracił zrywając z nią. Zanim jednak udaje im się dotrzeć do górskiego domku należącego do rodziny rodzeństwa, Britt i Korbie zostają zatrzymane przez burzę śnieżną, zmuszone do opuszczenia samochodu i poszukania schronienia na noc. Pech prowadzi ich ku dwóm tajemniczym mężczyznom, którzy względnie szybko biorą je jako swoje zakładniczki. Dlaczego? Po co? Czy ma to coś wspólnego ze zwłokami dziewczyny znalezionymi przez Britt w opuszczonej chacie, do której trafiły? Jedynym towarem, który może utrzymać je obie przy życiu jest skradziona Calvinowi mapa, dzięki której Britt może sprowadzić dwoje zbiegów z gór. Tylko, czy nie zabiją jej, kiedy dotrą do autostrady? Dziewczyna musi myśleć i działaś niebywale szybko...

środa, 3 grudnia 2014

BookTag: Would you rather... Albo - Albo



Jako, że nazbierało mi się przeróżnych zaległych tagów, pytań itp., postanowiłam w końcu coś z tym zrobić. Na pierwszy ogień idzie tag Albo – Albo. Zobligowałam się do zabawy bodajże na blogu Magdy Lidii Urban całą wieczność temu. Żeby nie przedłużać, oto moje odpowiedzi:

wtorek, 2 grudnia 2014

"Niepokorny. Jego Walka cz.1" Jay Crownover

W ostatnim czasie do romansów wszelakich podchodzę niebywale ostrożnie. Raz, że chyba brak mi prostego szczęścia, a dwa... im więcej naprawdę dobrych książek, tym większe wymagania. Względem tego gatunku mam je zawsze raczej niewielkie, jestem wstanie przymknąć oko na wyjątkowo wiele, szczególnie, gdy romans jest tylko częścią składową całości. Ale co w przypadku, kiedy stanowi temat przewodni? Wtedy, moi drodzy, zaczynają się schody... Niekiedy nie do przejścia. 

Względem książki „Niepokorny. Jego walka” autorstwa Jay Crownower miałam raczej dobre przeczucia. Usłyszałam, że głównym bohaterem jest ex żołnierz, który średnio dobrze znosi przeniesienie się z wojska z powrotem do cywila, i tak naprawdę nic innego nie było mi potrzebne na zachętę. Niepokoiło mnie tylko, że książka ta jest tomem trzecim cyklu „Naznaczeni mężczyźni”. Znajomość poprzednich części miała podobno nie wadzić, więc zaryzykowałam.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Podsumowanie listopada!

Zazwyczaj, no dobrze, zawsze w podsumowaniach marudzę, ale nie tym razem! Listopad był dla mnie ciężki. Nie dość, że choróbska wszelkiej maści przylgnęły do mnie i nie chcą dać mi spokoju, to jeszcze prace kontrolne, kolokwia, egzaminy (obydwa zdane na 4 yeeey!). Jednym słowem czasu miałam niezbyt wiele, ale czuje, że wycisnęłam z niego wszystko, co tylko się dało i zamknęłam listopad 10 przeczytanymi książkami. 

Przejdźmy do konkretów:


czwartek, 27 listopada 2014

"Chłopcy 2. Bangarang " Jakub Ćwiek

Jakuba Ćwieka poznałam za sprawą cyklu „Kłamca” i z miejsca zyskał on moje uznanie. Dlatego więc jak tylko doszły mnie słuchy o nowej serii „Chłopcy”, bez namysłu się za nią zabrałam. Dzisiaj jednak mam do zrecenzowania nie pierwszy, a drugi tom. 

„Chłopcy. BANGARANG” trafili na moją półkę niedługo po swojej premierze, ale z jakiegoś powodu bardzo długo czekali aż po nich sięgnę. Premiera trzeciego tomu podziałała motywująco. Ku mojej radości, tak samo jak w przypadku pierwszej części, bawiłam się wyśmienicie. 

BANGARANG wydaje mi się nawet lepszy od pierwszego tomu. Wszystko za sprawą cięższej atmosfery. Charakterystyczny dla nich humor powoli zanika, a pierwsze skrzypce zaczyna przejmować czysta groza. Po raz kolejny mamy tu do czynienia z opowiadaniami, ale jak dla mnie, są one jak najbardziej ze sobą połączone i choć zazwyczaj unikam książek pisanych w taki sposób, w przypadku Chłopców nigdy mi to nie wadziło. 

środa, 26 listopada 2014

"Rock Addiction" Nalini Singh

Nalini Singh jest moją ulubioną autorką romansu paranormalnego. Jej dwie serie: Łowca Gildii oraz  Psi i Zmiennokształtni zawładnęły mną bez reszty na parę lat, z resztą wciąż je radośnie śledzę. Zakochały mnie w sobie na tyle, by przełamać lody i zacząć czytać po angielsku, bo innego wyjścia nie było. Gdy wyszły pierwsze informacje o nowej serii pani Singh, byłam wniebowzięta. Dopiero, gdy przeczytałam o czym ów seria ma opowiadać, doznałam lekkiego szoku. Wiedziałam wprawdzie, że zaczynała swoją karierę od zwykłych romansów pozbawionych choćby nutki fantastyki, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, że mogłaby chcieć do tego wrócić. Do tego romans z rockmanem? Jakkolwiek ją uwielbiam, od początku byłam lekko sceptyczna. Ale to Nalini – pomyślałam. Nalini i jej piękne, romantyczne, ale nie ckliwe, opisy, zabawne dialogi, idealne charakterystyki postaci i niemal namacalne światy... Nie będzie źle! 

poniedziałek, 24 listopada 2014

"Nieczysta gra" Sandra Brown

Podobno każdy człowiek ma swoją cenę, kwestia zaledwie odpowiedniej ilości zer. Nie jestem pewna co myślę o podobnym stwierdzeniu, wydaje mi się, że wszystko zależy od okoliczności. 

Dla Griffina Burketa, sławnego piłkarza, rozgłos, pieniądze, kobiety... to wszystko wydawało się niewystarczające. W wyniku serii fatalnych decyzji trafia do więzienia na całe pięć lat. Sprzedał mecz. Podłożył się umyślnie dla kilku kolejnych zer na swoim koncie, choć przecież mu ich wcześniej nie brakowało. Coś, jeśli nie wszystko, poszło źle... Mało tego, oprócz tego potwornego zarzutu, stanęło oskarżenie o morderstwo mężczyzny, który go wydał. Jego wina nigdy nie została wprawdzie udowodniona, ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Świat sportu i tak go skreślił grubą, czerwoną kreską. Tak samo jak jedyna prawdziwa rodzina, jaką kiedykolwiek miał. 

piątek, 21 listopada 2014

„Carnivia. Bluźnierstwo” Jonathan Holt

Kryminał to dla mnie dość kłopotliwy gatunek. O ile nie ma w swej fabule kilku ściśle określonych wątków, jak seryjni mordercy czy psychopaci, lub nie jest mieszaniną romansu z wątkiem kryminalnym, w dowolnym natężeniu... To raczej wolę sięgać po inne gatunki. Co więc skłoniło mnie do przeczytania książki „Carnivia. Bluźnierstwo” Jonathana Holta? 

„Akcja książki toczy się we współczesnej Wenecji, główną bohaterką jest twarda, seksowna oficer policji, rozwiązująca mroczną zagadkę łączącą morderstwo, międzynarodową intrygę, CIA i Kościół katolicki.” To właśnie to jedno zdanie przekonało mnie najmocniej, że to książka, którą powinnam, a wręcz muszę przeczytać. Uwielbiam silne kobiece bohaterki, w dodatku morderstwa, intrygi... CIA! Zazwyczaj tematy wiary i kościoła omijam szerokim łukiem, lecz nawet to w tym przypadku nie było wstanie powstrzymać mojego entuzjazmu. Ale czy słusznie? W końcu akcja powieści jest bardziej skomplikowana, niż to jedno zdanie... 

środa, 19 listopada 2014

„Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu” John Flanagan

Mimo tak wielu pozytywnych rekomendacji i wysokiej oceny, chociażby na Lubimy Czytać, do książki „Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu” Johna Flanagana, podchodziłam bez większych oczekiwań. Jakby nie było, głównymi bohaterami są tu piętnastolatkowie, a ja już się nauczyłam, że choć to w żadnym razie nie powinno skreślać dla mnie danej powieści, to też niekoniecznie będzie wstanie dać mi konkretnie to, czego mogłabym oczekiwać. Wyobraźcie sobie teraz moją minę, kiedy po kilkunastu pierwszych stronach wsiąknęłam w wykreowany przez autora świat i nawet wizja niedalekich egzaminów nie zdołała mnie zmusić do zaniechania czytania. 

Dzień Wyboru, to wyjątkowy dzień na zamku Redmont. Dzień, w którym piątka sierot:  Will, Horace, Jenna, Alyss i George, pozna swój los. Czy ich marzenia o przyszłości się spełnią? Baron Arald, pan zamku, jest wprawdzie niebywale łaskawy, ale przecież decyzja o przydzieleniu ich do wymarzonych szkół/mistrzów nie zależy tylko od niego. Co jeśli okaże się, że się do czegoś zwyczajnie nie nadają? Szczęście uśmiecha się jednak do czwórki sierot, którzy dostają przydział o jaki zabiegali. Tylko Will nie osiąga swojego celu. Jego niepozorny, chuderlawy wręcz wygląd skreśla go z listy potencjalnych kandydatów na rycerzy. Zwraca jednak na siebię uwagę Halta, tajemniczego zwiadowcy. Za sprawą małego podstępu, mężczyzna zmusza chłopca do udowodnienia mu własnej wartości i naturalnych umiejętności, jakże przydatnych w tym zawodzie. Zwiadowcy mają być niewidzialni – dosłownie i w przenośni. Zwinni, sprytni, odważni... Czy aby na pewno Will ma w sobie te wszystkie cechy?

poniedziałek, 17 listopada 2014

„Dar Julii” Tahereh Mafi

No i dobrnęłam do końca. „Dar Julii” Tahereh Mafi jest trzecią i ostatnią częścią cyklu. Z finalnymi tomami jest tak, że mimowolnie ma się jakieś swoje oczekiwania i niekiedy można się nieźle zawieść. Szczególnie, jeśli okazuje się, że autor miał zupełnie inną wizję na zakończenie książki. No cóż, tak już chyba po prostu jest.

Uwaga! Uwaga! Trochę spoilerów 1 i 2 tomu!

Po całkiem udanym „Sekrecie Julii” podchodziłam do ostatniego tomu raczej spokojna o swoje własne wrażenia. Warner zaczął grać pierwsze skrzypce, Adam został zepchnięty gdzieś na margines. Czego mogłabym jeszcze chcieć? No dobrze, przyznaję, mogłam chcieć jeszcze wiele, wiele innych rzeczy... Ale po kolei. 

Julia dochodzi do siebie pod okiem Warnera. Próbuje się pozbierać zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Punkt Omega został zniszczony, a jej przyjaciele prawdopodobnie nie żyją. Wydaje się, że wszystko stracone, ale czy na pewno? Julia już nie jest tą samą zalęknioną dziewczyną. Zmieniła się, wydoroślała, ale przede wszystkim – stała się bardziej pewna siebie. Zna swoją wartość, wie co potrafi, do czego jest zdolna... Podejrzewa nawet jak bardzo daleko znajduje się teraz granica, do której jest wstanie się posunąć. Tak więc nie, nie wszystko jest jeszcze stracone, szczególnie, kiedy ma do pomocy człowieka, który wierzył w nią nawet, gdy sama w siebie wątpiła. 

piątek, 14 listopada 2014

"Nie dajesz mi spać" Alice Clayton

Zazwyczaj polegam na swojej czytelniczej intuicji, gdyż rzadko mnie zawodzi. „Nie dajesz mi spać” autorstwa Alice Clayton to książka, która przyciągnęła mnie tytułem, choć oryginalny „Wallbanger” o wiele lepiej mi tu pasuje. Do tego sugestywna okładka plus kilka pozytywnych recenzji i już byłam niemal pewna, że kiedyś, stosunkowo niedługo, przy tej właśnie książce sobie odpocznę od bardziej ambitnych powieści. 

Ten moment nadszedł niedawno. Po kilku naprawdę ciężkich lekturach potrzebowałam czegoś lekkiego, niezobowiązującego, byłoby cudownie, gdyby dodatkowo było przy tym zabawnie... Ale tak naprawdę chciałam tylko, by bohaterowie choć odrobinę używali swoich mózgów, a ich historia skończyła się dobrze. Małe wymagania jak dla mnie, owszem. Sięgając po „Nie dajesz mi spać” nie oczekiwałam jednak niczego konkretnego. Nauczyłam się już, że po tego typu powieściach można się spodziewać absolutnie wszystkiego, od kompletnego dna, po wyjątkowe perełki. 

czwartek, 13 listopada 2014

"Zanim się pojawiłeś" Jojo Mayes


Nie wiem jak Wy, ale ja lubię czasem sięgnąć po tytuł o którym teoretycznie coś wiem, ale jakby się tak zagłębić w tę wiedzę okazałoby się, że tak naprawdę nie wiem nic. W przypadku „Zanim się pojawiłeś” autorstwa Jojo Moyes, wiedziałam wprawdzie, że książka opowiada ciężką historię, ale w ogóle się nie spodziewałam tego, co w istocie dostałam. 

Choć minął już ponad tydzień od przeczytania tej książki, mnie wciąż brakuje słów. Gdybym nie kasowała wszystkich tych nieudanych akapitów przy próbach napisania tej recenzji, byłaby już naprawdę długa. Nawet teraz mam ochotę skasować tych kilka zdań, ale wiecie co? Nic lepszego nie wymyślę. Gdybym poczekała jeszcze kilka dni, wciąż nie miałabym odpowiednich słów, jakimi mogłabym opisać piękno, tragizm i ogrom emocji zawartych w tej książce. 

Will był niegdyś mężczyzną przed którym świat stał otworem. Zdolny, zamożny, utalentowany, przystojny... Niespokojny duch prowadził go poprzez wszelkie sporty ekstremalne, szalone wyjazdy w góry, żył pełnią życia aż do feralnego wypadku, w wyniku którego doznał paraliżu kończyn. Wszystko się zmieniło, nic dłużej nie było już takie samo, a w szczególności miłość Willa do życia. W obecnym stanie, zależny od innych, zwyczajnie pragnie końca. Marzy o śmierci, planuje ją i to ona, nie życie, staje się jego celem. 

wtorek, 11 listopada 2014

"Nocne zwierzęta" Patrycja Pustkowiak

Każdy z nas, jestem tego pewna, ma swój ulubiony typ bohatera, którego z utęsknieniem wyczekuje w czytanych przez siebie powieściach. Nie chodzi o to, by wszyscy byli do siebie podobni, ale o pewne mniejsze bądź większe niuanse ich osobowości. Osobiście lubię silne charaktery, czy to męskie czy też żeńskie, lecz jeszcze mocniej przyciągają mnie czarne, czasem nawet z góry skazane na porażkę. Podejrzewam, że wychodzi tutaj moja pesymistyczna natura. 

O „Nocnych zwierzętach” Patrycji Pustkowiak nie słyszałam za wiele przed zakupem książki. Przyciągnęło mnie pierwsze zdanie autorki zamieszczone z tyłu okładki: „Zawsze chciałam napisać powieść alkoholową z kobietą w roli głównej.” Niemal z miejsca zaczęłam czytać i... No i nic. Odłożyłam po kilkunastu stronach, skonsternowana, zawiedziona i zniechęcona. Dopiero za trzecim czy czwartym podejściem udało mi się przez nią przebrnąć.

Zazwyczaj w tym miejscu poświęcam akapit na przybliżenie fabuły, ale nie wiem, jak mam to zrobić w przypadku tej książki. O czym miałabym bowiem napisać, skoro na tych 223 stronach niewiele się dzieje, a jeszcze na okładce, potem na pierwszych stronach, dowiadujemy się czym skończy się historia głównej bohaterki? Tamara Mortus to kobieta złamana, choć jak dla mnie pełna zwykłej złości, której nie potrafi z siebie wyrzucić, więc pije, ćpa i zwyczajnie się stacza, aż w końcu dokonuje morderstwa. I tyle. Ot cała fabuła. 

sobota, 8 listopada 2014

"Szkoła wdzięku" Nelson DeMille

Czasem odnoszę wrażenie, że Wschód został przeklęty przez jakąś niewidzialną siłę i skazany na nigdy niekończące się kłopoty. Chyba nie sposób się nie zastanawiać nad przyczynami ciągłego napięcia w tamtej części świata, kiedy od wielu miesięcy docierają do nas coraz bardziej niepokojące informacje o konflikcie na linii Ukraina-Rosja. Zimna wojna zakończyła się w 1991 roku, ale patrząc na to co się dzieje, mam coraz większe wątpliwości czy przypadkiem jedynie nie zasnęła, by w końcu się zbudzić i ponownie zaatakować. Nie, nie... Nie zamierzam pisać o polityce. To tylko taki wstęp, bo książka o jakiej chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć ma wiele wspólnego zarówno z Rosją, jak i zimną wojną. 

Nelson DeMille wydał „Szkołę wdzięku” w 1988 roku, czyli jeszcze zanim zimna wojna naprawdę się skończyła, a ja dopiero uczyłam się chodzić. Mało tego. Nelson DeMille służył w Wietnamie, w tym w wywiadzie wojskowym, później w piechocie. Wspominam o tym, bo dzięki doświadczeniom autora, jego książka jest w swej fabule zwyczajnie perfekcyjna. Dokładna, wiarygodna, gdyby nie kilka małych zgrzytów, byłaby może wręcz idealna. 

piątek, 7 listopada 2014

WYNIKI KONKURSU 2w1!!!


Nie chciałabym przedłużać, jednak muszę podziękować wszystkim za udział w moim pierwszym konkursie. Bardzo się cieszę, że tak wielu z Was się zgłosiło! Być może 28 zgłoszeń to stosunkowo nie dużo, ale jak na pierwszy raz to chyba całkiem dobry wynik. Jestem w pełni usatysfakcjonowana, choć w przyszłości muszę zmodyfikować zasady, gdyż przysporzyły mi one nie lada zmagań i, co gorsze, o mały włos nie skończyło się katastrofą ;) 


Dobrze, może najpierw losowanie. Miałam zamiar użyć w tym celu stronki, ale tak się złożyło, że odwiedziły mnie dzisiaj dzieciaki mojego brata, które z radością pomogły mi w losowaniu. Tylko aparat zawiódł, za co przepraszam. Niemniej jednak wszystko widać, a chyba tylko to się liczy! 

Dwie łapki do losowania, więc i dwoje zwycięzców!

A są nimi....



poniedziałek, 3 listopada 2014

"Przerwane milczenie" Melissa G. Moore, M. Bridget Cook

Melissa G. Moore jest najstarszą córką K.H. Jaspersona, seryjnego mordercy znanego jako Happy Face Killer, który w latach 1990-1995 zamordował ponad osiem kobiet w kilku stanach Ameryki. „Przerwane milczenie” to dokładnie to, co sugeruje tytuł. To szczere wyznanie kobiety, która dorastała w najbardziej dysfunkcyjnym środowisku jakie osobiście mogę sobie wyobrazić. Bardzo długo w jej otoczeniu nie było zbyt wielu dorosłych, od których mogłaby się uczyć normalnych, zdrowych zachowań. Niedostępna emocjonalnie, wycofana i słaba matka, okrutny ojciec, który od najmłodszych lat pokazywał jej rzeczy, których ponownie, nie umiem sobie do końca wyobrazić. 

Bo jak wyobrazić sobie, że twój własny ojciec na twoich kilkuletnich oczach morduje małe, słodkie, puchate kociaki? I w dodatku głośno się z tego śmieje. Z tego co zrobił, z tego jaka była twoja reakcja... Niepojęte, prawda? A jednak tego właśnie doświadczyła Melissa. Tego, i wielu innych, równie przerażających rzeczy. 

Moja recenzja będzie recenzją nietypową, gdyż bardziej od zachęcenia do czytania, mam ochotę spróbować odeprzeć kilka zarzutów z jakimi się spotkałam przeglądając inne opinie na temat tej książki. Jeśli więc nie macie na to ochoty, przejdźcie po prostu do ostatniego akapitu. 

niedziela, 2 listopada 2014

Podsumowanie października!

Październik za nami, czas na podsumowanie. Kolejny miesiąc w blogosferze minął dość szybko i był przy tym dla mnie bardzo ekscytujący! Niestety studia ruszyły pełną parą, pierwsze mniejsze bądź większe egzaminy (ach te przeklęte finanse i niemożliwa statystyka!). Trochę brakowało mi czasu na czytanie, ale co zrobić? Chyba się już pogodziłam z tym, że moje książkowe wyniki będę w ciągu roku akademickiego odrobinę niższe niż te z wakacji. 

W tym miesiącu przeczytałam:


czwartek, 30 października 2014

"Kiedy śpisz" Alberto Marini

Ludzie bywają różni. Każdy z nas w swoim otoczeniu ma zarówno tych bardziej, jak i mniej nam życzliwych. Jednych zżera zazdrość, bo to my, a nie oni coś posiadamy, do czegoś doszliśmy, jeszcze inni zwyczajnie są zgorzkniali. Ale czy to czyni z nich złych ludzi? Może po prostu są zagubieni? Może nie umieją inaczej, albo w zawiści odnajdują ucieczkę przed wzięciem odpowiedzialności za swoje życie? Odpowiedzi może być wiele. Ale co w przypadku, kiedy życząca nam jak najgorzej osoba ma nam za złe nasz... uśmiech? 

Nowojorski apartament zdaje się dla Ciliana idealnym miejscem pracy. Codziennie może oddawać się swoim ulubionym zajęciom, dostając za to pieniądze. Czym więc się zajmuję? Oficjalnie jest konsjerżem. Nieco mniej oficjalnie... trudni się w przysparzaniu innym jak największej ilości cierpień. To, co najbardziej szokuje, to te wszystkie sposoby, którymi osiąga swoje cele. Ile to razy ktoś, kto próbował nas pocieszyć, tak naprawdę wszystko pogorszył? Najpewniej nieumyślnie, ale czy na pewno? Zachowanie Ciliana jest niekiedy tak niepozorne, że gdyby nie jasny przekaz narratora, można by pomyśleć, że mężczyzna zwyczajnie nie ma taktu. Mówi za nim pomyśli i niekiedy zbyt mocno pragnie się wczuć w ból tej drugiej osoby, a co za tym idzie, zamiast go dla niej nieco stłumić, tylko go podjudza.

poniedziałek, 27 października 2014

"Wrócę po ciebie" Guillaume Musso

Na samym wstępie muszę zaznaczyć, że niestety nie udało mi się przeczytać tej książki do końca, porzuciłam ją na 224 stronie. Nie zamierzam wystawiać jej przez to oceny, ale kilka słów na jej temat wypada powiedzieć. 

„Wrócę po ciebie” Guillaume Musso, to książka, która wysiedziała się na mojej półce dobre dwa, może nawet trzy lata, ciężko mi to określić. Dwukrotnie próbowałam ją już czytać wcześniej, lecz za każdym razem kończyło się tak samo. Znudzona i zirytowana odkładałam książkę na półkę. 

Gdyby nie wyzwanie Kiedyś przeczytam, które w tym miesiącu zostało przeze mnie, wprawdzie nie specjalnie, aczkolwiek zaniedbane, nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze raz sięgnęłabym po „Wrócę po ciebie”. Niemniej jednak jak to się często mówi; do trzech razy sztuka, prawda? Tym razem byłam bardziej uparta i dobrnęłam o wiele dalej niż wcześniej. Miałam nadzieję, że w końcu coś zaskoczy, lecz wszystko na marne. Gdybym nie cierpiała na chroniczny brak czasu pewnie zmusiłabym się do dokończenia tej książki. Niestety, nie mogę sobie pozwolić na marnowanie godzin przy książce, która absolutnie niczym mnie nie zaciekawiła. Szczególnie, że jak wspomniałam, to już trzecie podejście, więc trudno mówić, iż nie trafiłam jedynie na „dobry czas”, by ją czytać. 

czwartek, 23 października 2014

KONKURS! KONKURS! KONKURS! 2W1 #1

Kończy się mój czwarty miesiąc tutaj i pomyślałam, że należy to jakoś uczcić! A czy jest na to jakiś lepszy sposób niż podarowanie Wam kilku książek? Tak, wiem, pytanie retoryczne!

Bardzo długo myślałam o tym, jak ten konkurs powinien wyglądać. Losowanie i postawienie na łut szczęścia, czy może coś wymagającego odrobiny Waszego zaangażowania i czasu? Oba pomysły mają swoje plusy i minusy, przez co nie mogłam się zdecydować. W końcu doszłam do wniosku; dlaczego nie zrobić konkursu 2w1?

Tak więc wybrałam dziesięć tytułów i myślę, że każdy może tu znaleźć coś dla ciebie. Zasady są proste. Spośród wszystkich tych książek, dwie powędrują do Was. Jedna za sprawą losowania, druga do wybranej przeze mnie osoby. Takim sposobem, jeśli ktoś będzie miał szczęście, można zdobyć nawet dwa tytuły! Oczywiście można startować tylko po jedną ;)



8. „Kiedy śpisz” Alberto Marini (moja recenzja tej książki pojawi się na blogu w najbliższych dniach)

Książki są w doskonałym stanie, niesyty niemal wszystkie są podpisane, o tak jak tutaj: książkowe dziwactwa. Mam nadzieję, że Wam to nie będzie przeszkadzało. 

Co należy zrobić, by mieć podwójną szansę na wygraną? Teoretycznie niewiele.

wtorek, 21 października 2014

"Marynarka" Mirosław Tomaszewski

Kiedy pierwszy raz dostałam propozycje zrecenzowania „Marynarki” Mirosława Tomaszewskiego nie byłam do tego pomysłu przekonana. Mam pewien problem z naszymi rodzimymi autorami, czego nigdy nie ukrywałam, i szczerze mówiąc bałam się, że i w przypadku tej książki ten problem się pojawi i zacznie ostro kąsać. Stwierdziłam więc, że lepiej nie czytać i autorowi nie szkodzić negatywną opinią. Jakiś czas później przeczytałam jednak kilka recenzji tej książki, a propozycja pojawiła się znowu i tym razem już nie odmówiłam. Czy słusznie? Zobaczmy...

„Marynarka” to historia z pewnością wielowątkowa. Autor bardzo sprytnie pomieszał współczesną historię o poszukiwaniu prawdy o przeszłości, szczęścia i spokoju ducha, z retrospekcjami wydarzeń sprzed blisko czterdziestu pięciu lat. Dodał do tego szczyptę tajemnicy, odrobinę tragizmu oraz nie rzadko dwuznacznych bohaterów, których motywacje nie koniecznie będą się podobać, co jednak nie oznacza, że są one z gruntu złe. Kilkakrotnie spotkałam się z opinią, że to „męska” książka i osobiście nie mam pojęcia skąd ten wniosek, niczego podobnego nie odczułam.

niedziela, 19 października 2014

"Legenda. Rebeliant" Marie Lu

„Legenda. Rebeliant” autorstwa Marie Lu zwróciła moją uwagę już kilka miesięcy temu, kiedy to zaczęłam bliżej poznawać gatunek jakim jest dystopia. Odłożyłam ją jednak wtedy na nieokreślone później. Opis książki nie sugerował bowiem niczego odkrywczego, bo przecież historii o „dwóch różnych światach”, „dwóch różnych bohaterach” których „ścieżki się przecinają” jest na pęczki. USA podzielone na dwie frakcje, Republikę i Kolonie, które toczą ze sobą wojny – to również nie brzmi jakoś oryginalnie. I w dodatku wiek bohaterów, a mamy tu dwoje piętnastolatków, chyba najbardziej mnie zniechęcał. Zaledwie informacja o tajemniczym morderstwie zwróciła moją uwagę na tyle, by brać w ogóle tę książkę pod uwagę. 

Teraz mogę powiedzieć: jak dobrze, że nie skreśliłam wtedy tej historii!  

June jest geniuszem. „Cudownym dzieckiem”, które przeszło wszelkie próby wyznaczone przez rząd Republiki, zdobywając oszałamiającą ilość punktów. Jest też dumną obywatelką swojego kraju, zapatrzoną w starszego brata dziewczyną, która widzi swoją przyszłość w kolorowych barwach aż do chwili, gdy Matias zostaje zamordowany przez osławionego w Republice przestępce, którego jak dotąd jeszcze nikomu nie udało się odnaleźć. Oślepiona potrzebą zemsty postanawia ten stan rzeczy zmienić. June przyrzeka pomścić brata. To właśnie to postanowienie skłania ją do przywdziania łachmanów i wmieszania się w tłum ludzi zamieszkujących najbiedniejsze dzielnice. To i kilka skrzętnie zaplanowanych manipulacji ludzi, którzy powinni być jej przyjaciółmi. 

czwartek, 16 października 2014

Październikowy stosik!

Październik miał być ubogi w nowe książki... Na dobrą sprawę co miesiąc sobie obiecuję, że tym razem będzie inaczej, a moje półki nie zaczną się jeszcze mocniej uginać. Doprawdy nie wiem jakim cudem kiedykolwiek takie postanowienie mogłoby mi się udać wypełnić. Nie wiem jak jest z Wami, ale ja nie potrzebuje co chwilę nowych ciuchów, przesadnie dużo kosmetyków itp. Ja potrzebuję książek! Nawet, jeśli tylko na nie później patrze, nie mając absolutnie czasu, by je wszystkie przeczytać xD 


niedziela, 12 października 2014

"All The Light We Cannot See" Anthony Doerr

“Open your eyes and see what you can with them before they close forever.” 

Spomiędzy takich podstawowych dla człowieka zmysłów jak wzrok i słuch, wolałabym stracić ten drugi. Nie umiem sobie wyobrazić życia pozbawionego obrazów, kolorów, kształtów. Ciągła cisza również byłaby straszna, lecz myślę, że nie aż tak przerażająca jak ciemność, chociażby nawet rozjaśniana znikomym światłem. 

Wyobraźcie sobie, że tracicie wzrok, a kilka lat później wybucha wojna. Musicie uciekać, chować się i w dodatku potrafić rozróżnić wroga od przyjaciela. Przerażająca, całkowicie nierzeczywista wizja, prawda? 

„All The Light We Cannot See” Anthony'ego Doerr'a, nie jest typową książką o wojnie. To historia garstki bohaterów, których losy przeplatają się ze sobą na przestrzeni osiemdziesięciu lat - od 1934 do 2014 roku. Niemiecki chłopiec, Francuska dziewczynka, wojna, mniej lub bardziej prawdziwa legenda, jeden niezwykły diament o szumnej nazwie „Sea of flames” oraz mężczyzna, który dla zdobycia go jest gotowy zrobić dosłownie wszystko. 

piątek, 10 października 2014

LBA i moje nominacje! :)

Jakiś czas temu zostałam wyróżniona przez Anne P, za co bardzo dziękuję! Oto moje odpowiedzi:


1. Co sprawia, że zostajesz na niektórych blogach dłużej niż na innych?

Myślę, że nie ma tu jakiejś reguły. Są blogi, które przyciągają mnie recenzjami książek, którymi jestem zainteresowana, i takie, które odwiedzam dla prowadzących je osób. Oczywiście jedno drugiego nie wyklucza! ;)

2. Utrzymujesz jakiś bliższy kontakt z blogerką/em? (np. drogą mail'ową)

Nieśmiała jestem! ;) Niemniej jednak myślę, że bliższe kontakty pomiędzy blogerami to naturalny wynik tego, że tak często się odwiedzamy, choćby wirtualnie, za pomocą blogów i komentarzy. Nie da się tego uniknąć.

poniedziałek, 6 października 2014

"Wayward Pines. Szum" Blake Crouch

Zacznę od tego, że z oceną książki Blake'a Crouch'a „Wayward Pines. Szum” będę miała nie mały problem. Jak można ocenić coś, co w osiemdziesięciu procentach tekstu z lekka cię wynudziło, irytowało i średnio przykuwało uwagę, ale w ostatnich dwudziestu całkowicie porwało i to na tyle, by nie móc się już doczekać kolejnego tomu i rozwinięcia tej szalonej historii? Mam nadzieję, że pisząc tę recenzję znajdę jakieś rozwiązanie. 

Ethan Burke to agent specjalny i były żołnierz. Zostaje wysłany do miasteczka Wayward Pines, by odnaleźć dwoje zaginionych agentów, ale coś dzieję się po drodze. Ethan budzi się w szpitalu, towarzyszą mu ulotne skrawki wspomnień o wypadku i nie wiele więcej. Zaczyna poznawać dziwne miasteczko i jeszcze dziwniejszych jego mieszkańców. Nic nie skleja się w logiczną całość, dodatkowo nikt nie chce udzielić mu jasnych odpowiedzi na jego pytania. Jedno dziwne zdarzenie przechodzi w drugie, a Ethan zamiast odnajdywać odpowiedzi, zaledwie mnoży same pytania. 

„Wayward Pines. Szum” to jedna z tych książek, w których im mniej informacji się ma przed czytaniem, tym lepiej. Wielu czytelników zostało porwanych przez ciągnące się przez znaczną większość książki całkowite niezrozumienie. Nieścisłości są tu na porządku dziennym. Coś jest nie tak z czasem, z samymi ludźmi i z pewnością z miasteczkiem. Nie da się nijak wyjaśnić obecności kilku bohaterów, na dobrą sprawę naprawdę nie wiele można wyjaśnić. 

sobota, 4 października 2014

"Bezkresne morze" Rick Yancey

W ostatnim czasie nie możemy narzekać na brak ciekawych premier, ale jeśli mam być szczera, dla mnie liczyła się tylko jedna książka, a mianowicie „Bezkresne morze” Ricka Yancey, czyli kontynuacja fenomenalnej „Piątej fali”. Nie mogłam się już doczekać, kiedy dowiem się jak potoczyły się losy bohaterów, co z obcymi i światem, który się zwyczajnie rozsypuje. 

Ostrzegam, że w recenzji mogą pojawić się spoilery pierwszego tomu!

Myślałam, że po tylu wstrząsach, zwrotach i zawirowaniach pierwszego tomu, Rick Yancey nie ma już zbyt wielu asów w rękawie. Przygotowałam się mentalnie, że jak to często bywa, drugie tomy serii bywają najsłabsze. Tymczasem zostałam zaskoczona już na wstępie, kiedy to zamiast głosu Cassie, Bena, Sama czy nawet Evana, którego życie stało pod wielkim znakiem zapytania, przywitał mnie głos Ringer. Tak, tak, tej szalonej Ringer. Zazwyczaj nie bardzo mi się podoba dokładanie kolejnych bohaterów, bo przecież to za innymi tęsknie, inni mnie ciekawią. Niemniej Ringer była postacią, która zaintrygowała mnie już wcześniej, przez co w tym przypadku przywitałam ją z większą ekscytacją, niż sama mogłabym się po sobie spodziewać.

piątek, 3 października 2014

Podsumowanie września!

Nie wiem kiedy to się właściwie stało, ale mamy październik. Wrzesień minął bardzo szybko. Myślałam, że będzie dla mnie ostatnim wolniejszym miesiącem i choć teoretycznie tak było, w praktyce wyszło inaczej. Praca, plus kilka irytujących spraw na uczelni, do tego nieskończone godziny w kolejkach do lekarzy, skutecznie uszczupliły mój wolny czas, co poskutkowało dość małym, jak dla mnie, wynikiem przeczytanych książek. Niemniej to wciąż całkiem dobra liczba :) 


wtorek, 30 września 2014

"Igrzyska śmierci" Suzanne Collins

Na wstępnie powiem, że jestem na siebie zła... Uparłam się kiedyś, że nie będę czytać młodzieżówek, bo jestem na nie za stara i teraz mam za swoje. 

Zazwyczaj bardzo sobie cenię swoją upartą naturę, bo mam z tego tytułu znacznie więcej korzyści, niż strat. Niemniej bywają i takie momenty, kiedy szczerze tą swoją cechę przeklinam. Może gdybym była odrobinę mniej uparta, sięgnęłabym najpierw po książkę zamiast oglądać ekranizacje. Może gdybym była mniej uparta, to kiedy w końcu „Igrzyska śmierci” trafiły w moje ręce potrafiłabym się nimi należycie cieszyć. 

Są takie historie, które możemy śledzić wielokrotnie i za każdym razem odkrywać w nich coś nowego. Są i takie, co ekscytują nas za pierwszym razem, ale za drugim tracą swój blask. Dla mnie „Igrzyska śmierci” mieszczą się gdzieś po środku tych dwóch stwierdzeń. Z jednej strony obraz świata, bohaterów i relacji pomiędzy nimi został mi przedstawiony w nieco szerszy, i jak dla mnie, bardziej przystępny sposób, ale nie było tego na tyle dużo, by na stałe zyskać moją uwagę. Sama sobie zepsułam zabawę ekranizacją, przez co czytanie było mało ekscytujące i w wielu momentach zwyczajnie się dłużyło. Styl autorki mogę określi co najwyżej na poprawny, ale to w żadnym razie nie jest wada. „Igrzyska śmierci” to głównie historia i jej bohaterowie, styl jest tu zaledwie dodatkiem, który umożliwił dobry przekaz całości. 

wtorek, 30 września 2014

Day 26, 27, 28, 29 & 30 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 26 - A book that changed your opinion about something
- Książka, które zmieniła Twoją opinię na jakiś temat -

Przyznam szczerze, że nie kojarzę żadnego konkretnego tytułu, który zmieniłby moją opinię na jakikolwiek temat. Jestem chyba za bardzo uparta, by jedna jedyna książka mogła to zrobić. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to wszelkie książki dotyczące administracji hehe, zawsze sądziłam, że ci wszyscy urzędnicy są wredni z natury, a teraz już wiem, że zostali zwyczajnie pokonani przez przepisy i choć nie wiem jak bardzo chcieliby nasze sprawy załatwiać w oka mgnieniu, zwyczajnie się nie da... ;)

piątek, 26 września 2014

"Stringer/Stinger-Żądło namiętności" Mia Sheridan


„Stringer” autorstwa Mii Sheridan, to trzecia książka tej autorki, którą miałam okazję przeczytać. Po fenomenalnym „Archer's Voice” i zaskakująco dobrym debiucie „Leo”, moje oczekiwania były wysokie, co zazwyczaj źle się kończy. Ale czy tym razem też tak było?

czwartek, 25 września 2014

Day 22, 23, 24 & 25 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 22 - A book that makes you cry  
- Książka, która doprowadza Cię do łez -

Tak jak w dniu 6 i dzisiaj wskażę „Żółte ptaki” Kevina Powersa. 

DAY 23 - A book you wanted to read for a long time but still haven't
- Książka, którą chciałaś przeczytać od dłuższego czasu, ale wciąż tego nie zrobiłaś -

„Drood” Dana Simmonsa to coś, co od razu przychodzi mi na myśl. Ta książka ma 832 strony, a ta liczba po prostu mnie przeraża. Do tego jest wydana w twardej oprawie. Moja ręka z pewnością nie przeżyłaby czytania, a ebooka nie można dostać, chyba, że na chomiku, więc wypada mi kupić normalną książkę, ściągnąć nielegalny plik. No cóż, może kiedyś...

poniedziałek, 22 września 2014

"Parabellum. Prędkość ucieczki" Remigiusz Mróz

Do książki „Parabellum. Prędkość ucieczki” Remigiusza Mroza podchodziłam mimo wszystko dość sceptycznie. Wychwalana pod niebiosa, tak samo jak zresztą jej autor, budziła we mnie pewne wątpliwości. Niemniej ciekawość wzięła górę i po roku rozmyślań na jej temat, wreszcie ją przeczytałam.

Książek o II wojnie światowej mamy na pęczki. Opowiadają mniej lub bardziej fikcyjne historie i pod tym względem „Parabellum” daleko nie odbiega. Akcja powieści toczy się głównie we wrześniu 1939 roku, śledząc losy kilku bohaterów. Mamy tu porywczego Bronisława Zaniewskiego, który nie obawia się przyłożyć nawet swojemu przełożonemu, sierżantowi Chwieduszko, choć może to za sobą pociągnąć spore konsekwencje. Jego młodszego brata Stanisława i jego narzeczoną Marię, żydówkę, która doskonale wie, że musi uciekać z Warszawy inaczej zginie. Dodatkowo śledzimy też poczynania niejakiego Christiana Leitnera. Niemiecki kapitan Wehrmachtu jest z pewnością jedną z najciekawszych postaci tej książki, a wszystko za sprawą tego, że Remigiusz Mróz postanowił zrobić z niego wciąż kontrowersyjną, a jednak pozytywną postać z czym nie można się spotkać często w książkach z akcją osadzoną w okresie wojennym. 

niedziela, 21 września 2014

Day 19, 20 & 21 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 19 - Favorite book turned into the movie
- Ulubiona zekranizowana książka -

Jako, że staram się nie porównywać zbytnio książek do ekranizacji i odwrotnie, ciężko mi wybrać cokolwiek. Niemniej myśląc o tym przychodzi mi do głowy głównie Harry Potter, więc to jego wybiorę, jednak nie pokuszę się już o wskazanie konkretnej części. Każda ma coś w sobie, każda zachwyca i choć książki są o wiele lepsze, to jednak doskonale się na tych filmach bawiłam i często do nich wracam, szczególnie teraz, kiedy bratanica czyta książki, a  potem możemy razem oglądać ekranizacje. 


DAY 20 - Favorite romance book
- Ulubiony romans -

Wspomniałam już o zwyczajnym romansie, o romansach paranormalnych również już kiedyś mówiłam, dzisiaj się więc skupię na tych historycznych, które stanowią moją słabość i to ogromną. 

Romans historyczny rządzi się swoimi prawami i na próżno w nim, w większości, szukać czegoś głębszego. Często spotykamy głupiutkie panny i zakochanych w samych sobie kawalerów. Pruderia, doskonałe maniery i tak dalej... Ale... Istnieją autorzy, którzy na tych podwalinach próbują budować coś odrobinę innego i jedną z nich jest dla mnie Mary Bologh, która ujęła mnie lirycznością, romantyzmem i konsekwencją w budowaniu swoich bohaterów. Jest jedną z moich ulubionych autorek tego gatunku. Przeczytałam chyba wszystkie wydane jej książki w naszym kraju i ciężko mi wybrać tylko jedną. Niemniej najbardziej przypadł mi do gustu cykl „Bedwynowie”, najwięcej tu było bowiem mocnych, odbijających się od wszystkich reguł charakterów. Najbardziej mi zapadł w pamięć najstarszy z rodzeństwa, czyli Wulfrick Bedwyn, książę Bewcastle i jego historia w „Niebezpiecznym kroku”.  

„Różni ich wszystko. Christine Derrick i Wulfrick Bedwyn to dwa przeciwieństwa: ona żywiołowa i bezpośrednia, on chłodny i wyniosły. Lecz oboje czują, że nieodparta namiętność pcha ich ku sobie. Rozkwitające uczucie może jednak zniszczyć niegodna propozycja złożona przez Wulfricka. Co będzie musiał uczynić, żeby odzyskać utraconą miłość?”

„Niebezpieczny krok” to ósmy, zamykający cykl tom, na który nie mogłam się doczekać. Postać Wulfrica przez wszystkie poprzednie części była kreślona w taki sposób, że ciężko było sobie wyobrazić jego romantyczną historię bez psucia jego indywidualizmu. I bałam się tego tomu, ale pani Bologh mnie nie zawiodła. Stworzyła szalenie romantyczną historię nieodbierającą głównemu bohaterowi tego, co w nim najbardziej intrygujące – jego mrukliwego, poważnego usposobienia. Muszę też zaznaczyć, że pani Bologh nie obawia się pikantniejszych scen, co stanowi kolejny plus jej opowieści. Choć nie ma w jej książkach większej akcji, to chłonie się je jednym tchem.

„- Myślę, że pan nosi maskę - odparła. - Nie można przez nią przeniknąć. Czyja pana uraziłam?
- Słucham? - zatrzymał monokl w pół drogi do oka.
- Znów ma pan oczy jak bryły lodu - ciągnęła. - Oczy to zawsze najsłabszy punkt każdej maski. Człowiek, który ją nosi, musi patrzeć na świat, więc pozostają nieosłonięte. Ale pańskie oczy są częścią maski. Gdy w nie patrzę, nie mogę dostrzec nawet drobnej cząstki pana duszy.
Spojrzał na nią z chłodną wyniosłością, jak zawsze na wszystkich i wszystko. Jak mógłby inaczej? Jak mógłby zaryzykować...
- Może powinienem chodzić z sercem na dłoni - rzucił. -Wtedy nie musiałaby
pani patrzeć mi w oczy. Ale przecież ja nie mam serca...”
„Niebiezpieczny krok” Mary Bologh

DAY 21 - The first novel you remember reading
- Powieść, którą pamiętasz, że przeczytałaś jako pierwszą -

Tu odpowiedź będzie krótka, bo już kiedyś padła, czyli „Król lew”.

piątek, 19 września 2014

„Sekretny język kwiatów” Vanessa Diffenbaugh.

Bardzo rzadko zdarza mi się wpadać na takie książki jak „Sekretny język kwiatów” Vanessy Diffenbaugh. Nie mówię tu o fabule, bohaterach czy pisarskim stylu. Nie mam na myśli poziomu emocji zawartych w książce, ani nawet sympatii bądź antypatii względem bohaterów. Nie... Mówię o książkach, które według wszelkich moich założeń powinny być świetne, a jednak niemal w ogóle mnie nie poruszają. Ale od początku. 

„Sekretny język kwiatów” opowiada historię Victorii, aspołecznej, zamkniętej w sobie dziewczyny, która od najmłodszych lat tułała się po rodzinach zastępczych i domach dziecka. Jako osiemnastolatka zaczyna nowe życie, lecz zamiast szukać pracy, zajmuje się kwiatami, przez co ląduje na bruku zaledwie trzy miesiące po opuszczeniu domu dziecka. Tuła się po parkach, grzebie w śmietnikach, sadzi swoje kwiaty gdzie tylko się da. To one są dla niej wszystkim, to one wyrażają jej emocje. Na swej drodze spotyka Renatę, kwiaciarkę, która daje jej pracę, a tym samym kolejną szansę na nowy start, który dziewczyna stara się jak najlepiej wykorzystać. Poznaje też Granta, który okazuje się być starym kolegą z dzieciństwa, z okresu, kiedy była najszczęśliwsza i miała szansę na prawdziwy dom i matkę, która na odmianę nie chciała z niej zrezygnować. Ale coś poszło nie tak, a szczegóły tych wydarzeń poznajemy wraz ze wspomnieniami Victorii. Wszystko zaczyna się układać. Victoria ma pracę, robi to, co kocha, klienci ją uwielbiają, bo ma specyficzny dar do dobierania dla nich odpowiednich bukietów. Pomiędzy nią, a Grantem rodzi się uczucie, które tak samo ją fascynuje, co straszy. I wtedy, właśnie wtedy wszystko się zmienia. Victoria znowu musi podjąć kilka ważnych decyzji, tym razem nie chodzi już jednak tylko o nią... 

czwartek, 18 września 2014

Day 15, 16, 17 & 18 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 15 - Favorite male character
- Ulubiony męski charakter -

Tylko jeden?! To naprawdę ciężkie, jest wielu bohaterów, których sobie bardzo cenie, nie rzadko z różnych względów. Ale skoro mam wskazać jednego, muszę wybrać kogoś z czołowych bohaterów cyklu „Anielskie zastępy” Mai Lidii Kossakowskiej, co samo w sobie jest potwornie ciężkie. Każdy z aniołów/demonów ma coś w sobie takiego, co ciekawi, przyciąga i pozostaje w pamięci. Grrr! No nic, pójdę, znowu, na łatwiznę wybierając bohatera, który trafił do mnie w nieco inny sposób niż reszta przez swe romantyczne, tak naprawdę czułe serce. 

Asmodeusz, aka Mod czy Zgniły chłopiec. Wyjaśnienie mojej decyzji pozostawię Lucyferowi, aka Lampce ( do niego też mam swoistą słabość :D):

„Lampka patrzył zasępiony. Znał Asmodeusza od lat, łączyła ich głęboka, wypróbowana przyjaźń. Pan Głębi doskonale wiedział, że Zgniły Chłopiec, cynik i sybaryta, hazardzista i kobieciarz, jest w istocie najbardziej lojalnym i uczciwym demonem w całej Otchłani. Jego słynne miłosne podboje to raczej klęski na drodze poszukiwań prawdziwego uczucia, a przypisywane mu krętactwo to tylko bystrość i inteligencja w wynajdowaniu słabych punktów przeciwnika. Tak, Asmodeusz miał zasady, a zasady te często wykorzystywano przeciwko niemu.”
„Żarna niebios” (opowiadanie „Zobaczyć czerwień”) Maja Lidia Kossakowska

DAY 16 - Favorite female character
- Ulubiony kobiecy charakter -

Mogłabym wymienić kogoś z pojedynczych książek, ale nie wydaje mi się to właściwe, bo nie czuje, że te postacie znam dobrze. Pozostanę więc przy seriach. Bardzo lubię bohaterki kreowane przez Nalini Singh, tak wiem, wielkie mi zaskoczenie... ;) Lubię silne kobiecie charaktery, które przy okazji nie są feministkami, a w kreowaniu ich pani Singh doskonale sobie radzi. Niemniej jest ich tak wiele, że nie umiem wybrać. Nie odejdę jednak wiele dalej w swym wyborze, wskazując postać wykreowaną przez Stacie Kane. Mowa tu o Chess Putman z serii „Dolna dzielnica”. 

Chess jest silna, twarda i nieprzejednana, ale to strona, którą pokazuje obcym. Ta prawdziwa jest bardziej zagmatwana, poraniona i niepewna. Biorąc pod uwagę jej przeszłość i wszystko z czym musi się mierzyć, ktoś słabszy dawno by się poddał. A ona walczy i choć dość ostrożnie, to jednak cieszy się każdym małym krokiem do przodu jaki uda jej się zrobić. Ma szereg wad i słabości, przez co wydaje mi się prawdziwa. Kocha, nienawidzi, cierpi. Potrafi irytować, rozczulać, ale i pocieszyć. 

DAY 17 - Favorite quote from your favorite book
- Twój ulubiony cytat z ulubionej książki -

Najpierw trzeba chyba określić ulubioną książkę... Kolejne niedorzeczne pytanie. Czy naprawdę można wybrać tylko jedną? Ale dobra, niech będzie, skoro zaczęłam „Anielskimi zastępami”, to i tu ich wykorzystam, i również pomogę sobie decydując się na słowa Asmodeusza jako, że już o nim dzisiaj wspomniałam. Cytatów z „Siewcy wiatru” jest zbyt wiele, bym bez krętactwa mogła wybrać tylko jeden xD A więc:

„-Honor - powiedział. - Lojalność. Obowiązek. Wy, skrzydlaci, lubujecie się w dylematach moralnych, ale nie wiecie, jak się posługiwać prostymi terminami. Widzisz, Lampka jest moim przyjacielem. Jedynym. Nie dbam, czy mi wierzysz, czy nie, bo prawda i tak pozostaje prawdą. Nie obchodzi mnie Głębia. Obchodzą mnie jednostki, a Lampka jest jednostką, na której mi zależy. Zrozumiałeś?”

DAY 18 - A book that dissapointed you
 - Książka, która Cię rozczarowała -

Wiele książek mnie rozczarowało w mniejszym bądź większym stopniu. Poważnie, te pytanie stają się coraz bardziej irracjonalne, a ja po raz setny muszę pójść na łatwiznę w celu udzielenia jakiejkolwiek odpowiedzi. Tak więc ostatnio rozczarował mnie „Sekretny język kwiatów” Vanessy Diffenbaugh. Książkę skończyłam czytać wczoraj, jutro powinna się pojawić jej recenzja, więc nie będę tutaj wyjaśniać zbyt wielu rzeczy. Ogólnie wszystko z tą książka jest okay i powinna mnie porwać, ale tak się nie stało, ale o konkretach jutro.

środa, 17 września 2014

Wrześniowy stosik!

Miałam nadzieję, że wrzesień obędzie się bez stosiku, ale rzeczywistość zweryfikowała te moje... nadzieje. Co z tego, że na półce czeka cały stos do przeczytania. Nie ważne, że kończy mi się względnie wolny czas i całkiem niedługo będę miała o wiele mniej czasu na czytanie. To wszystko nie ma absolutnie żadnego znaczenia, kiedy idzie o książki. Pociesza mnie tylko myśl, że nie jestem w tym szaleństwie całkiem sama!



Poza tym potwornym stosikiem, dotarło do mnie kilka zagranicznych ebooków.


„All the Light We Cannot See” Anthony Doerr –  Druga wojna światowa w okupowanej Francji, Marie Laure mieszkająca w Paryżu wraz z ojcem pracującym w muzeum. Kiedy ma sześć lat, traci wzrok. Kiedy wybucha wojna uciekają do Saint-Malo, gdzie mieszka cierpiący na agorafobię wuj dziewczyny. To tam spotyka Warnera, Niemca i sierotę, który po brutalnym szkoleniu staje się ekspertem w tropieniu ruchu oporu. Jestem ogromnie ciekawa, o czym konkretnie mówi ta książka, choć po przeczytaniu kilku krótkich rozdziałów już wiem, że będzie dla mnie i mojego angielskiego nie małym wyzwaniem. Ale poczułam magię i już nie mogę się doczekać weekendu, gdzie będę mogła się jej w pełni oddać.

„Rock Addiction” Nalini Singh – nowa seria, całkowite zaskoczenie, bo akcja osadzona na tle rockowego zespołu i sławy. No i seksu, nie zapominajmy o seksie. Przyznam, że miałam mieszane uczucia, ale to w końcu pani Singh. Zobaczymy...

„Landline” Rainbow Rowell – to romans, ale dość nietypowy. Mamy małżeństwo przechodzące kryzys, co nie jest niczym zaskakującym i często się w książkach powtarza. To, co zwróciło moją uwagę to to, że którego dnia, kiedy Georgie myśli, że zrujnowała doszczętnie swoje małżeństwo, odkrywa sposób komunikowania się ze swoim mężem z czasów, zanim jeszcze się pobrali. Nie wiążę z tą historią większych nadziei, ale myślę, że będę się chociaż dobrze się bawić.

Nie mam pojęcia, kiedy to wszystko przeczytam, skoro nawet z poprzedniego stosu nie przeczytałam wszystkiego, ale cóż... ;)