czwartek, 27 listopada 2014

"Chłopcy 2. Bangarang " Jakub Ćwiek

Jakuba Ćwieka poznałam za sprawą cyklu „Kłamca” i z miejsca zyskał on moje uznanie. Dlatego więc jak tylko doszły mnie słuchy o nowej serii „Chłopcy”, bez namysłu się za nią zabrałam. Dzisiaj jednak mam do zrecenzowania nie pierwszy, a drugi tom. 

„Chłopcy. BANGARANG” trafili na moją półkę niedługo po swojej premierze, ale z jakiegoś powodu bardzo długo czekali aż po nich sięgnę. Premiera trzeciego tomu podziałała motywująco. Ku mojej radości, tak samo jak w przypadku pierwszej części, bawiłam się wyśmienicie. 

BANGARANG wydaje mi się nawet lepszy od pierwszego tomu. Wszystko za sprawą cięższej atmosfery. Charakterystyczny dla nich humor powoli zanika, a pierwsze skrzypce zaczyna przejmować czysta groza. Po raz kolejny mamy tu do czynienia z opowiadaniami, ale jak dla mnie, są one jak najbardziej ze sobą połączone i choć zazwyczaj unikam książek pisanych w taki sposób, w przypadku Chłopców nigdy mi to nie wadziło. 

środa, 26 listopada 2014

"Rock Addiction" Nalini Singh

Nalini Singh jest moją ulubioną autorką romansu paranormalnego. Jej dwie serie: Łowca Gildii oraz  Psi i Zmiennokształtni zawładnęły mną bez reszty na parę lat, z resztą wciąż je radośnie śledzę. Zakochały mnie w sobie na tyle, by przełamać lody i zacząć czytać po angielsku, bo innego wyjścia nie było. Gdy wyszły pierwsze informacje o nowej serii pani Singh, byłam wniebowzięta. Dopiero, gdy przeczytałam o czym ów seria ma opowiadać, doznałam lekkiego szoku. Wiedziałam wprawdzie, że zaczynała swoją karierę od zwykłych romansów pozbawionych choćby nutki fantastyki, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, że mogłaby chcieć do tego wrócić. Do tego romans z rockmanem? Jakkolwiek ją uwielbiam, od początku byłam lekko sceptyczna. Ale to Nalini – pomyślałam. Nalini i jej piękne, romantyczne, ale nie ckliwe, opisy, zabawne dialogi, idealne charakterystyki postaci i niemal namacalne światy... Nie będzie źle! 

poniedziałek, 24 listopada 2014

"Nieczysta gra" Sandra Brown

Podobno każdy człowiek ma swoją cenę, kwestia zaledwie odpowiedniej ilości zer. Nie jestem pewna co myślę o podobnym stwierdzeniu, wydaje mi się, że wszystko zależy od okoliczności. 

Dla Griffina Burketa, sławnego piłkarza, rozgłos, pieniądze, kobiety... to wszystko wydawało się niewystarczające. W wyniku serii fatalnych decyzji trafia do więzienia na całe pięć lat. Sprzedał mecz. Podłożył się umyślnie dla kilku kolejnych zer na swoim koncie, choć przecież mu ich wcześniej nie brakowało. Coś, jeśli nie wszystko, poszło źle... Mało tego, oprócz tego potwornego zarzutu, stanęło oskarżenie o morderstwo mężczyzny, który go wydał. Jego wina nigdy nie została wprawdzie udowodniona, ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Świat sportu i tak go skreślił grubą, czerwoną kreską. Tak samo jak jedyna prawdziwa rodzina, jaką kiedykolwiek miał. 

piątek, 21 listopada 2014

„Carnivia. Bluźnierstwo” Jonathan Holt

Kryminał to dla mnie dość kłopotliwy gatunek. O ile nie ma w swej fabule kilku ściśle określonych wątków, jak seryjni mordercy czy psychopaci, lub nie jest mieszaniną romansu z wątkiem kryminalnym, w dowolnym natężeniu... To raczej wolę sięgać po inne gatunki. Co więc skłoniło mnie do przeczytania książki „Carnivia. Bluźnierstwo” Jonathana Holta? 

„Akcja książki toczy się we współczesnej Wenecji, główną bohaterką jest twarda, seksowna oficer policji, rozwiązująca mroczną zagadkę łączącą morderstwo, międzynarodową intrygę, CIA i Kościół katolicki.” To właśnie to jedno zdanie przekonało mnie najmocniej, że to książka, którą powinnam, a wręcz muszę przeczytać. Uwielbiam silne kobiece bohaterki, w dodatku morderstwa, intrygi... CIA! Zazwyczaj tematy wiary i kościoła omijam szerokim łukiem, lecz nawet to w tym przypadku nie było wstanie powstrzymać mojego entuzjazmu. Ale czy słusznie? W końcu akcja powieści jest bardziej skomplikowana, niż to jedno zdanie... 

środa, 19 listopada 2014

„Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu” John Flanagan

Mimo tak wielu pozytywnych rekomendacji i wysokiej oceny, chociażby na Lubimy Czytać, do książki „Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu” Johna Flanagana, podchodziłam bez większych oczekiwań. Jakby nie było, głównymi bohaterami są tu piętnastolatkowie, a ja już się nauczyłam, że choć to w żadnym razie nie powinno skreślać dla mnie danej powieści, to też niekoniecznie będzie wstanie dać mi konkretnie to, czego mogłabym oczekiwać. Wyobraźcie sobie teraz moją minę, kiedy po kilkunastu pierwszych stronach wsiąknęłam w wykreowany przez autora świat i nawet wizja niedalekich egzaminów nie zdołała mnie zmusić do zaniechania czytania. 

Dzień Wyboru, to wyjątkowy dzień na zamku Redmont. Dzień, w którym piątka sierot:  Will, Horace, Jenna, Alyss i George, pozna swój los. Czy ich marzenia o przyszłości się spełnią? Baron Arald, pan zamku, jest wprawdzie niebywale łaskawy, ale przecież decyzja o przydzieleniu ich do wymarzonych szkół/mistrzów nie zależy tylko od niego. Co jeśli okaże się, że się do czegoś zwyczajnie nie nadają? Szczęście uśmiecha się jednak do czwórki sierot, którzy dostają przydział o jaki zabiegali. Tylko Will nie osiąga swojego celu. Jego niepozorny, chuderlawy wręcz wygląd skreśla go z listy potencjalnych kandydatów na rycerzy. Zwraca jednak na siebię uwagę Halta, tajemniczego zwiadowcy. Za sprawą małego podstępu, mężczyzna zmusza chłopca do udowodnienia mu własnej wartości i naturalnych umiejętności, jakże przydatnych w tym zawodzie. Zwiadowcy mają być niewidzialni – dosłownie i w przenośni. Zwinni, sprytni, odważni... Czy aby na pewno Will ma w sobie te wszystkie cechy?

poniedziałek, 17 listopada 2014

„Dar Julii” Tahereh Mafi

No i dobrnęłam do końca. „Dar Julii” Tahereh Mafi jest trzecią i ostatnią częścią cyklu. Z finalnymi tomami jest tak, że mimowolnie ma się jakieś swoje oczekiwania i niekiedy można się nieźle zawieść. Szczególnie, jeśli okazuje się, że autor miał zupełnie inną wizję na zakończenie książki. No cóż, tak już chyba po prostu jest.

Uwaga! Uwaga! Trochę spoilerów 1 i 2 tomu!

Po całkiem udanym „Sekrecie Julii” podchodziłam do ostatniego tomu raczej spokojna o swoje własne wrażenia. Warner zaczął grać pierwsze skrzypce, Adam został zepchnięty gdzieś na margines. Czego mogłabym jeszcze chcieć? No dobrze, przyznaję, mogłam chcieć jeszcze wiele, wiele innych rzeczy... Ale po kolei. 

Julia dochodzi do siebie pod okiem Warnera. Próbuje się pozbierać zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Punkt Omega został zniszczony, a jej przyjaciele prawdopodobnie nie żyją. Wydaje się, że wszystko stracone, ale czy na pewno? Julia już nie jest tą samą zalęknioną dziewczyną. Zmieniła się, wydoroślała, ale przede wszystkim – stała się bardziej pewna siebie. Zna swoją wartość, wie co potrafi, do czego jest zdolna... Podejrzewa nawet jak bardzo daleko znajduje się teraz granica, do której jest wstanie się posunąć. Tak więc nie, nie wszystko jest jeszcze stracone, szczególnie, kiedy ma do pomocy człowieka, który wierzył w nią nawet, gdy sama w siebie wątpiła. 

piątek, 14 listopada 2014

"Nie dajesz mi spać" Alice Clayton

Zazwyczaj polegam na swojej czytelniczej intuicji, gdyż rzadko mnie zawodzi. „Nie dajesz mi spać” autorstwa Alice Clayton to książka, która przyciągnęła mnie tytułem, choć oryginalny „Wallbanger” o wiele lepiej mi tu pasuje. Do tego sugestywna okładka plus kilka pozytywnych recenzji i już byłam niemal pewna, że kiedyś, stosunkowo niedługo, przy tej właśnie książce sobie odpocznę od bardziej ambitnych powieści. 

Ten moment nadszedł niedawno. Po kilku naprawdę ciężkich lekturach potrzebowałam czegoś lekkiego, niezobowiązującego, byłoby cudownie, gdyby dodatkowo było przy tym zabawnie... Ale tak naprawdę chciałam tylko, by bohaterowie choć odrobinę używali swoich mózgów, a ich historia skończyła się dobrze. Małe wymagania jak dla mnie, owszem. Sięgając po „Nie dajesz mi spać” nie oczekiwałam jednak niczego konkretnego. Nauczyłam się już, że po tego typu powieściach można się spodziewać absolutnie wszystkiego, od kompletnego dna, po wyjątkowe perełki. 

czwartek, 13 listopada 2014

"Zanim się pojawiłeś" Jojo Mayes


Nie wiem jak Wy, ale ja lubię czasem sięgnąć po tytuł o którym teoretycznie coś wiem, ale jakby się tak zagłębić w tę wiedzę okazałoby się, że tak naprawdę nie wiem nic. W przypadku „Zanim się pojawiłeś” autorstwa Jojo Moyes, wiedziałam wprawdzie, że książka opowiada ciężką historię, ale w ogóle się nie spodziewałam tego, co w istocie dostałam. 

Choć minął już ponad tydzień od przeczytania tej książki, mnie wciąż brakuje słów. Gdybym nie kasowała wszystkich tych nieudanych akapitów przy próbach napisania tej recenzji, byłaby już naprawdę długa. Nawet teraz mam ochotę skasować tych kilka zdań, ale wiecie co? Nic lepszego nie wymyślę. Gdybym poczekała jeszcze kilka dni, wciąż nie miałabym odpowiednich słów, jakimi mogłabym opisać piękno, tragizm i ogrom emocji zawartych w tej książce. 

Will był niegdyś mężczyzną przed którym świat stał otworem. Zdolny, zamożny, utalentowany, przystojny... Niespokojny duch prowadził go poprzez wszelkie sporty ekstremalne, szalone wyjazdy w góry, żył pełnią życia aż do feralnego wypadku, w wyniku którego doznał paraliżu kończyn. Wszystko się zmieniło, nic dłużej nie było już takie samo, a w szczególności miłość Willa do życia. W obecnym stanie, zależny od innych, zwyczajnie pragnie końca. Marzy o śmierci, planuje ją i to ona, nie życie, staje się jego celem. 

wtorek, 11 listopada 2014

"Nocne zwierzęta" Patrycja Pustkowiak

Każdy z nas, jestem tego pewna, ma swój ulubiony typ bohatera, którego z utęsknieniem wyczekuje w czytanych przez siebie powieściach. Nie chodzi o to, by wszyscy byli do siebie podobni, ale o pewne mniejsze bądź większe niuanse ich osobowości. Osobiście lubię silne charaktery, czy to męskie czy też żeńskie, lecz jeszcze mocniej przyciągają mnie czarne, czasem nawet z góry skazane na porażkę. Podejrzewam, że wychodzi tutaj moja pesymistyczna natura. 

O „Nocnych zwierzętach” Patrycji Pustkowiak nie słyszałam za wiele przed zakupem książki. Przyciągnęło mnie pierwsze zdanie autorki zamieszczone z tyłu okładki: „Zawsze chciałam napisać powieść alkoholową z kobietą w roli głównej.” Niemal z miejsca zaczęłam czytać i... No i nic. Odłożyłam po kilkunastu stronach, skonsternowana, zawiedziona i zniechęcona. Dopiero za trzecim czy czwartym podejściem udało mi się przez nią przebrnąć.

Zazwyczaj w tym miejscu poświęcam akapit na przybliżenie fabuły, ale nie wiem, jak mam to zrobić w przypadku tej książki. O czym miałabym bowiem napisać, skoro na tych 223 stronach niewiele się dzieje, a jeszcze na okładce, potem na pierwszych stronach, dowiadujemy się czym skończy się historia głównej bohaterki? Tamara Mortus to kobieta złamana, choć jak dla mnie pełna zwykłej złości, której nie potrafi z siebie wyrzucić, więc pije, ćpa i zwyczajnie się stacza, aż w końcu dokonuje morderstwa. I tyle. Ot cała fabuła. 

sobota, 8 listopada 2014

"Szkoła wdzięku" Nelson DeMille

Czasem odnoszę wrażenie, że Wschód został przeklęty przez jakąś niewidzialną siłę i skazany na nigdy niekończące się kłopoty. Chyba nie sposób się nie zastanawiać nad przyczynami ciągłego napięcia w tamtej części świata, kiedy od wielu miesięcy docierają do nas coraz bardziej niepokojące informacje o konflikcie na linii Ukraina-Rosja. Zimna wojna zakończyła się w 1991 roku, ale patrząc na to co się dzieje, mam coraz większe wątpliwości czy przypadkiem jedynie nie zasnęła, by w końcu się zbudzić i ponownie zaatakować. Nie, nie... Nie zamierzam pisać o polityce. To tylko taki wstęp, bo książka o jakiej chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć ma wiele wspólnego zarówno z Rosją, jak i zimną wojną. 

Nelson DeMille wydał „Szkołę wdzięku” w 1988 roku, czyli jeszcze zanim zimna wojna naprawdę się skończyła, a ja dopiero uczyłam się chodzić. Mało tego. Nelson DeMille służył w Wietnamie, w tym w wywiadzie wojskowym, później w piechocie. Wspominam o tym, bo dzięki doświadczeniom autora, jego książka jest w swej fabule zwyczajnie perfekcyjna. Dokładna, wiarygodna, gdyby nie kilka małych zgrzytów, byłaby może wręcz idealna. 

piątek, 7 listopada 2014

WYNIKI KONKURSU 2w1!!!


Nie chciałabym przedłużać, jednak muszę podziękować wszystkim za udział w moim pierwszym konkursie. Bardzo się cieszę, że tak wielu z Was się zgłosiło! Być może 28 zgłoszeń to stosunkowo nie dużo, ale jak na pierwszy raz to chyba całkiem dobry wynik. Jestem w pełni usatysfakcjonowana, choć w przyszłości muszę zmodyfikować zasady, gdyż przysporzyły mi one nie lada zmagań i, co gorsze, o mały włos nie skończyło się katastrofą ;) 


Dobrze, może najpierw losowanie. Miałam zamiar użyć w tym celu stronki, ale tak się złożyło, że odwiedziły mnie dzisiaj dzieciaki mojego brata, które z radością pomogły mi w losowaniu. Tylko aparat zawiódł, za co przepraszam. Niemniej jednak wszystko widać, a chyba tylko to się liczy! 

Dwie łapki do losowania, więc i dwoje zwycięzców!

A są nimi....



poniedziałek, 3 listopada 2014

"Przerwane milczenie" Melissa G. Moore, M. Bridget Cook

Melissa G. Moore jest najstarszą córką K.H. Jaspersona, seryjnego mordercy znanego jako Happy Face Killer, który w latach 1990-1995 zamordował ponad osiem kobiet w kilku stanach Ameryki. „Przerwane milczenie” to dokładnie to, co sugeruje tytuł. To szczere wyznanie kobiety, która dorastała w najbardziej dysfunkcyjnym środowisku jakie osobiście mogę sobie wyobrazić. Bardzo długo w jej otoczeniu nie było zbyt wielu dorosłych, od których mogłaby się uczyć normalnych, zdrowych zachowań. Niedostępna emocjonalnie, wycofana i słaba matka, okrutny ojciec, który od najmłodszych lat pokazywał jej rzeczy, których ponownie, nie umiem sobie do końca wyobrazić. 

Bo jak wyobrazić sobie, że twój własny ojciec na twoich kilkuletnich oczach morduje małe, słodkie, puchate kociaki? I w dodatku głośno się z tego śmieje. Z tego co zrobił, z tego jaka była twoja reakcja... Niepojęte, prawda? A jednak tego właśnie doświadczyła Melissa. Tego, i wielu innych, równie przerażających rzeczy. 

Moja recenzja będzie recenzją nietypową, gdyż bardziej od zachęcenia do czytania, mam ochotę spróbować odeprzeć kilka zarzutów z jakimi się spotkałam przeglądając inne opinie na temat tej książki. Jeśli więc nie macie na to ochoty, przejdźcie po prostu do ostatniego akapitu. 

niedziela, 2 listopada 2014

Podsumowanie października!

Październik za nami, czas na podsumowanie. Kolejny miesiąc w blogosferze minął dość szybko i był przy tym dla mnie bardzo ekscytujący! Niestety studia ruszyły pełną parą, pierwsze mniejsze bądź większe egzaminy (ach te przeklęte finanse i niemożliwa statystyka!). Trochę brakowało mi czasu na czytanie, ale co zrobić? Chyba się już pogodziłam z tym, że moje książkowe wyniki będę w ciągu roku akademickiego odrobinę niższe niż te z wakacji. 

W tym miesiącu przeczytałam: