sobota, 9 sierpnia 2014

"Archer's Voice"/"Bez słów" Mia Sheridan

Mogłabym oddać własną głowę za stwierdzenie, że każdy człowiek choć raz w swoim życiu zmagał się z czymś, co przywodziło na myśl prostą chęć ucieczki.

Bree Prescott, wiedziona koszmarem napadu i wspomnień o morderstwie swojego ojca, ucieka z dużego miasta w poszukiwaniu oddechu. Zatrzymuje się w małym miasteczku, którego główną atrakcją jest jezioro… i nawet w którymś momencie dostaje rower, co wszystko razem kojarzyło mi się odrobinę z „Bezpieczną przystanią” Nicolasa Sparksa, a przynajmniej z filmem na podstawie jego książki, bo samej powieści nie czytałam. Niemniej na tym chyba podobieństwa się tu kończą.

Bree niemal natychmiast spotyka miłość swojego życia jak na dobry romans przystało. Ale znowu, to nie jest typowe spotkanie. On nie wygląda jak młody Bóg, nie zaprasza jej z miejsca na randkę i nie próbuje czarować mniej lub bardziej wyświechtanymi przez czas słowami. Wręcz przeciwnie. Wygląda niechlujnie i nie odzywa się słowem, a kiedy Bree zaprzestaje bezsensownej tyrady o swoich zakupach rozsypanych po chodniku oczekując, że on w końcu się odezwie, nasz nieznajomy po prostu odchodzi.


Archer Hale okazuje się być miasteczkowym odludkiem. Po wypadku z dzieciństwa nie może mówić, jego struny głosowe zostały bezpowrotnie zniszczone przez pocisk, który cudem go nie zabił. Traci oboje rodziców i od tamtej chwili chłopca wychowuje wujek - nie do końca stabilny emocjonalnie weteran wojenny. Archer wyrasta na mężczyznę całkowicie odciętego od toczącego się obok życia. Nikt nie zwraca na niego uwagi, a jeśli już, nie jest to przyjemne. Jak można się domyślić, Bree dostrzega w nim coś na tyle intrygującego, by miała ochotę spróbować go poznać.

I okazuje się, że wcale nie jest tak jak wszyscy sądzili, Archer nie jest upośledzony, on po prostu nie mówi. Zna język migowy, lecz nikt, nigdy nawet nie próbował się z nim w ten sposób porozumieć, a on sam pozostawał latami w tym bierny.

Można by powiedzieć, że historia ich miłości jest jak z bajki, romantyczna i słodka, i tak naprawdę jest. Niemniej Mia Sheridan umiejętnie połączyła to z naprawdę dobrą konstrukcją psychologiczną Archiego. Wydaje mi się, że jedynie popełniła błąd w przypadku Bree, jej stres pourazowy nie był tu w żaden sposób potrzebny, skoro przeszło jej tak szybko. Mogę jej to jednak wybaczyć. Archer wychodzi ze swojej skorupy powoli i z trudem, napotykając na swej drodze niezależne od jego woli czy chęci trudności.

I'm afraid to love you. I'm afraid that you'll leave and that I'll go back to being alone again. Only it will be a hundred times worse because I'll know what I'm missing. I can't…” He sucked in a shaky breath. “I want to be able to love you more than I fear losing you, and I don't know how. Teach me, Bree. Please teach me. Don't let me destroy this.” 

Istnieją takie problemy, z którymi człowiek pragnie poradzić sobie w pojedynkę i nie ma to nic wspólnego z brakiem zaufania do swoich bliskich, czy wiary w ich dobre intencje. Czasem potrzebna jest człowiekowi prosta świadomość, że sam może sobie pomóc i dokładnie to jest pokazane w tej książce.

To, że uczucie pomiędzy Bree i Archerem automatycznie nie eliminuje całego zła na świecie, wręcz utrudnia mu dojście do siebie, jest zabiegiem dzięki któremu ta historia zyskuje na realności. To najbardziej realistyczny NA jaki dotąd czytałam, co jest dość zaskakujące biorąc pod uwagę lukier wyciekający spomiędzy stron.

Podsumowując; „Archer's Voice” to nie jest książka bez wad. Jest w niej zarówno absurd, jak i odrobina przerysowań oraz zbędne wątki. Jest romantyczna i słodka aż do bólu, co nie każdemu możne się podobać nawet, jeśli ta słodkość wydaje się prawdziwa. Bohaterowie wiedzą kiedy pozwolić sobie na czułości, a kiedy nie, co nadaje temu wszystkiemu równowagi, co rzadko można to spotkać w romansach. Dla ludzi nie lubiących opisów scen łóżkowych, to  również może być nietrafiona pozycja, bo jest tego sporo. Niemniej jak wszystko inne, te sceny są maksymalnie erotyczne, ale delikatne, wręcz liryczne. Nie ma tu Greyowskiej instrukcji obsługi kobiety/mężczyzny. Seks w tej książce to emocje, przede wszystkim emocje i osobiście nie mogłabym chcieć niczego innego.

Wszystko razem skłania mnie do kilku wniosków, lecz chyba najważniejszym będzie stwierdzenie, że „Archer's Voice”, pośród swoich licznych konkurentów, z pewnością zasługuje na pierwszą pozycje - przynajmniej w mojej ocenie. Książka jest dobrze napisana, doskonale skonstruowana. Ma ciekawych bohaterów, również pobocznych. Pozwala się czytelnikowi wczuć, doznać specyficznej atmosfery małego miasta. Sprzedaje odrobinę złudzeń, ale też wreszcie (!) pokazuje też, że miłość to nie tylko to, co dobre. Miłość to też ciężar, którego nie wszyscy i nie zawsze, są wstanie tak po prostu unieść.

“Maybe there was no right or wrong, no black or white, only a thousand shades of grey when it came to pain and what we each held ourselves responsible for.”

Z pewnością sięgnę jeszcze po inne książki Mii Sheridan. Ocena: 8/10.


Polska premiera książki już 13 kwietnia 2016!

6 komentarzy:

  1. Tak bardzo mnie zaintrygowalas tą książką, że mam ochotę natychmiast ja poznać. Uwielbiam na i uwielbiam skomplikowanych bohaterów, a do tego ciekawe ujęcie wątku erotycznego. Napisz do wydawcy, wszak od tego jesteśmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że cię zaciekawiłam!

      Usuń
  2. Książka ma zostać zekranizowana , więc zapewne wyjdzie w Polsce . Tylko pytanie brzmi czy wydawnictwo wyda tylko Archera czy wszystkie książki z tej serii .

    OdpowiedzUsuń
  3. Dominika Bruzda20 stycznia 2015 17:00

    Ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
  4. Archer's Voice nie ma serii, ale Mia Sheridan wydaje książki z taką prędkością jak nasz rodzimy Mróz, co róż coś nowego :D Jak na razie nie napisała nic, co by mi się nie podobało, więc możliwe, że jakiś wydawnictwo skusi się i na inne tytuły. :)

    OdpowiedzUsuń