środa, 3 września 2014

"Dziesięć płytkich oddechów" K.A. Tucker

„Dziesięć płytkich oddechów” K.A. Tucker to pozycja, nad którą bardzo długo się zastanawiałam. Przeczytać, nie przeczytać... Nie wierzę zanadto reklamom, to też miałam swoje wątpliwości. I nawet jak już kupiłam książkę, wciąż musiała chwilę poleżeć na półce. Podświadomie czułam, że coś jest nie tak. Czy miałam rację? Zobaczmy...

Kacey, nasza główna bohaterka i głos opowiadający tę historię, w młodym wieku traci rodziców, przyjaciółkę i chłopaka, jako jedyna wychodząc cało z wypadku samochodowego. To, co następuje później, to mieszanina alkoholu, dzikich imprez i szukania zapomnienia w seksie. Jedynym ratunkiem wydaje się siostra, Livie, która jest wstanie ją zmusić do przynajmniej częściowego, odbicia się od dna. W wyniku pewnej dość niebezpiecznej dla siostry sytuacji, postanawia zabrać Livie i wyjechać do Miami. To tam zaczyna się faktyczna historia. Dziewczyny wynajmują mieszkanie, Kacey zaczyna pracę, Livie zapisuje się do szkoły. Pozornie wszystko idzie w dobrym kierunku, ich sąsiadką okazuje się przemiła Storm i jej córeczka Mia, która skrada serca wszystkich. Do całości dochodzi również przystojniak Trent, który budzi w Kacey coś, co umarło wiele lat temu. A potem wszystko trafia szlag. Tak łagodnie rzecz ujmując ;)


Co mogę powiedzieć? Schematyczność jest tu wielka. Tak wielka, że nie sposób poczuć zaskoczenia czymkolwiek. Ale za to mamy dobrze poprowadzony wątek stresu pourazowego, nic nie znika od tak, wszystko idzie powoli, a miłość i seks nie stanowią „cudownego” leku, za co wielki plus dla autorki. Język jest dobry, przejrzysty, szybko się czyta. 

Tak naprawdę mam tylko jedno „ale”. No w sumie dwa. Mianowicie bohaterowie. Pierwszy raz miałam do czynienia z książką, w której nie lubiłam głównych bohaterów, ale ubóstwiałam tych pobocznych. Kacey po prostu mnie irytowała i nie umiem nawet powiedzieć dlaczego. Trent natomiast jest po prostu słabo zarysowaną postacią. Nabiera trochę barw pod koniec książki, ale to wciąż dość mizernie wykreowana postać. Wydawał mi się pusty i ciapowaty. Wybaczcie dzisiejszy brak elokwencji. 

Podsumowując; „Dziesięć płytkich oddechów” nie porwało mnie w żadnym stopniu. Ale żeby było jasne, to dobra książka, na tle innych NA z pewnością godna wyróżnienia, ale czegoś mi w niej zabrakło. Czegoś ważnego. Może gdybym polubiła głównych bohaterów byłoby inaczej? Nie wiem. Wiem tylko, że choć po cichu na to liczyłam, ta książka nie przebiła „Archer's Voice” Mii Sheridan, to ta pozycja nadal jest najlepsza pośród oceanu innych opowieści o traumach i szukaniu samego siebie. 

Cieszę się jednak, że pani Tucker zapewniła nam serię, a każda książka opowiada o kimś innym. To daje mi nadzieję, że mimo iż „Dziesięć płytkich oddechów” mnie nie ujęło, to inne jej książki to zrobią. 

Moja ocena: 6/10 

26 komentarzy:

  1. Średnio zachęcająca książka... Na pewno jej tytuł zginie dla mnie w gąszczu tych, które jeszcze przede mną i ostatecznie, nie przeczytam jej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie w dalszym ciągu marzy się ta książka.Czuję, że cała historia skradnie, dosłownie, mi serce. Szkoda tylko, że Ciebie nie do końca zachwyciła ta powieść:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zachwyciła, ale mi się podobała i twierdzę, że warto ją przeczytać :)

      Usuń
  3. Unikam tej książki, mimo że większość blogerów jest nią oczarowana, dlatego że taka tematyka mnie mocno przygnębia. Czuję podskórnie, że to nie jest książka dla mnie, więc tym bardziej ją omijam. W tym kontekście cieszy mnie Twoja nieco chłodniejsza opinia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię tę tematykę, zawsze lubiłam, niemniej NA to dla mnie dość dziwny gatunek, niby traktuje o tematach, które mnie ciekawią, a jednak często bywają w tym wszystkim albo naiwne, albo przerysowane. "Dziesięć płytkich oddechów" takie nie jest, ale brakuje im wyrazistych głównych bohaterów. Kacey jeszcze ujdzie, ale Trent? Naprawdę mam nadzieję, że w następnych książkach będzie lepiej.

      Usuń
    2. Czy NA to to samo co YA? Nawet nie wiem kiedy pojawił się nowy gatunek, nie czytałam żadnej książki zaliczanej do niego, ale z recenzji co nieco się orientuję i nie mam ochoty próbować znajomości z tymi książkami. Dla mnie albo za dużo romansu, albo za dużo nieszczęść i traum, z którymi mierzą się bohaterowie.

      Usuń
    3. YA to wiek bohaterów 12-18, a NA 18-25, jakoś tak xD jak dla mnie to z dużo jest tych gatunków, czasem różnią się od siebie niewiele. No ale... ;)

      Usuń
  4. Tematyka wydaje się bardzo interesująca, ale jeśli sama książka nie jest zbyt porywająca i w dodatku schematyczna... może lepiej sięgnąć po coś innego w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że każde NA pod pewnym względem jest schematyczne, bo taka jest charakterystyka gatunku, a ta książka to naprawdę dobra pozycja w gronie innych, podobnych :)

      Usuń
  5. Osobiście mam mieszane uczucia, raczej spasuję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś nieszczególnie przekonuje mnie ta książka, raczej nie moja tematyka :)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. N.A... kategoria, która wciąż jest mi nieco obca, bo do tej pory zdążyłam tylko przeczytac "Hopeless" i "Morze spokoju". Reszta czeka na czytniku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Hopeless" przyprawiło mnie o wiele emocji, ale chyba i tak "Dziesięć płytkich oddechów" podoba mi się bardziej.

      Usuń
  8. Mam ją w swojej biblioteczce i od dawna się przymierzam do przeczytania jej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam na Twoją opinię :)

      Usuń
  9. Witam. Jeśli masz ochotę zmienić lub odświeżyć szatę graficzną bloga nie czekaj i zajrzyj tutaj: https://www.facebook.com/wystrojbloga?ref=hl
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Raczej nie przekonałam się do tej książki, ale postaram się zapoznać z pozostałymi dziełami tej autorki. :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. No właśnie książka zła nie jest, można przeczytać, ale dlatego jej do arcydzieła.
    Mnie ktoś zarzucił, że pewnie nie lubię takich historii i dlatego doszukuję się dziury w całym, i tak po namyśle, chyba coś w tym jest. Nie potrafię zaakceptować schematyczności, oczekuję od tego gatunku cudów, ale przecież nie o to chodzi. Nie wiem co mam z tym fantem zrobić, tym bardziej że jestem ciekawa "Hoppeles". Wspomniany przez Ciebie tytuł też bym przeczytałam, ale mój angielski nie jest na tyle dobry :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Hopeless" też dostało ode mnie sześć gwiazdek i choć zjadłam je niemalże jednym tchem, to jednak ja nie potrafię się przekonać do tego, że bohaterowie wychodzą ze swoich traum/ciężkich przeżyć/problemów etc. w przeciągu dni, a najlepszym lekarstwem jest miłość. Biorąc pod uwagę notoryczne powtarzanie się tego schematu w NA, dochodzę do prostego wniosku, że jest on charakterystyką gatunku. Tak jak i seks. Sama się miotam ze stwierdzeniem, że NA jest nie dla mnie, ale z drugiej strony, czy żałuje, że przeczytałam "Hopeless" czy "Dziesięć płytkich oddechów"? Stanowczo nie. Dla mnie 6 gwiazdek to dużo i nie uważam, bym straciła na nie czas. Chyba musimy się zwyczajnie pogodzić z kilkoma rzeczami i cieszyć resztą, która przypada nam do gustu. I oceniać po swojemu :)

      Usuń
    2. Zgadza się, czas przyjąć do wiadomości, że YA czy NA inne nie będę, może ciut lepsze, albo ciut gorsze, ale na pewno nigdy nie będą książkami wszech czasów ;-)

      Usuń
  12. Mi się ta książka bardzo podobała. Uwielbiam czytać romanse, o życiowych zawirowaniach. Romantyczka ze mnie ;)

    P.S. Trent, nie Tucker ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie Trent ;) Ze mnie też romantyczka i też lubię czytać o życiowych zawirowaniach i o ile o zawirowania chodzi, to "Dziesięć płytkich oddechów" się broni. Gorzej jak dla mnie z kreowaniem postaci. Romans byłby okay gdybym lubiła bohaterów xD Ale powtórzę chyba po raz setny, generalnie rzecz ujmując, podobała mi się książka. Wiem, że większość daje jej nie mniej niż 7-8 gwiazdek, ale dla mnie, w mojej osobistej skali, 6 to wciąż dobra ocena.

      Usuń
    2. Też uważam, że 6 to dobra ocena i nie kwestionuję, że tak oceniłaś książkę, nie każdemu może się wszystko tak samo podobać. Jeśli tak to odebrałaś, to przepraszam. ;)

      Usuń
    3. Nie masz za co, powinnam była lepiej to ująć, żeby nie wyglądało, jakby moje słowa były stricte do ciebie. Chciałam tylko coś zaznaczyć, ale powinnam to zrobić, jak już, w innym miejscu. :)

      Usuń
  13. Czytałam dopiero nie dawno podobną książkę i chyba nie skuszę się na przeczytanie tej jakoś mnie nie porywa wizja radzenia sobie z problemami w taki bezsensowny sposób choć nie którzy właśnie w taki sposób sobie radzą i nie osądzam ich. Ale co za dużo to nie zdrowo

    OdpowiedzUsuń