poniedziałek, 22 września 2014

"Parabellum. Prędkość ucieczki" Remigiusz Mróz

Do książki „Parabellum. Prędkość ucieczki” Remigiusza Mroza podchodziłam mimo wszystko dość sceptycznie. Wychwalana pod niebiosa, tak samo jak zresztą jej autor, budziła we mnie pewne wątpliwości. Niemniej ciekawość wzięła górę i po roku rozmyślań na jej temat, wreszcie ją przeczytałam.

Książek o II wojnie światowej mamy na pęczki. Opowiadają mniej lub bardziej fikcyjne historie i pod tym względem „Parabellum” daleko nie odbiega. Akcja powieści toczy się głównie we wrześniu 1939 roku, śledząc losy kilku bohaterów. Mamy tu porywczego Bronisława Zaniewskiego, który nie obawia się przyłożyć nawet swojemu przełożonemu, sierżantowi Chwieduszko, choć może to za sobą pociągnąć spore konsekwencje. Jego młodszego brata Stanisława i jego narzeczoną Marię, żydówkę, która doskonale wie, że musi uciekać z Warszawy inaczej zginie. Dodatkowo śledzimy też poczynania niejakiego Christiana Leitnera. Niemiecki kapitan Wehrmachtu jest z pewnością jedną z najciekawszych postaci tej książki, a wszystko za sprawą tego, że Remigiusz Mróz postanowił zrobić z niego wciąż kontrowersyjną, a jednak pozytywną postać z czym nie można się spotkać często w książkach z akcją osadzoną w okresie wojennym. 


To tylko czołowi bohaterowie, jest ich o wiele więcej. Jedni próbują zwyczajnie uciec, inni opierać się najeźdźcy wszystkimi możliwymi sposobami, nawet jeśli teoretycznie nie mają większych szans na zwycięstwo. To historia o przetrwaniu, miłości we wszystkich swych odsłonach, o dobru, złu, złudzeniach, ślepocie, naiwności... Można by wymieniać bez końca. 

Dość długo zajęło mi wsiąknięcie w tę historię. Potrzebowałam trochę czasu by wczuć się w jej klimat. Wszystko za sprawą pędzącej akcji, ilości bohaterów i przeskoków, za które później, miałam ochotę pana Mroza udusić, jak najbardziej w pozytywnym sensie, o ile to w ogóle możliwe... Za każdym razem, kiedy tekst zmierzał do jakiegoś punktu kulminacyjnego danej sceny, akcja zmieniała bohaterów, co początkowo mnie irytowało, ale patrząc na to już po skończeniu czytania, stanowiło bardzo dobry ruch. To głównie przez to tak ciężko było mi odłożyć książkę na półkę. 

Bohaterowie... Cóż mogę powiedzieć? Każdy z nich ma coś w sobie. Jednych się lubi innych nie. Nie można im jednak zarzucić absolutnie niczego. Są wyraziści, doskonale naszkicowani. Osobiście denerwował mnie Staszek i jego stoicyzm, który dla mnie był czymś zupełnie innym, ale nie wypada tu używać wulgarnego słownictwa. Powiem tylko, że w tym związku stanowczo to Maria nosiła spodnie, co niekoniecznie byłoby złe, gdyby nie kilka innych rzeczy. Moi faworyci to Bronek oraz, oczywiście, Leitner. To, że nie jest tu tym czarnym charakterem, bardziej krążąc w odcieniach szarości, jest szalenie ciekawe. 

To chyba najcięższa recenzja jaką przyszło mi napisać, z jakiegoś powodu brakuje mi odpowiednich słów, by wyrazić w pełni to, co myślę. 

Podsumowując; „Parabellum. Prędkość ucieczki” to szalenie porywająca historia pełna cudownych, pełnokrwistych postaci, których można kochać, nienawidzić, ale z pewnością nie da się ich zapomnieć. Można oczekiwać wartkiej, niebanalnej akcji pełnej zaskakujących zwrotów. Historia jest dodatkowo na tyle wyważona w swej brutalności, że nawet osoby, które zwykle nie gustują w tematach wojennych, mogłyby tu znaleźć coś dla siebie. Być może cała historia nie porwała mnie tak, jak na to liczyłam, ale to wciąż książka dająca mi nadzieję, że jeśli dobrze poszukam, posłucham kilku odpowiednich ludzi, to wkrótce przekonam się w pełni do naszej rodzimej literatury. 

Moja ocena: 8/10. Liczę, że druga część będzie jeszcze lepsza!

38 komentarzy:

  1. Cóż, w przypadku tej książki nie może być chyba inaczej :) Rzeczywiście wciąga i ja już czekam na kolejny tom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, jak najszybciej musi się znaleźć w moich łapkach. To zakończenie było okrutne xD

      Usuń
  2. Mam tę książkę, gdyż niedawno udało mi się ją szczęśliwe wygrać, dlatego bardzo się cieszę, że tak pozytywnie ją oceniasz. Nie mogę się doczekać kiedy ja zabiorę się za jej czytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluje! :D Czytaj czytaj, chętnie przeczytam Twoją recenzję :)

      Usuń
  3. Książki wojenne to zdecydowanie nie moja bajka ;). Odpuszczę sobie. Nie mniej jednak recenzja ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zakręciłabym się koło tej książki z ogromną chęcią ;)
    PS. A czy to jest kolejna książka z wyzwania? Bo jeśli tak, to ja przy Twoim tempie wymiękam O.o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakręć się koniecznie! I nie, to nie jest książka z wyzwania. Jest ze mną od niedawna :P Ale spokojnie, nr 8 czyli "Igrzyska śmierci" już niemalże skończone :D

      Usuń
    2. Ja właśnie przestaję być spokojna ;D Ja zaczynam piątą z wyzwania, bo oczywiście wynalazłam sobie inne spoza ;P

      Usuń
    3. Ja też, ale ja czytam wszędzie! Nawet na zakupach, ćwicząc, w poczekalniach etc. Jak nie da się na czytniku, to zgrywam tekst do Ivona Reader, zgrywam do telefonu, słuchawki na uszy i Jacuś mi czyta :D

      Usuń
    4. Na zakupach??? Boję się Ciebie ;D Niestety, ja przyswajam tylko papierową wersję i tracę na tym, bo głupio zakryć sobie drogę książką i kogoś stratować ;D Chociaż pamiętam, że raz na przystanku mi się to udało O.o

      Usuń
    5. No ja raczej po ulicach z książką w ręce nie chodzę, ale naprawdę często korzystam z programu czytającego. Zajęło mi trochę czasu żeby się przyzwyczaić do maniery czytania Jacusia, ale teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego xD Zanim zaczęłam się ratować czytnikiem, zaraz po operacji, gdzie trzy tygodnie łaziłam ze szwami i nie było mowy o czytaniu czegokolwiek, to właśnie dzięki Jacusiowi nie zwariowałam. Jedni słuchają muzyki chodząc wychodząc z domu, ja słucham książek :D

      Usuń
  5. Bardzo lubię książki z akcją w czasie II wojny światowej, ale ta pozycja mnie jakoś nie przekonuje...
    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego? Myślę, że by Ci się spodobała :) Naprawdę sądzę, że każdy coś może w niej znaleźć dla siebie :)

      Usuń
  6. Ostatnio zaczyna mi się wydawać, że już wszyscy w blogosferze, oczywiście z wyjątkiem mnie, czytali tą książkę, a ja tak bardzo chcę...
    PS. Czytałam wiele recenzji i większości pisano, ze druga część albo się równa pierwszej, albo jest jeszcze lepsza, więc bez obaw, nie powinnaś się zawieść :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam... Gdzie nie popatrzyłam, tam ochy i achy nad Parabellum :D W końcu musiałam sama sprawdzić co i jak, Tobie również to polecam :)

      Też czytałam, że drugi tom trzyma poziom więc jak najprędzej muszę się w niego zapatrzeć. Po takim zakończeniu jaki ma pierwszy tom, długo w tej niewiedzy nie wytrzymam xD

      Usuń
  7. Wiedziałam, że Ci się spodoba! Druga część jest o wiele lepsza, trzyma poziom, a nawet przewyższa pierwszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! Drugi tom jest na liście książek, które w październiku kupię w pierwszej kolejności :D

      Usuń
  8. Tylko nie II wojna światowa... mam dość wszystkiego, co nosi w sobie choć namiastkę historii ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. I Ty się skusilaś na Parabellum? Ja nie mogę się przekonać, jakoś mi tak męsko pachnie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba nic zaskakującego, że w końcu po nią sięgnęłam, to książka całkiem w moim guście jeśli chodzi o tematykę wojenną ;) Z pewnością nie nazwałabym jej kobiecą, ale żeby znowu iść w drugą stronę? Nie sądzę... Jest wyważona i raczej dla wszystkich :)

      Usuń
    2. O, mam dokładnie takie same odczucia. Mam wrażenie, że to taka książka, mówiąc w cudzysłowie, z krwi i kości, męska, krwawa. Nie mam nic przeciwko tematyce wojny, czytałam wiele takich książek, ale czy w tej pozycji nie ma zbyt wiele opisów krwawych walki, działań zbrojnych itp? Chyba, że tylko okładka buduje mylnie takie wrażenie:)

      Usuń
    3. Okładka jest piękna, ale skoro to Ci przychodzi na myśl pod jej wpływem, to nie jest adekwatna do treści, bo owszem, jest kilka scen gdzie leje się krew, ale nie znowu strumieniami. Kilka morderstw itd, ale to naprawdę nie jest taka typowa wojenna historia. Jeśli obawiasz się "krwi i czystej walki", to mogę cię uspokoić. Owszem, to tam jest, ale w umiarze.

      Usuń
  10. Oczywiście słyszałam o tej pozycji już parokrotnie. Jak na nią trafię to z pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świętnie, będę trzymać kciuki, żeby Ci wpadła w ręce :)

      Usuń
  11. Nie przepadam za książkami wojennymi, dlatego mówię pas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Parabellum..." to historia osadzona w wojennych realiach i wiele ma z tą wojną do czynienia, ale nie nazwałabym jej tak stricte wojenną literaturą :) Nie skreślaj jej tak całkowicie, może akurat jakoś do ciebie trafi ;)

      Usuń
  12. I TY tez kusisz twórczością pana Mroza? :D Chyba w końcu muszę zainwestować w swój własny egzemplarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, kuszę, ale tylko dlatego, że stanowczo jest czym! Inwestuj, inwestuj, przeczytaj, a potem napisz recenzje. Będę jej wyczekiwać :D

      Usuń
  13. Gdyby jeszcze nie ta wojna... Wiem, że ludzie Parabelum chwalą i widzę, że słusznie. Może kiedyś przekonam się do tematyki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kiedyś zmienisz zdanie! Wiem po sobie, że to całkiem możliwe :) Kiedyś zarzekałam się, że nigdy nie polubię fantastyki i proszę... Albo młodzieżówek... Mogłabym wymieniać i wymieniać :D

      Usuń
  14. Bardzo, bardzo rzadko czytam książki o tematyce wojennej, ale o "Parabellu" już tyle dobrego czytałam i słyszał, że chyba się wreszcie na nią skuszę, szczególnie że lubię zaskakujące przeskoki, które napędzają moje czytanie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skuś się skuś, myślę, że by Ci się podobało :) A przeskoki są tak samo irytujące, jak genialne, bo rano trzeba wstać, a ta książka nie chce Cię puścić, bo przecież musisz wiedzieć jak skończyła się tamta scena inaczej i tak nie uśniesz... xD

      Usuń
  15. Gdyby doba miała więcej godzin pewnie skusiłabym się na "Parabellum", na chwilę obecną nie stać mnie na ten luksus ale wierzę, że w końcu coś się zmieni :) Obok takiej propozycji nie sposób przejść obojętnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, obok "Parabellum" nie można przejść obojętnie, kusi tak doskonale, że ciężko się oprzeć. Ale rozumiem bak czasu. Gdyby tak doba miała przynajmniej czterdzieści osiem godzin... Ach, ile można by wtedy przeczytać! :D

      Usuń