sobota, 6 września 2014

Day 6 - 30 DAY BOOK CHALLENGE


DAY 6 - A book that makes you sad 
- Książka, która cię zasmuca -

Mam za sobą kilka książek, które mnie zasmuciły. Niemniej w ostatnim czasie były to „Żółte ptaki” Kevina Powersa. Ci z Was, którzy już trochę mnie znają, wiedzą jak lubię tematy militarne, książki pisane przez żołnierzy itd. I ta należy do tego grona, a jednak się wyróżnia. Czym? Po pierwsze to powieść napisana przez magistra sztuk pięknych, w latach 2004 i 2005 służącego jako strzelec karabinu maszynowego w armii amerykańskiej w Iraku, w miastach Mosul i Tal Afar. Dlaczego o tym wspominam? Bo ta książka jest liryczna, plastyczna, przerażająca i osobista. Wcisnęła mnie w fotel i wymusiła wiele łez. I choć wszystko w miarę kończy się dobrze, niczego to nie zmienia z emocji i całej drogi jaką musiał przejść bohater. 

„Wszędzie, gdzie spogląda, widzi Murpha. Wzdryga się za każdym razem, kiedy obok przejeżdża samochód. Jego palce chwytają karabin, którego nie ma i którego nie trzymał już od miesięcy. Nieznajomi obdarzają go szacunkiem, na jaki zasługuje bohater, ale on czuje, jakby znikał. W rok po powrocie z wojny nie możne odpędzić się od wspomnień i obrazów. Ciała skwierczące w rześkim porannym powietrzu. Promienie słońca przesmykujące się między gałęziami drzew. Kule wzbudzające obłoczki pyłu. Zmarszczki na wodzie drżące niczym struny. I obietnica, którą złożył jego matce. Że wróci z nim całym i zdrowym do domu.
„Wojna próbowała nas zabić wiosną”. Tak rozpoczyna się przejmująca historia przyjaźni i straty. Dwóch szeregowców – dwudziestojednoletni Bartle i osiemnastoletni Murph – którzy poznali się podczas szkolenia dla rekrutów w Stanach, zostali rzuceni w wir wojny, na którą żaden z nich nie był gotów. Ich pluton walczy teraz w krwawych potyczkach, usiłując odbić irackie miasto Al Tafar. A Bartle obiecał, że sprowadzi Murpha żywego do domu.
W niekończącej się serii następujących po sobie długich dni, dwaj młodzi żołnierze robią wszystko, by chronić się nawzajem przed nadciągającymi zewsząd niebezpieczeństwami: irackimi bojownikami, ekstremalnym zmęczeniem i wyczerpującym napięciem psychicznym, wynikającym z poczucia ciągłego, śmiertelnego zagrożenia. Kiedy rzeczywistość zaczyna zmieniać się w mglisty koszmar, Murph stopniowo traci kontakt z otaczającym go światem, a Bartle podejmuje działania, o które nigdy by siebie nie podejrzewał.
Żółte ptaki to niezwykle oryginalna, głęboka i emocjonalna powieść, ukazująca dewastujący psychologiczny wpływ toczonej za granicami kraju wojny nie tylko na żołnierzy, ale także na ich pozostające w ojczyźnie rodziny. Zdaniem wielu krytyków dzieło Kevina Powersa to arcydzieło literatury wojennej.”

Od dawna chciałam zrobić pełną recenzję tej książki i może się kiedyś na to zdobędę, ale wciąż jest chyba we mnie zbyt wiele emocji, których nie umiałabym ubrać w słowa. Zaprezentuje wam jednak  krótki fragment. Wiele mówi o tym, jaka jest ta książka. To przy okazji chyba najdłuższe zdanie na świecie xD

„A może powinienem był im powiedzieć, że pragnę umrzeć – nie w tym sensie, żeby rzucić się z tamtego kolejowego mostu, raczej pogrążyć się w wiecznym śnie – ponieważ nie da się odpokutować zabijania kobiet ani nawet przyglądania się ich zabijaniu, to samo zresztą dotyczy zabijania mężczyzn i strzelania im w plecy, strzelania do nich więcej razy, niż to było konieczne, żeby ich zabić, i czasem masz wrażenie, jakbyś próbował pozabijać wszystko, co tylko uda ci się zobaczyć, i czujesz, jakby do twojej duszy sączył się kwas, i nagle twojej duszy już nie ma, a ty wiesz, na podstawie tego, czego uczono cię przez całe życie, że rzeczy, które tu robisz, nie można w żaden sposób odkupić, a mimo to nawet twoja własna matka jest potem taka szczęśliwa i dumna z tego, że patrzyłeś przez celownik i sprawiałeś, że ludzie padali na ziemię i już nigdy się z niej nie podnosili, i tak, to prawda, że oni mogli próbować zabić ciebie, dlatego mówisz sobie: „cóż można było na to poradzić?”, ale tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ ostatecznie zawiodłeś i nie wyszedł ci ten jeden dobry uczynek, który mogłeś spełnić, [...] a ty widziałeś, jak wszystko ginie na więcej sposobów, niż chciałbyś to pamiętać, cała ta pieprzona historia złamała na jakiś czas twojego ducha, co za gówno, stary, z istnienia którego nie zdawałeś sobie nawet sprawy, dopóki nie zaczął martwić cię już tylko los zwierząt, wypatroszone psy wypełnione materiałami wybuchowymi, stare łuski po artyleryjskich pociskach i pieprzone flaki, a wszystko cuchnie metalem i smrodem płonących śmieci, a ty przechadzasz się wśród tego wszystkiego, nasiąkając głęboko tym zapachem i zadając sobie pytanie: „jak metal może się aż tak mocno palić?” i: „skąd biorą się te wszystkie cholerne śmieci?”, i nawet po powrocie do domu wciąż jeszcze czujesz tę woń, a potem to coś, co już wcześniej zaczynało ci się wymykać, znika na dobre i czujesz, że twój duch znalazł się na dnie, a potem pogrąża się jeszcze głębiej, bo widzisz, że wszyscy są tak cholernie szczęśliwi na twój widok, na widok mordercy, jebanego współsprawcy, na którym ciąży co najmniej część pieprzonej odpowiedzialności, i kiedy każdy chce poklepać cię po plecach, ty zaczynasz nabierać ochoty, by puścić z dymem cały ten przeklęty kraj, spalić każdą przeklętą żółtą kokardkę, która tylko wpadnie ci w oczy, i nie umiesz tego wytłumaczyć, chciałbyś po prostu powiedzieć: „pierdolcie się”, ale przecież podpisałeś kontrakt, zgodziłeś się tam pojechać, więc tak naprawdę to wszystko twoja wina, bo pojechałeś tam rozmyślnie, więc koniec końców masz przejebane w dwójnasób, dlaczego zatem nie miałbyś znaleźć sobie jakiegoś miejsca, w którym mógłbyś zwinąć się w kłębek i umrzeć, możliwie najmniej boleśnie, bo przecież jesteś tchórzem i w gruncie rzeczy to właśnie przez własne tchórzostwo wpakowałeś się w ten syf, bo chciałeś być mężczyzną, bo ludzie w liceum śmiali się z ciebie i popychali cię na stołówce i na szkolnym korytarzu z powodu tego, że lubiłeś czytać książki, a czasem także wiersze, i nazywali cię pedałem i tak naprawdę, w głębi duszy, masz świadomość, że pojechałeś tam, ponieważ chciałeś zostać mężczyzną, a teraz już nigdy się to nie zdarzy, jesteś zbyt tchórzliwy, by nim być, i czas się z tym pogodzić, więc dlaczego nie znajdziesz sobie czystego, suchego miejsca, gdzie w możliwie bezbolesny sposób przeczekałbyś ten czas, do chwili aż zaśniesz i już się nie obudzisz, pieprzyć ich wszystkich.”

Czy muszę cokolwiek do tego dodawać? Chyba tylko to, że dostępny jest również audiobook, czyta Piotr Rogucki. Jak dla mnie czyta zbyt wolno i spowalnia akcje, kiedy bohater przenosi się do Iraku i pola bitwy, ale co, kto lubi :) 

Na koniec, żeby tak nie było całkiem smutno, książka zaczyna się od żołnierskiej piosenki; 



A jutro książka, która mnie rozśmiesza. MNIE rozśmiesza... Jasne... ;)

12 komentarzy:

  1. Książki nie czytałam, ale po tym opisie widzę, że książka faktycznie smutna może być.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem fanką książek o tematyce wojennej, ale tę na pewno przeczytam, już sprawdziłam w mojej bibliotece - jest, więc będę mieć ją na oku. Przekonał mnie piękny styl, opisy drażniące wrażliwość, a to bardzo lubię.
    Nie spotkałam się jeszcze z tak długim zdaniem, ten tekst powinien znaleźć się w Księdze rekordów Guinnessa :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj styl jest genialny. Byłam zaskoczona, że o wojnie można pisać tak lirycznie. Nawet bitwy są tak hm... malownicze? Czuć, że autor opisuje miejsca, w których był.

      Usuń
  3. Ojej, nie dziwię się, że nie potrafisz napisać recenzji. Mnie ostatnio najbardziej zasmucił raport Pileckiego, który napisał po wyjściu z obozu... Zasmuciła mnie też książka "Ocalały" Sam Pivnik... Pisząc recenzję tego pierwszego płakałam, płakałam jeszcze długo po napisaniu. Płakałam jeszcze długo po przeczytaniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest kilka książek, nie tylko smutnych, ale po prostu bardzo dobrych, do których nie umiem napisać recenzji. Nie wiem do końca dlaczego. Ciekawi mnie ten raport, wprawdzie akurat teraz nie mam może ochoty na kolejną szokującą książkę, ale w przyszłości z pewnością po nią sięgnę.

      Usuń
  4. Już fragment który przetoczyłas napawa mnie smutkiem. Nie lubię takich lektur, nie lubię płakać, ale coraz częściej mi się to zdarza.
    Ps. Ciekawe co CIĘ rozsmiesza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie lubię płakać, a na książkach zdarza mi się to bardzo rzadko. Wiesz, ta książka jest smutna raz przez wydarzenia, dwa, wszystko potęguje liryczny język, a trzy - myślę, że każdy odnalazłby w sobie jakieś uczucia, które dręczą bohatera i wtedy jego rozterki stają się poniekąd naszymi. To brzmi niedorzecznie, ale czytając tę książkę, często mogłam się podpisać pod tym, co myślał główny bohater.

      Usuń
  5. Wojenna tematyka nie jest dla mnie (szczególnie historie rodzin, które straciły bliskich w ten sposób). Nie dziwię się, że ta książka tak bardzo Cię zasmuciła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to książka, która potrafi poruszyć wiele czułych strun.

      Usuń
  6. Bardzo rzadko zdarza mi się wzruszyć do tego stopnia, żeby poleciały łzy. Przyznam, że o tej książce nie słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również rzadko się zdarza płakać na książkach. Już częściej na filmach, ale i to nie często. Tymbardziej więc poruszyły mnie Żółte ptaki".

      Usuń