wtorek, 19 sierpnia 2014

"Na krawędzi zawsze" J.A. Redmerski

Generalnie nie widzę nic złego w dzieleniu danej historii na kilka tomów. Jeśli bohaterowie budzą moje zaciekawienie w takim samym stopniu jak ich historia, to świetnie! Powiedzenie, że mogłabym o nich czytać w nieskończoność jest odrobinę przesadzone, ale chyba wszyscy będą wiedzieć, o co mi chodzi.

Są też niestety takie pozycje, które nigdy, przenigdy nie powinny zostać napisane, wydane i przeczytane. Są takie pozycje, które niszczą pozytywne emocje po pierwszym tomie. W moim życiu jak dotąd spotkało mnie coś podobnego tylko raz.

„Na krawędzi zawsze” J.A. Redmerski jest drugą pozycją na tej liście.

Nie chodzi o styl, choć nie można powiedzieć, by był jakiś wyjątkowy. Powoli już przywykam do pierwszej osoby, bo ciągle mam pecha na nią ostatnio trafiać. Chodzi o historię. Naciąganą do granic możliwości, nudną, przepisaną z jakichś tanich romansideł, bez polotu i większego sensu.


„Na krawędzi nigdy” może nie powaliło mnie na kolana, ale zaciekawiło na tyle, by dostać ode mnie 7/10 gwiazdek. Zmusiło mnie również do kupna „Na krawędzi zawsze” zaraz po premierze i niemal z miejsca zaczęłam czytać. Tyle, że utknęłam na trzynastym rozdziale i musiało minąć trochę czasu, musiałam też zostać popchnięta przez wyzwanie czytelnicze Lustra Rzeczywistości (do którego wszystkich zachęcam), bym wróciła do tej książki.

Największym plusem powieści jest czcionka i duże odstępy pomiędzy wierszami, przez co czyta się w mgnieniu oka. Niby stron jest niewiele mniej niż w pierwszym tomie, a jednak tak naprawdę tekstu jest sporo mniej. I dobrze! W innym wypadku raczej nawet wyzwanie by mi nie pomogło. Albo czytałabym przez najbliższy miesiąc, albo walnęła książką o podłogę. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda, a na koniec niedorzeczność.

Nie mogę powiedzieć, że byłam jakąś wielką fanką bohaterów, ale dali się lubić. Tutaj natomiast miałam ich ochotę zamknąć w pokoju z oknami bez klamek. Nie wiem gdzie ta obiecana na okładce romantyczna historia. Naprawdę nie wiem, co się z nią stało, a przecież tak cudownie było to przedstawione w „Na krawędzi nigdy”.

Podsumowując, bo nie zamierzam się rozpisywać, nie mam zbytnio o czym pisać, chyba, że miałabym zacząć wymieniać wady tej książki, a to bez sensu. Jak dla mnie „Na krawędzi zawsze” zostało napisane pod namową obietnicy o kolejnych zerach na koncie bankowym autorki. Może miała dobry pomysł i zwyczajnie utknęła po drodze? Nie wiem. Wolałabym, by historia bohaterów skończyła się w pierwszym tomie. Nie potrzebowałam informacji o ich życiu niemalże do grobowej deski, naprawdę. A jeśli już chciała to opisać, mogła się chociaż przyłożyć.

Ocena: 4/10


9 komentarzy:

  1. Nieciekawie rozpoczęłaś walkę z leżakami... Na pewno nie sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No szkoda, zawsze lubiłam motyw drogi oraz podróży i tu tego było pełno, a jednak całkowicie popsute.

      Usuń
  2. Faktycznie drugi tom jest słabszy od pierwszego, mimo to mnie się akurat podobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, może nie jestem tak "romantyczna" jak myślałam? ;)

      Usuń
  3. Ja lubię czytać serie. Ale tej nie przeczytam, bo nie dosyć, ze to nie moja tematyka, to Twoja ocena nie zachęca :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy tom był naprawdę fajny, ale jeśli nie lubisz romansów, to również pewnie by ci się nie podobało.

      Usuń
  4. Czytałam oba tomy i jak dla mnie były bardzo dobre, ale wiadomo każdy ma inny gust :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze, inaczej nie byłoby o czym rozmawiać :)

      Usuń
  5. Tak myślałam, że dwójka nie będzie jakoś szczególnie emocjonująca patrząc na zakończenie części pierwszej ;) Dlatego nawet się za nią na razie nie zabieram ;)

    OdpowiedzUsuń