sobota, 16 sierpnia 2014

"Niełatwy dzień" Mark Owen

„Jedyny łatwy dzień był wczoraj” - filozofia Navy SEALs

Nie wiem jak wy, ale ja doskonale pamiętam gdzie byłam, co robiłam i kto był ze mną, gdy w telewizji pojawiły się pierwsze doniesienia o porwanych samolotach, które następnie uderzyły w wieże WTC i Pentagon. Miałam 14 lat. Jasne, można powiedzieć, że to był atak na Amerykę, a nie na nas i wzruszyć ramionami, lecz ja z jakiegoś powodu nigdy nie umiałam myśleć w taki sposób.

Równie dobrze pamiętam też dzień, miejsce mojego pobytu i sytuacje, kiedy w mediach pojawiła się wiadomość o śmierci Osamy bin Ladena.

„'Niełatwy dzień' to historia o 'chłopakach', o ofiarach, które ponosimy, i o poświęceniu niezbędnym, by wykonać tę brudną robotę; 'Niełatwy dzień' to opowieść o braterstwie, które istniało na długo przed moim zaciągiem i będzie istniało na długo po moim odejściu ze służby.”

Jest już za mną kilka książek o operatorach sił specjalnych i za każdym razem czuje podobne rzeczy i mam ochotę na więcej. „Niełatwy dzień” wydaje mi się jednak szczególny przez samą zawartą w książce historie. Oprócz genialnego opisu wydarzeń z 1 maja 2011 roku w których zginął bin Laden, mamy tu do czynienia z kilkoma innymi wspomnieniami głośnych akcji, jak na przykład; uwolnienie kapitana Richarda Philipsa, czy próba odbicia Bowe'a Bergdahl kilka tygodni po jego zniknięciu w 2009 roku (został uwolniony przez talibów dopiero w maju 2014). Autor nie pomija swoich własnych błędów, wspomina o istotnej roli prostego szczęścia oraz ubolewa nad decyzjami, wyborami, które były trudne, a jednak oczywiste.



Nie bez znaczenia jest też dla mnie fakt, że pierwszą akcje w SEAL Team Five, przeprowadzał u boku naszego rodzimego GROM-u. Jeden z naszych chłopaków skręcił kostkę już na wstępie, ale za to ich chief plutonu zgubił radio ;) Cóż, nikt nie mówił, że pech nie istnieje, a ja porządnie się uśmiałam na tym kawałku. Cud, że akcja była udana.

Początkowo czytało mi się dość wolno z prostego faktu, że o podstawowym kursie do SEALsów, szkoleniach, Green Teamie, który stanowi swoistą poczekalnie, czytałam już wiele razy, a wspomniane wyżej operacje choć ciekawe, były dość pobieżnie opisane, co skutkowało brakiem większych emocji.

Od połowy książki tekst traktuje już stricte o operacji „Włócznia Neptuna”, długich przygotowaniach, mozolnych ćwiczeniach i ciągłej niepewności spowodowanej brakiem konkretnej odpowiedzi Białego Domu. Tę połowę książki zjadłam w kilka godzin, poprzednią część czytałam parę dni.

„Bin Laden był jak duch, który unosił się nad wojną.”

Mark Owen – takim pseudonimem posługuje się były operator SEAL Team Six, który jako jeden z pierwszych wyszedł na drugie piętro domu bin Ladena i był świadkiem jego śmierci. Opowiada prostym, przystępnym językiem używając typowego wojskowego żargonu tylko wtedy, gdy jest to całkowicie konieczne. Nie stroni od żartów, ironii, a nawet sarkazmu. Wiele razy wybuchałam śmiechem na jego komentarzach czy przemyśleniach.

„Byle do śniadania, pomyślałem.
Jakbym znowu trafił do Green Teamu. Wiedziałem, że gdy człowiek za bardzo skupia się na zadaniu, zaczyna pękać. Jedyny sposób przetrwania polegał na myśleniu o najbliższym posiłku, więc kilka godzin przed najważniejszą misją w karierze obchodziło mnie tylko śniadanie.
Sukces osiąga się małymi krokami.”

Zdaje sobie sprawę, że to nie jest książka dla wszystkich. Jednych nie zainteresuje tematyka, inni nie lubią autobiografii tego typu, powodów jest tysiące. Z pewnością też „Niełatwy dzień” jest bardziej kierowany do mężczyzn, nie kobiet. Choć nie zawsze, jestem tego najlepszym przykładem.

Uważam, że każdy powinien w swoim życiu choć raz sięgnąć po podobną lekturę, by uświadomić sobie na czym polega praca ludzi, którzy każdego dnia zapewniają nam bezpieczeństwo. Wielu wychodzi z założenia, że bycie żołnierzem to prosty zawód. Twierdzą, że należy jedynie mieć dobrą kondycje i potrafić strzelać. Nie mają pojęcia, jak wiele musi wiedzieć dobry snajper, który musi w kilka sekund obliczyć silę wiatru, ciśnienie i wiele innych rzeczy, by precyzyjnie oddać jeden, jedyny strzał. Ile czasu, energii i przede wszystkim inteligencji i rozwagi potrzeba, by wykonać jakąś akcje i wrócić do bazy bez strat. I wreszcie, nie wielu zdaje sobie sprawę, że ci ludzie rezygnują często z własnych rodzin, byśmy my mogli spokojnie spędzać czas ze swoimi bliskimi.

Ocena: 8/10

10 komentarzy:

  1. Faktycznie nie jest to książka dla wszystkich, np nie dla mnie. Za dużo mnie kosztuje czytanie o tak ciężkich sprawach. "Przebolałam" tematykę wojen (I i II wojny światowej) - bowiem to się działo dosyć dawno, ale to co dzieje się ówcześnie, a tematyka tej książki zdecydowanie nawiązuje do czasów współczesnych, spędza mi sen z powiek. Gdybym jeszcze dołożyła książkę... Wolę nawet nie myśleć.
    Dokładnie pamiętam 11 września. Miałam wtedy 11 lat i szłam z koleżanką do domu ze spaceru. Nie dochodziło do mnie co się stało, ale to przerażenie wszystkich zapamiętałam na długi czas, aż do dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, książki powinny nam dawać radość. Nie ma co czytać na siłę :) Ja podczas ataku byłam u cioci na wsi ze swoimi rodzicami. Pamiętam jak stałam po środku kuchni patrząc na mały telewizor zawieszony w rogu. Może przez to, że byłam starsza, od razu wiedziałam, co to oznacza.

      Usuń
  2. Zdecydowanie zbyt ciężka tematyka. Wolę coś odrobinę lżejszego, a miłośniczką historii też nie jestem. Może kiedyś, jak będę narzekać na brak silnych wrażeń :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja jestem z tych kobiecych dziwolągów, co od małego wolały się bawić "w wojnę" z chłopkami niż "w dom" z dziewczynami z podwórka ;) Historia też zawsze mnie pociągała, szczególnie właśnie ta wojenna. Nie wiem, jest coś specyficznego w wojsku i żołnierzach, co mocno do mnie przemawia. Ktoś z moich bliskich kiedyś stwierdził, że jeśli reinkarnacja istnieje, w poprzednich swoich wcieleniach z pewnością byłam mężczyzną i seryjnym mordercą hehe. I coś w tym chyba jest xD

      Usuń
  3. Też pamiętam to zdarzenie, miałam 11 lat, więc raczej nie zdawałam sobie sprawy z ogromu tragedii. Co do śmierci Osamy bin Ladena to narosło wokół tego zdarzenia sporo różnych teorii, czasami zastanawiam się czy rzeczywiście został on zabity. Nie jest to książka, po którą mam ochotę sięgnąć natychmiast, ale nie deklaruje też, że nigdy się za nią nie zabiorę. Czas pokaże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przez te wszystkie teorie Mark Owen postanowił napisać książkę. Jasne jest, że nigdy nie poznamy prawdziwych szczegółów tej operacji, czy wielu innych. Są tajne nie bez powodu. Opisanie procedur itd. szybko zostałoby wykorzystane przez wroga. To z resztą temat poruszony przez samego autora. Według Białego domu Osama został zastrzelony gdy żołnierze weszli już do jego sypialni, Owen twierdzi, że dostał pierwszą kulkę jak wychylił się przez drzwi. Takie nieścisłości zawsze się pojawiają i trzeba się z tym pogodzić. Co do śmierci bin Ladena to nie sądzę, by wydano oświadczenie o jego śmierci gdyby nie był martwy. Był za bardzo nieprzewidywalny, by ryzykować podobne pomówienia i jego na to reakcje.

      Usuń
  4. I ja też pamiętam ten wstrząsający dzień, kiedy porwane samoloty uderzyły w wieże WTC i Pentagon. Miałam wtedy wrażenie, że to koniec świata i byłam mega przerażona tym wszystkim.
    W każdym razie nieco wbrew sobie mam ochotę zmierzyć się z tematyką tej książki gdyż mnie ogromnie ona intryguje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie czytałaś nigdy o SEALSach to i pierwsza połowa powinna być bardziej wciągająca niż dla mnie, więc gorąco polecam! :)

      Usuń
  5. Interesująca tematyka, jeszcze nie czytałam książek w takim stylu. Ja również pamiętam atak na WTC, mimo ze miałam tylko 9 lat i pewnie nie byłam aż tak przejęta, jak być powinnam. Ale byłam tylko dzieckiem. Po książkę chętnie sięgnę :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń