czwartek, 31 lipca 2014

"Dotyk Julii" Tahereh Mafi

Bardzo długo się wahałam przed sięgnięciem po tę książkę. Moja intuicja podpowiadała mi dobrze, bo „Dotyk Julii” Tahereh Mafi, to pozycja specyficzna. Za każdym podejściem do czytania odbierałam tę książkę inaczej, i doprawdy nie wiem jak mam ją ocenić. Czy mi się podobała? Z pewnością wywołała u mnie emocje, a to już coś.

Tytułowa Julia ma niezwykły dar, albo raczej przekleństwo – jej dotyk zabija. Zamknięta w ośrodku dla psychicznie chorych, niemal przez rok z nikim nie rozmawia. Aż do dnia, kiedy zjawia się Adam, tajemniczy, a przy tym w jakiś sposób znajomy chłopak, który ma dzielić z nią cele. Dowiadujemy się o zmianach w świecie, tragicznej sytuacji ziemi/ludzi/ogólnie pojętego społeczeństwa. Typowa dystopijna wizja świata. Przynajmniej teoretycznie.

Dla wielu największym atutem tej historii jest język jakim jest napisana. Przez pierwsze naście stron sama do nich należałam. Ale potem stało się to męczące. Przez 2/3 książki miałam wrażenie, że autorka tak bardzo skupiała się na formie, że zabrakło jej energii na dopracowania świata, bohaterów czy akcji. Język, którym pisze potrafi być piękny, niekiedy wręcz urzekający, ale często to tak naprawdę bredzenie o niczym, szukanie najdziwniejszych metafor jak; „słup nonsensu”. Jakby tak powycinać na krótkie sytuacyjne opowiadania, mogłoby być piękne, lecz w kontekście całości, te wszystkie słowa ani nic nie wnoszą, ani niczego nie pokazują… Są zabiegiem stylistycznym i to tyle. Wszędzie, na każdej przeczytanej stronie, dostrzegałam potencjał na świetną historię. Potencjał zarówno w akcji jak i świecie, wydarzeniach, czy nawet bohaterach. Tyle, że ten potencjał został zdominowany przez zbędne słowa – nigdy nie sądziłam, że coś podobnego powiem.

wtorek, 29 lipca 2014

"Hopeless" Colleen Hoover

Pomyślałam, że dzisiaj napiszę o książce, którą przeczytałam już jakiś czas temu, a mianowicie „Hopeless” Colleen Hoover. Tak naprawdę wcale nie zamierzałam po nią sięgać. Po prostu zajrzałam z ciekawości, przeczytałam kilka akapitów i utonęłam rozumiejąc szybko, dlaczego jest o niej tak głośno. 

Opis wydawcy nie wiele mówi. Ot, kolejna, słodka i prosta historia miłości nastolatków wkraczających w dorosłość. Wiemy, że gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest jakaś tajemnica i utracone wspomnienia. I generalnie wszystko się zgadza, tyle, że zarówno tajemnice, jak i wspomnienia, nie są wcale takie błahe.  By nie opowiadać fabuły i nie zdradzać zbyt wiele, powiem tylko, że mamy do czynienia z traumą w wielu odsłonach tego słowa. Ja, nie czytając zbyt wiele o tej książce, zostałam całkowicie zaskoczona. I chyba to pozwoliło mi odrobinę bardziej docenić tę pozycję.  

poniedziałek, 28 lipca 2014

"Niewinny" David Baldacci

To moje drugie spotkanie z twórczością Davida Baldacciego i muszę powiedzieć, że wydaje mi się nawet bardziej udane.

„Niewinny” to pierwszy tom nowego cyklu o zawodowym mordercy, który zostaje wplątany w bardzo dziwny spisek. W jednej chwili jego zadanie wydaje się mu niemalże rutynowe, w drugiej stoi przed matką i jej małym dzieckiem, ale nie potrafi nacisnąć spustu. A jednak ci i tak giną tyle, że nie z jego ręki.

Muszę powiedzieć, że początek całej historii mnie nie porwał. Jakoś nie potrafiłam się wczuć. Ale to bardzo szybko się zmieniło, a ja przypomniałam sobie, że dokładnie tak było z „Dniem Zero”. Najwidoczniej książki tego autora wymagają od czytelnika odrobiny cierpliwości.

piątek, 25 lipca 2014

"Mroczne Umysły". "Delirium", "Partials. Częściowcy" - czyli dystopijny lipiec


W ostatnich tygodniach na mojej półce królują powieści dystopijne. Nie mogę powiedzieć, że nagle odkryłam tę specyficzną kategorię, bo już wcześniej czytałam książki opowiadające o mrocznych wizjach przyszłości, niemniej byłam wtedy młodsza.

Głównym powodem przez który tak często odrzucałam od siebie nawet najgłośniejsze tytuły byli nastoletni bohaterowie. Padłam ofiarą kilku prób sięgnięcia po literaturę młodzieżową kończącą się zawodem, gdyż opisywane postacie były najprościej w świecie irytujące. Ich problemy błahe, a podejście do świata i życia często nazbyt naiwne. Nie daj boże jeszcze jakiś wątek miłosny i naprawdę miałam często ochotę rzucać książkami o ścianę.

Teraz wiem, że nie powinnam była się tak łatwo poddawać tylko lepiej poszukać.



„Najmroczniejsze umysły skrywają się za fasadą najzwyklejszych twarzy.” Można by też powiedzieć, że najciekawsze książki również kryją się czasem za cholernie niepozorną fasadą.

O "Mrocznych Umysłach" Alexandry Bracken jest głośno i nie bez powodu. Nie będę opowiadała o fabule, bo wychodzę z założenia, że książki się czyta, a nie je streszcza. Powiem tylko, że mamy tu do czynienia z ruinami ameryki pogrążonej w kryzysie politycznym i gospodarczym. Na tle tego wszystkiego wyrasta historia dzieci z wyjątkowymi zdolnościami takimi jak na przykład; władza nad prądem, telekineza, czy jak to jest u głównej bohaterki, możliwość wkradnięcia się w czyjeś myśli i zrobienia z nimi co jej się tylko zapragnie. Przerażony rząd zamyka dzieci w obozach i tak zaczyna się ta historia.

To jedna z tych pozycji, która choć teoretycznie kierowana jest do młodzieży, tak naprawdę potrafi zainteresować nie tylko nastolatków. To nie jest może powieść idealna. Mogłabym się doczepić do kilku scen/zachowań/twierdzeń bohaterów, ale nie wydaje mi się to konieczne. Nawet nie bardzo ma to wpływ na moją ocenę, bo bez względu na to, za każdym razem siadałam do czytania nie mogąc się doczekać kolejnego spotkania z wykreowanym przez autorkę światem.

I mimo, że ten świat wcale nie wydaje się taki oryginalny, bohaterowie też nie zaskakują niczym szczególnym i wszystko gdzieś już kiedyś było, to zostało ze sobą na tyle dobrze połączone, że stworzyło świetną całość.



Nieco gorzej w moim odczuciu było już z "Delirium" Lauren Oliver. Doskonale opisany świat zbudowany w najdrobniejszym szczególe urzeka, a jednak coś nie do końca mi odpowiadało. Być może dlatego, że tu o wiele silniej odczuwałam te wszystkie rzeczy, których się boje w książkach dla młodzieży? Tutaj dodatkowo sama fabuła czyni z głównej bohaterki nieco irytującego narratora.

A może po prostu nie przekonał mnie sam pomysł świata, gdzie miłość jest chorobą. Z jednej strony podziwiam skrupulatność w budowaniu tego świata, z drugiej irytuje mnie głos opowiadający całą historię. Chyba będę musiała poczekać z całkowitą oceną tej historii aż przeczytam drugą część. Na tę chwilę moje uczucia względem pierwszego tomu są naprawdę pomieszane.




Dalej, choć tak naprawdę przeczytałam ją jeszcze przed „Mrocznymi Umysłami”, jest "Partials. Częściowcy" Dana Wellsa. Kolejny raz mamy do czynienia z ruinami świata, a ocalała społeczność walczy z pozostałościami tego, co niegdyś stanowiło normę. Głównym problemem jednak jest specyficzny wirus, który zabija nowo narodzone dzieci już kilkanaście godzin po przyjściu na świat. Coraz młodsze kobiety mają obowiązek zachodzenia w ciążę, czemu buntują się co poniektórzy. Inni, jak Kira, nasza główna bohaterka, postanawiają w końcu zrozumieć wirus, zamiast zaledwie szukać na niego lekarstwa.

„Partials. Częściowcy” to jak na razie jedyna opowieść dystopijna, jaka wpadła mi w ręce, napisana za pomocą trzeciej osoby, co w gruncie rzeczy skłoniło mnie najmocniej, by po nią sięgnąć najpierw. I nie mogę powiedzieć, że to był błąd, bo nie był, ale jak na złość czytając przychodziło mi do głowy, że jednak pierwsza osoba byłaby tu lepszym rozwiązaniem. I nie, nie zmieniłam nagle własnych upodobań, ale nie mogę zaprzeczyć, że dobrze prowadzona narracja pierwszoosobowa wprowadza swoistą intymność. A tego głównie zabrakło mi w tej książce.

Autor skupił się na aspekcie uczuć, poglądów i wiary jeśli tyczyła się ona głównej akcji, lecz te dotyczące bohaterów pobocznych, z którymi Kira ma kontakt, zaledwie zakreślił. Potrafię uwierzyć w jej altruizm, ale nie w jej związki z innymi ludźmi. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach będzie z tym odrobinę lepiej.

Podsumowując, mimo wszystkich wytkniętych przeze mnie minusów, moją przygodę z literaturą młodzieżową uważam za pełen sukces. To może wydawać się nieco głupie, ale naprawdę się cieszę, że postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po te książki. Na półce czeka na mnie jeszcze kilka następnych i już nie mogę się doczekać, kiedy je przeczytam. Czuje się trochę tak, jakbym nagle odkryła nowy świat, którego wcześniej uparcie nie chciałam odwiedzić.    

poniedziałek, 7 lipca 2014

"Piąta fala" Rick Yancey

Po pierwsze nastoletni bohaterowie, po drugie kosmici, po trzecie pierwsza osoba narracji - jednym słowem wszystko, czego zwyczajowo unikam. Tak naprawdę jedynymi powodami dla których zwróciłam uwagę na tę książkę, to apokalipsa i krótki tekst na przodzie okładki, który nie dawał mi o sobie zapomnieć.

Moje wątpliwości zniknęły już na 26 stronie, gdzie zakreśliłam pierwszy cytat. Dalej było tylko lepiej. Choć „lepiej” wydaje się niedopowiedzeniem.