poniedziałek, 6 października 2014

"Wayward Pines. Szum" Blake Crouch

Zacznę od tego, że z oceną książki Blake'a Crouch'a „Wayward Pines. Szum” będę miała nie mały problem. Jak można ocenić coś, co w osiemdziesięciu procentach tekstu z lekka cię wynudziło, irytowało i średnio przykuwało uwagę, ale w ostatnich dwudziestu całkowicie porwało i to na tyle, by nie móc się już doczekać kolejnego tomu i rozwinięcia tej szalonej historii? Mam nadzieję, że pisząc tę recenzję znajdę jakieś rozwiązanie. 

Ethan Burke to agent specjalny i były żołnierz. Zostaje wysłany do miasteczka Wayward Pines, by odnaleźć dwoje zaginionych agentów, ale coś dzieję się po drodze. Ethan budzi się w szpitalu, towarzyszą mu ulotne skrawki wspomnień o wypadku i nie wiele więcej. Zaczyna poznawać dziwne miasteczko i jeszcze dziwniejszych jego mieszkańców. Nic nie skleja się w logiczną całość, dodatkowo nikt nie chce udzielić mu jasnych odpowiedzi na jego pytania. Jedno dziwne zdarzenie przechodzi w drugie, a Ethan zamiast odnajdywać odpowiedzi, zaledwie mnoży same pytania. 

„Wayward Pines. Szum” to jedna z tych książek, w których im mniej informacji się ma przed czytaniem, tym lepiej. Wielu czytelników zostało porwanych przez ciągnące się przez znaczną większość książki całkowite niezrozumienie. Nieścisłości są tu na porządku dziennym. Coś jest nie tak z czasem, z samymi ludźmi i z pewnością z miasteczkiem. Nie da się nijak wyjaśnić obecności kilku bohaterów, na dobrą sprawę naprawdę nie wiele można wyjaśnić. 


Osobiście uwielbiam być wodzona za nos. Poczucie, że absolutnie niczego nie rozumiem zazwyczaj nie pozwala mi się oderwać od lektury, na koniec pozostawiając w bezgranicznym zachwycie, bo podobne sytuacje zdarzają mi się rzadko. Muszę tu jednak zaznaczyć, że ów wodzenie za nos ma swoje dwa oblicza. To dobre, kiedy nie potrafimy rozwiązać zagadki, a odpowiedzi raz po raz nam umykają i zauważamy po pewnym czasie, że autor bawi się naszymi emocjami zupełnie tak samo, jak emocjami swoich bohaterów. Niestety ten zabieg jest trudny do osiągnięcia i niekiedy autorzy gubią się nieco próbując go uzyskać. Zamiast szerzącej się tajemnicy wychodzi coraz mocniejsze niezrozumienie pozbawione większego dreszczyku, chyba, że o dreszcze przyprawia nas frustracja. 

Jak dla mnie „Wayward Pines. Szum” jest właśnie przykładem tego drugiego oblicza. Książka zaczęła się dość dobrze, nie do końca wiadomo o co chodzi, ale nasz bohater podaje nam wyważoną ilość informacji oraz własnych emocji. Po przeczytaniu tego wstępu zacierałam rączki. Tyle tylko, że niedługo później rozpoczął się żmudny proces poznawania miasteczka, mieszkańców i dziwacznych rozmów. 

Nie mogę powiedzieć, że męczyłam się na tej książce, bo tak nie było. Język powieści jest dobry, choć mogłabym liczyć na coś odrobinę lepszego. Niemniej jednak to w żaden sposób mi nie przeszkadzało. Przechodziłam przez strony bardzo szybko tyle, że nie potrafiły mnie zatrzymać, przez co nie tak znowu grubą książkę czytałam zaskakująco długo. Nie wiele z niej rozumiałam, ale też, niestety, nie byłam tego jakoś specjalnie ciekawa. 

A potem, pomiędzy tymi osiemdziesięcioma procentami tekstu, który mnie raczej znudził, nastąpił wstrząs, który powiem szczerze, całkowicie mnie zniechęcił. Scena, o której myślę, ale niestety w żaden sposób nie mogę jej określić, by komuś nie popsuć czytania, doprowadziła mnie do skrajnych wniosków i przypuszczeń. I jakkolwiek w innej historii mogłabym się ucieszyć z takiego posunięcia, tak tutaj było zwyczajnie mdłe. Tak... Chwilę później pan Crouch zaśmiał mi się w twarz, bo nic, o czym pomyślałam, nie było właściwe. 

W końcu zaczęła się akcja, która przykuła moją uwagę, coś się wyjaśniło i było zaskakująco spójne z całością książki. W pierwszej chwili doznałam szoku, w drugiej lekkiej konsternacji nie wiedząc nawet co myślę o takich odpowiedziach na te wszystkie pytania, ale im dalej, tym było lepiej. Byłam pewna, że na „Szumie” moja przygoda z Wayward Pines się skończy. Całość może nie była zła, ale w żaden sposób mnie nie porwała. Te dwadzieścia procent końcowego tekstu całkowicie zmieniło moją decyzję. Z pewnością sięgnę po „Bunt”, choćby z czystej ciekawości, co autor zrobi dalej z własnym pomysłem. Myślę też, że drugi tom może być dla mnie ciekawszy, bo ta największa zagadka została rozwiązana. 

Podsumowując; „Wayward Pines. Szum” to książka dość specyficzna. Wciąż nie do końca wiem, co o niej myśleć. Są serie, których tomy da się oceniać odrębnie, ale i takie, gdzie to historia w całości definiuje ocenę i chyba z czymś podobnym mamy tu do czynienia. Nie chciałabym jej oceniać zbyt nisko, by jej zwyczajnie nie krzywdzić, ale też nie czuję się komfortowo z zawyżaniem oceny, bo jakby nie było, nie wiem jeszcze, co będzie dalej. 

Ocena: 6/10 – być może to się zmieni po przeczytaniu drugiego tomu, być może nie. Jak na teraz wydaje mi się jednak, że 6 to dobra ocena. Końcówkę książki oceniłabym wprawdzie znacznie wyżej, ale czy zaledwie 1/5 tekstu może w pełni reprezentować całość? Raczej nie. Doliczyć do tego poprawny, aczkolwiek prosty styl autora i nieco niedopracowane w moich oczach postacie i ocena, jaką postawiłam jest jak najbardziej adekwatna, przynajmniej dla mojego sumienia.

45 komentarzy:

  1. Czytałam "Pustkowia" tego autora i bardzo mnie rozczarowała ta książka. Całkiem niedawno ją czytałam, ale już niemal nic z tej historii nie pamiętam, oczywiście oprócz tego, że mi się nie podobała. Dlatego nieufnie podchodzę do innych książek Croucha. Chyba nie starczy mi determinacji, by sięgnąć po "Szum", zwłaszcza że przez większą część książki nic ciekawego się nie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem, więc nie mogę porównać tej książki z "Pustkowiem". Rozumiem Twoje obawy, ale może drugi tom wszystko wynagrodzi? Mam taką nadzieję :)

      Usuń
    2. Będę śledzić Twoje recenzje, jeśli okaże się, że drugi tom jest świetny to może się skuszę :)

      Usuń
  2. A mi się książka nieco bardziej podobała. Fakt, rewelacji nie ma, ale zakończenie zaskakujące i jestem bardzo ciekawa kontynuacji :)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem ciekawa kontynuacji, niemniej zakończenie trwało zbyt krótko, by wynagrodziło mi dość nijaki środek i względnie dobry początek ;) Oby "Bunt" był lepszy :D

      Usuń
  3. Nie wiem czy zdecyduję się na lekturę tej książki. Twórczości autora nie znam. Może kiedyś wpadnie w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto zajrzeć jeśli będziesz miała okazję, ale nic na siłę. Gdybym świadomie po nią nie sięgnęła, to raczej nie dotrwałabym do końca ;)

      Usuń
  4. Masz rację, to specyficzna książka, której chyba nie mam ochoty obecnie poznawać. Ciekawa jestem, jak wypadnie kontynuacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo specyficzna, choć w pełni rozumiem osoby, które się tym klimatem zachwycają. Również jestem ciekawa kontynuacji, bo jak wspomniałam, raczej to ona zdefiniuje całość. :)

      Usuń
  5. Kurcze, szkoda że książka jest taka nierównomierna... Ja nie wiem czy bym wytrwała do końca, jeśli bym się wynudziła przez większą część. Już nie raz zdarzało mi się odłożyć książkę przed końcem, więc podziwiam, że wytrwałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co najgorsze czytałam w autobusie na i z uczelni więc nie miałam zbyt wielkiego wyboru. Wprawdzie na kindelku mam szereg innych tytułów, ale nie chciałam zaczynać kolejnej książki. Trzy na raz to mój limit ;) Z resztą naprawdę nie było aż tak źle, ale godzinne spotkania z tamtym światem to bardzo długo był max moich możliwości :) Te ostatnie 20 % zjadłam już jednym tchem ;)

      Usuń
  6. Nie wiem co z tym fantem mam zrobić. Na początku, jak tylko ukazała się ta powieść, bardzo mnie kusiła, ale liczne negatywne opinie ostudziły mój zapał. Jednak, jak namierzę ją w bibliotece, to może się poświęcę, bo też lubię być wodzona za nos ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ona nie jest długa i naprawdę gładko, jeśli tak to można ująć, się ją czyta. Jeśli masz zamiar ją pożyczyć, to już w ogóle fajnie, bo w razie czego, po prostu ją odłożysz. A może jednak się spodoba? Jak sama wiesz, opinie są naprawdę różne.

      Usuń
  7. Myślę, że przeczytam w wolnym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę więc wyczekiwać Twojej recenzji, w przyszłości :D

      Usuń
  8. Za dużo pytań, za mało odpowiedzi. Wynudzić się, by 20% książki było gratką? Poza tym... nie lubię odczuwać frustracji podczas czytania. Denerwuję się, mam dosyć i wolałabym rzucić wtedy książkę w kąt. Obawiam się nawet, że przez te skrajne odczucia nie doceniłabym tych 20%, dla których byłoby warto ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może gdybym przez te najgorsze kawałki przechodziła czytając w domu, a nie autobusach, to byłoby gorzej, a tak, nie miałam większego wyjścia jak brnąć dalej. Z resztą jak już wspomniałam, tekst sam w sobie nie jest zły i szybko się go czyta :)

      Usuń
    2. Skoro szybko to może się skuszę... Zobaczymy, na razie walka z zaległościami i czas na robienie nowych na przyszły rok :P

      Usuń
  9. Hm, niejednoznaczna opinia tylko podburza moje zainteresowanie. Już od jakiegoś czasu jestem tej książki ciekawa i myślę, że zaryzykuję - a nuż przypadnie mi do gustu taka niepewna formuła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaryzykuj! To stanowczo nie jest jedna z tych pozycji, którą mogłabym w jakimkolwiek stopniu odradzać. Ma coś w sobie i rozumiem zarówno pozytywne, jak i negatywne opinie na jej temat. Warto się samemu przekonać:D Bardzo mi się podoba Twoje nastawienie :)

      Usuń
  10. Sama też nie wiem, czy przeczytałabym ją do końca, choć rzadko zostawiam książki niedokończone. Może kiedyś przeczytam, jeśli trafi w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto do niej zajrzeć, może akurat porwie Cię nieco bardziej niż mnie? ;)

      Usuń
  11. Nie mam przekonania do tej książki, tym bardziej, że jej tematyka w ogóle mnie nie zaciekawiła, więc nie będę na siłę się do niej przekonywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, na siłę nie ma co czytać :)

      Usuń
  12. Nie czytałam nic tego autora i za bardzo nie mam ochoty tego zmieniać, bo jak czytam w recenzji i komentarzach, że dopiero pod koniec wciąga, a do tego język jest tylko dobry, to raczej podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, niektórych wciąga od pierwszej strony i nie puszcza do ostatniej :)

      Usuń
  13. Mnie skusiły porównania do "Twin Peaks". Czytam, niedaleko mam do końca, zobaczymy, czy mnie rozłoży na łopatki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, a ja nie kojarzę w ogóle tego serialu. Tzn. nazwa jest znajoma, ale nie potrafię stwierdzić, czy oglądałam jakikolwiek odcinek.;)

      Usuń
  14. nie słyszałam o autorze, ale raczej gdzieś o książce czytałam. :)
    powieść raczej mnie nie intryguje tym bardziej, że jednak jeśli książka jest nudna przez 3/4 książki, to jak dla mnie nie opłaca się ją czytać.
    nawet dla ciekawego zakończenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dla wszystkich jest nudna :) Osobiście znam osoby, których całkowicie porwała, a koniec był wisienką na torcie... ;)

      Usuń
  15. A ja bardzo lubię dziwne książki, więc dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie! Jeśli lubisz dziwne książki, to ten tytuł jest z pewnością dla Ciebie :D

      Usuń
  16. Nie znam autora, a i o książce czytam po raz pierwszy. Brzmi intrygująco. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nigdzie nie natrafiłaś na ten tytuł? Swego czasu miałam wrażenie, że jest wszędzie xD

      Usuń
  17. Ostatnio mam ochotę na znacznie lepsze książki, a ta w Twojej ocenie wypada dość blado. Szkoda mojego czasu na jej czytanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z czasem jest czasem krucho, więc jeśli masz pod ręką pewne tytuły, nie dziwię się, że wolisz je czytać niż ryzykować z "Wayward pines" :)

      Usuń
  18. Tak. Tego rodzaju lektury trudno ocenić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja wciąż nie jestem swej oceny pewna, choć minęło już sporo czasu, ale cóż, bywa i tak ;) Może i to jest jej urok?

      Usuń
  19. Ja miałam zupełnie takie same odczucia po przeczytaniu tej książki. I teraz czekam aż dotrze do mnie druga część, bo mimo sporego rozczarowania, ta końcówka zachęciła mnie do sięgnięcia po kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! No widzisz :D Pozostaje nam sprawdzić "Bunt". Mam nadzieję, że będzie bardziej w klimacie końcówki, wtedy absolutnie wszystko będę wstanie autorowi wybaczyć ;)

      Usuń
    2. O, tak! Ale jeśli znów powtórzy się ten sam wzór - nudnawy początek i akcja rozkręcająca się pod koniec - chyba daruję sobie zakup trzeciej. Czytałam po "Szumie" jeszcze jego pierwszą książkę "Pustkowia" i okropnie się zawiodłam..

      Usuń
  20. A ja niekoniecznie lubię być wodzona za nos i nie mogę znieść stanu, w którym nie wiem o co chodzi :) Szum sobie raczej odpuszczę, chyba że mnie przekonasz po kolejnym tomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zobaczymy :) Za "Szum" powinnam się zabrać w przyszłym miesiącu, o ile pozwoli mi na to czas.

      Usuń
  21. Mimo wszystko chcę przeczytać, ciekawi mnie koncept^

    OdpowiedzUsuń