czwartek, 28 sierpnia 2014

Autorzy, do których mamy sentyment #1 Nalini Singh

Pewnie tego jeszcze nie widać, bo jestem tu dopiero drugi miesiąc, lecz gdybym z jakichś względów musiała wybrać tylko jeden gatunek, który czytałabym do końca życia, nie mogąc sięgnąć po nic innego, nie wybrałabym literatury wojskowej, YA, NA, ani kryminałów z psycholami w rolach głównych. Wybrałabym paranormal romanse. Dlaczego? 

Po pierwsze, czego również pewnie jeszcze tu nie widać, jestem niepoprawną romantyczką. Potrafię zakochać się w książkach w których nie ma za grosz romansu, ale prawdziwie oszaleć mogę tylko na punkcie tych, w których ten wątek jest, choćby w minimalnej postaci.

Po drugie, kocham fantastykę. Mam świra na punkcie logiki i realności, ale kiedy czytam o wymyślonych światach, stworach, zupełnie nierealnej realności, przestaje myśleć. Przynajmniej w większości przypadków, i łatwiej mi przychodzi oddanie się lekturze. 

Po trzecie, ale nie ostatnie, to wręcz główny punkt i cel całego wpisu; to autorzy, którzy w moich oczach łączą wszystko to, co porusza mnie i kręci w książkach. Jedną z nich jest Nalini Singh, która otworzyła mi oczy na kompletnie inny poziom PR. Przed poznaniem jej książek byłam skłonna zaakceptować wszystko, przymknąć oczy na wszelkie niedorzeczności. Ona udowodniła mi jednak, że paranormal i realność mogą iść w parze. 

Dla tych, którzy o niej nie słyszeli, Nalini Sighn pochodzi z Nowej Zelandii, a jej powieści wydawane są na całym świecie. W naszym kraju ukazało się jednak ich zaledwie pięć. Dwie z serii Łowca Gildii i trzy z cyklu Psi i Zmiennokształtni. O powodach przez które u nas pani Sighn odniosła pełną klapę, mogłabym rozprawiać godzinami, ale się powstrzymam. Powiem tylko, że jak dla mnie miała po prostu pecha trafić na takie, a nie inne wydawnictwo, które kompletnie nie wiedziało jak ma sobie z nią poradzić. Dodam jeszcze, że o ile się orientuje, tego wydawnictwa już nie ma na rynku, utonęło w długach i swojej niekompetencji. Prószyński i S-ka, które wzięło pod swoje skrzydła serię o Psi i Zmiennokształtnych, musiało się później zmierzyć z ogromem krążących po sieci nieoficjalnych tłumaczeń powieści pani Sighn, co w rezultacie zatrzymało ich na książce numer 3. I nic dziwnego. Niestety. Jestem pewna, że gdyby oni wprowadzili na nasz rynek jej książki, wszystko potoczyłoby się inaczej.

Nalini Sighn tworzy pełnokrwiste, niebanalne postacie. Jeśli coś robią, jest to całkowicie zrozumiałe i rzadko można się spotkać z naiwnością, przerysowaniem czy zwyczajną głupotą. Autorka kreśli swoje światy w dokładny, przejrzysty sposób, przez co bardzo łatwo w nich utonąć. Wszystko ma swoje miejsce, historię i wytłumaczenie. I mimo że tematem przewodnim jest romans, w obu seriach nie brakuje akcji. I to niebanalnej akcji. Mamy do czynienia z morderstwami, seryjnymi mordercami, terroryzmem, ekstremistami próbującymi obalić władzę i zamienić świat w zgliszcza. Książki Nalini Sighn to dla mnie romanse, fantastyka, kryminały i thrillery w jednym. Wszechobecny w powieściach seks jest pełen emocji, i choć dosadny, nie bije po oczach instrukcjami obsługi czy poradnikiem Kamasutry. 

Mam za sobą 20 książek tej autorki. Owszem, wśród nich znalazłoby się kilka minusów, parę słabszych pozycji, lecz to wciąż moja ulubiona autorka, której jestem absolutnie oddana. Mogłabym ją przeklinać, bo teraz byle jaki PR nie zdobędzie mojego uznania, zrobiłam się przez nią wybredna, ale nie mam jej tego za złe, bo ilość emocji jaka we mnie żyje za każdym razem, kiedy czytam coś jej autorstwa, jest warta każdej ceny. 

Pozwolę sobie wspomnieć tylko o pierwszych tomach dwóch serii.

A więc:

„Elena Deveraux, zawodowy łowca wampirów, zostaje wynajęta przez wzbudzającego powszechny respekt archanioła Rafaela. Jednak tym razem jej celem nie staje się zbłąkany wampir... lecz zbuntowany archanioł. Zlecenie zawiedzie łowczynię w sam środek masakry, jakiej nie oglądała nawet w najgorszych koszmarach i doprowadzi ją do granic pożądania. Równie łatwo może zginąć z ręki śmiertelnie groźnego przeciwnika, jak i od uwodzicielskiego dotyku Rafaela. Co dla anioła jest tylko zabawą, śmiertelnika może kosztować życie Nalini Singh wprowadza czytelników do swego fascynującego świata, pełnego pięknych istot i żądzy krwi, w którym aniołowie żelazną ręką kontrolują wampirzą społeczność.. „ Opis wydawcy.

Tu pozwolę sobie zacytować Paranormalbooks (od niedawna Book Geek), gdyż wydaje mi się, że ten tekst lepiej obrazuje książkę, jak i zresztą całą serię:

„Poznaj świat podzielony przez potężną rasę o fenomenalnych mocach umysłu, ale pozbawioną serca… Człowiek i zwierzę jednocześnie, Lucas Hunter, jest zmiennokształtnym – głodnym tych wszystkich wrażeń, którymi Psi – rasa rządząca – pogardzają. Po wiekach niełatwej koegzystencji, obie rasy znajdują się na granicy wojny z powodu brutalnych morderstw, których ofiarami padły zmiennokształtne. Lucas jest zdeterminowany znaleźć zabójcę Psi, który zaszlachtował kobietę z jego Sfory, a Sascha mogłaby go wpuścić do jej strzeżonego świata. Wkrótce jednak odkryje, że zimnokrwista Psi jak najbardziej zdolna jest do namiętności – i że tkwiące w nim zwierzę jest nią zafascynowane. Uwięzieni między walczącymi światami, Lucas i Sascha muszą zachować swoją tożsamość – albo poświęcić wszystko i ulec najmroczniejszej z pokus.”

Gdybym miała w kilku słowach powiedzieć za co uwielbiam Nalini Sighn, powiedziałabym, że głównie za pełnokrwistych bohaterów. Kobiety nie są wątłe niczym źdźbła traw, są silne, waleczne, w większości niezależne, ale przy tym nie gardzą mężczyznami pragnącymi je chronić. Mężczyźni to wprawdzie głównie samce alfa, dosłownie i w przenośni, lecz ci z kolei noszą serca na dłoniach i w tej swojej stanowczości i silnej potrzebie „własności”, są przede wszystkim opiekuńczy. Pani Sighn w swoich książkach opisuje harmonie i balansowanie pomiędzy skrajnościami, pomiędzy potrzebami jednej i drugiej strony, pisze o kompromisach, z jakich przecież składa się każdy związek. 

Przykro mi, że muszę czytać jej książki w oryginale, choć z drugiej strony to głównie dzięki niej zaczęłam pracować nad swoim angielskim i dzisiaj często sięgam po książki w tym języku. 

Jacy autorzy dla Was są szczególni i dlaczego? Chętnie przeczytałabym o tym na Waszych blogach, a jeśli nie tam, to przynajmniej w komentarzach pod tym postem. 

13 komentarzy:

  1. Musiałabym się lepiej zastanowić nad tym jacy autorzy są dla mnie szczególni. Możliwe, że jak skończę wyzwanie 30 dni z książką to dopiero wtedy zmierzę się z tym pytaniem, ale powiem Ci, że dzięki Twojemu wpisowi po raz pierwszy od dawna nabrałam ochoty na to, żeby sięgnąć po PR. Gatunek ten nigdy nie należał do moich ulubionych, może niefortunnie zaczęłam z nim znajomość, bo saga "Zmierzch" do arcydzieł nie należy, a o Nalini Singh nigdy wcześniej nie słyszałam, ale teraz na serio mam ochotę przeczytać jej powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zmierzch" wiele dla gatunku zrobił, lecz z pewnością nie powinien być jego przedstawicielem. I niestety jest dużo słabego PR na rynku, ale też parę dobrych serii. Cieszę się, że zainteresowałam Cię tą autorką :)

      Usuń
    2. A mogłabyś mi polecić jeszcze jakieś dobre serie PR?

      Usuń
    3. PR to nie tylko wampiry i wilkołaki, z czego niektórzy nie zdają sobie sprawy. PR to także duchy, magia, obce cywilizacje etc. Jeśli chodzi o moje ulubione serie, to zaraz za książkami pani Sighn znajduje się Stacy Kane i dwie serie jej autorstwa: "Dolna Dzielnica" i tu mamy coś w klimacie urban fantasy, jest magia, czarownice duchy. Jest świetna silna, choć zagubiona bohaterka i dwóch facetów, którzy w jakiś tam stopniu ubiegają o jej względy, ale to cykl, gdzie romans jest na drugim planie i nic nie dzieje się natychmiast. I co podoba mi się najmocniej, nie ma tu pięknisi, no prawie xD Generalnie mało atrakcyjni fizycznie ludzie tam są. Żadnych półbogów itd.Jej drugi cykl to "Megan Chase" (na szczęście wszystkie trzy tomy zostały u nas wydane yey! xd) Tu mamy znowu Demony, pół demony, dziwne małe demony. Demony generalnie są wszędzie heh. Ten cykl jest już mniej hm... poważny, można się uśmiać i należy odrobinę przymknąć oko, ale często do niego wracam jak mam zły humor. Następnie, to muszę zaznaczyć, jest mała przepaść, w sensie poziom odrobinę spada, ale wciąż można śmiało czytać, I jest tak: Jane Frost i cykl "Nocna Łowczyni" wampiry, pół wampiry, trochę akcji, trochę śmiechu, bohaterowie, których da się lubić. Żadne Edwardowa sweetaśne cosie ;) Jane Castle i cykl "Harmonia", oryginalna historia gdzie nasz świat przepadł za "kurtyną" za którą teraz żyją ludzie i maja dziwne moce pochodzące od bursztynów czy jakoś tak. Szczerze mówiąc trochę minęło od mojego ostatniego spotkania z tą serią i wiele nie pamiętam, ale z pewnością to jedna z tych lepszych serii. Kolejna seria o wampirach czyli Sherrilyn Kenyon i jej "Mroczni Łowcy", znowu trochę akcji, trochę śmiechu, intrygujący bohaterowie, dużo seksu, ale no każda ta seria jest 18+. Jest jeszcze Alma Katsu i jej książka "Wieczni", jedyny PR jaki czytałam, który nie ma Happy endu xD Zaskakująco dobra książka, tak przy okazji. Ale się rozpisałam... xD Pozdrawiam!

      Usuń
    4. Duchy, magia i obce cywilizacje brzmią dla mnie znacznie ciekawiej niż wampiry i wilkołaki. PR gdzie wątek romantyczny nie dominuje? Omg, otwierasz mi oczy na nowe literackie tereny :D Cieszę się, że się rozpisałaś, będę miała w czym wybierać, wszystko skrzętnie zanotowałam :D

      Usuń
    5. Jeśli wolisz coś z minimalnym wątkiem romantycznym, to stanowczo polecam Stacy Kane i "Dolną dzielnicę", pod tym względem nie ma sobie równych. :)

      Usuń
    6. Zdecydowanie wolę takie z mocno ograniczonym wątkiem romantycznym. Super, że tyle nowych tytułów poznałam :)

      Usuń
  2. Trudne pytanie... Muszę pomyśleć...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm... Dla mnie szczególnym autorem jest Eric-Emmanuel Schmitt. Kiedy czytałam "Oskara i Panią Różę" płakałam, bardzo płakałam. Daje mi on wiele, wiele wzruszeń. Jest moim wzorem literackim, inspiruje mnie i daje naprawdę wiele emocji. Tak sobie myślę... że każdy autor jest dla mnie szczególny. Każdy, który dał mi emocje, bo tego szukam w historiach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że masz racje. Każdy autor jest szczególny w jakiś sposób. Niemniej nie każdy w nas coś trwale zmienia ;) Przynajmniej tak mi się wydaje.

      Usuń
  4. Nie znałam dotąd tej autorki, może w przyszłości poznam :) Co do moich sentymentów... chyba będę monotematyczna z niektórymi autorami ;) Tolkien, Rowling, Murakami, Cook, Coben, King, Sapkowski, Grzędowicz ale także Cecelia Ahern, Mitch Albom, czy Lawrence Watt-Evans, Rani Manicka, Gabrielle Zevin, Agatha Christie, Andrzej Pilipiuk, Umberto Ecco, Dan Brown... jakbym zaczęła się porządniej zastanawiać to wymieniłabym jeszcze kilkoro :) Niemniej ... chyba w przyszłości podzielę się tym podobnie jak Ty na swoim blogu :) Jako przerywnik w recenzjach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel się podziel! Wielu z nich ledwie kojarzę, a chętnie bym poznała coś nowego :)

      Usuń
  5. Nie znam tej autorki. A autorów szczególnie mi bliskich jest troszkę... Może o tym napiszę :)

    OdpowiedzUsuń