wtorek, 23 grudnia 2014

"Odnaleziona odwaga" Dragona Rock

Sięgając po „Odnalezioną odwagę” Dragony Rock byłam świadoma ryzyka jakie podejmuję. Romans paranormalny to taki gatunek, gdzie jeśli się nie uważa, bardzo łatwo można strzelić sobie w stopę. Nigdy nie ukrywałam jak bardzo uwielbiam książki tego typu, ale też nie zaprzeczałam stwierdzeniom takim jak to: że więcej w nim, niestety, słabych pozycji, niż tych naprawdę godnych polecenia. Zaczynając czytać byłam więc odpowiednio przygotowana i przezornie nie oczekiwałam niczego konkretnego. 

Lina, dwudziestosześcioletnia kobieta, po śmierci ukochanego psa załamuję się i trafia do szpitala psychiatrycznego. Dla normalnych ludzi ten powód może wydać się abstrakcyjny, ale nie dla Liny. Dziewczyna nie jest taka, jak inni, a zdiagnozowana schizofrenia to tylko początek długiej listy rzeczy, którymi różni się od rówieśników. W szpitalu poznaje Sabaru – psychologa kryminalnego. To jedno spotkanie zmienia całe dotychczasowe życie kobiety. Niegdyś wytykana palcami, nagle staje się obiektem adoracji. I wszystko byłoby jak w bajce, gdyby nie praca Sabaru, która właśnie teraz postanowiła go ścigać. Ktoś dybie na jego życie, a skoro Lina stała się tak ważną jego częścią, i ona jest w niebezpieczeństwie. Para wyjeżdża z miasta, by pod ochroną przyjaciół mężczyzny przeczekać najgorsze. Ale najgorsze jeszcze przed nimi, bo ani Sabaru, ani jego przyjaciele nie są zwykłymi ludźmi...

Uwielbiam romantyczne historie w których bohaterowie nie są w oczywisty sposób idealni, mają swoją przeszłość, noszą na barkach określony ciężar własnych przeżyć i emocjonalnego bagażu. Nie trudno się więc domyślić, że to właśnie choroba głównej bohaterki najmocniej zwróciła moją uwagę. Byłam ciekawa w jaki sposób autorka połączy motyw choroby psychicznej z miłością i paranormalnym światem. I muszę powiedzieć, że połączenie to samo w sobie nie było złe. Problem tej książki leży zupełnie gdzie indziej.  

Debiuty często charakteryzuje niedopracowanie oraz wyczuwalna w tekście niecierpliwość autora, który pragnie jak najszybciej opowiedzieć całą historię. W przypadku „Odnalezionej odwagi” nie było inaczej. O ile kwestiom uczucia pomiędzy bohaterami autorka daje te przysłowiowe „pięć minut”, tak wszystkie pozostałe wątki traktuje zwyczajnie po macoszemu, szczególnie te dotyczące ataku na Subaru. Równie dobrze bohaterowie mogliby wyjechać z miasta z czystego kaprysu, nie zrobiłoby to większej różnicy dla fabuły. 

Apropo miasta. Zupełnie nie wiadomo gdzie konkretnie dzieje się cała akcja. Imiona i nazwiska bohaterów, jak Subaru Soldat czy Usako, sugerują wprawdzie jakieś japońskie terytoria, ale mamy do tego Linę i  jej matkę Lilianę czy siostrę Will. Pomieszanie z poplątaniem. Lina mieszka w bloku, je na obiad kluski śląskie, ale jej ojciec ma na imię Kris. No więc gdzie to wszystko się dzieje? W alternatywnej rzeczywistości? Nie mam pojęcia, ale bardzo mi to przeszkadzało podczas czytania. 

Kreacja samych bohaterów również niespecjalnie się udała. Wydają się płascy i niedopracowani, wręcz niekiedy niemalże odbici od kalki. O ile jeszcze Lina i jej choroba, stosunki z rodzicami i otoczeniem są czytelnikowi choć trochę przybliżone, tak o reszcie bohaterów nie można powiedzieć tego samego. W rezultacie wszyscy wyszli na swoiste karykatury. Subaru, choć z początku tajemniczy, względnie szybko staje się zwyczajnie ciapowaty i dziecinny. O męskości nie ma tu większej mowy. Z jednej strony jest agresywny i zaborczy, z drugiej stanowi przesłodzony ideał, powtarzając linie co pięć minut jaka to jest piękna, silna, mądra, inteligentna i odważna. No i seksowna, oczywiście. 

Pozostał mi jeszcze styl, nad którym powinnam się pobestwić. Zacznę od tego, że czytałam już gorsze teksty, co nie znaczy, że w przypadku „Odnalezionej odwagi” jest chociażby dobrze. Opisy nie porywają i są raczej proste, pozbawione ozdobników, a jeżeli już, to raczej nietrafionych. Dodatkowo takie zwroty jak: „Co mu bije?” osobiście mnie rażą. Tak samo jak nagminne zdrobnienia: „Linuś”, aż chce się dosłownie przewrócić oczami... Następnie w kolejce są dialogi. Oprócz kilku wyjątków, w większości są sztuczne i nacechowane przesadnym dramatyzmem. 

Ach, zapomniałabym o obecnych w książce wątkach erotycznych. Mogłabym przytoczyć tu te same zarzuty co w przypadku wielu innych spraw. Te sceny są sztuczne, mdłe i kompletnie pozbawione tego, co sceny erotyczne mieć powinny. Gorąco mi się robiło chyba tylko od nagminnego  przewracania oczami. 

Podsumowując; „Odnaleziona odwaga” Dragony Rock, to historia, której potencjał został niestety zaprzepaszczony. Autorka wybrała dla siebie dość ciężki temat i choć poległa pod względem technicznym, to jednak należy jej się uznanie za odwagę. Osoby na co dzień walczące z chorobami, nie tylko psychicznymi, bardzo często wychodzą z założenia, że normalne życie, miłość, świetlana przyszłość – to wszystko nie dla nich. I ciężko ich przekonać, że jest inaczej, kiedy z każdej strony świat krzyczy o znaczeniu idealności, piękna itp. Czytając tę książkę odniosłam wrażenie, że autorka próbowała się tą historią temu przeciwstawić. Na swój własny sposób pokazać, że absolutnie każdy jest wart szalonej, romantycznej miłości. Myślę jednak, że zbyt szybko wzięła na siebie zbyt wiele, ale jeśli się nie zrazi i będzie pracować nad swoim warsztatem, następna jej książka może być już o wiele, wiele lepsza. 

Moja ocena: 3/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Psychoskok. 
Książka bierze również udział w wyzwaniu Czytam Fantastykę II

----

Jako, że nigdy nie byłam zbyt dobra w składaniu życzeń, ograniczę się do życzenia Wam wszystkim Wesołych Świąt i wielu wymarzonych książek pod choinką! :)




52 komentarze:

  1. Książka raczej nie dla mnie. Wszystkiego co najlepsze, dużo radości, spokoju i wyciszenia na Święta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie namawiam ^^ I dziękuję, nawzajem :)

      Usuń
  2. Romans paranormalny...Nie mój gatunek.Poza tym widzę, że książka nie jest wspaniała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie nie ma się nad czym nawet zastanawiać ^^

      Usuń
  3. Takich książek jest ogrom ;< czuje się niesamowity potencjał, który został pogrzebany przez samego autora. Szkoda... Ale może rzeczywiście sięgnę, sama porozmyślam nad utraconym potencjałem tej książki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety masz racje, pełno takich książek na naszym rynku. A jeśli masz ochotę, to czytaj :D Wiesz, sam fakt, że byłam wstanie doczytać do końca, daje mi nadzieję, że z autorki coś jeszcze będzie. Po prostu, moim zdaniem, zajęła się publikowaniem swojej książki zbyt wcześnie. Ale ma wyobraźnie. To techniczna strona kuleje. Chętnie poczytałabym o Twoich spostrzeżeniach :)

      Usuń
  4. Nie, nie.. choćby nie wiem co, nie sięgnę. Mam na razie pod rękę "Piątą falę" (wreszcie!), więc... wybacz. Aż tak zdesperowana chyba nigdy nie będę, żeby czytać tak słąbe powieści. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla "Piątej fali" jestem wstanie wybaczyć wszystko xD :D

      Usuń
  5. Przynajmniej już wiem czego nie czytać;) Tak, ten gatunek ma to do siebie, że większość pozycji jest jakościowo gorszą kopią każdej kolejnej. Perełek jest mało ale nie można się poddawać ;)

    pokolenie-zaczytanych.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja unikam takich książek, więc i tak bym się nie skusiła...

    OdpowiedzUsuń
  7. Na razie podziękuję za tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Po przeżyciach ze "Zmierzchem", romans paranormalny odstawiłam już dobry czas temu. Po recenzji tej książki widzę, że nie ma po co wracać do tego gatunku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, Zmierzch uczynił dla gatunku wiele dobrego, bo go rozruszał, ale i złego, gdyż ludzie widzą go w pryzmacie własnie zmierzchu. Ale Paranormal Romans to nie tylko Zmierzch, a schematy z tej historii, nie są, wbrew ogólnemu uznaniu, wpisane w gatunek ;)

      Usuń
  9. Lubię ten gatunek, ale na tą książkę jakoś nie mam ochoty.

    OdpowiedzUsuń
  10. Życzenia świąteczne zawsze najlepiej składać osobiście, jednak ponieważ nie mam takiej możliwości, postanowiłam zrezygnować z oklepanych formułek i dla wszystkich moli książkowych przygotować w tym roku coś specjalnego :). Zapraszam na mojego bloga, na którym znajdziesz filmik, który możesz potraktować jako kartkę świąteczną w wersji deluxe ;). Mam nadzieję, że Ci się spodoba i WESOŁYCH ŚWIĄT! :)
    Pozdrawiam,
    Esa

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda, że książka wypadła tak słabo, bo opis był obiecujący :c Ja też lubię ten gatunek i smutne jest to, jaki jest poziom większości romansów paranormalnych.

    Pozdrawiam,
    Alpaka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne to smutne, ale ja w kościach czuje, że w końcu ten gatunek się odrodzi i w końcu przestanie być kojarzony tylko z tymi słabymi pozycjami. Wystarczy tylko cierpliwie poczekać i nie porzucać nadziei :)

      Usuń
  12. A jednak. Miałam mieszane uczucia co do tej książki i jak widać przeczucie mnie nie myliło. Ostatnio czytałam kilka takich przeciętnych tytułów i temu podziękuję..

    OdpowiedzUsuń
  13. Będę omijać :) Wesołych świąt! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe ok :) Dziękuję i nawzajem! :)

      Usuń
  14. Lina i Kris zajadający się kluskami śląskimi? No nieźle, nie dziwię się, że Ci to przeszkadzało. Niby drobnostka, ale też nie lubię kiedy nie wiem gdzie rozgrywa się akcja i kiedy pojawiają się jakieś takie niepasujące elementy (jak Usako i Liliana).

    Nie będę czytać tej książki, ale przyznam, że wątek choroby psychicznej rzeczywiście jest odważny i ciekawy. Gdyby tylko reszta wypadła lepiej, to kto wie czy nie skusiłabym się na "Odnalezioną odwagę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątek psychologiczny był z pewnością najmocniejszą częścią całości. Lina można w oczach wielu ludzi wypaść na dramatyzującą nastolatkę, która ma tak naprawdę 26 lat, ale nie można zapominać, że ona jest chora i dla niej świat i rzeczywistość, a także relacje międzyludzkie wyglądają inaczej. Niepewność siebie, niskie poczucie własnej wartości, chorobliwa wręcz zależność od rodziców... Paradoksalnie to wszystko było w tej książce naprawdę dobrze przedstawione. Gdyby nad całą historią posiedział dobry korektor i spróbował popracować z autorką przez kilka miesięcy, to mogłoby wyjść z tego coś naprawdę fajnego. No cóż ;)

      Usuń
    2. Przynajmniej to dobrze rokuje na przyszłość dla Dragony Rock. Skoro ma ciekawe pomysły i niektóre z nich potrafi dobrze przedstawić i zaintrygować nimi czytelnika, to jest nadzieja, że kolejne książki będą lepsze :)

      Usuń
  15. Oj szkoda, że w tym wypadku nie wyszło najlepiej, szkoda, że Cię zniesmaczyła, ale mam nadzieję, że innym debiutom będziesz dawała jeszcze szansę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałabym, że mnie zniesmaczyła. Naprawdę czytałam gorsze teksty. Tu przynajmniej dostrzegałam potencjał i byłam zaciekawiona losami bohaterki. Problem w technice i konstrukcji, ale wyobraźni jej akurat nie brakuje, a względy psychologiczne również nie są wzięte z kosmosu...

      A szansę debiutantom będę dawać, od czasu do czasu ^^

      Usuń
  16. Romans paranormalny to gatunek, przed którym uciekam, gdzie pieprz rośnie :) Chociaż przyznam, jak przeczytałam o chorobie psychicznej, to poczułam się zaciekawiona, lecz kolejne zdania już spokojnie to zaciekawienie zmyły...
    Nienawidzę zmarnowanego potencjału - jest gorszy, niż jego brak :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem, czy gorszy... Zależy jak na to patrzeć. gdyby nie ten potencjał, raczej przeżywałabym katorgi próbując tę książkę skończyć, więc akurat tutaj był to plus, bo mimo wszystko przeczytałam ją na 2 razy. Z drugiej strony jak sobie pomyślę, co mogłoby wyjść z tej historii przy porządnym warsztacie i ponownym przemyśleniu kilku wątków... to wtedy tak, masz racje xD

      Usuń
  17. A ta okładka jest taka ładna... XD
    Wszystkiego najlepszego. :3
    ~Księżycowa Pani

    OdpowiedzUsuń
  18. Ah te debiuty :) Chociaż przyznam, że ja dzisiaj wystawiłam recenzję autora, którego kompletnie nie znam i choć to jego druga książka, to jednak wciąż jest tzw. "świeżakiem" i co? Zachwycił mnie :) I aby tego było mało wydał w Warszawskiej Firmie Wydawniczej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ogromnie ciekawa tej recenzji, więc uciekam ją przeczytać ^^

      Usuń
  19. ten debiut słaby ale znam z tego wydawnictwa kilka udanych ciekawych debiutantów -
    przykłady

    http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/2014/08/pak-szkaratnej-rozy-tadeusz-saek.html
    http://www.poprostuksiazki.eu/2014/11/nina-prawdziwa-historia-ewelina.html
    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/223493/losos-norwesko-chinski

    a i takie słabe książki są i też ciekawe warto dawać szanse - debiutantom

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pąk szkarłatnej róży ciekawi mnie od dawna i niedługo się za niego zabiorę :) A debiutantom owszem, należy dawać szanse, w końcu wszyscy nasi ulubieni autorzy wypłynęli, bo właśnie ktoś im tę szansę dał :)

      Usuń
  20. Eh, skądś to znam... te prymitywne sceny łóżkowe, przesadne, nieskładne i bezcelowe dialogi, których w normalnym życiu się nie używa...Sama przez to przechodzę, więc łączę się z Tobą w narzekaniu. Wychodzi na to, że nie warto sięgać po "Odnalezioną odwagę", bo odnajdę w niej to samo co w cyklu "Sookie Stackahouse".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie porównałabym Odnalezionej odwagi do Sookie... to wciąż dwie, zupełnie inne bajki ;)

      Usuń
    2. Chodzi mi bardziej o ten 'zaprzepaszczony potencjał'. Bo pomysł jest fajny, jednak wykonanie, całkiem kiepskie.

      Usuń
  21. Tak niska ocena mówi mi, że nie ma czego żałować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żałować jest czego, bo historia miała w sobie potencjał :)

      Usuń
  22. Po twojej recenzji, nie żałuję, że nie przeczytałam :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż... ;) Również pozdrawiam :)

      Usuń
  23. o książce jeszcze nie słyszałam i się nie dziwię. :)
    raczej sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  24. Pierwszy raz spotykam się z tym tytułem. Szkoda, że książka jest słaba, bo sam pomysł jest ciekawy i trochę innych o większości paranormal romance. Tym razem jednak nie będę jej szukać.

    OdpowiedzUsuń
  25. Masz racje, to nie jest historia typowego PR. Naprawdę szkoda, że tak bardzo niedopracowana.

    OdpowiedzUsuń