czwartek, 7 sierpnia 2014

"Spóźnione wyznania" John Boyne

Książki można podzielić na wiele kategorii. Dobre i złe. Lekkie i te bardziej zobowiązujące… Można by wymieniać długo i każdy z nas stworzyłby swoją własną listę.

Kiedy kupowałam „Spóźnione wyznania” Johna Boyne, wiedziałam, że to historia, do której będę musiała mieć specyficzny nastrój. To nie ten typ powieści, którą z łatwością połknę w przeciągu kilku godzin. Zazwyczaj mam nosa do tego typu książek i nie wpadam w zbyt głęboką wodę, zupełnie pozbawiona wskazówek.

A jednak ta pozycja mnie zaskoczyła. Zaskoczyła mnie swym ciężarem, smutkiem i tragizmem. Krótki opis na tyłach okładki tak naprawdę niczego nie zdradza, wręcz sugeruje zupełnie inny kierunek powieści. Owszem, wszystko dzieję się w okolicach pierwszej wojny światowej. Owszem, Tristan, nasz narrator i główny bohater, wsiada do pociągu i jedzie na spotkanie z kobietą, której pragnie wyznać swoje grzechy. Tak jak w opisie mamy do czynienia z pojęciem odwagi, zdrady, namiętności. Zostają nam też przybliżone żołnierskie realia, lecz to wszystko tak naprawdę schodzi na dalszy plan, kiedy czytając, domyślasz się o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.


W obecnych czasach niemal każdy utrzymuje, że jest tolerancyjny, ale czy naprawdę? Wciąż się słyszy o dyskryminacji rasowej, wyznaniowej, seksualnej. Ludzie mają skłonność do wytykania palcami wszystkiego, co odbiega od ich własnych norm i tylko ich rozciągliwość tak naprawdę formuje samo pojęcie tolerancji. Wciąż mamy z tym problem.

W czasach Tristana Sadlera tolerancja była uwiązana na bardzo krótkiej smyczy. Samo to uczyniłoby z tej historii coś szalenie ciężkiego. Autor jednak dodatkowo przytłacza nas koszmarem wojny, rozpracowując pojęcie sumienia na wiele różnych sposobów. Nie można opowiedzieć o fabule nie zdradzając najważniejszego, więc tutaj na tym zaprzestanę.

„Spóźnione wyznania”są napisane prostym, momentami lirycznym językiem. Pierwszoosobowa narracja rzadko mi nie przeszkadza, tutaj nie oddałabym jej za nic. Czyta się szybko, jednak ja nie potrafiłam spędzać z tą książką zbyt dużo czasu. Potrzebowałam tę historię rozłożyć na kilka długich dni nie dlatego, że jest zła, przeciwnie. Powodem, przez który przebrnięcie przez te strony zajęło mi więcej czasu niż zazwyczaj, jest smutek wylewający się ze stron w takiej ilości, że nie byłam wstanie sobie z nim poradzić. Nie wiem czy kiedykolwiek czytałam coś, co w podobny sposób mnie smuciło. Być może dlatego, że rzadko się zdarza, by w książkach ten temat był poruszany w taki sposób. Zazwyczaj jest gdzieś z boku, ale rzadko na pierwszym planie, co samo w sobie mówi o tym, jak w istocie jeszcze nie radzimy sobie z tym tematem.

Ciężko mi pisać tę recenzje nie mogąc po prostu nazwać istoty tej książki. Spędziłam dużo czasu na zastanawianiu się czy to zrobić, czy nie, i w rezultacie nadal jestem skołowana. Z jednej strony ludzie sięgający po tę historię powinni wiedzieć na co się piszą, z drugiej ta wiedza odrobinę mogłaby zaburzyć piękno poznawania bohatera.

Autor z mistrzowską precyzją zbudował swoje postacie i nie mówię tu tylko o Tristanie. Każdy z bohaterów książki jest „jakiś”. Nie ma tu dwóch identycznych osób posiadających zaledwie inne imiona. Czuć w tekście ich odrębności i indywidualność, co uważam za potężny plus.

Nie jestem wstanie odnaleźć tu niczego, do czego mogłabym się przyczepić. John Boyne podjął się szalenie ciężkiego tematu, zbudował pełnokrwiste postacie, nadał tor ich życiu i do samego końca trzymał się własnych założeń. Mogłabym chcieć, by ta historia skończyła się inaczej. Mogłabym rozpaczać nad niesprawiedliwością z jaką mamy do czynienia niemal na każdej stronie tej książki. Tylko jaki to miałoby sens?

„Spóźnione wyznania” nie sprzedają złudnych wyobrażeń o wojnie, ludziach czy ich losie. „Spóźnione wyznania” są szczere aż do bólu, okrutne w swej prawdzie i braku jakiejkolwiek nadziei na przebaczenie. Są też prawdziwe. Nie próbują nikogo usprawiedliwiać, tłumaczyć, stronią od oceniania i zakładania czegoś z góry – to wszystko pozostawia nam, czytelnikom.

Nie jestem zadowolona z tej recenzji. W trakcie czytania zrobiłam wiele notatek mających mi dzisiaj pomóc w napisaniu tego tekstu, i szczerze mówiąc nie skorzystałam z nich ani razu. Nagle stały się nieadekwatne do tego, co siedzi w mojej głowie. Nie da się opowiedzieć o tej książce tak, jak opowiada się o innych, przynajmniej ja nie potrafię.

Powiem więc na koniec tylko tyle, że „Spóźnione wyznania” dostaje 10/10 jeśli idzie o ocenę, zyskując swoje miejsce wśród moich ulubionych książek.

2 komentarze:

  1. Tez czytałam niedawno tę książkę i mi się podobała. Bardzo dobrze były opisane uczucia bohatera. I
    ta końcówka taka... nie wiadomo, co o niej myśleć. Z jednej strony polubiłam bohatera, a tutaj takie zaskoczenie. Książka bardzo dobra.
    PS: W ostatnim zdaniu masz błąd, ma być "Spóźnione wyznania" :)

    pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Nawet nie wiem skąd mi przyszło do głowy tak pokręcić tytuł hehe Co do książki, ja się domyśliłam dość wcześnie, że to może iść w tę stronę. Tutaj nic nie jest oczywiste i można by szukać tłumaczeń i usprawiedliwień dla jednej i drugiej strony. Tristan dostał od niego tyle kopniaków, a ta ich ostatnia rozmowa była już całkowicie okrutna. Co oczywiście niczego nie usprawiedliwia, lecz to jednak była wojna i wszystko w niej zostało w pewien sposób poprzesuwane. W szczególności moralność. Gdyby zakończenie było inne, cała reszta nie wywierałaby tak potężnego wrażenia, przynajmniej tak mi się wydaje.

      Usuń