czwartek, 13 listopada 2014

"Zanim się pojawiłeś" Jojo Mayes


Nie wiem jak Wy, ale ja lubię czasem sięgnąć po tytuł o którym teoretycznie coś wiem, ale jakby się tak zagłębić w tę wiedzę okazałoby się, że tak naprawdę nie wiem nic. W przypadku „Zanim się pojawiłeś” autorstwa Jojo Moyes, wiedziałam wprawdzie, że książka opowiada ciężką historię, ale w ogóle się nie spodziewałam tego, co w istocie dostałam. 

Choć minął już ponad tydzień od przeczytania tej książki, mnie wciąż brakuje słów. Gdybym nie kasowała wszystkich tych nieudanych akapitów przy próbach napisania tej recenzji, byłaby już naprawdę długa. Nawet teraz mam ochotę skasować tych kilka zdań, ale wiecie co? Nic lepszego nie wymyślę. Gdybym poczekała jeszcze kilka dni, wciąż nie miałabym odpowiednich słów, jakimi mogłabym opisać piękno, tragizm i ogrom emocji zawartych w tej książce. 

Will był niegdyś mężczyzną przed którym świat stał otworem. Zdolny, zamożny, utalentowany, przystojny... Niespokojny duch prowadził go poprzez wszelkie sporty ekstremalne, szalone wyjazdy w góry, żył pełnią życia aż do feralnego wypadku, w wyniku którego doznał paraliżu kończyn. Wszystko się zmieniło, nic dłużej nie było już takie samo, a w szczególności miłość Willa do życia. W obecnym stanie, zależny od innych, zwyczajnie pragnie końca. Marzy o śmierci, planuje ją i to ona, nie życie, staje się jego celem. 

Lou to z kolei całkowite przeciwieństwo Willa. Czy to tego przed, czy po wypadku. Nie jest perfekcyjna w żadnym calu. Jest skryta, chwilami zlękniona, wycofana... Można powiedzieć, że podczas gdy Will zawsze pragnął całego świata, Lou była skłonna zadowolić się zaledwie jednym, małym jego skrawkiem. Wydaje się zwyczajnie bierna, uległa, niemalże poddańcza względem swojej zwariowanej rodziny. Jeśli coś dobrego ją spotyka, przyjmuje to z ostrożną wdzięcznością, nigdy nie robiąc nic, by samej sięgnąć po swoje szczęście. Prędzej stwierdziłaby, że czegoś nie potrafi niż, że na coś zasługuje...

Drogi tych dwojga splatają się w chwili, gdy Lou traci pracę, a Will potrzebuje kolejnej opiekunki, gdyż wszystkie poprzednie rezygnują. I nic dziwnego, mężczyzna nie jest najłatwiejszym pacjentem. Ilość nagromadzonej złości i żalu jest w nim tak wielka, że nie pozwala mu być starym sobą. Odstrasza ludzi jeśli tylko dadzą mu na to szanse. 

Brzmi jak, może nie taki znowu typowy, ale jednak romans, prawda? Cóż, owszem, to jest romans, lecz nie ma w nim nic typowego czy ckliwego. Nie ma maślanych oczu, wzdychania, bezsennych nocy, mokrych snów czy wielostronicowych rozmów o tym, jacy to oni są cudowni. Nie... „Zanim się pojawiłeś” to coś więcej. To historia, którą czyta się najpierw z uśmiechem, bo początki znajomości Willa i Lou są naprawdę zabawne, ale im dalej, tym ten uśmiech jest słabszy, słabszy i słabszy, aż w końcu zamienia się w coś zupełnie odwrotnego, a z oczu płyną łzy. Nie jedna, nie dwie... Hektolitry łez, których nie można opanować. Można by, ewentualnie, przestać czytać, ale dla mnie to było niewykonalne. Ryczałam i czytałam jednocześnie. I tak przez bitą godzinę podczas końcowych kilkudziesięciu stron. 

Chętnie napisałabym coś więcej o tym, czym tak naprawdę jest główny wątek tej historii, ale myślę, że byłby to zbyt duży spoiler. A nawet jeśli nie spoiler, w końcu opis książki zdradza co nieco, to jednak mogłabym Was nieumyślnie przygotować na coś, co mnie zaskoczyło, zwaliło z nóg, wycisnęło morze łez i absolutnie nie da mi też o sobie nigdy zapomnieć. Takich książek jak ta się bowiem nie zapomina nawet, jeśli ma się tak nieporadną pamięć jak moja. 

I dotarłam do momentu, kiedy powinnam napisać coś o wadach. Cóż, największą wadą tej książki jest jej największa zaleta. Emocje, emocje, fabuła, emocje, emocje, bohaterowie i na sam koniec; emocje. Z reguły nie lubię smutnych książek. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, mogę znosić szokujące historie, ale z jakiegoś powodu z tymi zwyczajnie smutnymi mam niemały problem. Skończywszy czytać byłam najzwyczajniej w świecie wściekła. Gdybym posiadała wersje papierową książki, a nie ebooka, może nawet ostentacyjnie rąbnęłabym nią o ścianę. Mogłam jedynie utopić czytnik, więc pozostała mi jedynie wewnętrzna agresja. I nawet nie chodzi o fabularny koniec tej historii. Chodzi o mętlik w mojej własnej głowie. Mętlik dotyczący moich własnych przekonań. Jojo Moyes zmusiła mnie do konfrontacji, na którą zupełnie nie byłam przygotowana. Wiem, wiem, zupełnie nie wiecie o czym mówię, więc wychodzi, że zwyczajnie bredzę od rzeczy. Dopowiem więc tylko, że zarówno rozumiem, jak i nie pojmuje tej historii... Jeśli ktoś już czytał tę książkę, chyba będzie wiedział, co mam na myśli. 

Podsumowując; „Zanim się pojawiłeś”, wbrew temu, co sugeruje kilka zdań na okładce, nie jest powieścią dla wszystkich. To nie jest łatwa historia, kolejny romans o jakim można zapomnieć zanim się jeszcze odłoży książkę na półkę. Być może tak bardzo mną wstrząsnęła, bo szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś odrobinę innego, ale myślę, że i bez tego elementu zaskoczenia zareagowałabym podobnie. Bo chyba nie można zareagować inaczej... Czy polecam? Owszem, z całego poranionego, rozerwanego na małe kawałeczki serca. Ta historia jest piękna. Mimo wszystko, jest piękna. I zmusza do myślenia. Sugeruje wiele rzeczy, ostrzega przed następnymi... Przede wszystkim jednak definiuje na ile my sami jesteśmy tolerancyjni względem cudzych decyzji. Jak się okazało, ja nie byłam tak bardzo tolerancyjna, jak myślałam, że bym była... Cóż, człowiek uczy się całe życie, prawda? 

Moja ocena: 9/10. 

52 komentarze:

  1. Dzięki za przypomnienie o tej książce, muszę znowu się zacząć za nią rozglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna, emocjonalna recenzja zapowiada świetną, emocjonalną książkę - a ja takie bardzo lubię. Na pewno w przyszłości się z nią zaznajomię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Tragicznie mi się ją pisało, ale cieszę się, że chociaż widać w niej moje emocje. Gorąco Ci tę książkę polecam, skoro mówisz, że właśnie takie lubisz :)

      Usuń
  3. Mam te autorkę w planach, bo ostatnio gust czytelniczy mi się nieco zmienił i jestem ciekawa takich książek ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również w ostatnim czasie nieco się zmienił, myślę, że to dobrze. Możemy zasmakować różnych gatunków :D A książkę polecam, myślę, że Ci się spodoba :)

      Usuń
  4. Nie sięgnęłabym po nią, ale bardzo mnie nią zainteresowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię zainteresowałam, może akurat kiedyś zmienisz zdanie i po nią sięgniesz :)

      Usuń
  5. Czytałam ją już jakiś czas temu i wciąż siedzi w mojej głowie. To tylko potwierdzenie tego, o czym wspominasz - że to książka nietypowa, przeładowana emocjami, poruszająca. Chwyciła mnie za serce, choć właściwie po opisie również byłam pewna, że dostanę coś zupełnie innego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis jest milący, potwornie mylący. Ale chyba z jednej strony dobrze. Już sama nie wiem... Jestem jednak pewna, że zapamiętam te historię, a Ty właśnie mnie w tym upewniłaś :D

      Usuń
  6. Książka od dłuższego czasu czeka na mnie na półce, a swoją opinią utwierdziłaś mnie w przekonaniu że warto ją było kupić. Mam nadzieję że i na mnie wywrze tak duże emocje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto! Ja bardzo żałuję, że kupiłam ebooka, ale sądziłam, że to będzie romansidło do jakiego nigdy już nie zajrzę po przeczytaniu, a staram się ograniczać "papierowe" zakupy z racji braku miejsca na półkach. Jeśli jednak wersje papierową gdzieś spotkam po promocji to z pewnością ją sobie kupie.

      Będę wyczekiwać Twojej opinii :D

      Usuń
  7. Fabuła wydaje się taka... typowa, ale że lubię emocjonalne historie i niestandardowe potraktowanie tematu, to chętnie przeczytam tę książkę, może uda mi się jej nie podrzeć ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fabuła wydaje się bardzo typowa, czytałam już kilka "podobnych" romansideł... Ale zapewniam, to nie jest typowy romans. Śmiało możesz po ten tytuł sięgnąć :)

      Usuń
    2. W razie czego będzie na Ciebie ;-)

      Usuń
    3. Ha! To teraz się boję :D

      Usuń
  8. Nie słyszałam tego tytułu, a recenzja brzmi naprawdę ciekawie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A książka jest cudowna, więc warto się nią zainteresować :)

      Usuń
  9. Książka wydaje się taka dobra, że chyba nawet mnie, przebrzydłemu stworowi-któremu-nic-sie-nie-podoba, na pewno by się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, ja też jestem wybredna :D Z jednej strony czytam niemalże wszystko (gatunkowo), ale i tak często marudzę. Nie umiem przymknąć oczu na rzeczy, na które inni nie zwracają uwagi itd. Tak więc śmiało sięgaj :D Nawet jeśli jesteś większą książkową marudą niż ja :D

      Usuń
    2. Ja to samo :D ale staram się nie wytykać wszelkich błędów, bo jakbym zaczęła, to końca nie widać ;)

      Usuń
  10. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale zapiszę sobie tytuł, bo czuję, że to coś dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Cieszę się, że mogłam Ci coś polecić :)

      Usuń
  11. Czasami lubię sięgnąć po tego typu książki, dlatego zapisuję sobie tytuł i jak będę nie będę miała co czytać to się wezmę za to, bo strasznie mnie zaciekawiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To stanowczo książka, której sprzyja ochota na specyficzną lekturę :) Bardzo się cieszę, że Cię zainteresowałam. Pisało mi się tę recenzje tak źle, że bałam się jak to w ogóle wyjdzie. Ale widzę, że wcale nie jest najgorzej :D

      Usuń
  12. Hektolitry łez, powiadasz... W takim razie to nie może być zwykła książka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie przeczę, że już wcześniej zdarzało mi się ryczeć na jakiejś książce. Ale to zazwyczaj było właśnie kilka łez, ogromne wzruszenie i tyle. A tu? Bita godzina ryczenia, szlochania, spuchnięte oczy, garść pomiętych chusteczek dookoła mnie... I książkowy kac na sam koniec. Masz wiec całkowitą racje - to nie jest zwykła książka :D

      Usuń
  13. Jeżeli i ja się rozpłaczę to znaczy, że wszystko co tu napisałaś było prawdą, bo wiesz jak trudno mnie do takiego stanu doprowadzić. Jojo Moyes czytałam swego czasu "Zakazany owoc" i choć za bardzo już nie pamiętam, czy wywarła na mnie wielki wpływ, to wiem, że mi się podobała. Jeśli nie czytałaś to polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam książki, o jakiej wspominasz, ale też nie wiem, czy chcę poznać. Jeśli inne książki tej autorki są napisane w podobnym stylu jak "Zanim się pojawiłeś", to naprawdę nie czuję się na siłach po nie sięgać. Zwyczajnie nie chce znowu tak ryczeć jak przy tej hehe

      Myślę, że to "poziom" romansu, który nawet dla Ciebie byłby zjadliwy :)

      Usuń
    2. Cieszę się, że tak twierdzisz z tym romansem :D

      Nie umiem też określić czy Zakazany owoc był naszpikowany AŻ takimi emocjami jak Zanim się pojawiłeś, bowiem nie czytałam tej drugiej by porównać, dlatego musiałabyś się sama przekonać. W każdym razie czytałam ją jakieś 6lat temu to miałam 18lat, a nie przypominam sobie by przeraziła mnie i spowodowała potok łez.

      Usuń
  14. Widziałam ją niedawno z księgarni i bardzo żałuję, że jej nie kupiłam. Chodziłam, czaiłam się i nic... Żałuję, oj bardzo żałuję. Mnóstwo emocji to coś czego potrzebuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, myślę, że dla Ciebie byłaby to idealna lektura. Upoluj ją koniecznie:D

      Usuń
  15. Nie sięgam zbyt często po tego typu literaturę, również mam problem ze zbyt dużymi dawkami emocji równocześnie. Z drugiej strony chętnie się przekonam, czy książka podziała na mnie tak jak na Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja staram się sobie dozować podobne historię, lecz tu akurat zostałam zaskoczona. Do samego końca liczyłam na coś innego xD

      Usuń
  16. Podczas czytania miałam podobne do Twoich odczucia.
    Oj bardzo chciałabym jeszcze kiedyś wrócić do tej książki, ja miałam egzemplarz z biblioteki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie muszę sobie upolować papierowy egzemplarz. Bardzo żałuję, że wydałam kasę na ebook, ale rzadko kupuje romanse w wersji papierowej. Muszę być ich naprawdę pewna, a niewiele wiedziałam o tym tytule, dodatkowo trafiłam na promocje i o..... Ale to nic :D Upoluje wersje papierową :D

      Usuń
  17. Po takiej mega zachęcającej recenzji, nawet się nie waham i za książką koniecznie się rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zupełnie zapomniałam, że mam tę książkę nieprzeczytaną na półce. Dzięki za przypomnienie. Cieszę się, że tak pozytywnie ją odebrałaś, bo teraz wiem, że czekają mnie nie lada emocje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, w takim razie koniecznie po nią sięgnij! Zdziwiłabym się, gdybyś sie na niej zawiodła :)

      Usuń
  19. seria leniwa Niedziela ma podobno to do siebie, że czasem pojawiają się tam istne cudeńka i targacze emocjonalne. Chyba tym razem też było podobnie i cóż, nawet mnie przekonałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, czuje się przez tą książkę wytargana emocjonalnie, swoja drogą genialne określenie hehe xD

      Usuń
  20. No, no, tak wspaniale o niej piszesz, że będę musiała jej poszukać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie jej poszukać, kup/wypożycz, a potem przeczytaj :D Tylko nie zapomnij chusteczek! ;)

      Usuń
  21. Nie pamiętam, kiedy ostatnio ryczałam przy książce- w każdym bądź razie strasznie mnie zaciekawiłaś !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się czasem zdarza ryczeć na książkach, ale nigdy tak bardzo jak na tej. Nawet " Żółte ptaki" nie wycisnęły ze mnie aż tylu łez...

      Usuń
  22. Kto by się spodziewał takiej książki po serii Leniwa Niedziela.. :) Już jakiś czas temu postanowiłam, że nie będę się interesować tymi historiami, ale może jednak warto dać im szansę, skoro polecasz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie wiem jak z całą serią Leniwej Niedzieli, ale "Zanim się pojawiłeś" z pewnością jest warte uwagi :)

      Usuń
  23. Dziękuję! Ja o niej całkowicie zapomniałam, a tak bardzo chciałam przeczytać. Po opiniach wiem, że to nie jest typowy romans, trochę się obawiam tego ładunku emocjonalnego, ale z Twojej opinii aż bije "MUSISZ JĄ PRZECZYTAĆ". No to przeczytam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak MUSISZ JĄ PRZECZYTAĆ :D Super :D

      Usuń