sobota, 30 sierpnia 2014

"Cienie przeszłości" Edyta Świętek

Ja i nasza rodzima literatura zbytnio się nie dogadujemy. Nie umiem tego wyjaśnić, ale próbuje z tym walczyć. Wciąż ostrożnie i nieco niechętnie, ale nieprzerwanie. Po wszystkich pozytywnych recenzjach odnośnie książki „Cienie przeszłości” Edyty Świętek miałam nadzieje, że okaże się pozycją przełomową, która usunie ze mnie wszelkie złe wspomnienia ze spotkań z naszymi autorami i otworzy mi oczy na nowy, fascynujący świat. 

Akcja powieści toczy się w Krakowie, mieście w jakim studiowałam, pracowałam, które kocham i znam bardzo dobrze, co stanowiło nie małą zachętę, by sięgnąć po tę książkę. Główna bohaterka, Karina,  zostaje napadnięta i pobita, w wyniku czego traci pamięć. Wszystko zaczyna się w bardzo, ale to bardzo tajemniczy sposób, co z miejsca zdobyło moje uznanie. Nie wiele rozumiałam z tego, co się działo, a dokładnie tego szukam w książkach tego typu. Karina trafia pod opiekuńcze skrzydła Wiktora, który utrzymuje, że są zaręczeni, ale ona śni o innym mężczyźnie, i to śni intensywnie. Musi się mierzyć ze zdobytymi informacjami na swój temat, a te nie są łatwe do przełknięcia, gdyż okazuje się, że nie była zbyt miłą osobą. Nie sposób jej polubić, bo nikt nie lubi wrednych, egoistycznych i egocentrycznych jędz. No, nikt oprócz Wiktora, jak się zdaje... Wydawać by się mogło, że to pozycja całkowicie dla mnie. Autorka nawet wybrała jeden z moich ukochanych lokali - „Ulice krokodyli” - czyniąc z niego centrum jednych z ciekawszych momentów całej książki. Nie wiem tylko, czy tak dobrze opisała panujący tam klimat, czy to kwestia moich osobistych wspomnień. Ciężko mi to ocenić. 


Mój zachwyt minął niestety dość szybko, a historia stała się przejrzysta i pozbawiona zagadek. Zaledwie dusza romantyczki zmuszała mnie do przewracania stron, tej kryminalnej reszty za szybko się domyśliłam. Niestety. 

Styl pisania pani Świętek jest dobry, o ile trzyma się opisów. Dialogi nie bardzo jej wychodzą, brzmią odrobinę sztucznie, są przerysowane i po prostu dziwne. Nie zawsze, to prawda. Niemniej rozmowy Kariny i Wiktora... Może to był zamysł autorki mający czytelnikowi coś pokazać, całkiem możliwe, ale miałam wrażenie, jakby rozmawiały z sobą małolaty, a Karina z opisów przestawała istnieć. Plus, że mamy tu trzecią osobę (jak ja tęskniłam za trzecią osobą!), ale minus za kompletny chaos. Jedna scena i narrator zmienia się nie wiadomo kiedy, przez co musiałam wracać i czytać od początku, by wyłapać z czyjego punktu widzenia teraz idzie tekst, czasami jeden krótki akapit i powrót do Kariny. Irytujące i niewygodne. 

Podsumowując; książka nie jest zła, gdyby choć odrobinę mnie zaskoczyła, dostałaby lepszą ocenę, bo w żadnym razie nie uważam jej za „literacką pomyłkę”. Raczej nie skusze się na inne powieści Edyty Świętek, ale też mój uraz do naszych autorów się nie zwiększył, wręcz odwrotnie. Chcę więcej! 

Ocena: 5/10

14 komentarzy:

  1. Szkoda, że nie przekonuje Cię nasza rodzima literatura. Ja, wręcz odwrotnie, stoję za nią murem:) A na ten tytuł mam ogromną ochotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że po prostu źle trafiam ;) Uwielbiam Sapkowskiego, całą sagę o Wiedźminie przeczytałam od deski do deski, M.L. Kossakowska należy do grona moich ulubionych autorek więc myślę, że po prostu jestem za bardzo wybredna i nie szukam tam, gdzie powinnam ;)

      Usuń
  2. Ostatnio dużo o tej książce czytam i jak na początku byłam entuzjastycznie do niej nastawiona, tak teraz mój zapał ostygł. Nie skreślam jej zupełnie, ale jednak brak zagadek zniechęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie skreślaj jej. Odłóż ją może na moment, kiedy będziesz miała ochotę na coś lżejszego :)

      Usuń
  3. Dobrze, że przełamujesz swój opór przed polskimi pisarzami :) Też kiedyś miałam awersję do naszych powieści, a teraz? Uważam, że mamy wiele perełek, wiele cudownych książek i wolę czytać polskie książki :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładna okładka, jednak to wszystko, co mnie do tej książki przyciąga :). Raczej nie przeczytam zwłaszcza, że nie bardzo polecasz :)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mnie się bardziej podoba treść, niż okładka... Ma się lekko nijak do treści, a kolorystyka kompletnie mi się nie podoba.Ale za to ma ciekawy, lekko zaokrąglony grzbiet i bardzo wygodnie się ją czyta :)

      Usuń
  5. Czytałam już różne opinie na temat tej pozycji. Jedni ją chwalą, inni nie. Muszę sama się co do niej przekonać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię twórczość rodzimych pisarzy, ale nie lubię takich nijakich czytadeł. Na mnie "Cienie przeszłości" nie zrobiły wrażenia. Podobnie jak Ty oceniłam książkę, i w sumie tylko dlatego że zostałam przekupiona wierszami Tuwima, które bardzo lubię, bo reszta jest mało interesująca, no może poza odczuciami Kariny, były na tyle realne, że spotęgowały mój niepokój związany z utratą pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiersze Tuwima dodały wątkowi romantycznemu nieco magii, choć niekiedy miałam wrażenie, że autorka nieco przesadziła z wplątywaniem ich w dialogi. Od czasu do czasu, okay... ale jak dla mnie było to zbyt częste.

      Usuń
    2. Uwielbiam poezję, więc nie miałam takich odczuć, ba! nawet chciałam więcej :-))

      Usuń