niedziela, 3 sierpnia 2014

„Córka dymu i kości” Laini Taylor

„Córka dymu i kości” Laini Taylor, to tak naprawdę książka stanowiąca swoisty prolog dla całej historii, a przynajmniej takie odniosłam wrażenie. To historia świata i kilku bohaterów poznawanych w miarę upływu stron. Główna akcja to splot zaledwie kilku zdarzeń. Ciężko też zdarzenia te tak nazywać, bo gdyby je tak powycinać i złożyć w jedno, to z tych niemal czterystu stron - wydarzeń dziejących się „tu i teraz” - nie wiem czy uzbierałoby się chociaż sto. Pozostałe trzysta to budowanie świata, bohaterów oraz powroty do przeszłości.

Ciężko też cokolwiek mówić o fabule, by nie spoilerować. „Córka dymu i kości” to czysta fantastyka. Mamy tu do czynienia z magią, dziwacznymi stworzeniami jakimi są chimery przypominające nie raz bardziej zwierzęta, niż ludzi. Mamy Serafinów – aniołów, i gdzieś pomiędzy tym wszystkim są jeszcze ludzie oraz ziemia. Piękne, malownicze miejsca, które odwiedzamy wraz z Karou – naszą główną bohaterką. Siedemnastolatką dziewczyną, która wiruje pomiędzy światami, nie do końca pewna, kim – czym, tak właściwie jest. 


To prosta, a zarazem porywającą historia miłości rodem z „Romea i Julii”. Mamy walkę, tragizm i bohaterów pragnących zmiany czegoś, co wydaje się nie do zmiany. Pokoju, miłości, przyjaźni, wolności. Wydawać by się mogło; samych ważnych, podstawowych rzeczy, a jednak w świecie w którym żyją, nic z tego nie ma prawa istnieć. Nie pomiędzy nimi.

Trochę trwa zanim tak naprawdę cokolwiek zaczyna się dziać, co może niektórych zniechęcać i zmusić do odłożenia książki. Myślę, że w całym swym geniuszu, ona cała taka jest. Niezależnie, czy ktoś przetrzyma te pierwsze osiemdziesiąt stron, czy nie, całość może okazać się nieco ospała, bo choć nie mogę powiedzieć, że brakuje tu akcji, to wydaje mi się, że „Córka dymu i kości” to bardziej historia do snucia, a nie połykania. Nie bez powodu nazwałam ją prologiem.

Osobiście mam słabość zarówno do aniołów, jak i właśnie takiej fantastyki, bo się na niej wychowałam. Porównanie do Harry’ego Pottera wydaje mi się odrobinę przesadzone, ale z pewnością jego fanom ta pozycja przypadnie do gustu.

Próbowałam znaleźć minusy tej książki i choć sądziłam, że mi się udało, kiedy jeszcze czytałam, pod koniec absolutnie wszystko przestało mieć znaczenie. Okazało się wręcz, że w większości przypadków po prostu się myliłam. Lani Taylor z perfekcją, dbając o najmniejsze szczegóły, dopracowała świat i jego mieszkańców. Stworzyła mitologię, historię, prawa, zakazy, tradycje.

Styl. Wreszcie doczekałam się trzeciej osoby, za co na wstępie autorka dostała ode mnie drobnego plusika. Podejrzewam jednak, że z jej talentem z łatwością zadowoliłaby mnie nawet w pierwszej osobie. Jej sposób pisania nie umiem określić inaczej jak; śpiewny albo melodyjny. Czytając, tak gładko przechodzi się od zdania do zdania, że nie wie się nawet, kiedy zostaje się połkniętym przez wyczarowany na stronicach świat. Opisy miejsc i sytuacji są barwne i żywe. Autorka jakby znała granice, której nie powinna przekraczać, by jej opowieść nie była nużąca. Wie też jakich słów nie używać. By nie brzmiało to wszystko zbyt pompatycznie, albo przeciwnie – zbyt zwyczajnie.

Bohaterowie. Tutaj, moi drodzy, mogłabym napisać długi esej. Nie można powiedzieć, że mamy do czynienia z wielką liczbą bohaterów, lecz są oni tak doskonale zbudowani, że wydają się prawdziwi. I każdego z nich poznajemy w specyficzny sposób, w specyficznych okolicznościach. Poznajemy to wszystko z dwóch punktów widzenia, Karou i Akivy, co jest kolejnym zabiegiem, który połechtał moje upodobania.

Myślę, że „Córkę dymu i ognia” albo się pokocha, albo nie. Mnie przyprawiła o wiele uczuć i wszystkie z nich były jak najbardziej mile widziane. Stanowczo więc należę do tej pierwszej grupy i mimo, że lata fascynacją tego typu fantastyką są za mną, to z wielką przyjemnością dałam się wciągnąć w wykreowany przez autorkę świat. Niemal doprowadziła mnie do łez, z pewnością wzbudziła gniew w kilku momentach, ale również rozśmieszyła. Pozostawiła mnie też na koniec z rozbieganymi myślami, które są najlepszym dowodem na to, jak pozytywnie odebrałam tę książkę.

Jeśli chodzi o liczby, to moja ocena to: 8/10 . 

3 komentarze:

  1. :) Niedawno kupiłam sobie tę książkę, jestem jej ciekawa, ale musi odczekać swoje na półce :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam więc na twoją opinię! Niektóre książki muszą swoje odczekać na półkach, coś o tym wiem ;)

      Usuń
  2. Chyba nie jest to opowieść dla mnie - gdy mało się dzieje, potrafię się łatwo zniechęcić. Poza tym czytałam negatywne opinie co do bohaterów, a to też ważny dla mnie aspekt.

    OdpowiedzUsuń