wtorek, 2 grudnia 2014

"Niepokorny. Jego Walka cz.1" Jay Crownover

W ostatnim czasie do romansów wszelakich podchodzę niebywale ostrożnie. Raz, że chyba brak mi prostego szczęścia, a dwa... im więcej naprawdę dobrych książek, tym większe wymagania. Względem tego gatunku mam je zawsze raczej niewielkie, jestem wstanie przymknąć oko na wyjątkowo wiele, szczególnie, gdy romans jest tylko częścią składową całości. Ale co w przypadku, kiedy stanowi temat przewodni? Wtedy, moi drodzy, zaczynają się schody... Niekiedy nie do przejścia. 

Względem książki „Niepokorny. Jego walka” autorstwa Jay Crownower miałam raczej dobre przeczucia. Usłyszałam, że głównym bohaterem jest ex żołnierz, który średnio dobrze znosi przeniesienie się z wojska z powrotem do cywila, i tak naprawdę nic innego nie było mi potrzebne na zachętę. Niepokoiło mnie tylko, że książka ta jest tomem trzecim cyklu „Naznaczeni mężczyźni”. Znajomość poprzednich części miała podobno nie wadzić, więc zaryzykowałam.
Rome Archer to zagubiony, wściekły na rzeczywistość mężczyzna, który oprócz potężnego bagażu doświadczeń wyniesionych z dziesięcioletniej służby, nosi na barkach również i poczucie winy dotyczące losu jednego ze swoich braci. Nie dogaduje się z rodzicami, rodzeństwem, pierwszym lepszym człowiekiem spotkanym na ulicy. Denerwuje go absolutny brak kontroli nad czymkolwiek w jego otoczeniu i raczej ochoczo, niż powściągliwie, okazuje swoje niezadowolenie. Nic dziwnego więc, że Cora Lewis, pewna siebie, zawzięta dziewczyna z tatuażami i kolczykami zdobiącymi jej drobne ciało, w końcu wybucha i stawia Rome'a (co za imię... -.-) do pionu. A przynajmniej próbuje. Nic z tego, jej interwencja kończy się kłótnią, zepsuciem przyjaciołom wspólnego grillowania i rozchodzącym się w powietrzu zapachem piwa, które Cora wylewa na głowę mężczyzny. 

Całkiem możliwe, że gdyby nie przedziwne ciągoty dziewczyny do pomagania absolutnie wszystkim, Rome nigdy nie zdołałby jej do siebie przekonać. Jak można się domyślić, stało się inaczej... Co z tego wynikło? Jeśli jesteście ciekawi, sami będziecie się musieli przekonać. Jakkolwiek „nijaka” wydaje mi się ta pozycja, zaliczam ją mimo wszystko do tej kategorii „udane”, a nie „kompletne dno”. 

Niemniej jednak pozwolę sobie pomarudzić, w końcu nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła. Zacznę od tego, że jak dla mnie znajomość poprzednich książek pozwoliłaby mi na lepsze wczucie się, zrozumienie i być może polubienie bohaterów. Nie tylko tych czołowych, a również pobocznych. Nie mogę powiedzieć, by autorka rzucała zagadkami, ale niekiedy odnosiłam wrażenie, że wypowiadane przez bohaterów słowa czy myśli mają swoje drugie dno. Dno, którego należałoby szukać w którejś z poprzednich części. Myślę, że to bardzo utrudniło mi odbiór całości. Nie mam wrażenia, że znam tych bohaterów. Są dla mnie zwyczajnie tekturowi. Głupota może i nie bije od nich na kilometr, stanowczo spotykałam się już z gorszymi kreacjami, ale też bardzo szybko dali mi do zrozumienia, że bez większej niż zazwyczaj dawki dystansu, niekoniecznie będę wstanie skończyć tę książkę. Nie mówiąc już nawet o pozytywnej ocenie. 

Pani  Crownower zdecydowała się na pierwszoosobową narracje prowadzoną z dwóch perspektyw.  Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że w ogóle nie widać większej różnicy pomiędzy głosem Cory, a Rome'a. Nie pojmuje dlaczego autorzy decydują się na podobne zabiegi, ewidentnie pod tym względem sobie nie radząc... 

Podsumowując; „Niepokornemu” zabrakło kilku istotnych rzeczy. Myśląc o tej książce mam przed oczami prostą, spokojną linie, która na żadnym odcinku specjalnie się nie unosi, ale też, na szczęście, nie opada nazbyt nisko. Niby wszystko było, tyle, że potraktowane po macoszemu. Począwszy od kreacji ex żołnierza z problemami, przez relacje bohaterów z otoczeniem i sobą nawzajem, na samej Corze kończąc. Może to efekt nieznajomości wcześniejszych tomów? Być może. 

Bardzo długo się zastanawiałam nad oceną Niepokornego. Książka mnie nie porwała, widzę w niej od groma wad, ale z drugiej strony jest też po prostu krótka, co akurat w tym przypadku stanowi zaletę. Czyta się ją szybko, wszelkie te wady da się zignorować i choć na chwilę wyłączyć, a przecież nikt nigdy nie mówił, że cała ta historia ma mieć jakieś głębsze przesłanie. Nie wciąga, ale też specjalnie nie nudzi i z całą pewnością skrywa potencjał. Może część druga spodoba mi się bardziej? Nie potrafię też zapomnieć, że nie czytałam poprzednich tomów. 

Sumując wszystko razem... moja ocena: 6/10. 

58 komentarzy:

  1. Jeśli chodzi o te romanse to mam z nimi wieczne problemy, ale i tak co jakiś czas sięgam po tego typu historie. Nie wiem czy ta książka wpisuje się w modny ostatnio gatunek Young Adult, ale okładka tak mi się z tym nurtem kojarzy i może powinnam się z jakąś taką historią zapoznać. Zastanawiam się też, kto wymyśla te tytułu :P "Niepokorny. Jego walka" jakoś tak pretensjonalnie brzmi, ale może czepiam się niepotrzebnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak już, New Adult, ale nie wiem, czy tu nie ma jakiegoś progu wiekowego (25 lat), a Rome ma bodajże 28, albo 27 ehm.. tak cóż... jedno z dwóch xD Ale jak najbardziej książka ma tego ducha NA. Co do tytułu to się zgodzę. Niepokorny, bo niby ma focha i ciągle pakuje się w kłopoty i część niego wciąż jest na wojnie (to bardziej moje domysły bo akurat ten wątek jest tak okrojony, że aż szkoda...), no a "Jego walka", bo niby próbuje się podnieść itd... Tak czy siak, dziwnie to brzmi xD

      Usuń
    2. New Adult, Young Adult, można się pogubić. Zastanawiam się też czy wiek bohatera jest jakąś sugestią do wieku czytelnika. W sensie, że czytelnik też powinien mieć nie więcej niż 25, żeby móc cieszyć się historią. Jeśli tak jest, to został mi rok na nadrobienie zaległości :P Trochę żartuję teraz, ale przy moim tempie czytania to New Adult będę poznawać na emeryturze.

      Cieszę się, że nie tylko mnie ten tytuł zgrzyta. Rozumiem teraz o co chodzi, ale mimo wszystko rozwala mnie ten "Niepokorny" :P

      Usuń
    3. Jak dla mnie za dużo jest tych "podkategorii" i rzeczywiście czasami ciężko się wyznać. I ja się nad tym samym zastanawiam jeśli idzie o NA. Mam 27 lat i oprócz NA w wykonaniu MIi Sheridan, do każdego inne autora mam jakieś większe "ale". Oczywiście są lepsze i gorsze książki, ale jak na razie tylko pani Sheridan stawia na realizm, a miłość w jej historii nie ratuje od razu całego świata i to w przeciągu kilku dni/tygodni. Podobno trzeba mieć dystans i pamiętać, że to fikcja, a nie literatura faktu. Tylko, dlaczego w taki razie głoszone jest, że tak wiele tytułów jest "życiowych" i "czegoś uczących"? Temat rzeka, najwyraźniej mam za dużo już lat xD Choć z drugiej strony są i starsi czytelnicy ode mnie i potrafią docenić i zachwycić się podobnymi historiami. Więc może to ze mną jest coś nie tak ^^ Któż to może wiedzieć hehe

      Wracając jeszcze do tytułu, to cóż, jest jaki jest, mnie on też nie pasuje. Szczególnie, że sugeruje coś poważnego, a dostajemy temat potraktowany po macoszemu. Bywa xD

      Usuń
    4. No to widać mamy podobny stosunek do tego wszystkiego, bo ja trochę też straciłam rachubę i gubię się w kwestiach YA, NA i co tam jeszcze, zastanawiając się czy to np. powieści młodzieżowe, od których aż tyle nie wymagam, czy jednak jakiś bardziej ambitne (przynajmniej z założenia) historie. Zapamiętam nazwisko Mii Sheridan i postaram się zapoznać z jej książkami, bo wypada chociaż trochę orientować się w gatunku, a jak zaczynać to od kogoś dobrego, żeby się nie zniechęcić.

      Usuń
    5. Recenzje jej książek są na blogu, nie pamiętam, czy już je czytałaś, ale przypominam, że nie ma ich jeszcze wydanych w naszym kraju. Trzeba czytać po angielsku :)

      Usuń
  2. Jeśli bohaterowie są ,,tekturowi,, to za bardzo nie chce mi się czytać takiej powieści, choć fabuła jest zachęcająca. Jeszcze się zastanowię nad tą powieścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z braku laku... to całkiem dobry wybór :) Ale jeśli masz bardziej pewne książki na półce, to ten tytuł lepiej zostawić na koniec, albo chwilę, gdy będzie ochota na coś naprawdę niezobowiązującego :)

      Usuń
  3. Pomimo wad, książka mnie zainteresowała i przy nadarzającej się okazji pewnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet taką książkę z wadami bym zaakceptowała;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Romanse to raczej nie moja bajka - nie potrafię docenić tego gatunku ;)
    Choć przyznaję, że postać ex-żołnierza może być bardzo ciekawa. Jednak jeżeli autorka decyduje się na narrację z perspektywy dwóch osób, a potem sobie nie radzi, to mnie nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz częściej sama odnoszę wrażenie, że moja miłość do romansów chyli się ku końcowi... A przynajmniej tego typu romanse, gdzie nie ma wielu innych wątków, coraz rzadziej mnie bawią.

      Usuń
  6. Słyszałam o tej książce, ale za nic w świecie nie mam ochoty jej poznać :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie za nic w świecie nie będę próbowała zmieniać Twojego zdania hehe xD

      Usuń
  7. Zdecydowanie wolę jak czytasz i recenzujesz gatunki mi bliższe :)) Czekam zatem na jakąś pozycję, która mnie porwie ^^
    PS. Rome to faktycznie tragiczne imię ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że "Bohaterowie umierają" mają największe szanse ci się spodobać xD Ale nie mam pojęcia kiedy zdołał przebrnąć przez to tomiszcze xD Wiesz, zasada ciężka książka, przez którą moja ręka świruje = baaardzo dobra książka, jak najbardziej się w tym przypadku sprawdza xD Przynajmniej do połowy, na której teraz jestem ;)

      Usuń
    2. A tak w ogóle, to i ja wolę pisać inne recenzje. Romanse są tak monotematyczne, że w większości przypadków w ogóle nie mam ochoty o nich pisać xD

      Usuń
    3. Prawda? Przyznam, że ciężko się powstrzymać od kopiuj/wklej. Bo w końcu one zawsze są w gruncie rzeczy tylko o mniej lub bardziej szczęśliwej miłości...

      Usuń
    4. Opis fabuły w recenzji to katorga -.- Co się dzieje? On poznaje ją i się w sobie zakochują. Ich miłość jednak napotyka przeszkody.... ble, ble, ble... Pozostaje mi jedynie się pastwić nad wadami takich powieści xD Stanowczo wolę romanse gdzie dzieje się jeszcze coś. COKOLWIEK...

      Usuń
    5. Najbardziej konstruktywne jest to "ble ble ble" w tym wszystkim ^^

      Usuń
  8. to ja raczej podziękuję. :)
    jakoś nie za bardzo ciągnie mnie do tego typu romansów. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba nie jest to książka dla mnie. Choć watek nieprzystosowania się do życia w cywilu mógł być ciekawy po Twojej opinii raczej mnie do niej nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ten wątek MÓGŁ być genialny, ale... no... mógł ;] Na tym się skończyło ^^

      Usuń
  10. Sama nie wiem, jakoś nie jestem przekonana :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy przeczytałam pierwszą część twojej recenzji byłam bardzo "napalona". Jednak określenie "nijaka" i dalszy tekst bardzo mnie zniechęciły. Dodatkowo jest to trylogia. :c
    Nie mówię, że nie przeczytam, bo jednak historia sama w sobie mnie ciekawi, ale nie będę też tej książki z utęsknieniem wypatrywać. :D
    ~Księżycowa Pani

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to odpowiednia lektura do autobusu. Zupełnie niezobowiązująca. No i chyba warto najpierw poznać resztę serii. Przynajmniej ja mam takie wrażenie.

      Usuń
    2. Tak, zacznę od pierwszej części... o ile w ogóle zacznę. :D
      ~Księżycowa Pani

      Usuń
  12. Ja za romansami nie przepadam, jednak czasami udaje mi się przez przypadek przeczytać całkiem dobrą lekturę z tego gatunku. Ta książka niespecjalnie mi się podoba, więc sobie odpuszczę. Może znajdę coś lepszego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie przepadasz za romansami i czytasz je sporadycznie, to Niepokorny raczej na pewno nie przypadłby Ci do gusty. Lepiej rzeczywiście poszukać czegoś lepszego, bo ta książka, mam wrażenie, jest kierowana do mniej wymagającego czytelnika.

      Usuń
  13. Słyszałam już nieco o tej książce i tylko utwierdziłam się dzięki Twojej recenzji, że to chyba nie dla mnie.
    No i... okładka też mnie nie przekonuje. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się połączenie szarości i czerwieni z tytułu, ale zdjęcie jest zwyczajnie tandetne. Można by się było odrobinę bardziej postarać.

      Usuń
  14. Może kiedyś się skuszę, choć twoja ocena jest dość surowa i to mnie jednak powstrzymuje;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na zwykły romans, 6 to całkiem dobrze :)

      Usuń
  15. Chyba podziękuję tej pozycji. Jakaś mi się (po Twojej opinii) wydaje spłycona i bardziej podchodząca pod obyczajówkę gdzie nic ciekawego się nie dzieje. Zostanę przy swoim fantasy i pozycjach, które ludzie wręcz wychwalają w niebiosa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod obyczajówkę absolutnie nie podchodzi (chyba, że wcześniejsze tomy zmieniają spojrzenie na tę historię, ale niestety tego określić nie mogę), ale zgodzę się, że historia jest spłycona. Pomysł był dobry i można z niego było zrobić coś może nie tyle oryginalnego, ale przynajmniej porywającego i ciekawego. Zamiast tego wyszło czytadło. Nie jest tragiczne, ale tylko czytadło.

      Usuń
  16. Tytuł jakiś taki...nie za bardzo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe.... No tytuł brzmi dziwne, zgadzam się ^^

      Usuń
  17. Od romansów wymagam bardzo wiele, byle historia ubrana w parę emocji i przedziwnych relacji mnie nie zadowoli. Nie lubię też czytać bez zachowania chronologii, ale pal licho to, z tym niekiedy daję sobie radę. Mimo to nie mam serca do tej historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dobrze... ^^ Gdyby Ci się spodobała, to byłabym naprawdę baaaaaaaaardzo zaskoczona xD

      Usuń
  18. 6 to całkiem przyzwoita ocena, ale jakoś nie ciągnie mnie do tej pozycji. Tekturowych bohaterów raczej bym nie zniosła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, 6 oznacza, że szału nie ma, ale tragedii również. Niemniej jeśli ma się coś lepszego na oku, to ten tytuł można sobie odpuścić. :)

      Usuń
  19. Kolejna pozycja, która czeka na mój czas :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, nic jej nie będzie jeśli poczeka jeszcze trochę ^^

      Usuń
  20. Ja po ostatnich przygodach z tym gatunkiem na razie się poddaję :) Czyta się te książki przyjemnie, ale schemat jest ciągle jeden, a pewne frazy brzmią co najmniej dziwnie. Podziwiam Cię, że zaczęłaś czytać od trzeciego tomu, ja bym chyba nie zaryzykowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja mam ostatnio, jak zawsze na jesień/zimę, jakiś taki romantyczny nastrój i ochotę na romantyczne historię, ale kurcze nie mogę znaleźć zbyt wiele pozycji, które zaspokoiłyby moje potrzeby. A NA samo w sobie mnie intryguje, Mia Sheridan dała mi też nadzieję, że książki z tego gatunku nie muszą być naiwne, nie muszą sprzedawać pięknie ubranych w słowa i gesty kłamstw, wiec szukam dalej. Niestety, jak na razie, bezowocnie.

      Usuń
  21. Jedno zerknięcie na okładkę i już wiem, że to książka nie dla mnie :) czytam Twoją recenzje i moje domysły się potwierdzają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż ^^ Coraz częściej myślę, że to też już, niestety, nie dla mnie ;)

      Usuń
  22. Niestety ta książka to nie mój gatunek ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Czytałam pierwszy tom, Buntownik, ale nie powalił mnie na kolana. Myślę, że nawet gdybyś znała całą serię, nie zmienilabyś oceny, to po prostu lekkie czytało, nic więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! W takim razie tym bardziej zmieniam zdanie co do kontynuowania tej serii. Coś mi się gust zmienił i nie ma chyba co z tym walczyć na siłę ^^ Tego typu romanse chyba zwyczajnie już mnie nie bawią. Smutne, ale trudno ;)

      Usuń