czwartek, 30 października 2014

"Kiedy śpisz" Alberto Marini

Ludzie bywają różni. Każdy z nas w swoim otoczeniu ma zarówno tych bardziej, jak i mniej nam życzliwych. Jednych zżera zazdrość, bo to my, a nie oni coś posiadamy, do czegoś doszliśmy, jeszcze inni zwyczajnie są zgorzkniali. Ale czy to czyni z nich złych ludzi? Może po prostu są zagubieni? Może nie umieją inaczej, albo w zawiści odnajdują ucieczkę przed wzięciem odpowiedzialności za swoje życie? Odpowiedzi może być wiele. Ale co w przypadku, kiedy życząca nam jak najgorzej osoba ma nam za złe nasz... uśmiech? 

Nowojorski apartament zdaje się dla Ciliana idealnym miejscem pracy. Codziennie może oddawać się swoim ulubionym zajęciom, dostając za to pieniądze. Czym więc się zajmuję? Oficjalnie jest konsjerżem. Nieco mniej oficjalnie... trudni się w przysparzaniu innym jak największej ilości cierpień. To, co najbardziej szokuje, to te wszystkie sposoby, którymi osiąga swoje cele. Ile to razy ktoś, kto próbował nas pocieszyć, tak naprawdę wszystko pogorszył? Najpewniej nieumyślnie, ale czy na pewno? Zachowanie Ciliana jest niekiedy tak niepozorne, że gdyby nie jasny przekaz narratora, można by pomyśleć, że mężczyzna zwyczajnie nie ma taktu. Mówi za nim pomyśli i niekiedy zbyt mocno pragnie się wczuć w ból tej drugiej osoby, a co za tym idzie, zamiast go dla niej nieco stłumić, tylko go podjudza.

poniedziałek, 27 października 2014

"Wrócę po ciebie" Guillaume Musso

Na samym wstępie muszę zaznaczyć, że niestety nie udało mi się przeczytać tej książki do końca, porzuciłam ją na 224 stronie. Nie zamierzam wystawiać jej przez to oceny, ale kilka słów na jej temat wypada powiedzieć. 

„Wrócę po ciebie” Guillaume Musso, to książka, która wysiedziała się na mojej półce dobre dwa, może nawet trzy lata, ciężko mi to określić. Dwukrotnie próbowałam ją już czytać wcześniej, lecz za każdym razem kończyło się tak samo. Znudzona i zirytowana odkładałam książkę na półkę. 

Gdyby nie wyzwanie Kiedyś przeczytam, które w tym miesiącu zostało przeze mnie, wprawdzie nie specjalnie, aczkolwiek zaniedbane, nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze raz sięgnęłabym po „Wrócę po ciebie”. Niemniej jednak jak to się często mówi; do trzech razy sztuka, prawda? Tym razem byłam bardziej uparta i dobrnęłam o wiele dalej niż wcześniej. Miałam nadzieję, że w końcu coś zaskoczy, lecz wszystko na marne. Gdybym nie cierpiała na chroniczny brak czasu pewnie zmusiłabym się do dokończenia tej książki. Niestety, nie mogę sobie pozwolić na marnowanie godzin przy książce, która absolutnie niczym mnie nie zaciekawiła. Szczególnie, że jak wspomniałam, to już trzecie podejście, więc trudno mówić, iż nie trafiłam jedynie na „dobry czas”, by ją czytać. 

czwartek, 23 października 2014

KONKURS! KONKURS! KONKURS! 2W1 #1

Kończy się mój czwarty miesiąc tutaj i pomyślałam, że należy to jakoś uczcić! A czy jest na to jakiś lepszy sposób niż podarowanie Wam kilku książek? Tak, wiem, pytanie retoryczne!

Bardzo długo myślałam o tym, jak ten konkurs powinien wyglądać. Losowanie i postawienie na łut szczęścia, czy może coś wymagającego odrobiny Waszego zaangażowania i czasu? Oba pomysły mają swoje plusy i minusy, przez co nie mogłam się zdecydować. W końcu doszłam do wniosku; dlaczego nie zrobić konkursu 2w1?

Tak więc wybrałam dziesięć tytułów i myślę, że każdy może tu znaleźć coś dla ciebie. Zasady są proste. Spośród wszystkich tych książek, dwie powędrują do Was. Jedna za sprawą losowania, druga do wybranej przeze mnie osoby. Takim sposobem, jeśli ktoś będzie miał szczęście, można zdobyć nawet dwa tytuły! Oczywiście można startować tylko po jedną ;)



8. „Kiedy śpisz” Alberto Marini (moja recenzja tej książki pojawi się na blogu w najbliższych dniach)

Książki są w doskonałym stanie, niesyty niemal wszystkie są podpisane, o tak jak tutaj: książkowe dziwactwa. Mam nadzieję, że Wam to nie będzie przeszkadzało. 

Co należy zrobić, by mieć podwójną szansę na wygraną? Teoretycznie niewiele.

wtorek, 21 października 2014

"Marynarka" Mirosław Tomaszewski

Kiedy pierwszy raz dostałam propozycje zrecenzowania „Marynarki” Mirosława Tomaszewskiego nie byłam do tego pomysłu przekonana. Mam pewien problem z naszymi rodzimymi autorami, czego nigdy nie ukrywałam, i szczerze mówiąc bałam się, że i w przypadku tej książki ten problem się pojawi i zacznie ostro kąsać. Stwierdziłam więc, że lepiej nie czytać i autorowi nie szkodzić negatywną opinią. Jakiś czas później przeczytałam jednak kilka recenzji tej książki, a propozycja pojawiła się znowu i tym razem już nie odmówiłam. Czy słusznie? Zobaczmy...

„Marynarka” to historia z pewnością wielowątkowa. Autor bardzo sprytnie pomieszał współczesną historię o poszukiwaniu prawdy o przeszłości, szczęścia i spokoju ducha, z retrospekcjami wydarzeń sprzed blisko czterdziestu pięciu lat. Dodał do tego szczyptę tajemnicy, odrobinę tragizmu oraz nie rzadko dwuznacznych bohaterów, których motywacje nie koniecznie będą się podobać, co jednak nie oznacza, że są one z gruntu złe. Kilkakrotnie spotkałam się z opinią, że to „męska” książka i osobiście nie mam pojęcia skąd ten wniosek, niczego podobnego nie odczułam.

niedziela, 19 października 2014

"Legenda. Rebeliant" Marie Lu

„Legenda. Rebeliant” autorstwa Marie Lu zwróciła moją uwagę już kilka miesięcy temu, kiedy to zaczęłam bliżej poznawać gatunek jakim jest dystopia. Odłożyłam ją jednak wtedy na nieokreślone później. Opis książki nie sugerował bowiem niczego odkrywczego, bo przecież historii o „dwóch różnych światach”, „dwóch różnych bohaterach” których „ścieżki się przecinają” jest na pęczki. USA podzielone na dwie frakcje, Republikę i Kolonie, które toczą ze sobą wojny – to również nie brzmi jakoś oryginalnie. I w dodatku wiek bohaterów, a mamy tu dwoje piętnastolatków, chyba najbardziej mnie zniechęcał. Zaledwie informacja o tajemniczym morderstwie zwróciła moją uwagę na tyle, by brać w ogóle tę książkę pod uwagę. 

Teraz mogę powiedzieć: jak dobrze, że nie skreśliłam wtedy tej historii!  

June jest geniuszem. „Cudownym dzieckiem”, które przeszło wszelkie próby wyznaczone przez rząd Republiki, zdobywając oszałamiającą ilość punktów. Jest też dumną obywatelką swojego kraju, zapatrzoną w starszego brata dziewczyną, która widzi swoją przyszłość w kolorowych barwach aż do chwili, gdy Matias zostaje zamordowany przez osławionego w Republice przestępce, którego jak dotąd jeszcze nikomu nie udało się odnaleźć. Oślepiona potrzebą zemsty postanawia ten stan rzeczy zmienić. June przyrzeka pomścić brata. To właśnie to postanowienie skłania ją do przywdziania łachmanów i wmieszania się w tłum ludzi zamieszkujących najbiedniejsze dzielnice. To i kilka skrzętnie zaplanowanych manipulacji ludzi, którzy powinni być jej przyjaciółmi. 

czwartek, 16 października 2014

Październikowy stosik!

Październik miał być ubogi w nowe książki... Na dobrą sprawę co miesiąc sobie obiecuję, że tym razem będzie inaczej, a moje półki nie zaczną się jeszcze mocniej uginać. Doprawdy nie wiem jakim cudem kiedykolwiek takie postanowienie mogłoby mi się udać wypełnić. Nie wiem jak jest z Wami, ale ja nie potrzebuje co chwilę nowych ciuchów, przesadnie dużo kosmetyków itp. Ja potrzebuję książek! Nawet, jeśli tylko na nie później patrze, nie mając absolutnie czasu, by je wszystkie przeczytać xD 


niedziela, 12 października 2014

"All The Light We Cannot See" Anthony Doerr

“Open your eyes and see what you can with them before they close forever.” 

Spomiędzy takich podstawowych dla człowieka zmysłów jak wzrok i słuch, wolałabym stracić ten drugi. Nie umiem sobie wyobrazić życia pozbawionego obrazów, kolorów, kształtów. Ciągła cisza również byłaby straszna, lecz myślę, że nie aż tak przerażająca jak ciemność, chociażby nawet rozjaśniana znikomym światłem. 

Wyobraźcie sobie, że tracicie wzrok, a kilka lat później wybucha wojna. Musicie uciekać, chować się i w dodatku potrafić rozróżnić wroga od przyjaciela. Przerażająca, całkowicie nierzeczywista wizja, prawda? 

„All The Light We Cannot See” Anthony'ego Doerr'a, nie jest typową książką o wojnie. To historia garstki bohaterów, których losy przeplatają się ze sobą na przestrzeni osiemdziesięciu lat - od 1934 do 2014 roku. Niemiecki chłopiec, Francuska dziewczynka, wojna, mniej lub bardziej prawdziwa legenda, jeden niezwykły diament o szumnej nazwie „Sea of flames” oraz mężczyzna, który dla zdobycia go jest gotowy zrobić dosłownie wszystko. 

piątek, 10 października 2014

LBA i moje nominacje! :)

Jakiś czas temu zostałam wyróżniona przez Anne P, za co bardzo dziękuję! Oto moje odpowiedzi:


1. Co sprawia, że zostajesz na niektórych blogach dłużej niż na innych?

Myślę, że nie ma tu jakiejś reguły. Są blogi, które przyciągają mnie recenzjami książek, którymi jestem zainteresowana, i takie, które odwiedzam dla prowadzących je osób. Oczywiście jedno drugiego nie wyklucza! ;)

2. Utrzymujesz jakiś bliższy kontakt z blogerką/em? (np. drogą mail'ową)

Nieśmiała jestem! ;) Niemniej jednak myślę, że bliższe kontakty pomiędzy blogerami to naturalny wynik tego, że tak często się odwiedzamy, choćby wirtualnie, za pomocą blogów i komentarzy. Nie da się tego uniknąć.

poniedziałek, 6 października 2014

"Wayward Pines. Szum" Blake Crouch

Zacznę od tego, że z oceną książki Blake'a Crouch'a „Wayward Pines. Szum” będę miała nie mały problem. Jak można ocenić coś, co w osiemdziesięciu procentach tekstu z lekka cię wynudziło, irytowało i średnio przykuwało uwagę, ale w ostatnich dwudziestu całkowicie porwało i to na tyle, by nie móc się już doczekać kolejnego tomu i rozwinięcia tej szalonej historii? Mam nadzieję, że pisząc tę recenzję znajdę jakieś rozwiązanie. 

Ethan Burke to agent specjalny i były żołnierz. Zostaje wysłany do miasteczka Wayward Pines, by odnaleźć dwoje zaginionych agentów, ale coś dzieję się po drodze. Ethan budzi się w szpitalu, towarzyszą mu ulotne skrawki wspomnień o wypadku i nie wiele więcej. Zaczyna poznawać dziwne miasteczko i jeszcze dziwniejszych jego mieszkańców. Nic nie skleja się w logiczną całość, dodatkowo nikt nie chce udzielić mu jasnych odpowiedzi na jego pytania. Jedno dziwne zdarzenie przechodzi w drugie, a Ethan zamiast odnajdywać odpowiedzi, zaledwie mnoży same pytania. 

„Wayward Pines. Szum” to jedna z tych książek, w których im mniej informacji się ma przed czytaniem, tym lepiej. Wielu czytelników zostało porwanych przez ciągnące się przez znaczną większość książki całkowite niezrozumienie. Nieścisłości są tu na porządku dziennym. Coś jest nie tak z czasem, z samymi ludźmi i z pewnością z miasteczkiem. Nie da się nijak wyjaśnić obecności kilku bohaterów, na dobrą sprawę naprawdę nie wiele można wyjaśnić. 

sobota, 4 października 2014

"Bezkresne morze" Rick Yancey

W ostatnim czasie nie możemy narzekać na brak ciekawych premier, ale jeśli mam być szczera, dla mnie liczyła się tylko jedna książka, a mianowicie „Bezkresne morze” Ricka Yancey, czyli kontynuacja fenomenalnej „Piątej fali”. Nie mogłam się już doczekać, kiedy dowiem się jak potoczyły się losy bohaterów, co z obcymi i światem, który się zwyczajnie rozsypuje. 

Ostrzegam, że w recenzji mogą pojawić się spoilery pierwszego tomu!

Myślałam, że po tylu wstrząsach, zwrotach i zawirowaniach pierwszego tomu, Rick Yancey nie ma już zbyt wielu asów w rękawie. Przygotowałam się mentalnie, że jak to często bywa, drugie tomy serii bywają najsłabsze. Tymczasem zostałam zaskoczona już na wstępie, kiedy to zamiast głosu Cassie, Bena, Sama czy nawet Evana, którego życie stało pod wielkim znakiem zapytania, przywitał mnie głos Ringer. Tak, tak, tej szalonej Ringer. Zazwyczaj nie bardzo mi się podoba dokładanie kolejnych bohaterów, bo przecież to za innymi tęsknie, inni mnie ciekawią. Niemniej Ringer była postacią, która zaintrygowała mnie już wcześniej, przez co w tym przypadku przywitałam ją z większą ekscytacją, niż sama mogłabym się po sobie spodziewać.

piątek, 3 października 2014

Podsumowanie września!

Nie wiem kiedy to się właściwie stało, ale mamy październik. Wrzesień minął bardzo szybko. Myślałam, że będzie dla mnie ostatnim wolniejszym miesiącem i choć teoretycznie tak było, w praktyce wyszło inaczej. Praca, plus kilka irytujących spraw na uczelni, do tego nieskończone godziny w kolejkach do lekarzy, skutecznie uszczupliły mój wolny czas, co poskutkowało dość małym, jak dla mnie, wynikiem przeczytanych książek. Niemniej to wciąż całkiem dobra liczba :)