wtorek, 30 września 2014

"Igrzyska śmierci" Suzanne Collins

Na wstępnie powiem, że jestem na siebie zła... Uparłam się kiedyś, że nie będę czytać młodzieżówek, bo jestem na nie za stara i teraz mam za swoje. 

Zazwyczaj bardzo sobie cenię swoją upartą naturę, bo mam z tego tytułu znacznie więcej korzyści, niż strat. Niemniej bywają i takie momenty, kiedy szczerze tą swoją cechę przeklinam. Może gdybym była odrobinę mniej uparta, sięgnęłabym najpierw po książkę zamiast oglądać ekranizacje. Może gdybym była mniej uparta, to kiedy w końcu „Igrzyska śmierci” trafiły w moje ręce potrafiłabym się nimi należycie cieszyć. 

Są takie historie, które możemy śledzić wielokrotnie i za każdym razem odkrywać w nich coś nowego. Są i takie, co ekscytują nas za pierwszym razem, ale za drugim tracą swój blask. Dla mnie „Igrzyska śmierci” mieszczą się gdzieś po środku tych dwóch stwierdzeń. Z jednej strony obraz świata, bohaterów i relacji pomiędzy nimi został mi przedstawiony w nieco szerszy, i jak dla mnie, bardziej przystępny sposób, ale nie było tego na tyle dużo, by na stałe zyskać moją uwagę. Sama sobie zepsułam zabawę ekranizacją, przez co czytanie było mało ekscytujące i w wielu momentach zwyczajnie się dłużyło. Styl autorki mogę określi co najwyżej na poprawny, ale to w żadnym razie nie jest wada. „Igrzyska śmierci” to głównie historia i jej bohaterowie, styl jest tu zaledwie dodatkiem, który umożliwił dobry przekaz całości. 

wtorek, 30 września 2014

Day 26, 27, 28, 29 & 30 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 26 - A book that changed your opinion about something
- Książka, które zmieniła Twoją opinię na jakiś temat -

Przyznam szczerze, że nie kojarzę żadnego konkretnego tytułu, który zmieniłby moją opinię na jakikolwiek temat. Jestem chyba za bardzo uparta, by jedna jedyna książka mogła to zrobić. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to wszelkie książki dotyczące administracji hehe, zawsze sądziłam, że ci wszyscy urzędnicy są wredni z natury, a teraz już wiem, że zostali zwyczajnie pokonani przez przepisy i choć nie wiem jak bardzo chcieliby nasze sprawy załatwiać w oka mgnieniu, zwyczajnie się nie da... ;)

piątek, 26 września 2014

"Stringer/Stinger-Żądło namiętności" Mia Sheridan


„Stringer” autorstwa Mii Sheridan, to trzecia książka tej autorki, którą miałam okazję przeczytać. Po fenomenalnym „Archer's Voice” i zaskakująco dobrym debiucie „Leo”, moje oczekiwania były wysokie, co zazwyczaj źle się kończy. Ale czy tym razem też tak było?

czwartek, 25 września 2014

Day 22, 23, 24 & 25 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 22 - A book that makes you cry  
- Książka, która doprowadza Cię do łez -

Tak jak w dniu 6 i dzisiaj wskażę „Żółte ptaki” Kevina Powersa. 

DAY 23 - A book you wanted to read for a long time but still haven't
- Książka, którą chciałaś przeczytać od dłuższego czasu, ale wciąż tego nie zrobiłaś -

„Drood” Dana Simmonsa to coś, co od razu przychodzi mi na myśl. Ta książka ma 832 strony, a ta liczba po prostu mnie przeraża. Do tego jest wydana w twardej oprawie. Moja ręka z pewnością nie przeżyłaby czytania, a ebooka nie można dostać, chyba, że na chomiku, więc wypada mi kupić normalną książkę, ściągnąć nielegalny plik. No cóż, może kiedyś...

poniedziałek, 22 września 2014

"Parabellum. Prędkość ucieczki" Remigiusz Mróz

Do książki „Parabellum. Prędkość ucieczki” Remigiusza Mroza podchodziłam mimo wszystko dość sceptycznie. Wychwalana pod niebiosa, tak samo jak zresztą jej autor, budziła we mnie pewne wątpliwości. Niemniej ciekawość wzięła górę i po roku rozmyślań na jej temat, wreszcie ją przeczytałam.

Książek o II wojnie światowej mamy na pęczki. Opowiadają mniej lub bardziej fikcyjne historie i pod tym względem „Parabellum” daleko nie odbiega. Akcja powieści toczy się głównie we wrześniu 1939 roku, śledząc losy kilku bohaterów. Mamy tu porywczego Bronisława Zaniewskiego, który nie obawia się przyłożyć nawet swojemu przełożonemu, sierżantowi Chwieduszko, choć może to za sobą pociągnąć spore konsekwencje. Jego młodszego brata Stanisława i jego narzeczoną Marię, żydówkę, która doskonale wie, że musi uciekać z Warszawy inaczej zginie. Dodatkowo śledzimy też poczynania niejakiego Christiana Leitnera. Niemiecki kapitan Wehrmachtu jest z pewnością jedną z najciekawszych postaci tej książki, a wszystko za sprawą tego, że Remigiusz Mróz postanowił zrobić z niego wciąż kontrowersyjną, a jednak pozytywną postać z czym nie można się spotkać często w książkach z akcją osadzoną w okresie wojennym. 

niedziela, 21 września 2014

Day 19, 20 & 21 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 19 - Favorite book turned into the movie
- Ulubiona zekranizowana książka -

Jako, że staram się nie porównywać zbytnio książek do ekranizacji i odwrotnie, ciężko mi wybrać cokolwiek. Niemniej myśląc o tym przychodzi mi do głowy głównie Harry Potter, więc to jego wybiorę, jednak nie pokuszę się już o wskazanie konkretnej części. Każda ma coś w sobie, każda zachwyca i choć książki są o wiele lepsze, to jednak doskonale się na tych filmach bawiłam i często do nich wracam, szczególnie teraz, kiedy bratanica czyta książki, a  potem możemy razem oglądać ekranizacje. 


DAY 20 - Favorite romance book
- Ulubiony romans -

Wspomniałam już o zwyczajnym romansie, o romansach paranormalnych również już kiedyś mówiłam, dzisiaj się więc skupię na tych historycznych, które stanowią moją słabość i to ogromną. 

Romans historyczny rządzi się swoimi prawami i na próżno w nim, w większości, szukać czegoś głębszego. Często spotykamy głupiutkie panny i zakochanych w samych sobie kawalerów. Pruderia, doskonałe maniery i tak dalej... Ale... Istnieją autorzy, którzy na tych podwalinach próbują budować coś odrobinę innego i jedną z nich jest dla mnie Mary Bologh, która ujęła mnie lirycznością, romantyzmem i konsekwencją w budowaniu swoich bohaterów. Jest jedną z moich ulubionych autorek tego gatunku. Przeczytałam chyba wszystkie wydane jej książki w naszym kraju i ciężko mi wybrać tylko jedną. Niemniej najbardziej przypadł mi do gustu cykl „Bedwynowie”, najwięcej tu było bowiem mocnych, odbijających się od wszystkich reguł charakterów. Najbardziej mi zapadł w pamięć najstarszy z rodzeństwa, czyli Wulfrick Bedwyn, książę Bewcastle i jego historia w „Niebezpiecznym kroku”.  

„Różni ich wszystko. Christine Derrick i Wulfrick Bedwyn to dwa przeciwieństwa: ona żywiołowa i bezpośrednia, on chłodny i wyniosły. Lecz oboje czują, że nieodparta namiętność pcha ich ku sobie. Rozkwitające uczucie może jednak zniszczyć niegodna propozycja złożona przez Wulfricka. Co będzie musiał uczynić, żeby odzyskać utraconą miłość?”

„Niebezpieczny krok” to ósmy, zamykający cykl tom, na który nie mogłam się doczekać. Postać Wulfrica przez wszystkie poprzednie części była kreślona w taki sposób, że ciężko było sobie wyobrazić jego romantyczną historię bez psucia jego indywidualizmu. I bałam się tego tomu, ale pani Bologh mnie nie zawiodła. Stworzyła szalenie romantyczną historię nieodbierającą głównemu bohaterowi tego, co w nim najbardziej intrygujące – jego mrukliwego, poważnego usposobienia. Muszę też zaznaczyć, że pani Bologh nie obawia się pikantniejszych scen, co stanowi kolejny plus jej opowieści. Choć nie ma w jej książkach większej akcji, to chłonie się je jednym tchem.

„- Myślę, że pan nosi maskę - odparła. - Nie można przez nią przeniknąć. Czyja pana uraziłam?
- Słucham? - zatrzymał monokl w pół drogi do oka.
- Znów ma pan oczy jak bryły lodu - ciągnęła. - Oczy to zawsze najsłabszy punkt każdej maski. Człowiek, który ją nosi, musi patrzeć na świat, więc pozostają nieosłonięte. Ale pańskie oczy są częścią maski. Gdy w nie patrzę, nie mogę dostrzec nawet drobnej cząstki pana duszy.
Spojrzał na nią z chłodną wyniosłością, jak zawsze na wszystkich i wszystko. Jak mógłby inaczej? Jak mógłby zaryzykować...
- Może powinienem chodzić z sercem na dłoni - rzucił. -Wtedy nie musiałaby
pani patrzeć mi w oczy. Ale przecież ja nie mam serca...”
„Niebiezpieczny krok” Mary Bologh

DAY 21 - The first novel you remember reading
- Powieść, którą pamiętasz, że przeczytałaś jako pierwszą -

Tu odpowiedź będzie krótka, bo już kiedyś padła, czyli „Król lew”.

piątek, 19 września 2014

„Sekretny język kwiatów” Vanessa Diffenbaugh.

Bardzo rzadko zdarza mi się wpadać na takie książki jak „Sekretny język kwiatów” Vanessy Diffenbaugh. Nie mówię tu o fabule, bohaterach czy pisarskim stylu. Nie mam na myśli poziomu emocji zawartych w książce, ani nawet sympatii bądź antypatii względem bohaterów. Nie... Mówię o książkach, które według wszelkich moich założeń powinny być świetne, a jednak niemal w ogóle mnie nie poruszają. Ale od początku. 

„Sekretny język kwiatów” opowiada historię Victorii, aspołecznej, zamkniętej w sobie dziewczyny, która od najmłodszych lat tułała się po rodzinach zastępczych i domach dziecka. Jako osiemnastolatka zaczyna nowe życie, lecz zamiast szukać pracy, zajmuje się kwiatami, przez co ląduje na bruku zaledwie trzy miesiące po opuszczeniu domu dziecka. Tuła się po parkach, grzebie w śmietnikach, sadzi swoje kwiaty gdzie tylko się da. To one są dla niej wszystkim, to one wyrażają jej emocje. Na swej drodze spotyka Renatę, kwiaciarkę, która daje jej pracę, a tym samym kolejną szansę na nowy start, który dziewczyna stara się jak najlepiej wykorzystać. Poznaje też Granta, który okazuje się być starym kolegą z dzieciństwa, z okresu, kiedy była najszczęśliwsza i miała szansę na prawdziwy dom i matkę, która na odmianę nie chciała z niej zrezygnować. Ale coś poszło nie tak, a szczegóły tych wydarzeń poznajemy wraz ze wspomnieniami Victorii. Wszystko zaczyna się układać. Victoria ma pracę, robi to, co kocha, klienci ją uwielbiają, bo ma specyficzny dar do dobierania dla nich odpowiednich bukietów. Pomiędzy nią, a Grantem rodzi się uczucie, które tak samo ją fascynuje, co straszy. I wtedy, właśnie wtedy wszystko się zmienia. Victoria znowu musi podjąć kilka ważnych decyzji, tym razem nie chodzi już jednak tylko o nią... 

czwartek, 18 września 2014

Day 15, 16, 17 & 18 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 15 - Favorite male character
- Ulubiony męski charakter -

Tylko jeden?! To naprawdę ciężkie, jest wielu bohaterów, których sobie bardzo cenie, nie rzadko z różnych względów. Ale skoro mam wskazać jednego, muszę wybrać kogoś z czołowych bohaterów cyklu „Anielskie zastępy” Mai Lidii Kossakowskiej, co samo w sobie jest potwornie ciężkie. Każdy z aniołów/demonów ma coś w sobie takiego, co ciekawi, przyciąga i pozostaje w pamięci. Grrr! No nic, pójdę, znowu, na łatwiznę wybierając bohatera, który trafił do mnie w nieco inny sposób niż reszta przez swe romantyczne, tak naprawdę czułe serce. 

Asmodeusz, aka Mod czy Zgniły chłopiec. Wyjaśnienie mojej decyzji pozostawię Lucyferowi, aka Lampce ( do niego też mam swoistą słabość :D):

„Lampka patrzył zasępiony. Znał Asmodeusza od lat, łączyła ich głęboka, wypróbowana przyjaźń. Pan Głębi doskonale wiedział, że Zgniły Chłopiec, cynik i sybaryta, hazardzista i kobieciarz, jest w istocie najbardziej lojalnym i uczciwym demonem w całej Otchłani. Jego słynne miłosne podboje to raczej klęski na drodze poszukiwań prawdziwego uczucia, a przypisywane mu krętactwo to tylko bystrość i inteligencja w wynajdowaniu słabych punktów przeciwnika. Tak, Asmodeusz miał zasady, a zasady te często wykorzystywano przeciwko niemu.”
„Żarna niebios” (opowiadanie „Zobaczyć czerwień”) Maja Lidia Kossakowska

DAY 16 - Favorite female character
- Ulubiony kobiecy charakter -

Mogłabym wymienić kogoś z pojedynczych książek, ale nie wydaje mi się to właściwe, bo nie czuje, że te postacie znam dobrze. Pozostanę więc przy seriach. Bardzo lubię bohaterki kreowane przez Nalini Singh, tak wiem, wielkie mi zaskoczenie... ;) Lubię silne kobiecie charaktery, które przy okazji nie są feministkami, a w kreowaniu ich pani Singh doskonale sobie radzi. Niemniej jest ich tak wiele, że nie umiem wybrać. Nie odejdę jednak wiele dalej w swym wyborze, wskazując postać wykreowaną przez Stacie Kane. Mowa tu o Chess Putman z serii „Dolna dzielnica”. 

Chess jest silna, twarda i nieprzejednana, ale to strona, którą pokazuje obcym. Ta prawdziwa jest bardziej zagmatwana, poraniona i niepewna. Biorąc pod uwagę jej przeszłość i wszystko z czym musi się mierzyć, ktoś słabszy dawno by się poddał. A ona walczy i choć dość ostrożnie, to jednak cieszy się każdym małym krokiem do przodu jaki uda jej się zrobić. Ma szereg wad i słabości, przez co wydaje mi się prawdziwa. Kocha, nienawidzi, cierpi. Potrafi irytować, rozczulać, ale i pocieszyć. 

DAY 17 - Favorite quote from your favorite book
- Twój ulubiony cytat z ulubionej książki -

Najpierw trzeba chyba określić ulubioną książkę... Kolejne niedorzeczne pytanie. Czy naprawdę można wybrać tylko jedną? Ale dobra, niech będzie, skoro zaczęłam „Anielskimi zastępami”, to i tu ich wykorzystam, i również pomogę sobie decydując się na słowa Asmodeusza jako, że już o nim dzisiaj wspomniałam. Cytatów z „Siewcy wiatru” jest zbyt wiele, bym bez krętactwa mogła wybrać tylko jeden xD A więc:

„-Honor - powiedział. - Lojalność. Obowiązek. Wy, skrzydlaci, lubujecie się w dylematach moralnych, ale nie wiecie, jak się posługiwać prostymi terminami. Widzisz, Lampka jest moim przyjacielem. Jedynym. Nie dbam, czy mi wierzysz, czy nie, bo prawda i tak pozostaje prawdą. Nie obchodzi mnie Głębia. Obchodzą mnie jednostki, a Lampka jest jednostką, na której mi zależy. Zrozumiałeś?”

DAY 18 - A book that dissapointed you
 - Książka, która Cię rozczarowała -

Wiele książek mnie rozczarowało w mniejszym bądź większym stopniu. Poważnie, te pytanie stają się coraz bardziej irracjonalne, a ja po raz setny muszę pójść na łatwiznę w celu udzielenia jakiejkolwiek odpowiedzi. Tak więc ostatnio rozczarował mnie „Sekretny język kwiatów” Vanessy Diffenbaugh. Książkę skończyłam czytać wczoraj, jutro powinna się pojawić jej recenzja, więc nie będę tutaj wyjaśniać zbyt wielu rzeczy. Ogólnie wszystko z tą książka jest okay i powinna mnie porwać, ale tak się nie stało, ale o konkretach jutro.

środa, 17 września 2014

Wrześniowy stosik!

Miałam nadzieję, że wrzesień obędzie się bez stosiku, ale rzeczywistość zweryfikowała te moje... nadzieje. Co z tego, że na półce czeka cały stos do przeczytania. Nie ważne, że kończy mi się względnie wolny czas i całkiem niedługo będę miała o wiele mniej czasu na czytanie. To wszystko nie ma absolutnie żadnego znaczenia, kiedy idzie o książki. Pociesza mnie tylko myśl, że nie jestem w tym szaleństwie całkiem sama!



Poza tym potwornym stosikiem, dotarło do mnie kilka zagranicznych ebooków.


„All the Light We Cannot See” Anthony Doerr –  Druga wojna światowa w okupowanej Francji, Marie Laure mieszkająca w Paryżu wraz z ojcem pracującym w muzeum. Kiedy ma sześć lat, traci wzrok. Kiedy wybucha wojna uciekają do Saint-Malo, gdzie mieszka cierpiący na agorafobię wuj dziewczyny. To tam spotyka Warnera, Niemca i sierotę, który po brutalnym szkoleniu staje się ekspertem w tropieniu ruchu oporu. Jestem ogromnie ciekawa, o czym konkretnie mówi ta książka, choć po przeczytaniu kilku krótkich rozdziałów już wiem, że będzie dla mnie i mojego angielskiego nie małym wyzwaniem. Ale poczułam magię i już nie mogę się doczekać weekendu, gdzie będę mogła się jej w pełni oddać.

„Rock Addiction” Nalini Singh – nowa seria, całkowite zaskoczenie, bo akcja osadzona na tle rockowego zespołu i sławy. No i seksu, nie zapominajmy o seksie. Przyznam, że miałam mieszane uczucia, ale to w końcu pani Singh. Zobaczymy...

„Landline” Rainbow Rowell – to romans, ale dość nietypowy. Mamy małżeństwo przechodzące kryzys, co nie jest niczym zaskakującym i często się w książkach powtarza. To, co zwróciło moją uwagę to to, że którego dnia, kiedy Georgie myśli, że zrujnowała doszczętnie swoje małżeństwo, odkrywa sposób komunikowania się ze swoim mężem z czasów, zanim jeszcze się pobrali. Nie wiążę z tą historią większych nadziei, ale myślę, że będę się chociaż dobrze się bawić.

Nie mam pojęcia, kiedy to wszystko przeczytam, skoro nawet z poprzedniego stosu nie przeczytałam wszystkiego, ale cóż... ;)

poniedziałek, 15 września 2014

"Krwawy szlak" Moira Young

Graliście może w którąś część „Borderlands”? Pytam, bo podobny klimat co w grze, panuje w „Krwawym szlaku” autorstwa Moiry Young, przynajmniej ja w wielu momentach go czułam.

Mamy daleką przyszłość, zrujnowaną ziemię i ludzi bez narodowości czy nazwisk. Stara ziemia przepadła, a wraz z nią ich mieszkańcy, nazywani Złomonterami. Pozostawili po sobie trochę ruin, trochę sprzętu, lecz generalnie kultura ludzka jaką dzisiaj znamy, niemal doszczętnie przepadła. Nie ma państw jako takich, ledwo odróżniane są miasta. Kilometry zamieniły się w ligi, a pistolety w piorunostrzały, choć najczęściej strzela się z łuków, kusz i procy. Nie ma samochodów czy samolotów, do łask wróciły konie. 

Saba i Lugh, bliźnięta, urodzili się nad Srebrnym Jeziorem, z dala od wszelkiego przejawu cywilizacji. Kilka lat później na świat przyszła Emmi, jej narodziny rozpoczynają dla rodziny bardzo ciężki okres. Ich matka umiera niedługo po wydaniu dziecka na świat, a ojciec zatraca się z wolna w czymś, co niebezpiecznie przypomina szaleństwo. Doszukuje się on bowiem wszelkich odpowiedzi w gwiazdach, zmuszając dzieci do pozostania w miejscu trawionym przez suszę tylko dlatego, że to gwiazdy zapewniły go, że wkrótce spadnie deszcz. Wszystko jeszcze bardziej się komplikuje, gdy Lugh zostaje porwany przez tajemniczych mężczyzn, a ich ojciec zamordowany przez jednego z nich. Przed swoją śmiercią mówi on jednak Sabie kilka dziwnych, przerażających i intrygujących rzeczy, które później powoli zaczynają się sprawdzić. Kiedy pył czerwonej burzy opada, Saba ma na głowie dziewięcioletnią siostrę, której nie znosi i szczerze obwinia o śmierć ich matki, musi też odnaleźć i uwolnić brata. 


niedziela, 14 września 2014

Day 12, 13 & 14 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 12 - A book you love but hate at the same time
- Książka, którą jednocześnie kochasz i nienawidzisz -

Ciężkie pytanie. Do głowy przychodzi mi kilka książek, lecz jako pierwsza pojawiła się powieść „Dwanaście słów” Jana Jakuba Kolskiego, więc to ją wybiorę. 

„Małość i wielkość, siła i słabość, moralność i deprawacja, przebaczenie i grzech – oto dwanaście słów prawdy o człowieku w nowej powieści Jana Jakuba Kolskiego.
'Dwanaście słów' Jana Jakuba Kolskiego to opowieść o życiu wykradzionym. O wielkiej potrzebie zaznaczenia swego miejsca w świecie, a jednocześnie o kneblującym usta strachu przed prawdą. Bohaterowie przywłaszczają sobie cudzą tożsamość, wchodzą w role innych osób, na chwilę stają się tymi, których kochają, a nawet tymi, którymi gardzą. Nie znaczy to jednak, że ich świat to kłamstwo. Jest to raczej dopełnienie ich własnego losu, dopisanie brakujących rozdziałów historii ich życia. Dwanaście słów – tyle potrzeba, by opisać sens istnienia, jak mówi jeden z bohaterów powieści, Fryderyk Greszel. Tyle potrzeba, by wyrazić pragnienie miłości, strach przed samotnością i potrzebę drugiego człowieka. Tyle też wystarczy, by wyznać swoje grzechy. Ale to wymaga odwagi. I choć bohaterowie posuwają się do heroicznych czynów (Greszel oddaje cały majątek dla ratowania siostry z więzienia, Marianna sprzedaje dziewictwo za wolność ukochanego), to na jedno nie potrafią się zdobyć – na banalną, najprostszą prawdę.”

„Dwanaście słów” czytałam już jakiś czas temu, zaintrygowała mnie okładka i opis. Od pierwszych stron książki całkowicie mnie porwał wybudowany przez autora klimat wszechobecnego zapachu szaleństwa. Został on zaledwie przecięty zwodniczą normalnością i drobnymi momentami z jakimi czytelnik mógłby się utożsamić. Czytając przetaczały się przeze mnie przeróżne emocje. Od rozbawienia swego rodzaju irracjonalnością bohaterów, przez zniesmaczenie tym jak przedstawieni zostali ludzie, ich słabości i umiłowanie do grzechu, po całkowity zachwyt tym, jak Kolski perfekcyjnie manipuluje uczuciami czytelnika. Nie można też zapomnieć o bardzo dobrym stylu w jakim autor pisze. Doskonale czuć w tym tekście bliskość autora z obrazem, nie tylko słowami. 

Kolski przedstawia historię złamanych jeszcze w dzieciństwie ludzi. Prześladowani przez przyzwyczajenia i chore schematy własnych zachowań, próbują się odnaleźć w rzeczywistości, jakiej nie rozumieją, która jest dla nich obca, niekiedy przerażająca. „Dwanaście słów” to w gruncie rzeczy książka, która dla każdego czytelnika będzie odrobinę inna, bo uderzy mocniej w inne emocje. Nie u wszystkich obudzi, bądź przypomni te same demony. Wielu w ogóle nie zrozumie jej brutalnego piękna. Ale to również kolejna cząstka jej wyjątkowości. 

Po skończeniu odczuwałam zarówno zachwyt, jak i swego rodzaju niechęć, więc chyba pozycja jak najbardziej odpowiadająca temu pytaniu.

DAY 13 - Your favorite writer
- Twój ulubiony pisarz/pisarka -

Nie jestem wstanie odpowiedzieć na to pytanie. Każdy gatunek ma dla mnie swoich faworytów i nie sądzę, by porównanie ich w jakikolwiek sposób było konstruktywne. Mogę tylko wymienić kilka szczególnych dla mnie nazwisk takich jak; Maja Lidia Kossakowska, Nalini Singh, Karen Rose, Andrzej Sapkowski, Carlos Louis Zafón, Elizabeth Kostova, Stacy Kane czy Mary Balogh. 

DAY 14 - Book turned movie and completely desecrated
- Książka zekranizowana i kompletnie zbeszczeszczona -

Kolejne pytanie na które za bardzo nie wiem, jak odpowiedzieć. Nie potrafię sobie przypomnieć filmu, który jakoś specjalnie by mnie zawiódł. Staram się nie porównywać za bardzo ekranizacji do książek. Gdybym robiła inaczej, raczej nigdy nie byłabym zadowolona. 

sobota, 13 września 2014

"Sekret Julii" Tahereh Mafi


Po przeczytaniu „Dotyku Julii” Tahereh Mafi miałam naprawdę mieszane uczucia względem drugiego tomu  tej serii. Nowelka „Destroy Me” nieco moje obawy ugasiła, ale wciąż nie do końca. 

Dla tych, co jeszcze o Julce nie czytali, w recenzji mogą się pojawić spoilery pierwszego tomu.

Julia i Adam uciekli z Komitetu Odnowy i schronili się Punkcie Omega, gdzie ludzie mają różnego rodzaju paranormalne zdolności. Teoretycznie wszystko jest dobrze, ale Julia zbyt długo była zamknięta i choć jest tu bezpieczna, czuje się znowu jak w klatce. Do tego dochodzi dziwne zachowanie Adama, nie wspominając już o tym, że wszyscy zaczynają patrzeć na nią jak na dziwadło, w końcu jest tą dziewczyną, która zabija dotykiem - odludkiem. Sprawy jeszcze bardziej się komplikują gdy Julia dowiaduje się o sekrecie skrywanym przez Adama, a naczelny dowódca Komitetu Odnowy planuje się z nimi rozprawić raz na zawsze. Zwłaszcza z nią, z Julią, bo to ona tak bezczelnie zawróciła w głowie jego synowi.

czwartek, 11 września 2014

Day 10 & 11 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 10 - A book that reminds you of home
- Książka, która przypomina Ci o domu -

To pytanie przysporzyło mi nie małych kłopotów. Jako dziecko za bardzo nie lubiłam czytać. Miałam w szkole z tym nie małe problemy i nie kojarzyło mi się to dobrze. Książka przestała być dla mnie karą, a fascynującą przygodą, gdy w moje ręce trafiło między innymi „101 dalmatyńczyków”, wszelkiego rodzaju baśnie i legendy, które uwielbiałam jako dziecko, czy „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren. Musząc wybrać jeden tytuł, stawiam na... „Króla lwa”. 


Mój egzemplarz książki był przeze mnie tak wiele razy czytany, że odpadła mu okładka. Teksty z filmu znałam na pamięć, zresztą książkę też mogłam recytować fragmentami. Malowałam lwy farbami, kredkami, czymkolwiek i gdziekolwiek się dało. Chyba można powiedzieć, że miałam wtedy swoją pierwszą, dziecinną obsesje hehe ;) To chyba ta pozycja najbardziej kojarzy mi się z domem.

DAY 11- A book you hated
- Książka, którą nienawidzisz -

Jest ich kilka i nie bardzo wiedziałam, co wybrać. Nienawiść to trochę przesadzone słowo, ale odczuwam sporą niechęć do wspomnianej już wczesnej serii o Wiktorii Biankowskiej autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk, taką samą niechęcią cieszy się seria „50 twarzy Greya” E.L. James, główna bohaterka zbyt mocno działa mi na nerwy i nie pojmuje co może być podniecającego w zadawaniu komuś/sobie bólu, choćby najmniejszego, ale to temat na inną okazję. Mogłabym wymienić jeszcze kilka tytułów, ale skoro ma być tylko jeden, to chyba tym razem postawię na „Dotyk Anioła” Katarzyny Wandy Serdecznej.

Anna, piękna początkująca neurochirurg, zmuszona jest opuścić swoje mieszkanie w starej kamienicy ze względu na jej kapitalny remont. Nie ma nikogo, u kogo mogłaby tymczasowo zamieszkać. W chwili rozpaczy przychodzi jej z nieoczekiwaną pomocą nieznajomy przechodzień. Krisa oprócz płaczu dziewczyny, ujmuje jej niecodzienna uroda. W krótkim czasie Anna poznaje braci Krisa i jego ojca Aleksandra – znanego i cenionego kardiochirurga. Między Anną a dużo starszym od niej Aleksandrem rodzi się uczucie. W malowniczym, zabytkowym otoczeniu Berlina zostają kochankami. Pomimo przyciągającej ich ku sobie siły, nie mogą dojść do porozumienia, ciągle walczą ze sobą. Anna zrywa z Aleksem, wpychając go w depresję. Doprowadzony na skraj rozpaczy traci świadomość i przeżywa niezwykły sen na jawie, co zapoczątkowuje szereg niecodziennych wydarzeń. Przypadkiem drogi byłych kochanków znowu się przecinają. Czy spełnią się ich marzenia?”

Książkę kupiłam pod wpływem impulsu, mając ochotę na coś bardziej skandalicznego, a romans ze starszym mężczyzną wydawał mi się interesujący. Od razu mówię, że nie dokończyłam tej książki, nie byłam wstanie znieść wylewającej się ze stron głupoty, sztuczności, naiwności, teatralności... Dialogi są nierzeczywiste, bohaterowi wydaja się przerysowani, wyidealizowani, ich mentalność mnie po prostu przeraża.

Seria o Wiki miała przynajmniej potencjał. „50 twarzy Greya” otworzyło drogę dla erotyki i kilku książek, które bardzo mi się podobały. A to? To jest zwyczajnie tandetne.  

Tak... A więc i ja poległam w codziennym dodawaniu postów. To wcale nie takie proste, jak się wydaje, szczególnie, jeśli ma się inne obowiązki. To było jednak do przewidzenia ;)


wtorek, 9 września 2014

"Gra diabła" Steve Mosby

Debiutancką powieść Steve'a Mosby'ego „Gra diabła”, kupiłam dobre dwa lata temu, może odrobinę mniej, może więcej, ciężko stwierdzić. Jak w przypadku większości książek ze stosiku biorącego udział w wyzwaniu Kiedyś przeczytam, i z tą zaliczyłam nieudane pierwsze spotkanie już jakiś czas temu. Przyznaję się bez bicia, głównie kupiłam ją przez wzgląd na okładkę i magiczne, diabelskie słowo w tytule. Nie jestem przekonana, czy w ogóle czytałam (ze zrozumieniem xD) opis wydawcy umieszczony z tyłu książki. Może gdybym to zrobiła, to bym powstrzymała się od kupna. Kto wie?

wtorek, 9 września 2014

Day 9 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 9 - A book you tought you wouldn't like but ended up loving
- Książka, której myślałaś, że nie polubisz, a ją pokochałaś -

Długo się zastanawiałam nad odpowiedzią na to pytanie. W moim wypadku o wiele częściej bywa tak, że myślę, iż pokocham jakąś książkę, a kończę ją nienawidząc. Niemniej po chwili zastanowienia odpowiedź stała się banalnie prosta. Że też wcześniej o tym nie pomyślałam!

„Harry Potter i Kamień Filozoficzny” J.K. Rowling to z pewnością książka, której byłam przekonana, że nie polubię, a skończyło się na chłonięciu strony po stronie, tomu po tomie, łzach, uwielbieniu i kompletnie wypranym mózgu. Przeczytałam wszystkie części jeden po drugim, kompletnie usuwając siebie z życia społecznego. Nie wiem, czy w przypadku jakiejkolwiek innej serii tak mocno oddałam się lekturze.

Bardzo długo broniłam się przed tą książką. Już nie mogłam słuchać znajomych, którzy o niej mówili i w końcu pożyczyłam od koleżanki pierwszy tom. Warto tu wspomnieć, że czytając Harry'ego nie byłam dzieckiem, nie byłam nawet nastolatką... Była przerwa świąteczna, w dodatku miałam dwa tygodnie wolnego i w pełni ten czas poświęciłam na czytanie, przegrywając tym samym zakład.

Niby to seria dla dzieci i młodzieży, a mimo to zachwyciło i porwało mnie w niej absolutnie wszystko. Od świata, bohaterów, fabuły, na stylu autorki kończąc. Po skończeniu ostatniego tomu serii długo nie mogłam dojść do siebie. Długo też nie mogłam zacząć czytać innej książki.

Żałuję, że byłam tak uparta wcześniej, zarzekając się, że to nie jest dla mnie, że nie będę tracić czasu na historię jakichś postrzelonych dzieciaków itd... No ale cóż. Czytanie tego cyklu jako osoba dorosła też miało wielki urok. Z resztą, lepiej późno, niż wcale, prawda? ;)

Jutro, o ile nie utknę na tym pytaniu, książka, która przypomina mi o domu. Tak, nie mam bladego pojęcia, którą książkę wybiorę. Nie wiem nawet, czy tak ową w ogóle, kiedykolwiek czytałam. xD

poniedziałek, 8 września 2014

Day 8 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 8 - Most overrated book
- Najbardziej przeceniana książka -

Jest ich trochę. Nie rzadko najgłośniejsze tytuły w ogóle do mnie nie trafiają. Nauczyłam się już, że to te książki, które miały umiarkowaną reklamę, a wciąż po jakimś czasie posiadają wysoką ocenę, są prawdziwymi perełkami. 

Z grona wielu mniej lub bardziej przecenianych książek wybrałam „Ja, potępiona” Katarzyny Bereniki Miszczuk, książka jest trzecim tomem cyklu o Wiktorii Biankowskiej. Wybrałam trzeci tom, skoro muszę wybrać jedną książkę, ale cała seria to jakaś pomyłka literacka, przynajmniej jak dla mnie. Choć przyznaje, na pierwszym tomie jeszcze jako tako się bawiłam. (jako tako, czyli na 4 gwiazdki, reszta dostała po jednej). Dalej to była już istna tragedia, a trzeci tom... lepiej nie będę się nad tym tematem zbytnio rozdrabniać, mogłoby to zając wieki.


Wiktoria Biankowska, była diablica i niedoszła anielica po raz trzeci wpada w kłopoty. Przypadkowo trafia do Tartaru, tuż po ujrzeniu białego krzyżyka na chodniku i ciężarówki z mrożonkami. A właśnie zaczęło jej się układać. Pokochała diabła Beletha, wyzbyła się boskich mocy, a jej przeciwnik Moroni został zamknięty w anielskim więzieniu. Ponadto diabeł Azazel nie planował niczego złego, zajęty romansem z królową Kleopatrą.
Czy teraz Wiktorii uda się wyjść z labiryntu i związać z Belethem? ”


Tak... Wiktoria, superbohaterka o mózgu wielkości orzeszka, przyciągająca do siebie osobniki płci męskiej i żeńskiej o nie większym od niej intelekcie, w kółko ratuje świat po serii najbardziej niedorzecznych wypadków. Podobno ma tu być śmiesznie, dla mnie jest żenująco i jak słyszę tylko zdrobnienie „Piotruś”, mam ochotę zrobić coś bardzo, ale to bardzo nieeleganckiego, zostałam zniechęcona do tego imienia na całe życie. Styl autorki jest ubogi, prosty i infantylny. Zwyczajnie nie pojmuje co takiego jest w tych papierowych postaciach i w tych zupełnie dennych wydarzeniach, że tak to się podoba. Ani to nic nie wnosi do literatury, nic prócz zażenowania, ani niczego nie zmienia, chociaż w sumie po lekturze książek pani Miszczuk moja niechęć do pierwszej osoby i humoru w książkach tylko się pogłębiła.

Rozumiem, że to seria dla nastolatków. Rozumiem, że to swego rodzaju komedia, choć to słowo zdaje mi się obrażone przez porównanie go z tą serią. Rozumiem też, że nie powinno się brać na poważnie tego typu literatury, ale litości... Podrzucanie czegoś tak głupiego młodym ludziom jest okrutne.  

Jutro książka, którą myślałam, ze nie polubię, a na koniec ją pokochałam. Hmmm, to ciężkie. Niewiele mam takich, zwykle jest na odwrót ;)

niedziela, 7 września 2014

Day 7 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 7 - A book that makes you laugh
- Książka, która cię rozśmiesza -

Myślałam, że będę miała problem z tym pytaniem, bo poczucie humoru to może i mam, ale dość specyficzne. Z niemałą ulgą sprzyjałam fakt, że po przejrzeniu swoich książek odkryłam kilkanaście, które mnie rozbawiły. Pojawił się jednak inny problem; jak wybrać z tego tylko jedną? Mogłabym wskazać po raz kolejny „Siewcę wiatru:. M.L. Kossakowskiej, bo ona potrafi mnie rozbawić do łez. Mogłabym wybrać, którąś część takich serii jak; „Kłamca” i „Chłopcy” Jakuba Ćwieka, „Nocna łowczyni” Jeaniene Frost, albo „Lucky Harbor” Jull Shavis, którą uwielbiam. Ewentualnie serię „Miłość na kołku” Keerelyn Sparks, choć muszę przyznać, że utknęłam na tomie 12 i nie sadze, by mogła znieść więcej. Pani Sparsk stanowczo straciła swój polot, a może po prostu tych tomów już jest za dużo i za bardzo są do siebie podobne. Nieważne.

Wybranie z tego tylko jednej książki byłoby trudne i wtedy przypomniałam sobie jeszcze o jednej. Jednej, samotnej, niedopisanej do żadnego cyklu, którą czytałam dwa lata temu w autobusach, jadąc na trening. Pamiętam dobrze te wszystkie dziwaczne spojrzenia ludzi, kiedy nie mogłam powstrzymać śmiechu. Po pierwsze miałam na kolanach wielką torbę mimowolnie pachnącą stajnią, po drugie czytałam książkę, a żeby tego było mało, to jeszcze się śmiałam pod nosem. Raz przez nią przegapiłam przystanek xD Mówię tu o „Kto się boi pana Wolfe'a?” autorstwa Hazel Osmond.

Ellie Somerset kocha swojego skupionego na karierze chłopaka Sama i pracę w agencji reklamowej. Niestety, Sam dniami i nocami przesiaduje w firmie, a szefowie ignorują błyskotliwe pomysły Ellie. Jej życie komplikuje się, gdy w agencji pojawia się nowy szef o nienagannym wyglądzie, chmurnym spojrzeniu i niebotycznych wymaganiach. Pan Wolfe każe Ellie zadbać o siebie i udowodnić, ile jest warta. Ku swojemu przerażeniu Ellie odkrywa, że zmysłowy i niebezpieczny Jack coraz bardziej ją pociąga. Na dodatek ten samotny wilk skrywa wiele tajemnic. Kto się boi pana Wolfe’a? Na pewno nie Ellie. Dopóki gorzko nie pożałuje swojej brawury.”


Ta książka to miły romans z silną nutą humoru. Dialogi pomiędzy bohaterami są przezabawne, w dodatku cała akcja toczy się wokół interesującej reklamy. Miałam w swoim życiu krótką przygodę z pracą w agencji reklamowej i może dlatego tak mocno mnie to wszystko śmieszyło? Nie wiem, ale naprawdę dobrze wspominam tę książkę. Jest odrobinę naiwna i prosta, ale chyba właśnie taka w założeniu miała być.

Okay, jutro najbardziej przeceniana książka. Och, jest ich tak wiele.... xD

sobota, 6 września 2014

Day 6 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 6 - A book that makes you sad 
- Książka, która cię zasmuca -

Mam za sobą kilka książek, które mnie zasmuciły. Niemniej w ostatnim czasie były to „Żółte ptaki” Kevina Powersa. Ci z Was, którzy już trochę mnie znają, wiedzą jak lubię tematy militarne, książki pisane przez żołnierzy itd. I ta należy do tego grona, a jednak się wyróżnia. Czym? Po pierwsze to powieść napisana przez magistra sztuk pięknych, w latach 2004 i 2005 służącego jako strzelec karabinu maszynowego w armii amerykańskiej w Iraku, w miastach Mosul i Tal Afar. Dlaczego o tym wspominam? Bo ta książka jest liryczna, plastyczna, przerażająca i osobista. Wcisnęła mnie w fotel i wymusiła wiele łez. I choć wszystko w miarę kończy się dobrze, niczego to nie zmienia z emocji i całej drogi jaką musiał przejść bohater. 

„Wszędzie, gdzie spogląda, widzi Murpha. Wzdryga się za każdym razem, kiedy obok przejeżdża samochód. Jego palce chwytają karabin, którego nie ma i którego nie trzymał już od miesięcy. Nieznajomi obdarzają go szacunkiem, na jaki zasługuje bohater, ale on czuje, jakby znikał. W rok po powrocie z wojny nie możne odpędzić się od wspomnień i obrazów. Ciała skwierczące w rześkim porannym powietrzu. Promienie słońca przesmykujące się między gałęziami drzew. Kule wzbudzające obłoczki pyłu. Zmarszczki na wodzie drżące niczym struny. I obietnica, którą złożył jego matce. Że wróci z nim całym i zdrowym do domu.
„Wojna próbowała nas zabić wiosną”. Tak rozpoczyna się przejmująca historia przyjaźni i straty. Dwóch szeregowców – dwudziestojednoletni Bartle i osiemnastoletni Murph – którzy poznali się podczas szkolenia dla rekrutów w Stanach, zostali rzuceni w wir wojny, na którą żaden z nich nie był gotów. Ich pluton walczy teraz w krwawych potyczkach, usiłując odbić irackie miasto Al Tafar. A Bartle obiecał, że sprowadzi Murpha żywego do domu.
W niekończącej się serii następujących po sobie długich dni, dwaj młodzi żołnierze robią wszystko, by chronić się nawzajem przed nadciągającymi zewsząd niebezpieczeństwami: irackimi bojownikami, ekstremalnym zmęczeniem i wyczerpującym napięciem psychicznym, wynikającym z poczucia ciągłego, śmiertelnego zagrożenia. Kiedy rzeczywistość zaczyna zmieniać się w mglisty koszmar, Murph stopniowo traci kontakt z otaczającym go światem, a Bartle podejmuje działania, o które nigdy by siebie nie podejrzewał.
Żółte ptaki to niezwykle oryginalna, głęboka i emocjonalna powieść, ukazująca dewastujący psychologiczny wpływ toczonej za granicami kraju wojny nie tylko na żołnierzy, ale także na ich pozostające w ojczyźnie rodziny. Zdaniem wielu krytyków dzieło Kevina Powersa to arcydzieło literatury wojennej.”

Od dawna chciałam zrobić pełną recenzję tej książki i może się kiedyś na to zdobędę, ale wciąż jest chyba we mnie zbyt wiele emocji, których nie umiałabym ubrać w słowa. Zaprezentuje wam jednak  krótki fragment. Wiele mówi o tym, jaka jest ta książka. To przy okazji chyba najdłuższe zdanie na świecie xD

„A może powinienem był im powiedzieć, że pragnę umrzeć – nie w tym sensie, żeby rzucić się z tamtego kolejowego mostu, raczej pogrążyć się w wiecznym śnie – ponieważ nie da się odpokutować zabijania kobiet ani nawet przyglądania się ich zabijaniu, to samo zresztą dotyczy zabijania mężczyzn i strzelania im w plecy, strzelania do nich więcej razy, niż to było konieczne, żeby ich zabić, i czasem masz wrażenie, jakbyś próbował pozabijać wszystko, co tylko uda ci się zobaczyć, i czujesz, jakby do twojej duszy sączył się kwas, i nagle twojej duszy już nie ma, a ty wiesz, na podstawie tego, czego uczono cię przez całe życie, że rzeczy, które tu robisz, nie można w żaden sposób odkupić, a mimo to nawet twoja własna matka jest potem taka szczęśliwa i dumna z tego, że patrzyłeś przez celownik i sprawiałeś, że ludzie padali na ziemię i już nigdy się z niej nie podnosili, i tak, to prawda, że oni mogli próbować zabić ciebie, dlatego mówisz sobie: „cóż można było na to poradzić?”, ale tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ ostatecznie zawiodłeś i nie wyszedł ci ten jeden dobry uczynek, który mogłeś spełnić, [...] a ty widziałeś, jak wszystko ginie na więcej sposobów, niż chciałbyś to pamiętać, cała ta pieprzona historia złamała na jakiś czas twojego ducha, co za gówno, stary, z istnienia którego nie zdawałeś sobie nawet sprawy, dopóki nie zaczął martwić cię już tylko los zwierząt, wypatroszone psy wypełnione materiałami wybuchowymi, stare łuski po artyleryjskich pociskach i pieprzone flaki, a wszystko cuchnie metalem i smrodem płonących śmieci, a ty przechadzasz się wśród tego wszystkiego, nasiąkając głęboko tym zapachem i zadając sobie pytanie: „jak metal może się aż tak mocno palić?” i: „skąd biorą się te wszystkie cholerne śmieci?”, i nawet po powrocie do domu wciąż jeszcze czujesz tę woń, a potem to coś, co już wcześniej zaczynało ci się wymykać, znika na dobre i czujesz, że twój duch znalazł się na dnie, a potem pogrąża się jeszcze głębiej, bo widzisz, że wszyscy są tak cholernie szczęśliwi na twój widok, na widok mordercy, jebanego współsprawcy, na którym ciąży co najmniej część pieprzonej odpowiedzialności, i kiedy każdy chce poklepać cię po plecach, ty zaczynasz nabierać ochoty, by puścić z dymem cały ten przeklęty kraj, spalić każdą przeklętą żółtą kokardkę, która tylko wpadnie ci w oczy, i nie umiesz tego wytłumaczyć, chciałbyś po prostu powiedzieć: „pierdolcie się”, ale przecież podpisałeś kontrakt, zgodziłeś się tam pojechać, więc tak naprawdę to wszystko twoja wina, bo pojechałeś tam rozmyślnie, więc koniec końców masz przejebane w dwójnasób, dlaczego zatem nie miałbyś znaleźć sobie jakiegoś miejsca, w którym mógłbyś zwinąć się w kłębek i umrzeć, możliwie najmniej boleśnie, bo przecież jesteś tchórzem i w gruncie rzeczy to właśnie przez własne tchórzostwo wpakowałeś się w ten syf, bo chciałeś być mężczyzną, bo ludzie w liceum śmiali się z ciebie i popychali cię na stołówce i na szkolnym korytarzu z powodu tego, że lubiłeś czytać książki, a czasem także wiersze, i nazywali cię pedałem i tak naprawdę, w głębi duszy, masz świadomość, że pojechałeś tam, ponieważ chciałeś zostać mężczyzną, a teraz już nigdy się to nie zdarzy, jesteś zbyt tchórzliwy, by nim być, i czas się z tym pogodzić, więc dlaczego nie znajdziesz sobie czystego, suchego miejsca, gdzie w możliwie bezbolesny sposób przeczekałbyś ten czas, do chwili aż zaśniesz i już się nie obudzisz, pieprzyć ich wszystkich.”

Czy muszę cokolwiek do tego dodawać? Chyba tylko to, że dostępny jest również audiobook, czyta Piotr Rogucki. Jak dla mnie czyta zbyt wolno i spowalnia akcje, kiedy bohater przenosi się do Iraku i pola bitwy, ale co, kto lubi :) 

Na koniec, żeby tak nie było całkiem smutno, książka zaczyna się od żołnierskiej piosenki; 



A jutro książka, która mnie rozśmiesza. MNIE rozśmiesza... Jasne... ;)

piątek, 5 września 2014

"To, co zostało" Jodi Picoult

„To, co zostało” Jodi Picoult, to książka, która trafiła na moją półkę niedługo po swojej premierze w naszym kraju. Przyciągnęła mnie tematyka, gdyż uwielbiam dylematy moralne, jednak swoje musiała odczekać. Jest napisana w pierwszej osobie, co długo mnie zniechęcało, a w dodatku nie czytałam wcześniej niczego autorstwa Jodi Picoult i obawiałam się, że cały szum wokół jej książek jest, jak to często bywa, zwyczajnie przesadzony. 

Czy i w tym przypadku? 

II wojna światowa zostawiła wiele blizn na naszym kraju. Obozy zagłady wpisały się na wieczność w naszą historię i nie sądzę, by kiedykolwiek ten temat przestał nas przerażać, napawać złością i smutkiem. Nie da się bowiem zobojętnieć na temat ludobójstwa. 

„To, co zostało”, to kilka połączonych ze sobą historii. Mamy Sage, która ukrywa się w piekarni, pracuje w nocy i przesypia dnie, by zakryć nie tylko szramę na twarzy, ale i samą siebie. Romansuje z żonatym mężczyzną sądząc, że tylko na to zasługuje. To też historia Josefa Webera, sędziwego nauczyciela niemieckiego, uwielbianego przez okoliczną społeczność, skrywającego przeszłość, o jaką nikt by go nawet nie podejrzewał. Człowieka przeżartego, jak się wydaje, poczuciem winy i pragnieniem śmierci. Historia Minki, babci Sage, opowiadającej nam o horrorze jaki przeszła podczas wojny, o wszystkich, których straciła i tym, co musiała przetrwać, by przeżyć. Jest tu Leo, prawnik pracujący w Departamencie Sprawiedliwości, zawodowo ścigając zbrodniarzy wojennych, mężczyzna po przejściach, widzący w Sage wiele więcej, niż ona sama. I jest jeszcze Ania i Alek, historia napisana przez Minkę w okresie wojny. Historia o miłości do potwora, podczas gdy zło wcale nie jest takie znowu zdecydowanie złe. 

piątek, 5 września 2014

Day 5 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 5 - A book that makes you happy
- Książka, która cię uszczęśliwia -

Oj, to bardzo ciężkie pytanie. Jest wiele książek, które mnie uszczęśliwiają. Prawdę mówiąc, większość z nich to robi samym istnieniem ;) Nie jestem wstanie wybrać tylko jednej, ale myślę, że pytanie można rozumieć na kilka sposobów, więc pozwolę sobie odpowiedzieć na nie nieco inaczej.

Książką, która uszczęśliwiła mnie ostatnio, jest „Hyperversum” Cecilii Randal. Historia mnie intryguje, w dodatku lubię gry komputerowe i nie raz miałam ochotę się przenieść do ich rzeczywistości. 

„Rodzice ostrzegali cię przed spędzaniem całego wolnego czasu w wirtualnym świecie gier komputerowych? Mieli rację… Sześcioro przyjaciół: Ian, Daniel, Jodie, Martin, Donna i Carl, wskutek tajemniczej burzy przenosi się poprzez zaawansowaną technologicznie grę RPG do XIII-wiecznej Francji. Droga powrotna wydaje się zamknięta na zawsze, zatem muszą szybko nauczyć się, jak przetrwać w średniowiecznym świecie. Tymczasem udaje im się przede wszystkim zyskać nowych wrogów – już drugiego dnia trafiają do więzienia, schwytani przez znanego z okrucieństwa angielskiego szeryfa Jerome’a Derangale’a znanego jako Sans-pitié… A to dopiero początek przygody. Ian, najstarszy z całej grupy, musi przyjąć na siebie rolę opiekuna swoich towarzyszy. Czy jednak uda mu się ustrzec przyjaciół przed niebezpieczeństwami, które na nich czyhają, skoro sam wplątał się w intrygę na najwyższym szczeblu? Oszałamiający świat średniowiecznych turniejów, pościgi i pojedynki na miecze, polowania, dworski przepych, spisek zdrajców korony i niemożliwa miłość… teraz możesz przeżyć to naprawdę. Hyperversum. Daj się wciągnąć.”

Dlaczego akurat ta książka mnie uszczęśliwia? Polowałam na taniego ebooka już od jakiegoś czasu, bezskutecznie. To prawie 750 stron i obawiałam się, że moja kontuzjowana ręka tego nie przetrzyma. Kilka lat temu miałam operacje transferu nerwu łokciowego odpowiadającego za mały i serdeczny palec i niby wszystko ok, ale ciężkie książki i godziny czytania żądają ode mnie zapłaty w postaci nocnych bóli. Nie to, żeby mnie to powstrzymywało, ale staram się opasłe tomiska kupować w formie ebooków. W wypadku „Hyperversum” nie wyszło, za to trafiła mi się promocja i kupiłam ją za 12 zł. Ha! Może i wolałabym ebook, ale cóż, i tak jestem szczęśliwa ;) 

No dobrze, jutro książka, która mnie zasmuca. Mam ich trochę, ale chyba już wiem, którą wybiorę. 

czwartek, 4 września 2014

Day 4 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 4 - Favorite book of your favorite series
- Twoja ulubiona książka z ulubionej serii - 

Moją ulubioną książką cyklu „Anielskie zastępy”.bez wątpienia jest „Siewca wiatru”. 

„Bóg umarł - stwierdził filozof. 
A może odszedł? - zapytała pisarka. 
I postawiła BezPańskie anielskie zastępy w obliczu Armagedonu.
Jej anioły są niepokojąco ludzkie. Palą, piją, piorą się po pyskach, bywają w burdelach, mają niewyparzone gęby, cierpią „na samotność”, są po naszemu pazerne.
A wszystko dlatego, że Pan, stwarzając świat, zapowiedział ostateczną walkę ze Złym. Nikt oprócz Niego nie wie kiedy przyjdzie czas. A Pan odszedł. Archaniołowie utrzymują Jego nieobecność w tajemnicy. Czy nie zniszczy ich władza? Czy zdołają ocalić dzieło Pana i siebie samych przed Antykreatorem? Jak walczyć z Siewcą Wiatru bez Pana, gdy Abbadon, wybrany i wskrzeszony Anioł Zagłady, bez Jego dotknięcia jest bezradny.. Nie ma już wybranych i odrzuconych, Niebios i Otchłani. Jest tylko Dzieło Pana i Antykreator, Siewca Wiatru, nicość i pustka... I cień. Coraz bliżej...”

Miałam zamiar zrobić tu szerszą recenzję, ale kiedy wzięłam książkę do ręki i zaczęłam ją przeglądać, zapragnęłam ją znowu przeczytać, tak więc pełną recenzję pozostawię sobie na później.  To dla mnie wyjątkowa książka i czuje, że powinnam ją zrecenzować jak należy. Kilka słów, parę zdań, to wszystko zbyt mało.  

Ale dlaczego akurat „Siewca...”, a nie, któryś ze „Zbieraczy...”, albo zbiór opowiadań? A no na „Siewcę...” natknęłam się najpierw i tak jak w przypadku „Żony podróżnika w czasie”, mam do niego sentyment. Kossakowska tą książka rozkochała mnie w aniołach, pogłębiła upodobanie do fantastyki i nauczyła czytać między wierszami. Ta książka mnie rozbawiła, przeraziła, rozwścieczyła, zachwyciła i rozczuliła. Te ponad 650 stron, to istna karuzela poprzeplatanych ze sobą emocji. Owszem, ma kilka wad,których chwilowo za bardzo nie umiem zlokalizować, ale jestem pewna, że tak owe są, nie ma bowiem książek idealnych. Niemniej „Siewca wiatru” ma w moim sercu specjalne miejsce. 

Dzisiaj krótko, a jutro książka, która mnie uszczęśliwia. Zaczynają się schody... 

środa, 3 września 2014

"Dziesięć płytkich oddechów" K.A. Tucker

„Dziesięć płytkich oddechów” K.A. Tucker to pozycja, nad którą bardzo długo się zastanawiałam. Przeczytać, nie przeczytać... Nie wierzę zanadto reklamom, to też miałam swoje wątpliwości. I nawet jak już kupiłam książkę, wciąż musiała chwilę poleżeć na półce. Podświadomie czułam, że coś jest nie tak. Czy miałam rację? Zobaczmy...

Kacey, nasza główna bohaterka i głos opowiadający tę historię, w młodym wieku traci rodziców, przyjaciółkę i chłopaka, jako jedyna wychodząc cało z wypadku samochodowego. To, co następuje później, to mieszanina alkoholu, dzikich imprez i szukania zapomnienia w seksie. Jedynym ratunkiem wydaje się siostra, Livie, która jest wstanie ją zmusić do przynajmniej częściowego, odbicia się od dna. W wyniku pewnej dość niebezpiecznej dla siostry sytuacji, postanawia zabrać Livie i wyjechać do Miami. To tam zaczyna się faktyczna historia. Dziewczyny wynajmują mieszkanie, Kacey zaczyna pracę, Livie zapisuje się do szkoły. Pozornie wszystko idzie w dobrym kierunku, ich sąsiadką okazuje się przemiła Storm i jej córeczka Mia, która skrada serca wszystkich. Do całości dochodzi również przystojniak Trent, który budzi w Kacey coś, co umarło wiele lat temu. A potem wszystko trafia szlag. Tak łagodnie rzecz ujmując ;)

środa, 3 września 2014

Day 3 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 3 - Your favorite series
- Twoja ulubiona seria -

Wiem, że wiele osób miało trudność z tym pytaniem, ja również potrzebowałam chwili na decyzje, ale odkąd postanowiłam stawiać głównie na sentyment, po raz kolejny wszystko stało się jasne. Jest tylko jedna seria, która zdobyła moje serce w sposób nieodwołalny i całkowity. Są to „Zastępy Anielskie” Mai Lidii Kossakowskiej. 

Cztery książki, z czego jedna „Żarna niebios” (dawniej „Obrońcy królestwa), to zbiór opowiadań. Ja trafiłam najpierw na „Siewcę wiatru”, dopiero po latach wyszła kontynuacja, czyli „Zbieracz burz I” i „Zbieracz burz II”. To był czas, kiedy fantastyka była mi miła, lecz nie tak znowu porywająca. Sapkwski i jego Wiedźmin zaszczepili we mnie miłość do gatunku, ale dopiero Kossakowska dopełniła jego dzieła. Ona i jej aniołowie. Nie będę streszczać pojedynczych książek, ciekawych zapraszam pod podstawione linki. 

Co mnie tak zachwyciło w tej serii? Na początek; wyjście poza schemat, przestawiając aniołów jako nie tak świętych jak się o nich myśli, a demonów nie tak złych jak się wydaje. Aniołowie piją, palą, klną i rzucają się sobie do gardeł. Kochają, nienawidzą, pragną. Pod płaszczem aniołków, nieba, piekła, i humoru, kryje się też drugie dno. Ta seria to swoisty obraz tego, do czego zdolni są ludzie u władzy, jak łatwo można upaść, kiedy zapomni się o umiarze. Choć to fantastyka, traktuje silnie o otaczającej nas rzeczywistości. Ci aniołowie mogliby równie dobrze być ministrami jakiegoś kraju, bóg jego prezydentem/królem/władcą, a zagrażające im zło – najeźdźcą pragnącym ich zgładzić lub sobie podporządkować. Brzmi znajomo? Myślę, że zawarte w tych książkach historie można odczytywać na wiele różnych sposobów i każdy czytelnik może w nich znaleźć coś dla siebie. A nawet jeśli nie dostrzeże się drugiego dna, to wciąż fantastyczna historia, świetni bohaterowie i wartka akcja. 

No i wspomniany humor. Wiecie, ja za bardzo chyba nie mam poczucia humoru. Ciężko mnie rozśmieszyć. A jednak czytanie tego cyklu było mieszaniną płakania ze śmiechu i obgryzania paznokci ze zdenerwowania. To jak autorka łączy akcję z humorem jest fenomenalne. Do dzisiaj teksty aniołów przychodzą mi do głowy w określonych sytuacjach. „Nie przewrócę się, nawet się kurwa nie potknę.” jest jednym z wielu, które pojawiają się w mojej głowie zupełnie samoistnie ;)

Jutro ulubiona książka ulubionej serii... To będzie ciężkie. Nie dlatego, że nie wiem, którą wybrać, to raczej jest jasne. Nie mam pojęcia, jak zwięźle o niej napisać!

wtorek, 2 września 2014

Day 2 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 2 - A book that you've read more than 3 times
- Książka, którą przeczytałaś więcej niż 3 razy -

Jest wiele książek, które czytałam więcej niż trzy razy i wybór tylko jednej był naprawdę ciężki. Próbowałam wybrać na podstawie faktycznej liczby przeczytania danej powieści, szybko dochodząc do wniosku, że to niewykonalne. Postanowiłam więc wybrać tę, która ma jakieś sentymentalne dla mnie znaczenie. Wtedy nie było już tak ciężko, bo wśród naprawdę dobrych pozycji, mocno wyróżnia się „Żona podróżnika w czasie” (obecnie po raz trzeci został zmieniony tytuł na „Zaklęci w czasie”) Audrey Niffinegger.


Clare, urocza studentka sztuk pięknych i Henry, niekonwencjonalny bibliotekarz, spotkali się po raz pierwszy, gdy ona miała sześć lat, a on trzydzieści sześć. Kiedy Clare skończyła dwadzieścia trzy, a Henry trzydzieści jeden - zostali małżeństwem. Choć wydaje się to niemożliwe, jednak jest prawdziwe. Henry bowiem to jedna z pierwszych osób na świecie, u których wykryto rzadkie zaburzenie genetyczne: od czasu do czasu jego biologiczny zegar uruchamia się na nowo i Henry przemieszcza się w czasie. Znika nieoczekiwanie, pozostawiając po sobie tylko stosik ubrań. Nigdy nie wie, gdzie się znajdzie i jaka będzie otaczająca go rzeczywistość. Odmierzając swoją miłość kolejnymi spotkaniami, oboje za wszelką cenę próbują wieść normalne życie. Ale czy może liczyć na normalność człowiek, który jest niewolnikiem własnego ciała, a przede wszystkim nagłych podróży w czasie...”

Pamiętam jak dziś, kiedy pierwszy raz zobaczyłam tę książkę. Przyciągnęła mnie piękna okładka i dziwaczny opis. Szczerze mówiąc myślałam, że jest w nim błąd, a że byłam akuratnie w „Składzie tanich książek” na Grodzkiej w Krakowie, i często wpadały mi już w ręce książki z drobnymi błędami w druku, to też zbytnio się nie zdziwiłam. No i kosztowała 9 zł! Jak mogłabym jej nie kupić? To był czas, kiedy mało czytałam. Studiowałam zaocznie, od poniedziałku do piątku pracowałam i nie miałam na to zbytnio ani czasu, ani siły.

Przez „Żonę podróżnika w czasie”, nie poszłam na sobotnie zajęcia! Jak usiadłam do niej w piątek wieczorem, tak skończyłam nad ranem i nie miałam siły na nic, prócz snu, a i to nie szło najlepiej, bo tętniące we mnie emocje nie dawały mi się uspokoić. To był pierwszy romans przy którym ryczałam. To była też książka, która obudziła we mnie na nowo silną potrzebę czytania. Od tamtej pory czytałam wszędzie i zawsze, jak tylko miałam chwilę, po rozdziale, po dwóch, ale skończyło się mozolne brnięcie przez jedną książkę na miesiąc.

Mój egzemplarz „Żony...” jest tak styrany, że wypadają mu strony. Po tej książce przyszły oczywiście kolejne zachwycające lektury i dzisiaj już rzadziej po nią sięgam, lecz zawsze na myśl o niej się uśmiecham i mam ochotę choć na chwilę wejść w tamten świat.

Na podstawie książki powstał też film. Nie mogę powiedzieć, żeby mnie zachwycił, ale tragiczny nie był. Niemniej nic, absolutnie nic, nie może się równać z emocjami zawartymi w książce. Polecam!

No dobrze, to dzień 2 za mną. Jutro moja ulubiona seria!  

poniedziałek, 1 września 2014

Day 1 - 30 DAY BOOK CHALLENGE

Jako, że wrzesień ma 30 dni, postanowiłam wziąć udział w „30 – DAY BOOK CHALLENGE”. Pytania wydają mi się całkiem interesujące, niektóre z nich mnie lekko przerażają, inne wymagają dłuższej chwili zastanowienia, a jednak myślę, że w sumie potrafią dość dobrze zobrazować czytelnika. 
Zacznę dość ponuro, wybaczcie. 




DAY 1 - Best book you read last year
- Najlepsza książka jaką przeczytałaś w zeszłym roku -

2013 rok był dla mnie rokiem trudnym. Zmarła na raka piersi moja babcia, którą opiekowałam się przez wszystkie cztery lata jej choroby, od początku, do samego końca, i choć teoretycznie wiedziałam, że ten dzień nadejdzie, wiedziałam, że nadchodził na kilka miesięcy wstecz, to i tak moje życie zanotowało nie małe trzęsienie. Powiedzenie, że nie mogłam się skupić nawet na czytaniu, wydaje się niedopowiedzeniem. W 2012 przeczytałam 173 książki, 2013 było ich zaledwie 59, chyba nie muszę niczego więcej wyjaśniać ;)

Według lubimyczytać.pl, w 2013 roku najlepiej, bo na 9/10 gwiazdek, oceniłam „Atlas chmur” Davida Mitchella

„Pasażer statku, z utęsknieniem wyglądający końca podróży przez Pacyfik w 1850 roku; wydziedziczony kompozytor, usiłujący oszustwem zarobić na chleb w Belgii lat międzywojennych; dziennikarka-idealistka w Kalifornii rządzonej przez gubernatora Reagana; wydawca książek, uciekający przed gangsterami, którym jest winien pieniądze; genetycznie modyfikowana usługująca z restauracji, w oczekiwaniu na wykonanie wyroku śmierci; i Zachariasz, chłopak z wysp Pacyfiku, który przygląda się, jak dogasa światło nauki i cywilizacji – narratorzy Atlasu Chmur słyszą nawzajem swoje echa poprzez meandry dziejów, co odmienia ich los zarówno w błahym, jak i w doniosłym wymiarze."

Szczerze mówiąc musiałabym przeczytać tę książkę ponownie, by zweryfikować własną ocenę, bo ni chu chu z niej nie pamiętam! To znaczy pamiętam skrawki, poszczególne sceny, niemniej gdybym z miejsca miała powiedzieć o niej coś więcej? Nie bardzo. Tak, to nie świadczy o mnie najlepiej, ale cóż... Mogłabym zwalić winę na okoliczności w jakich czytałam książkę, i pewnie jakiś to miało na mnie wpływ, jednak faktem jest, że moja pamięć jest dobra, tyle, że nieco słaba ;) Ale może to i dobrze? Mogę wracać do książek i cieszyć się z nich znowu! Zazwyczaj wszystko do mnie wraca po kilku pierwszych rozdziałach... Tak, to zdarzało się już wcześniej. 

Drugie pytanie (książka czytana więcej niż 3 razy) jest naprawdę ciężkie. Wciąż nie wiem, którą pozycję wybiorę... Do jutra!