czwartek, 11 września 2014

Day 10 & 11 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 10 - A book that reminds you of home
- Książka, która przypomina Ci o domu -

To pytanie przysporzyło mi nie małych kłopotów. Jako dziecko za bardzo nie lubiłam czytać. Miałam w szkole z tym nie małe problemy i nie kojarzyło mi się to dobrze. Książka przestała być dla mnie karą, a fascynującą przygodą, gdy w moje ręce trafiło między innymi „101 dalmatyńczyków”, wszelkiego rodzaju baśnie i legendy, które uwielbiałam jako dziecko, czy „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren. Musząc wybrać jeden tytuł, stawiam na... „Króla lwa”. 


Mój egzemplarz książki był przeze mnie tak wiele razy czytany, że odpadła mu okładka. Teksty z filmu znałam na pamięć, zresztą książkę też mogłam recytować fragmentami. Malowałam lwy farbami, kredkami, czymkolwiek i gdziekolwiek się dało. Chyba można powiedzieć, że miałam wtedy swoją pierwszą, dziecinną obsesje hehe ;) To chyba ta pozycja najbardziej kojarzy mi się z domem.

DAY 11- A book you hated
- Książka, którą nienawidzisz -

Jest ich kilka i nie bardzo wiedziałam, co wybrać. Nienawiść to trochę przesadzone słowo, ale odczuwam sporą niechęć do wspomnianej już wczesnej serii o Wiktorii Biankowskiej autorstwa Katarzyny Bereniki Miszczuk, taką samą niechęcią cieszy się seria „50 twarzy Greya” E.L. James, główna bohaterka zbyt mocno działa mi na nerwy i nie pojmuje co może być podniecającego w zadawaniu komuś/sobie bólu, choćby najmniejszego, ale to temat na inną okazję. Mogłabym wymienić jeszcze kilka tytułów, ale skoro ma być tylko jeden, to chyba tym razem postawię na „Dotyk Anioła” Katarzyny Wandy Serdecznej.

Anna, piękna początkująca neurochirurg, zmuszona jest opuścić swoje mieszkanie w starej kamienicy ze względu na jej kapitalny remont. Nie ma nikogo, u kogo mogłaby tymczasowo zamieszkać. W chwili rozpaczy przychodzi jej z nieoczekiwaną pomocą nieznajomy przechodzień. Krisa oprócz płaczu dziewczyny, ujmuje jej niecodzienna uroda. W krótkim czasie Anna poznaje braci Krisa i jego ojca Aleksandra – znanego i cenionego kardiochirurga. Między Anną a dużo starszym od niej Aleksandrem rodzi się uczucie. W malowniczym, zabytkowym otoczeniu Berlina zostają kochankami. Pomimo przyciągającej ich ku sobie siły, nie mogą dojść do porozumienia, ciągle walczą ze sobą. Anna zrywa z Aleksem, wpychając go w depresję. Doprowadzony na skraj rozpaczy traci świadomość i przeżywa niezwykły sen na jawie, co zapoczątkowuje szereg niecodziennych wydarzeń. Przypadkiem drogi byłych kochanków znowu się przecinają. Czy spełnią się ich marzenia?”

Książkę kupiłam pod wpływem impulsu, mając ochotę na coś bardziej skandalicznego, a romans ze starszym mężczyzną wydawał mi się interesujący. Od razu mówię, że nie dokończyłam tej książki, nie byłam wstanie znieść wylewającej się ze stron głupoty, sztuczności, naiwności, teatralności... Dialogi są nierzeczywiste, bohaterowi wydaja się przerysowani, wyidealizowani, ich mentalność mnie po prostu przeraża.

Seria o Wiki miała przynajmniej potencjał. „50 twarzy Greya” otworzyło drogę dla erotyki i kilku książek, które bardzo mi się podobały. A to? To jest zwyczajnie tandetne.  

Tak... A więc i ja poległam w codziennym dodawaniu postów. To wcale nie takie proste, jak się wydaje, szczególnie, jeśli ma się inne obowiązki. To było jednak do przewidzenia ;)


13 komentarzy:

  1. Mi o domu przypomina głównie Mała Syrenka, choć absolutnie nie wiem skąd mam takie skojarzenie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małą Syrenkę też wspominam dobrze, aczkolwiek nie kojarzy mi się zbytnio z domem. Raczej z przedszkolem, bo pamiętam wielkie plakaty z jeden z sal xD

      Usuń
  2. Aj widzisz ;) Systematyczność to zmora tego wyzwania ... ciekawe czy komukolwiek się udało je przejść w 100%. Raczej nie ;) Choć i tak długo wytrzymałaś :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ciekawe, chociaż nie sądzę, by to było możliwe, chyba, że ktoś poświęci kilka dni na odpowiedzenie na wszystkie pytania, a dopiero później zacznie wyzwanie, korzystając z "gotowców".

      Usuń
    2. To fakt. Przy tym wyzwaniu nic innego się nie robi poza pisaniem postów, a to jest ograniczające względem czytania i pisania recenzji.

      Co do odpowiedzi w tym dniu... Zdecydowanie "Niekończąca się opowieść". "Król Lew" kojarzy mi się z domem tylko i wyłącznie w wersji filmowej. Zakatowałam kasetę (bo wtedy jeszcze nie było DVD czy blurey'a ;)), no i gdy umierał Mufasa miałam zdartą taśmę :( Ale to dobrze, bo ten moment był okropny, tragiczny i nigdy nie mogłam go znieść, nie płacząc.

      W dniu 12 wskazałam "Dziennik Nimfomanki"... tragiczny styl i język, sinusoidalny rytm powieści, który drażni, a nie przyciąga. Do tego okropna bohaterka, totalnie nie dająca się lubić i fabuła - rodem z pornosów. Naprawdę jej egzystencjalne przemyślenia doprowadzały mnie do szału i miałam ogrom problemów z przebrnięciem przez tę książkę. Zachowałam na szczęście równowagę psychiczną.

      Usuń
    3. Pomyłka * w dniu 11 naturalnie ;)

      Usuń
    4. "Niekończąca się opowieść" również kojarzy mi się z domem i dzieciństwem, ale jako film. Co do zdartych kaset to też miałam kilka xD Król lew był jedną z nich, i Pocahontas jeszcze, chociaż wolałam mimo wszystko Reksia, Pszczółkę Maję itd. xD

      Co do "Dziennika.." to go nie czytałam, i bynajmniej nie zamierzam. Erotykę lubię, ale w zupełnie innej formie.

      Usuń
    5. U mnie na topie zdecydowanie była Król Lew i nic go nie przebijało ;D Pocahontas polubiłam znacznie później, ale jako dziecko wystrzegałam się tej bajki jak ognia... Nie wiem w sumie dlaczego, ale najprawdopodobniej głównym powodem było to, że bohaterka nie była - zwierzęciem, w szczególności ani lwem, ani koniem, ani psem, ani kotem ;)

      Usuń
  3. Króla Lwa też bardzo lubiłam, chociaż dzisiaj niewiele już z tej książki pamiętam :P

    "Dotyk anioła" czytałam i też się wymęczyłam. Wprawdzie nie aż tak, żeby porzucić książkę nieukończoną (zresztą to był egzemplarz recenzencki, więc niedoczytanie w ogóle nie wchodziło w grę), ale nie spodobała mi się i to bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, czytanie książek, które się dostało do niezrecenzowania to co innego. Na szczęście ja nie musiałam się o to martwić. Było mi szkoda czasu na coś takiego.

      Usuń
  4. Dzieci z Bullerbyn - cudowna książka dla dzieci! Kochałam te dzieci jak byłam mała :). Fabuła "Dotyku anioła" faktycznie nie za ciekawa.
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. "Dotyku anioła" nie znam, ale sama miałam egzemplarz Króla Lwa, który już pod koniec swojego żywota miał starty tekst na połowie kartek ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. „Dzieci z Bullerbyn” też przypomina mi o domu! A tej drugiej będę unikać jak ognia :)

    OdpowiedzUsuń