wtorek, 26 sierpnia 2014

"Najemnik" John Geddes

Na „Najemnika” Johna Geddesa czekałam odkąd tylko dotarła do mnie zapowiedź książki. Byłam ciekawa jak wygląda wojna widziana oczami dobrze opłacanych, byłych wojskowych, policjantów, a niekiedy po prostu twardych ludzi, pracujących dla prywatnych firm. Tak więc jak tylko książka do mnie dotarła, mimo innych czytelniczych planów, od razu się za nią zabrałam. 

Po jakichś dwudziestu kilku stronach zaczęłam się zastanawiać, czy czegoś nie pomyliłam, czy przypadkiem to nie jest jedna z tych powieści napisanych w oryginalny sposób. Energia bijąca z tekstu, sposób narracji, opisy... Wszystko było dziwnie płynne i plastyczne. 

Zanim John Geddes wstąpił do wojska, a następnie do SASu, brytyjskich sił specjalnych, chciał zostać... aktorem! Dostał się nawet do szkoły teatralnej, gdzie spędził trochę czasu. Niemniej uważał, że potrzebne mu doświadczenie i swego rodzaju głębokie przeżycia, by lepiej się sprawdzić w wymarzonym zawodzie i wojsko miało mu to zapewnić. Tak, cóż, do szkoły nie wrócił, za to okazał się cholernie dobrym żołnierzem i jak pokazuje ta książka, zręcznym pisarzem. 

„Wjeżdżając na przedmieścia, mijaliśmy olbrzymie tereny pokryte grobami, całe hektary mogił. Handany powiedział coś po arabsku.
- Co to? - spytałem.
- To się nazywa Miasto Umarłych. […] Podobno to największy cmentarz na świecie. 
- Miasto Umarłych? Pięknie.
I wtedy zobaczyłem meczet: wznosił się w górę niczym skrząca się i błyszcząca eksplozja światła, rozsyłającego milion odbić słońca na całe miasto. Meczet Imama Alego. Robił ogromne wrażenie: chcąc nie chcąc, człowiek pokorniał wobec takiego widoku. I był kryty prawdziwym złotem, tysiącami solidnych złotych dachówek – ale pamiętam, że kiedy go zobaczyłem, pomyślałem, że złoto zazwyczaj  oznacza kłopoty.”

Umiłowanie do sztuki i literatury jest obecne w tekście, widać to na każdej stronie, stąd moja krótka, aczkolwiek burzliwa konsternacja. Czyta się szybko, płynnie, autor wyłuskał ze swych wspomnień najważniejsze rzeczy, pomijając to, co mogłoby spowalniać przebieg wydarzeń. Jeśli toczy się akcja, to jest szybka, mocna i naładowana emocjami. Na wszelkie dłuższe wnioski czy przemyślenia pozostawia oddzielne miejsce. 

„Najemnik” opowiada tak wiele historii, porusza tak dużo tematów, że ciężko jest to zawrzeć w kilku zdaniach. To nie jest książka autobiograficzna Johna Geddesa, choć dzieli się w niej kilkoma osobistymi przeżyciami jak okres w którym był o krok od alkoholizmu, a co za tym idzie śmierci, bo w Iraku, podróżując „autostradą do piekła” nie można było być zalanym i żywym jednocześnie. Mówi o strachu o syna, który poszedł w jego ślady. Opisuje nawet oświadczyny w huku spadających pocisków RPG. Tak, tak - oświadczyny! 

Jest tu zarys Irackiego konfliktu, trochę historii, odrobina kultury oraz obraz codziennego życia. Są porzucone, wyrzucone z domów dzieci uzależnione od kleju, żebrzące na ulicach o jedzenie i pieniądze. To zupełnie inny świat od tego, który przedstawiają nam żołnierze. Najemnicy poruszają się w nieco innymi "drogami", zajmują się innymi rzeczami, jak ochrona osób prywatnych, biznesmenów, prasy, a nawet turystów. Wydawać by się mogło, że ich zadania są prostsze i mniej niebezpieczne. John Geddes obala te założenia, niejednokrotnie zmuszany do walki na drogach Iraku, z cywilami na tylnym siedzeniu. 

W „Najemniku” autor pozwala nam też poznać kobiety ochrzczone mianem „Bagdadzkich ślicznotek”, pracujące dla prywatnych firm wojskowych. Nie codziennie czyta się o wysokiej blondynce z karabinem zamiast torebki przewieszonej przez ramie, jeszcze na wschodzie, w kraju, gdzie płeć piękna nie ma zbyt wielu praw. A jednak te kobiety tam są i choć jest ich niewiele, dają z siebie wszystko. 

Kolejną sprawą, z jaką spotykamy się w tej książce, a nie ma o niej zbyt wiele w pozostałych tego typu (przynajmniej w tych o jakich wiem), jest miłość, romanse, małżeństwa. Ale żeby nie było nazbyt słodko, autor przytacza głównie tragedie związane z tym tematem. Miłość plus wojna niezbyt idą w parze, zawsze tak było i nigdy się to raczej nie zmieni. Ale kiedy ta miłość dotyczy mężczyzny z zachodu i kobiety ze wschodu, nie stoi pomiędzy nimi tylko wojna, ale i fanatyzm religijny oraz kulturowy. 

Jest tylko jedna rzecz, która burzy mój zachwyt nad tą książką, a mianowicie zbyt dużo polityki i osobistych uwag autora. Ja rozumiem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i tak samo jak żołnierze będą nadawać na najemników, tak najemnicy będą nadawać na wojsko oraz rząd. Zapewne po części każda ze stron ma wiele racji, ale nikt nie jest nieomylny, a błędne decyzje są częścią życia. Twierdzenie, że gdyby rząd oddał pewne rzeczy w ręce najemników, płacąc za to niemałe fortuny, świat byłby lepszy, wydaje mi się nawet nie naiwne, a zwyczajnie głupie. I irytujące. Nie znoszę, kiedy ktoś mi coś narzuca, a autor, szczególnie pod koniec książki, robi to nagminnie, próbując oczerniać instytucje, które z pewnością mają wiele na sumieniu, tak samo jak wszystkie prywatne wojskowe armie. Wszędzie pracują ludzie, więc jak dla mnie, stać ich na tyle samo dobrego, jak i złego. Mogę się założyć, że nie jeden żołnierz potrafiłby opowiedzieć o kilku „grzechach” kontraktowców. 

Podsumowując; mimo tego jednego, aczkolwiek irytującego jak diabli, zagadnienia, „Najemnik” to świetna książka. Nie brakuje akcji, tragizmu, szokujących wydarzeń. Jest brutalnie, niepokojąco i szybko. To książka, która otwiera oczy, pozwala zobaczyć wschodni konflikt z innej perspektywy niż jest to nam zazwyczaj przekazywane. Bo czy wielu dziennikarzy relacjonujących z Iraku, Afganistanu czy innego miejsca na świecie objętego wojną, wspomina o ludziach, którzy osłaniają im plecy, gdy kręcą swoje ujęcia? Raczej nie... To zrobił jednak John Geddes. 

Ocena: 7/10 

Polecam!

11 komentarzy:

  1. Mnie jednak nie zainteresowała - mimo że opis jest dość intrygujący, a i Twoja recenzja zapowiada naprawdę ciekawą lekturę. Tematyka militarno-polityczna raczej mnie zniechęca skutecznie. Choć odnotuję sobie ten tytuł na liście potencjalnych prezentów dla małża lub teścia - im by się taka lektura spodobała na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, nie każde lubi taką tematykę :) Ale dla męża lub teścia jak najbardziej.

      Usuń
  2. Widzę po raz kolejny ten tytuł :) Jestem ciekawa tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się z nią zapoznać, jeśli się lubi takie klimaty :)

      Usuń
  3. Nie lubię takiej tematyki, ale okładka wygląda jak plakat filmowy i wpadłaby mi w oko :)
    Twój zachwyt aż bije po oczach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe... No, cóż... To chyba dobrze! xD A co do okładki, to jest boska. O wiele lepsza niż oryginalna, tak więc wielki plus dla wydawnictwa.

      Usuń
  4. Skoro jest brutalnie, niepokojąco i szybko, to ja zdecydowanie chce poznać tę książkę, bo lubię takie sensacyjno- porażające klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poznaj ją, poznaj, jestem ciekawa Twojej opinii :)

      Usuń
  5. Dałam sobie spokój z tą książką. Lubię dynamiczne historie, ale najemnicy to nie moja działka. Poza tym, tak jak piszesz, na dłuższą metę nie trawię osobistych uwag, a zwłaszcza wymądrzania się, chociaż jak ostatnio oglądałam "Niezniszczalnych 3", to też miałam wrażenie, że tak wyszkolonych kliku spec maików, wystarczy za całą armię ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wymądrzanie się i osobiste uwagi są charakterystyczne dla tego typu książek, to chyba cecha ich autorów, wszyscy pod wieloma względami to silne osobowości, a ich przeżycia mocno ugruntowały ich przekonania, trzeba się z tym pogodzić i chyba zwyczajnie przymykać na to oko. Co innego siedzieć w ciepełku z kubkiem kawy i czytać o tym, co innego w tym być... A co do spec maików, jasne, tylko jakby im tak dać wolną rękę, to co by z tego świata zostało? ;)

      Usuń
  6. Książka raczej nie dla mnie. Film owszem bym obejrzała, ale książkę czytać w takim stylu to nie bardzo jak dla mnie :)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń