czwartek, 21 sierpnia 2014

"Lawendowy pokój" Nina George

„Lawendowy pokój” Niny George to powieść... dziwna. Czuje się rozdarta pomiędzy zupełnie zaprzeczającymi sobie nawzajem stwierdzeniami i nie bardzo wiem, które byłoby lepsze. Pozostanę więc przy słowie „dziwna”, wydaje mi się bowiem odpowiednio neutralne. 

Wyobraźcie sobie barkę osiadłą na wodzie, a w niej księgarnie – czyż to nie porywający obraz? Sam ten motyw wydaje mi się kultowy. W dodatku księgarz potrafiący odgadnąć czego potrzeba klientom, jaka książka byłaby dla nich idealna, by poczuli się lepiej. Dodajmy jeszcze odrobinę tragizmu, ckliwość, romantyzm (kwestia sporna) oraz worek pełen złotych myśli i sukces murowany. 

Zabierałam się za tę książkę bez większych oczekiwań. Nauczyłam się już bowiem, że medialne ochy i achy niekoniecznie mają przełożenie na mój osobisty gust. Niemniej przez pierwsze strony sądziłam, że w tym jednym wypadku się pomyliłam. Dostałam pełnokrwistych bohaterów, melancholijnych, lecz chwilami też zabawnych. Dostałam książkę o książkach i nawet kilka ładnych cytatów z kobietami i końmi w tle, co u każdej koniary takiej jak ja, wywołałoby na twarzy uśmiech. 


A potem nadeszły dialogi. Coraz więcej dialogów oderwanych od ziemi, wyciągniętych ze wspomnianego worka z cytatami, sztucznych i tak przerysowanych, że mogłam już tylko wzdychać. Uwielbiam książki, które muszę czytać z ołówkiem w ręce czekając na kolejny cytat do podkreślenia (tak, jestem z tych co podkreślają zdania w książkach). Kocham słowa, kocham liryczne opisy, kocham złote myśli – jeśli są podawane z umiarem, najlepiej tak, by wplecione w dialog, zdawały się n a t u r a l n e. 

W przypadku „Lawendowego pokoju” te wszystkie złote myśli pozbawiły książkę dynamizmu. Czytając miałam wrażenie, że poznawane postacie czy opisywane wydarzenia zostały stworzone po to, by autorka mogła wpleść w tekst swoje, jakże odkrywcze, przemyślenia i pokazać, jaka to z niej łebska kobitka. Jak dla mnie powinno być na odwrót. Może wtedy nie miałabym wrażenia, że większa część zdarzeń, pobocznych wątków czy bohaterów, jest w tej historii całkowicie zbędna. 

Sądziłam, że zjem tę książkę w przeciągu dwóch dni, tymczasem czytałam ją wieczorami, przed snem, bo idealnie mnie usypiała. Za każdym razem miałam ochotę odstawić ją na półkę i sobie odpuścić wiedząc, że jutro znowu będę musiała się zmusić do czytania. 

Gdzie tu te moje sprzeczności? A no nie można zaprzeczyć, że pani George potrafi pisać. Potrafi budować swoich bohaterów od deski do deski, niekiedy może nawet nazbyt dokładnie, nie pozostawiając wiele dla wyobraźni. A jednak potrafię to docenić i podziwiać. Mam tylko wrażenie, że ma problem z umiarem. 

No i jest jeszcze historia, która niby sama w sobie miała potencjał i może gdyby została mi inaczej podana, potrafiłabym ją chociażby zrozumieć. Ale denerwuje mnie niezmiernie, że autorka nagminnie stara się czytelnikowi narzucić własny światopogląd. Te wszystkie stwierdzenia bohaterów względem wolności, wierności, miłości, otwartego małżeństwa... To wbrew moim przekonaniom i o ile nie mam nic do tego, że ktoś myśli inaczej, tak nie mogę znieść, kiedy próbuje się mi wmówić błędność moich własnych przekonań. To nie pozwoliło mi wczuć się w tę „tragiczną” historię miłosną. Nie pozwoliło mi polubić bohaterów. Nie pozwoliło mi chociażby akceptować ich wyborów, bo autorka wzbudziła we mnie zaledwie niesmak. Nazwijcie mnie staromodną, konwencjonalną, nazwijcie mnie nawet ignorantką, to nie zmieni moich odczuć. 

Lubię kontrowersyjne książki, ale tylko wtedy, gdy autor nie próbuje postawić swojego zdania na dany temat na piedestale, nie dając czytelnikowi odrobiny miejsca na jego własne przemyślenia, a „Lawendowy pokój” i Nina George, właśnie to czynią. Może gdybym została porwana przez ogół, nie miałoby to dla mnie znaczenia, ale kiedy historia nie ma w moich oczach zbyt wiele polotu, zaczynam drążyć, co innego można robić przez te wszystkie strony? 

Podsumowując, jeśli ktoś jest fanem Coelho, pewnie polubi tę książkę (nie to, żebym sama miała coś do Coelho, po prostu wyrosłam odrobinę z tego typu... liryczności, w której można poszukać siebie, jeśli się jeszcze do końca siebie nie znalazło, przynajmniej ja tak odbierałam niegdyś tego autora i jego twórczość). Nie można odmówić „Lawendowemu pokojowi” odrobiny specyficznej magi jaką jest osnuta. Niby wszystko dzieje się w obecnych czasach, a jednak czuje się powiew starości. Jakby pierwotna historia działa się w minionym wieku i w ostatniej chwili została zmieniona. A może to tylko moje wrażenie? Nie wiem. Wiem tylko, że to nie jest książka dla mnie, co nie koniecznie czyni ją złą. To jedna z tych pozycji, którą po prostu należy samemu przeczytać i ocenić. 

Moja ocena to 5/10.

18 komentarzy:

  1. mam wrażenie, że i mnie ta książka się nie spodoba. Nie znoszę sztucznych, przeintelektualizowanych dialogów. No i grafik się nie napracował, bo tę panią siedzącą na walizce widziałam już na okładce innej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta pani to ja nie wiem, co tam w ogóle robi... xD Ale może to ukryte przesłanie, kolejne, którego nie załapałam ;)

      Usuń
    2. Hehe, widocznie została wstawiona ot tak sobie :P W tej książce już jest http://merlin.pl/Prom-do-Kopenhagi_Krystyna-Mirek,images_product,5,978-83-7778-055-8.jpg, więc pewnie grafik pomyślał, że pasuje do każdej historii :P

      Usuń
  2. Czyżby kolejna książka z wyzwania? :)
    Pokładałam w tej lekturze duże nadzieje... Czytałam o niej pozytywne opinie, a tu proszę. Jakiś głos sprzeciwu wobec jej cudowności. No cóż. Będę musiała sama sobie wyrobić o niej zdanie w przyszłości :) Poza tym, jak porównałaś ją do o Paulo Coelho to mnie strasznie odrzuciło... Nienawidzę jego piśmideł :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Lawendowy pokój" stoi poza wyzwaniem, nie dodałam ostatnich zakupionych książek ze względu na to, że skończyłoby się na ich czytaniu zamiast sięganiu po te kupione miesiące/lata temu. Może strzeliłam sobie tym w stopę, ale trudno xD Takim sposobem częściej sięgam po stary stos niż po ten nowy :) A co do porównania do P. Coelho, no to cóż... Jak dla mnie to on i pani George mogliby mieć sklonowane te same części umysłów, ale skoro ta książka tak bardzo się wszystkim podoba, a ja zdaje się jedną z niewielu marudzących, to może jednak to ze mną jest coś nie tak. Nie wykluczam tej możliwości ;)

      Usuń
    2. Zdarza mi się myśleć o sobie podobnie przy niektórych pozycjach, niemniej jak przeczytam do dopiero Ci napiszę, czy to Ty czy cała reszta ludzkości ;D

      Usuń
  3. Ostro... Miałam wielką ochotę na książkę, bo jestem idealnym odbiorcą medialnej otoczki :) jednak liryzmu i złotych myśli po prostu nie trawię, lubię za to książki w których akcja pędzi. Refleksja, niech będzie, ale nie jest najważniejsza
    Dziękuję za szczerość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne co w tej książce pędzi... eh... po namyśle - nic nie pędzi. Wszystko idzie wolniej od ślimaka.

      Usuń
  4. Trochę mnie zasmuciłaś, gdyż jakiś czas temu dostałam tę książkę w prezencie i zamierzałam ją przeczytać, ale skoro napisana jest w podobnym stylu jak dzieła Coelho to już wiem, że niebyt przypadnie mi do gustu ta pozycja, gdyż nie lubię tej całej liryczności. Zatem chyba odłożę ją na półkę na czas nieokreślony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz przeczytać kilka rozdziałów i sama ocenić :)

      Usuń
  5. Hmmm :) Myślałam, że to zupełnie inna książka. Okładka przyciąga, ale wiadomo, że to nie wszystko. Na pewno znajdzie swoich fanów, ja się chyba nie skuszę:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fanów już ma i to sporo. Wydaje mi się, że wielu jest zachwyconych książką o książkach, o miłości jaką sami do nich czują i tak dalej to może co poniektórych obliguje do uznania jej za coś wyjątkowego? Reszta historii schodzi u nich na drugi plan... Nie mam pojęcia. Trochę się dziwnie czuje, bo rzadko można przeczytać negatywną opinię. Trafiłam bodajże na dwie inne, reszta to same pozytywne recenzje.

      Usuń
  6. Mnie językowo powieść nawet zachwyciła, choć często miałam przesyt zarówno cudownych 'złotych myśli', jak i przesadzonych dialogów. Ogólnie co jakiś czas musiałam odkładać ją na bok, bo zbyt dusiła i była przyciężkawa, ale ogólnie sama historia ujęła mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. A wspomnianego Coelho nie znoszę, jest prawdziwym literackim koszmarem.

      Usuń
    2. No ja przez ten przesyt usypiałam xD Myślę, że gdyby autorka pokusiła się o odrobinę umiaru, to inaczej odebrałabym całą historię.

      Usuń
  7. Trochę mnie zasmuciła Twoja ocena, bo kilka dni temu kupiłam tę książkę, ale nic to... przeczytam, nawet dobrze, że usypia, na moje problemy ze snem będzie jak znalazł :-)
    Nie czytałam Coelho, więc nie wiem, jak smakuje, ale mam nadzieję, że jednak "Lawendowy pokój" spodoba mi się, ponieważ lubię i melancholię, i magię w zwykłych rzeczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niekiedy też mam problemy z zasypianiem, ale to nie miało miejsca w dniach, w których męczyłam "Lawendowy pokój" hehe. Niemniej naprawdę uważam, że tą książkę należy przeczytać, by się przekonać, czy jest dla nas. Może gdybym w innym czasie po nią sięgnęła, byłabym łaskawsza. No nie wiem. Pozostaje mi czekać na twoje wrażenia :)

      Usuń
  8. Słyszałam kilka opinii o tej książce i sądziłam, że przypadnie mi do gustu, ale teraz już sama nie wiem. Nie lubię złotych myśli, nie pasjonują mnie cytaty i nie szukam porad w książkach fabularnych, więc w sumie nie powinnam chyba sięgać po ten tekst. ;)

    OdpowiedzUsuń