sobota, 8 listopada 2014

"Szkoła wdzięku" Nelson DeMille

Czasem odnoszę wrażenie, że Wschód został przeklęty przez jakąś niewidzialną siłę i skazany na nigdy niekończące się kłopoty. Chyba nie sposób się nie zastanawiać nad przyczynami ciągłego napięcia w tamtej części świata, kiedy od wielu miesięcy docierają do nas coraz bardziej niepokojące informacje o konflikcie na linii Ukraina-Rosja. Zimna wojna zakończyła się w 1991 roku, ale patrząc na to co się dzieje, mam coraz większe wątpliwości czy przypadkiem jedynie nie zasnęła, by w końcu się zbudzić i ponownie zaatakować. Nie, nie... Nie zamierzam pisać o polityce. To tylko taki wstęp, bo książka o jakiej chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć ma wiele wspólnego zarówno z Rosją, jak i zimną wojną. 

Nelson DeMille wydał „Szkołę wdzięku” w 1988 roku, czyli jeszcze zanim zimna wojna naprawdę się skończyła, a ja dopiero uczyłam się chodzić. Mało tego. Nelson DeMille służył w Wietnamie, w tym w wywiadzie wojskowym, później w piechocie. Wspominam o tym, bo dzięki doświadczeniom autora, jego książka jest w swej fabule zwyczajnie perfekcyjna. Dokładna, wiarygodna, gdyby nie kilka małych zgrzytów, byłaby może wręcz idealna. 

Gregory Fisher to młodzieniec, który postanowił zwiedzić Rosję. Pomysł sam w sobie wydaje się szalony biorąc pod uwagę czasy, a jest to rok 1988, a on dodatkowo sprowadził sobie ze stanów swój samochód, który oryginalnym wyglądem przykuwa uwagę. W drodze do Moskwy gubi się i  wpada na swojego rodaka, który wyjawia mu szereg informacji. Informacji na tyle ważnych, by można było za nie, lub przez nie, zabić czy zginąć. Fisher dostaje jednak jasne instrukcje; jedź do Moskwy, dostań się do amerykańskiej ambasady i powtórz im to, co usłyszałeś. Chłopak wprawdzie dociera do Moskwy, kontaktuje się z ambasadą i przekazuje większość informacji, jednak zanim attaché wojskowy Samuel Hollis dociera do hotelu Fishera, ten zostaje już uprowadzony przez KGB, a niedługo potem zamordowany. Hollis ma jednak wystarczająco dużo intrygujących informacji, by pociągnąć sprawę dalej. Co Jack Dobson, zaginiony jeszcze w Wietnamie amerykański major sił powietrznych, robił na tamtej leśnej drodze i gdzie jest teraz? Dlaczego KGB tak bardzo nie chciało dopuścić do spotkania Hollisa z Fisherem? I czym, do diabła, jest wspomniana przez majora „Szkoła wdzięku pani Iwanowej”, w której podobno był przetrzymywany od 1974 roku?

Odpowiedzenie sobie na te wszystkie pytania było podróżą, którą planowałam sobie dozować, ale nie byłam wstanie tego zrobić. Nawet ból ręki spowodowany przez naprawdę ciężką książkę nie był wstanie mnie powstrzymać. Dosłownie od pierwszej strony DeMille przykuł moją uwagę, kupił stylem, językiem i tym osławionym „czymś”, którego nijak nie można określić. 

„Szkoła wdzięku” to obraz Rosji, której nie chciałabym poznać osobiście. To czasy, w których wolność słowa nie miała racji bytu i często była karana śmiercią. To też ludzie, ich wielobarwność i niejednoznaczność, bo oprócz złych, próżnych, zaślepionych oficerów KGB, są tu również zwykli wieśniacy, rolnicy i ufni obywatele, o których panujący system tylko z pozoru zapomniał. Z jednej strony to szpiegowski kryminał, w którym intryga i zwroty akcji są idealnie poprowadzone. Z drugiej to również obyczajowa rozprawka nad rosyjską mentalnością. DeMille pokazuje ten kraj z wielu perspektyw. Uwydatnia wady, ale i nie zapomina o zaletach. Mówi o jego pięknie, brutalności i potencjale, który z jakichś względów wciąż jest w specyficzny sposób wykorzystywany. Nie można też go posądzić o jakiekolwiek stronnictwo, bo w swej książce nie przedstawia jednoznacznych stron, typu: Amerykanie są dobrzy, a Rosjanie źli i koniec. O nie, nie robi tego, z czego osobiście ogromnie się ucieszyłam, gdyż ponownie poczułam w tej historii realność. 

Na koniec odrobina o tych wspomnianych przeze mnie zgrzytach. Nie można zapominać, że jakkolwiek realistyczna, to jest historia fikcyjna. Autor postawił na pewien, skazany na sukces, schemat budowania historii i nie zamierzam tego kwestionować. Wątki romantyczne w powieściach  sensacyjnych, kryminalnych, szpiegowskich to coś, co zwykle tylko dopełnia dla mnie całości. Z resztą nie tylko dla mnie, jestem tego pewna. I tutaj tego wątku nie zabrakło. W całą historię wplątana jest bowiem Lisa Rhodes ze służby informacyjnej, która, de facto, odebrała telefon od Fishera i połączyła go z Hollisem. Lisa i Sam wdają się, oczywiście, w romans. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie to, że kobieta nie tak dawno wyszła z łóżka Setha Alevego, szefa oddziału CIA w ambasadzie w Moskwie, a przy tym dobrego przyjaciela Sama. Z zasady nie lubię trójkątów, lecz nawet nie to mi tu wadziło. Raczej niepasująca do całej reszty „miłość” pomiędzy Lisą i Samem, pojawiająca się nie wiadomo skąd. Kontrast pomiędzy wiarygodnością akcji, a irracjonalnością i płytkością wątku romantycznego jest tak wielki, że nawet ja się krzywiłam. Krzywiłam się do tego stopnia, że w którymś momencie pomyślałam, że wolałabym, by tego wątku tu nie było. Groteska prześcigała absurd, kiedy Sam i Lisa wpadali w romantyczny nastrój. Nawet ich dialogi nagle wydawały się skażone, jakby wzięte z innej książki – taniego romansu pisanego przez... nie wiem kogo, ale z pewnością nie genialnego człowieka, który stworzył całą resztę „Szkoły wdzięku”. Na całe szczęście wątek ten jest tylko tłem, który nie jest aż tak uwydatniony, by skreślał całość. Niemniej jednak dla mnie, niepoprawnej romantyczki, zepsucie go w taki sposób odebrało książce jedną gwiazdkę... 

Podsumowując; „Szkoła wdzięku” Nelsona DeMille to genialna historia. Nic dziwnego, że mimo tylu lat od premiery, wciąż co jakiś czas jest o niej głośno. Nie miałam pojęcia w jakim roku została napisana, autor w używanym przez siebie języku absolutnie niczym się nie zdradził, a ja takie rzeczy jak podziękowania czy przedmowy czytam zawsze po zakończeniu książki, bojąc się spoilerów. I dobrze. W przypadku tej pozycji polecam to samo, gdyż w przedmowie autor wyjawia jak dla mnie zbyt wiele. Jeśli więc lubicie historie szpiegowskie, intryguje was Rosja, okres zimnej wojny, lub po prostu lubicie trzymające w napięciu historie w których nie brakuje trupów, intryg oraz trudnych wyborów, to „Szkoła wdzięku” ma duże szanse przypaść Wam do gustu. 

Moja ocena: 9/10, całość trafia też do moich ulubionych, a ja rozpoczynam polowanie na inne książki autora.

Książka bierze udział w wyzwaniu Okładkowe Love, ta okładka jest tak dziwna, że aż piękna, a już z pewnością intrygująca :D



52 komentarze:

  1. Ja bym bardzo chętnie sięgnęła, tematyka w sam raz dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! W takim razie raz jeszcze gorąco polecam :D

      Usuń
  2. Koniecznie muszę przeczytać, skoro twierdzisz, że warto. Rodzice mojego dziadka pochodzili właśnie z tamtych stron, zawsze interesowała mnie historia Wschodu, a historie szpiegowskie chętnie podczytuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje mi więc tylko czekać, aż złapiesz w ręce swój egzemplarz książki, przeczytasz i podzielisz się z nami swoją opinią :)

      Usuń
  3. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, a szkoda, bo na pewno miałabym ją już za sobą ;) Zapowiada się bardzo ciekawie, będę miała ten tytuł w pamięci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, szkoda, naprawdę warto przeczytać, szczególnie, jeśli lubi się podobną tematykę :) Ale nic straconego :D

      Usuń
  4. Rosja to w ogóle bardzo trudny temat i tak rozległy, jak ten kraj. Chętnie przeczytam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, Rosja to trudny temat, ale myślę, że warto o niej rozmawiać :) Skoro zamierzasz przeczytać, to już teraz życzę Ci udanej lektury!

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Ha! Cieszę się, że nie tylko mnie się podoba:D

      Usuń
  6. Zapowiada się kusząco, okładka genialna, a zarys fabuły porwał mnie już od momentu jak wspomniałaś o tym samochodzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :D Muszę przyznać, że przez początkowe stronę atmosfera książki jest delikatnie inna, właśnie przez Fishera, do którego z miejsca zapałałam sympatią.To się wydawało takie dojechane. Rosja, zimna wojna i amerykański pontiak xD To chyba jeden z niewielu odrobinę naciąganych wątków, aczkolwiek w ogóle mi on nie wadził ^^

      Usuń
  7. Książka raczej nie jest w moim guście, ale może kiedyś...

    Pozdrawiam,
    Alpaka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może akurat jeszcze kiedyś na nią wpadniesz i będziesz miała na nią ochotę :) Czasem i tak bywa.

      Usuń
  8. Jeszcze nie czytałam takich historii szpiegowskich, może właśnie z nią warto zacząć ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto, tylko przygotuj się na cegiełkę xD Waga, wagą... Gdybym nie miała ręki po kontuzji to bym tak nie wyklinała jej ciężaru, ale 708 stron.... Trochę się to czyta :D Ale warto! :)

      Usuń
  9. Tym razem chyba to nie jest pozycja dla mnie, przynajmniej na chwilę obecną. Bo może za jakiś czas coś się zmieni. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Raczej mnie ta książka nie zaciekawiła... odpuszczę sobie ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej nie jest w Twoim guście, choć nigdy nie wiadomo, może akurat :) Ale nic na silę, najważniejsze to czytać to, co się lubi :)

      Usuń
  11. Oj nie, zdecydowanie nie moja bajka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa :D Może kiedyś zmienisz zdanie :) Jak widać ta historia jest ponadczasowa :D

      Usuń
  12. Okładka zwiastuje ciekawą historię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, przykuwa wzrok i co nieco sugeruje, choć dopiero teraz, gdy już znam historię :)

      Usuń
  13. W sumie mogłabym przeczytać, a szczerze nie słyszałam wcześniej o tej książce i okładka też by mnie do siebie nie przekonała na pierwszy rzut oka. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest dziwna. Mnie się podoba, choć chyba własnie podoba mi się jej dziwność i niemalże brzydota xD Trudno to wyjaśnić hehe

      Usuń
  14. Nie miałam okazji czytać żadnej książki tego pisarza. W ogóle jakoś raczej niewiele o nim słyszałam, a tu okazuje się, że napisał książkę, która najprawdopodobniej będzie mi się podobać. Szkoda tylko, że ten romans został wciśnięty na siłę. Nie wiem, ale jak dla mnie, żeby wątek romantyczny był ciekawy w powieści sensacyjnej, to musi być naprawdę dobrze rozpisany. A to jednak zdarza dość rzadko, dlatego dziwię się, że prawie każdy autor z uporem maniaka wciska jakieś big love do kryminału czy thrillera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też o nim nigdy nie słyszałam, aż na jakimś blogu, kilka miesięcy temu, przeczytałam recenzję. Wprawdzie nie była taka pełna ochów i achów, ale nie każdy lubi podobne historie. Niemniej miałam nosa i się nie pomyliłam. Sądzę, że i Ty byłabyś zadowolona :)

      Co do wątków romantycznych, to zgodzę się, że muszą być dobrze prowadzone inaczej zwyczajnie nie pasują, tak jak tutaj się to stało. Autorzy wychodzą z założenia, że każdy superbohater musi mieć swoją muzę i generalnie w większości przypadków jestem za. Ale kiedy wątki główne oceniam na 10 gwiazdek, a romans mogłabym ocenić co najwyżej na 5, to mnie to razi. Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że w 1987/88 roku, kiedy książka była pisana/wydana, panowała inna mentalność, także uczuciowa. Sama nie wiem. Ale tak jak mówię, wątek ten nie wadzi aż tak bardzo. Cała reszta rekompensuje ten jeden zgrzyt.

      Usuń
    2. Sprawdzę na pewno czy ta książka mi się spodoba :)

      Jeśli chodzi o wątek romantyczny to biorę też poprawkę na to, że mnie on często przeszkadza :P W sensie, nawet jak nie jest zły, to mnie te ckliwe wyznania irytują :p

      Usuń
  15. Myślę, że nie jest to pozycja dla mnie, bo źle znoszę wojenne sprawy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie masz racje, to raczej nie jest książka dla Ciebie :)

      Usuń
  16. Lubię trupy, lubię intrygi, lubię Rosję w książkach. Z chęcią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubisz trupy, co? xD Haha, fajnie to zabrzmiało ;) A tak na poważnie, to ciesze się, że mogłam Ci polecić coś, co może Ci się spodobać :)

      Usuń
    2. I tu mnie Kasia zszokowała ;) A Ty mnie zszokowałaś dodaniem tej książki do wyzwania Okładkowe love ;)

      Usuń
    3. Hehehe, sama nie wiem, okładka jest tak dziwna, że aż ładna. I te tłoczeniaaaaaaa... Uwielbiam tłoczenia na okładkach :D

      Usuń
  17. Hm, czy ból Twojej ręki nie jest wyznacznikiem nie ciężkości a poziomu prozy, którą przyswajasz? :D Mogłabyś spokojnie wyznaczyć skalę ocen: 1 nie boli, 10 boli maksymalnie ^^ Taki żarcik, nie obrażaj się naturalnie ;P

    Co do samej książki wygląda na intrygującą. Tematykę o Rosji lubię, mimo że ten kraj najnormalniej w świecie mnie przeraża. Do tego szpiegostwo i zagadka... Powinnam się skusić w przyszłości :)) A okładka faktycznie dziwna, ale ma coś w sobie, tytuł zaś wskazuje przewrotnie na jakiś romans... Ta ilość sprzeczności i skrajności jest ciekawa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :D Całkiem możliwe xD Jeśli książka nie jest dobra, nie mam problemu z odkładaniem jej na półkę na tyle szybko, by obyć się bez bólu :D

      Tytuł jest... przerażająco adekwatny, ale nie tak, jak Ci się skojarzyło. Polecam :D

      Usuń
  18. Ciekawe czy mi też się spodoba?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głowy nie dam, ale myślę, że tak :)

      Usuń
  19. No, no! Ocena bardzo wysoka! Wierzę Ci na słowo i dopisuję książki do "poszukiwanych" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Myślę, że będziesz zadowolony z lektury :)

      Usuń
    2. Również mam taka nadzieję ;)

      Usuń
  20. Ale zachęcasz! Kojarzę tego autora tylko "wzrokowo", nigdy nie wysiliłam się, żeby bliżej zainteresować się jego twórczością. A teraz już wiem, że warto po niego sięgnąć ;)
    poczytalna-umyslowo.blogspot.com < zmieniłam nazwę bloga i adres i odświeżyłam wygląd, jak coś, to zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, warto :)

      Uciekam sprawdzić te wszystkie nowości u Ciebie! :)

      Usuń
  21. Frapująca tematyka i zachęcająca recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam tak samo! Strasznie chciałabym poznać Rosję! Dlatego lubię od czasu do czasu czytać książki o tym kraju :) Dzięki twojej recenzji "Szkoła wdzięku" trafia na moją listę must have :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Spróbuję na nią zapolować w niedalekiej przyszłości, widzę, że jest dostępna w dwóch tomach w mojej bibliotece, ale stare wydanie z 1993 nie ma już tak intrygującej okładki... ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Spamuję Cię dzisiaj linkami, ale co tam xD http://dedalus.pl/Szkola-wdzieku-Nelson-DeMille <- za 15 zł :)

    OdpowiedzUsuń
  25. O! Dzięki, świetna cena :) Zdecydowanie wolę mieć swoją... niż wyświechtany egzemplarz z biblioteki ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Przejrzyj sobie ich ofertę, mają świetne książki i niekiedy można zrobić duuuuuuże zakupy za względnie małą cenę :) Ja też wole mieć swoje książki :)

    OdpowiedzUsuń