poniedziałek, 11 sierpnia 2014

"Nigdy nie gasną" Alexandra Bracken

Czytanie „Nigdy nie gasną” Alexandry Bracken, było mieszaniną euforii, zdumienia, ale i niekiedy zniecierpliwienia. Drugi tom cyklu „Mrocznych umysłów” jest pełen kontrastów, odrobiny niedorzeczności i sporej dawki akcji. Jak dla mnie, to trochę gorsza pozycja od pierwszego tomu i zaraz wyjaśnię dlaczego.

Przez pierwsze dwa, trzy rozdziały byłam zachwycona. Zaczęło się z grubej rury, od razu znaleźliśmy się w samym centrum akcji. Ale im dalej, tym dziwniej. Tak naprawdę podstawowym problemem w „Nigdy nie gasną” jest półroczny przeskok, który zamienia Ruby w kogoś, kogo w ogóle nie znamy. Jasne, jest to uzasadnione, poświęcono temu zagadnieniu odrobinę miejsca pośród blisko pięciuset stron tekstu, nie w tym rzecz. Nie widzimy jej przemiany. Nie widzimy tych poszczególnych etapów, które przechodziła i które najwyraźniej złożyły się na jej obecny stan. Nie lubię tej Ruby. Jest irytująca. Ma szczeniackie odzywki i jeszcze bardziej szczeniacko się niekiedy zachowuje. I tak, wiem, jest nastolatką, chodzi o to, że w drugim tomie poniekąd cofnęła się w swojej dojrzałości. I po raz kolejny; tak jest to wytłumaczone, ale co z tego, skoro najwyraźniej niewystarczająco dobrze?

Druga rzecz, która wręcz zmusiła mnie do odłożenia książki, choć zadbałam, by mieć dla niej wolny cały weekend, szczęśliwa, że udało mi się dostać egzemplarz jeszcze przed oficjalną premierą, było zupełnie nowe środowisko. Nowe postacie, gdzie znana była tylko Ruby, choć nawet nie do końca. Doznałam niemiłego déjà vu, już raz spotkałam się z zabiegiem usunięcia głównego bohatera z większości drugiego tomu i skończyło się to niezbyt dobrze. Nie jestem wstanie pojąć chociażby samego zamysłu, a tu dodatkowo pozbawiono mnie nie jednego, a aż trzech i musiałam się niemal zmusić, by dać tej książce szansę się wytłumaczyć.

Na szczęście to zrobiła, łagodząc moje nerwy pojawieniem się Pulpeta i niedługo po tym także Liama. Dopiero wtedy byłam wstanie się wczuć, polubić nowe postacie i ogólnie cieszyć się historią. Ruby trochę odzyskała siebie, a znajomi bohaterowie, których losu byłam ciekawa, wnieśli powiew atmosfery pierwszego tomu. To w końcu był ten specyficzny klimat. Mogłam usiąść, przymknąć oko na kilka nieścisłości.

Pomijając moje kłopoty z nawiązaniem kontaktu z samymi bohaterami, to książka pełna akcji. Nie ma tu zbyt wiele czasu na nudę, ciągle coś się dzieje, i nie są to już tylko samochodowe pościgi. Pojawia się też znienawidzony Clancy i tylko Zu zabrakło. Słodkiej Zu, której wyczekiwałam z utęsknieniem do ostatniej strony.

Wątek miłosny. Kto czytał „Mroczne umysły” ten wie, na czym stanęło pomiędzy Ruby i Liamem. Byłam ciekawa, jak autorka z tego wybrnie i nie jestem przekonana z efektów jej starań. Pomiędzy strony wkradła się teatralność, która była zauważalna już wcześniej, ale biorąc pod uwagę te wszystkie zmiany w Ruby, tutaj była niezaprzeczalna, co odrobinę działało mi na nerwy i zmusiło do konkluzji,że bez wątku romantycznego ta książka niewiele by traciła.

Muszę jednak skłonić głowę przed panną Bracken. Uwielbiam jej styl, choć pisze w pierwszej osobie. Język jest prosty, a opisy otoczenia wyraźnie zarysowane. Momentami trochę zabrakło mi wniknięcia w uczucia, zamiast w wygląd otaczającej ich ściany, ale jestem w stanie przymknąć na to oko.

Wydaje mi się, że „Nigdy nie gasną” to książka akcji i na tym głównie zależało autorce. Podczas gdy w „Mrocznych umysłach” wykazała się cudowną umiejętnością budowania bohaterów, pokazywania ich stopniowych zmian, tak tu, w wielu przypadkach najzwyczajniej zawiodła. Może tego wymagała fabuła? Możliwe.

Podsumowując wszystko razem; pierwszy tom nigdy nie był w moich oczach idealny i tak samo jest z drugim. Rzeczy, które kulały tam na jedną nogę, tu kuleją już na dwie. Mam nadzieję, że tendencja wzrostowa nie będzie się tyczyła trzeciego tomu. Pomimo tego wszystkiego, „Nigdy nie gasną” to dobra książka. Gdy się już w nią wgryzłam, odrzucając wszystkie oczekiwania, które, powiedzmy sobie szczerze, nigdy niczego dobrego nie przynoszą, bawiłam się wybornie. Podejrzewam, że ta pozycja uzyska odrobinę niższe oceny, ale nie wątpię, że wciąż będzie rozchwytywana, a fani serii z niecierpliwością będą oczekiwać trzeciego tomu. Ja z pewnością na niego czekam.

Ocena: 7/10 Bawiłam się odrobinę gorzej niż na pierwszym tomie, ale nie na tyle, by obniżyć swoją ocenę aż o jeden stopień.

Polecam! 
Oficjalna premiera: 13.08.2014

7 komentarzy:

  1. Dla mnie ta część była po prostu za długa, ale nowych bohaterów polubiłam :)
    Czytając tego typu lektury lepiej nie mieć oczekiwań :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też odniosłam wrażenie, że można by to było wszystko skrócić. A nowi bohaterowie? Jak już minęła mi złość, też ich polubiłam ;)

      Usuń
  2. Nie czytałam jeszcze pierwszego tomu, ale patrząc na recenzje, które teraz się pojawiają II części, opinie są różne. Niektórzy wychwalają pod niebosa, inni, jak Ty, podchodzą z lekkim dystansem i piszą sporej ilości niedociągnięć. Przemawia do mnie duża ilość akcji, bo to lubię, ale niedoszlifowanie charakteru bohaterów... Pewnie gdybym znalazła w bibliotece bez zastanowienia bym sięgnęła, ale nad kupieniem musiałabym się już zastanawiać. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja z natury jestem czepliwa.Niemniej nie uważam tych niedociągnięć za na tyle spore, by skreślały całość. Panna Bracken w świetny sposób zajęła się nowymi postaciami i chyba przez to, zabrakło jej miejsca/uwagi/czasu na głębsze przemyślenia, dotyczące głównej bohaterki. Jeśli spodobają ci się "Mroczne umysły" myślę, że "Nigdy nie gasną" również, nawet jeśli odrobinę mniej. A opinie zawsze będą podzielone, najlepsze rozwiązanie to przekonać się samemu :) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ostatnio głośno o tej serii. Niedawno zaczęłam czytać książki w tym klimacie typu: Igrzyska śmierci,
    Niezgodna, Delirium, Rywalki, wiec na pewno i po tę serię sięgnę :)

    Zapraszam do mnie na konkurs: pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Zauważyłam, że ostatnio w sieci pojawiło się dużo recenzji tej książki i prawie wszystkie są niemal pozytywne. W takim razie i ja muszę się z nią zaznajomić, ale najpierw sięgnę po pierwszy tom. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytam, bo to 2 tom, powiem tylko, ze na pewno zamierzam się zapoznać z 1 :)

    OdpowiedzUsuń