niedziela, 24 sierpnia 2014

"Sekrety końskiego umysłu" Robert M. Miller

Dr Robert M. Miller, autor „Sekretu końskiego umysłu”, jest weterynarzem, koniarzem z wieloletnim doświadczeniem. Autorem książek i filmów instruktażowych. Jego metody dotyczące szkolenia źrebaków są wykorzystywane przez hodowców na całym świecie. W swojej książce przekonuje do łagodnego, pełnego zrozumienia podejścia do zwierząt i rezygnowania z bardziej ostrych, a zarazem krótkotrwałych metod uzyskania od nich tego, czego się oczekuje. Mowa tu o stosowaniu batów czy ostróg, czemu sama jestem przeciwna. Tłumaczy sposób w jakim konie postrzegają swoje otoczenia, mówi o ich lękach i motywacjach. Zwraca uwagę na istotną rolę cierpliwości i zrozumienia w kontaktach człowieka z tymi pięknymi zwierzętami. 

Dlatego właśnie „Sekrety końskiego umysłu” to książka określana mianem jednej z obowiązkowych pozycji do przeczytania dla każdego, kto zaczyna swoją przygodę z końmi i jeździectwem. Choć miałam ją na półce od dawna, zwlekałam z jej przeczytaniem z jednego prostego powodu. Jeśli chodzi o naturalne metody zajmowania się końmi, o wiele bardziej przemawiają do mnie filmy niż książki. 


Należę też do tej grupy ludzi, która za najlepszych nauczycieli uznaje same konie. Nikt nie opowie, nie nauczy nas lepiej, niż one. Wolę godzinami siedzieć i się im przyglądać, obserwując ich zachowanie w stadzie, niż o tym czytać. Niemniej książka „Sekrety końskiego umysłu” była zaskakująco wciągająca. Wprawdzie nie dowiedziałam się z niej niczego całkowicie zaskakującego, co jednak wcale nie umniejsza tej pozycji. Dla ludzi, którzy nie mają pojęcia o koniach, z całą pewnością byłaby odkrywcza i zaskakująca. Bo takie są konie. To istoty pełne kontrastów o jakich nie wielu tak naprawdę zdaje sobie sprawę. 

Żałuję, że nie wpadłam na nią po tym, jak w dzieciństwie zostałam kopnięta przez słodziuchnego źrebaczka, którego najzwyczajniej w świecie przestraszyłam, zmuszając do takiej, a nie innej reakcji. Nie miałam pojęcia o tym, że nie mógł mnie widzieć, kiedy podchodziłam od strony jego zadu, nie wiedziałam, że wolałby uciec, ale nie miał gdzie, więc pozostał mu tylko szaleńczy „atak”. Długo nie zdawałam też sobie sprawy, że bał się wtedy bardziej ode mnie. To zdarzenie naznaczyło mnie strachem na długie zmarnowane lata. 

Mimo tego, kiedy pokonałam już ten strach, często jeździłam z batem w ręce i udawałam, że go używam tylko dlatego, by moi „trenerzy” przestali ględzić. Marudziłam, że źle mi się jeździ, mam za krótkie kciuki, by objąć rączkę bata, i jeszcze wodzę, w dodatku trzymać dłoń w odpowiedniej pozycji, nie jeżdżąc „na pianistę”. A potem któregoś dnia usłyszałam mimochodem, że jestem jedną z niewielu osób, którą najbardziej uparty koń w tej szkółce, potrafi słuchać. I to była największa nagroda, jaką mogłam dostać oraz dowód na to, że moja niechęć do używania siły, się opłaciła. Ta książka kolejny raz udowodniła mi, że miałam racje. 

Podsumowując; „Sekrety końskiego umysłu” to książka dla wszystkich. Dla miłośników zarówno koni, jak i zwierząt w pojęciu ogólnym. Dla jeźdźców pragnących zgłębić swoją wiedzę na temat koni i być może skupić się bardzie na innych aspektach niż idealny dosiad, czy umiejętność posługiwania się batem. To również książka dla jeźdźców, którzy od początku, z różnych względów, bronili się przed siłowymi technikami szerzonymi, niestety, wśród wielu trenerów, szczególnie w małych szkółkach, gdzie jest kilka koni, wielu jeźdźców i ciężko, by zwierzęta nie zostawały szybko odczulane na delikatne bodźce jak nacisk łydki, czy subtelne nachylenie ciała. Łatwiej dać takiemu jeźdźcowi do ręki bat, niż przyłożyć się do tego, by wytłumaczyć mu, że nie jest mu on do niczego potrzebny, jeśli zrozumie jak inaczej można zapanować nad tym, jakby nie było, potężnym cielskiem, na którym siedzi. Dlaczego akurat dla nich? Bo cholernie dobrze się czyta o rzeczach, które samo się zauważyło, odkryło i nad którymi się pracowało! 

Ocena: 7/10

Gorąco polecam! 

13 komentarzy:

  1. Ciekawa pozycja dla mnie, bo sama jestem jeźdźcem :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! To mnie zaskoczyłaś! :D Super :)

      Usuń
  2. Kocham konie, ale już od lat nie mam z nimi kontaktu... Zazdroszczę Ci tego, że masz je blisko bo też zdecydowanie wolałabym z nimi poobcowac niż poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam je nie tak blisko jak bym chciała, ale wystarczająco :)

      Usuń
  3. Bardzo lubię konie, ale po lekturę książki raczej nie sięgnę ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie mów nigdy! ;) Również pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Coś w sam raz dla mojej koleżanki, kocha konie. Wspomnę jej o tej książce :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli kocha konie, pewnie już o niej słyszała, niemniej nie zaszkodzi wspomnieć. Może akurat jej umknęła :)

      Usuń
  5. Siostra mojego chłopaka jest prawdziwą fanką koni muszę jej podsunąć ten tytuł, choć możliwe, że już go zna ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja koleżanka, właścicielka przepięknego konika, na pewno byłaby zachwycona tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja siostra ma pięć koni, więc kiedy tylko mam okazję obcuje z tymi zwierzętami.
    Co do samej książki raczej się nie skuszę, ale z wiadomych względów polecę ją mojej siostrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak zazdroszczę i Tobie i Twojej siostrze!

      Usuń