wtorek, 20 stycznia 2015

"Neva" Sara Grant

„Neva” Sary Grant trafiła do mnie stosunkowo niedawno, jednak  moją uwagę zwróciła już latem, gdy pierwszy raz poszukiwałam dystopijnych/antyutopijnych powieści. Przyciągnęła mnie okładka, plus całkiem intrygujący opis, tylko intuicja nie mogła się zdecydować, czy mnie do tej książki namawiać, czy raczej od niej odwodzić. Więc zwlekałam, aż książka niemal sama wpadła do koszyka zakupowego. 

Tytułowa Neva wychowuje się w miejscu otoczonym kopułą chroniącą ludzi przed zewnętrznym światem. Zamknięta w niej społeczność tworzy swoje własne prawa i obowiązki. Ludzie są do siebie tak podobni fizycznie, że ci, którzy pragną choć trochę się wyróżniać, potrzebują tatuaży, jakichś znaków szczególnych na swoich ciałach. Podczas gdy w normalnym świecie dorośli chronią młodzież przed zgubnym pociągiem fizycznym, tutaj się do niego zachęca i kusi. Nie bez przyczyny.  Rodzi się bowiem mało dzieci, a społeczeństwo zaczyna wymierać. Brakuje wszystkiego, choć rząd skrzętnie próbuje to ukrywać.

Grupa przyjaciół postanawia się zbuntować. Wymyślają chwytliwe hasło zarzucające władzom okłamywanie obywateli, po czym wypisują go farbą gdzie tylko się da. Od tego zaczynają się problemy. Nie można bowiem bezkarnie się buntować. Ludzie znikają, gdy to robią. Neva ma ich całą listę, a numerem 1 jest na niej jej własna babcia. Wcześniej zgrana paczka przyjaciół zaczyna się wykruszać, a Neva stoi gdzieś po środku tego wszystkiego, próbując zrozumieć własne uczucia. A te są skomplikowane. Z jednej strony Ethan, jej chłopak, z drugiej Braydon, chłopak jej najlepszej przyjaciółki Sanny, który całuje ją „przypadkiem”, albo „przez pomyłkę”, burząc tym samym zarówno swój jak i Nevy związek. 

Książka ma zaledwie 319 stron, mogłabym ją przeczytać w trzy, góra cztery godziny, a jednak męczyłam ją jakieś dwa tygodnie. Pani Grant pisze w pierwszej osobie w dodatku w czasie teraźniejszym, co w ogóle mi się nie podobało. Czytało się dość opornie i wszystko zdawało się albo melodramatyczne, albo sztuczne. Owszem, jest wiele gorszych stylowo tekstów. Nie zmienia to jednak faktu, iż „Neva” zwyczajnie mnie wynudziła. Wręcz się cieszyłam, gdy dotarłam do końca. 

Sądziłam kiedyś, że najgorzej jest wtedy, gdy książka ewidentnie nam się nie podoba. Kiedy nie dość, że jest coś nie tak z bohaterami, działającymi nam na nerwy, to jeszcze fabuła kuleje, nie wspominając już o koszmarnym stylu autora, tak zupełnie na dokładkę. „Neva” Sary Grant uświadomiła mi błędność tego zdania. Gorzej jest, kiedy książka nie wzbudza w nas absolutnie żadnych emocji poza ulgą, gdy dociera się do ostatniej strony i w końcu można ją odłożyć na półkę i o niej zapomnieć. Zapomnieć nie dlatego, bo tak właśnie chcemy, bo czujemy, że nie jest wprost warta naszej pamięci, a przez to, że nie ma w niej absolutnie nic, co pozwoliłoby nam pamiętać. Zła książka ma ostry wyrazisty kolor zawodu. Nijaka książka jest przeźroczysta, niewyraźna, zlewająca się z tłem, jakiekolwiek by ono nie było. Dla mnie „Neva” właśnie taka jest. Nijaka. Bez wyrazu. Założę się, że za miesiąc nie będę pamiętać nawet imion bohaterów, oprócz tej tytułowej. Albo nawet i nie to. 

Banał, przewidywalność plus patetyczność podrasowana kilkoma wyniosłymi stwierdzeniami, mającymi za zadanie porazić czytelnika dojrzałością bohaterów. Tragizmem ich sytuacji itp… Na mnie w ogóle to nie podziałało. Co najwyżej zmusiło do nagminnego ćwiczenia gałek ocznych w przewracaniu oczami. 

Podsumowując; niestety nie mam zbyt wiele dobrego do powiedzenia o tej książce. „Neva” Sary Grant ma piękną okładkę i to chyba tyle. Cała reszta jest nudna i przedramatyzowana. Nie ma w niej absolutnie nic, co byłoby warte zapamiętania. Nie wywarła na mnie żadnych emocji oprócz oczywistego znużenia. Pomysł nie był może zły, ale z pewnością zaprzepaszczony. Wszystko dzieje się tam za szybko, przez co brakuje wyrazistości tym nielicznym wydarzeniom, które prowadzą nas od punktu A do punktu Z. Być może kiedyś, w chwili premiery, gdy gatunek dopiero powoli się odradzał, to było coś. Dzisiaj jednak, na tle innych podobnych gatunkowo powieści, „Neva” w mojej ocenie jest całkiem blisko dna. 

Moja ocena: 4/10 

Książka bierze udział w wyzwaniach: Kiedyś przeczytamCzytam Fantastykę IIIOkładkowe Love oraz Książkowe wyzwanie 2015 - 13. W tytule jest imię 

70 komentarzy:

  1. Szkoda, że książka tak mocno cię rozczarowała. Dotychczas czytałam na jej temat w miarę pochlebne recenzje, ale, jak widać po Twojej recenzji, pojawiają się też pewne niedociągnięcia i mankamenty. W takim razie bez żalu odpuszczam sobie tę pozycję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też kiedyś wpadłam na tę książkę i byłam jej ciekawa. Pomysł na fabułę wydaje się ciekawy więc szkoda, że tak słabo wypadła. Na pewno skorzystam z rady i po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo Ci dziękuję za jak zwykle chłodne spojrzenie na książkę. Mnie już ta okładka skusiła i jakaś recenzja na blogu osoby, która tak chłodnego osądu nie ma ;) Ustrzegłaś mnie przed nudą.
    PS. Wyzwanie zacząć czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zjadam Skarpety20 stycznia 2015 11:16

    Chyba pierwszy raz słyszę o tej książce, bo nie przypominam sobie, bym wcześniej coś o niej czytała - i nie zapowiada się na to, bym chciała ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mówię ostatecznie nie, bo wiadomo każdemu podoba się coś innego, a lubię wchodzić w historie dystopijne, chociaż na pewno nie sięgnę po nią tak szybko jak zamierzałam wcześniej

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdzieś mignęła mi ta książka w księgarni. Dobrze, że nie kupiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kasia Jabłońska20 stycznia 2015 14:19

    Lubię tego typu książki, ale za tą chyba podziękuję;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Skoro piszesz, że taka straszna, to nie będę jej nawet szukać. Wystarczy już tej banalności ze strony literatury młodzieżowej bądź dystopii.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nawet nie słyszałam o tej książce... Jednak twoje recenzja nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaczytana bez pamięci20 stycznia 2015 15:05

    Raczej sobie odpuszczę tę książkę...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ooo... to ja już na pewno nie sięgnę;p

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedyś widywałam ją bardzo często, lecz nigdy nie zainteresowała mnie tak, by ją przeczytać, ba! by dowiedzieć się o niej cokolwiek nowego, by chociaż przeczytać opis. Dzięki twojej recenzji nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie ciągnie mnie do tej książki. Chociaż kiedyś, kiedy pełno było jej na blogach, w jakiś tam sposób na mnie oddziaływała. Jednak fabuła, ponownie wizja trójkąta miłosnego, i przedziwne motywy w ogóle mnie nie zachęcają, już nie wspomnę nijakości powieści. Podziękuję za ten tytuł, wystraczy mi męka ze "Splatanym warkoczem Bereniki".

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś miałam ochotę sięgnąć po tę książkę. Wydaje mi się, że to było jakoś na początku tej mody na antyutopie i nastoletnie dziewczyny wywołujące rewolucje. W każdym razie pamiętam, że chciałam "Nevę" poznać. Jak dobrze, że ostatecznie zapomniałam o tej książce. Współczuję kiepskiej lektury. Chyba ja też muszę zacząć trzymać kciuki :D

    OdpowiedzUsuń
  15. To mnie zasmuciłaś...Mam książkę w domu i teraz żal czytać i żal nie przeczytać :/

    OdpowiedzUsuń
  16. Szkoda, że książka odznacza się tylko okładką, planowałam ją przeczytać, teraz chyba odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Banalnych i patetycznych ksiażek nie znoszę, więc nawet nie planuję się koło niej zakręcić, mimo że nie miałam nawet pojęcia o jej istnieniu ^^ Tym lepiej dla mnie ^^

    OdpowiedzUsuń
  18. Ech... Nie, nie i jeszcze raz nie ;)
    Ale i tak by mnie nie zainteresowała :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Trochę za słabo oceniasz, żebym się wzięła. Ostatnio nawet na genialne książki nie mam czasu :/

    OdpowiedzUsuń
  20. Wiesz, może po prostu oczekiwałam po niej czegoś więcej i dlatego tak mocno mnie zawiodła. Być może młodszym czytelnikom bardziej przepadłaby do gustu. Ja też przeważnie trafiałam na pozytywne recenzje i prawdę mówiąc nie do końca wiem skąd się one wzięły. Bohaterowie są papierowi, wątek romantyczny tandetny, rzeczy, które niby miały zaskakiwać, zaskakiwały tylko bohaterów, bo czytelnik wszystkie wcześniej się domyśla, a zakończenie przewidywalne. Potrzebuję choć trochę nieprzewidywalności w swoich lekturach, nic na to nie poradzę :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Pomysł nie był zły, nawet to, co jest w tej książce nie byłoby złe, gdyby nad tym popracować. Całość ma tylko 319 stron, ale jakby rozbudować kilka wątków, zagłębić się w paru aspektach, przez co liczba stron zwiększyłaby się nawet do tych 450-500, byłoby lepiej. Może nawet bardzo dobrze. A tak? Miałam wrażenie, że czytam zaledwie jakiś szkic czegoś większego. Jedna scena przechodzi w drugą w pozornym porządku, ale to tak, jakbym dostawała same streszczenia. Bardzo mi się nie podobało to uczucie przy czytaniu.

    OdpowiedzUsuń
  22. Oj, zabieram się za wyzwanie zabieram :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Myślę, że to takie czytadło na moment, kiedy się naprawdę nie ma czegoś innego. A to chyba rzadko się zdarza. Przynajmniej mnie xD

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja też bardzo lubię powieści dystopijne i ta nie ma najgorszego pomysły tylko, że miałam wrażenie jakbym czytała streszczenie. Za mało stron za dużo bredzenia o niczym, zamiast się skupić na konkretnych rzeczach. I ta irytująca rzecz ze sztucznym zaskoczeniem, kiedy to absolutnie wszyscy się wszystkiego domyślili tylko nie bohaterowie książki. Okropieństwo. Ale masz racje, każdy ma inny gust i nie warto tak po prostu skreślać książek. Ja liczyłam na coś lepszego po tych wszystkich zachwalających opiniach i całkowicie się zawiodłam, ale nie jest powiedziane, że Ty odbierzesz Neve tak samo :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ta okładka przyciąga wzrok :D Szkoda, że jej wnętrze nie porywa w takim samym stopniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. I ja je lubię, niestety Neva nie spełniła nawet minimum moich oczekiwań. Szkoda :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Dokładnie! Uwielbiam literaturę młodzieżową, ponownie się do niej przekonała, ale niekiedy krew się we mnie gotuje, kiedy autorzy zdają sie traktować swoich czytelników jak półgłówków niezdolnych domyślić się czegokolwiek. Czytając Neve tylko główna bohaterka nie wie, co za chwilę się stanie xD

    OdpowiedzUsuń
  28. Bo też raczej nie miałam do czego zachęcić... Co najwyżej do pięknej okładki na swojej półce ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ooo... Myślę, że by Ci się na pewno nie podobała, wiec dobrze robisz xD

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja ogólnie nie znoszę trójkątów, ale ten tutaj to był już naprawdę tragiczny i te melodramatyczne sceny między nimi... Brakowało tylko, by dostawali orgazmów na swój widok -.- . Gdyby akurat Tobie spodobałaby się ta książka to naprawę bym się zdziwiła xD

    OdpowiedzUsuń
  31. No na początku może i ta książka się podobała, bo ludzie nie mieli jej do czego porównać. Była czymś nowym. Teraz jednak, gdy ja mam za sobą już kilka fenomenalnych tytułów, to, co reprezentuje sobą Neva jest tragicznie słabe i niedopracowane. Bohaterowie są papierowi, wątek romantyczny tandetny, rzeczy, które niby miały zaskakiwać, zaskakiwały tylko bohaterów, bo czytelnik wszystkiego wcześniej się domyśla, a zakończenie przewidywalne.


    Kciuki są zawsze mile widziane :D Przez te wszystkie Wasze kciuki odnośnie mojej sesji jakimś cudem jadę na samych 4 xD Jeszcze jeden egzamin w sobotę i będę wolna :D Przynajmniej do następnej sesji ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Poczekaj na czas, kiedy będziesz miała ochotę na coś zupełnie niezobowiązującego. Może wtedy wrażenia po niej będą lepsze nić te moje :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja zazwyczaj też zauważam u mnie pewną zależność, wszystko zależy też od tego, kiedy sięgnę po książkę, czasem mam wrażenie, że raz odbiorę ją całkowicie inaczej. Kiedy czytasz przez pewien czas słabe książki, to jedne wydają Ci się lepsze od drugich i zaczynasz je lepiej oceniać, a jak czytasz same dobre to jedna słabsza może okazać się kompletnym fiaskiem. Ale jak tylko trafi w moje ręce to zobaczymy jak to będzie:)

    OdpowiedzUsuń
  34. No szkoda, szkoda. Szczególnie, że pomysł nie jest zły, a autorka potrafi jako tako pisać. Wystarczyłoby choć trochę popracować nad fabułą, by nie była tak przewidywalna.

    OdpowiedzUsuń
  35. W takim razie będę wyczekiwać Twojej recenzji :)


    A tak poza tym, zauważam u siebie tę samą zależność. Powinno się to chyba zaznaczać w recenzjach hehe Chociaż na Neve miałam ochotę. Na dystopie miałam ochotę. Nawet na romans miałam ochotę. Niestety nic w tej książce tej "ochoty" nie zaspokoiło xD

    OdpowiedzUsuń
  36. Sam fakt, że o jakiejś książce się zapomina, nie wróży jej zbyt dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. O tak... Twoja recenzja tej książki byłaby genialna :D Nie wiem, czy dałabyś jej chociaż 2 gwiazdki xD Byłoby w sumie zabawnie ^^

    OdpowiedzUsuń
  38. Rozumiem i absolutnie do niej nie namawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  39. Ja miałam tak z Dzikim sercem, czytałam ją od razu po przeczytaniu pierwszej części i rzuciłam ją w połowie w kąt, uznałam, że jest okropną kontynuacją, lecz po kilku tygodniach podeszłam do niej raz jeszcze i o wiele bardziej mi się podobała :) Trzeba wymyślić na to jakieś słowo :D

    OdpowiedzUsuń
  40. Te 4 gwiazdki to za pomysł, choć został zniszczony, to jednak miał potencjał i za to, że autorka potrafi jako tako pisać. Może dobrała zły czas, bo ten teraźniejszy w pierwszej osobie jest straszny, ale jednak to nie takie grafomaństwo, jak się to niekiedy zdarza. Skoro nie masz czasu na genialne ksiażki, o tej nawet nie myśl xD Oby z tym Twoim czasem się poprawiło! :)

    OdpowiedzUsuń
  41. O! To dobra wiadomość, bo byłam zmartwiona drugim tomem tej serii i mnie Krwawy szlak całkowicie porwał :D Dobrze, że za drugim razem było już lepiej :D


    Jestem za tym, by wymyślić jakieś określenie na to, ale prawdę mówiąc nie mam bladego pojęcia, jak to powinno brzmieć xD

    OdpowiedzUsuń
  42. Nietenczasus, bądź wrongtiming xD

    OdpowiedzUsuń
  43. No dobra to by było... "Poziom wrongtimingu - 2/10" gdzie 1 to super ochota na daną pozycję, a 10 kompletne zniechęcenie do czytania.


    Teraz jeszcze należy to opatentować xD

    OdpowiedzUsuń
  44. Chyba, aż zacznę stosować te słowo, szare komórki podczas sesji pracują na wyższych obrotach :D

    OdpowiedzUsuń
  45. U mnie sesja jest na finiszu więc ja powoli już nie myślę xD Możnaby ewentualnie zrobić trzy stopnie, żeby nie było wątpliwości WrongTiming/PerfectTiming/Fifty-Fifty xD

    OdpowiedzUsuń
  46. nadmierny dramatyzm chyba najbardziej mnie zraża, a okładka rzeczywiście ciekawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  47. O tak, nadmiernego dramatyzmu jest tu na pęczki -.-

    OdpowiedzUsuń
  48. Przepraszam, że to powiem, ale nienawidzę tej okładki, za każdym razem jak ją widzę czuję jakby mi ktoś oczy wypalał :P Jest straszna! I chyba między innymi przez to nie mam ochoty sięgnąć po książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  49. To zazdroszczę, u mnie dopiero się rozpoczyna :< O te trzy stopnie idealne!

    OdpowiedzUsuń
  50. No to trzymać za Ciebie kciuki, żeby sesja przeszła gładko :)


    No to ustalone :D Mamy trzy stopnie na naszym... ehm! czasomierzu? xD

    OdpowiedzUsuń
  51. Hehehe xD Nie musisz przepraszać, nie każdemu mu się podobać to samo :D

    OdpowiedzUsuń
  52. No cóż, jest wiele innych, ciekawszych książek, więc nic straconego :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Zazdroszczę! Ja co chwilę na nie ostatnio wpadam, eh... ;)

    OdpowiedzUsuń
  54. Mnie nie przeszkadzają trójkąty miłosne - o ile wątek nie jest banalny, bo te wszystkie trywialne, przesłodzone i infantylne podchody nie są warte funta kłaków. Nikłą ma szanse ta książka na to, żeby mi się spodobać, bardzo nikłą, ale spotkałam się z różnymi cudami, więc kto wie, kto wie... ;P :D

    OdpowiedzUsuń
  55. Cuda cudami, ale to byłby już istny koniec świata xD

    OdpowiedzUsuń
  56. Będę omijać tą książkę z daleka ;)

    OdpowiedzUsuń
  57. Pewnie tak, bo to był sam początek tej mody, a teraz wszelkie antyutopie chyba odchodzą w zapomnienie powoli, a wypierają je powieści NA i YA. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. Jeśli chodzi o "Nevę" to skutecznie wybiłaś mi z głowy czytanie tej książki, nawet na nią nie spojrzę :P


    To super, że tak dobrze idą Ci wszystkie egzaminy, byle tak dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  58. Cóż, odwodzić Cię od tego nie będę xD

    OdpowiedzUsuń
  59. Trzeba coś z Fifty-Fifty wymyślić, może HalfTiming :D Ciekawe czy jak teraz mam sesję i czytam takie przezaje..biste rzeczy w stylu warunkowanie w matlabie, to czy każda książka dla mnie teraz będzie arcydziełem? :D i będzie PerfectTimingiem?:D

    OdpowiedzUsuń
  60. teraz to już chyba za późno, aby poprawiać :)

    OdpowiedzUsuń
  61. Domyślam się, że po mojej recenzji napisałaby do mnie z wyrzutami sama autorka tegoż dzieła :D

    OdpowiedzUsuń
  62. Nie lubię książek ,które tak sie męczy... Nie sięgnę:(

    OdpowiedzUsuń
  63. Okej, okładka mi mówi, że ją czytałam, pamięć mówi, że jej nie pamięta, a LC pokazuje, że dałam jej 6/10. Masakra, co mi się kiedyś podobało xD

    OdpowiedzUsuń
  64. Oj, ja wolę nie przeglądać tego, co mówi LC, bo to idzie się załamać xD No, ale zmieniamy się cały czas, wiec nic dziwnego, że i nasze gusta ulegają zmianom. Z resztą, wszystko, co nowe, brzmi lepiej. Gdybym przeczytałam Neve chociaż rok wcześniej, pewnie podobałaby mi się bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  65. Nie popieram Twojej oceny, w7idać, że nie lubisz książej tego typu, więc po co piszesz?

    OdpowiedzUsuń
  66. Wręcz przeciwnie, gatunek bardzo lubię, co można zobaczyć po innych moich recenzjach. "Neva" była jednak dla mnie bardzo słaba. Jeśli myślisz inaczej, szanuję Twoje zdanie i nie zamierzam go podważać. Piszę o książkach, które czytam i czasem się trafiają słabsze. Dlaczego niby miałabym o nich nie pisać? Taki chyba jest cały zamysł recenzenta blogowego. Nie ma książek idealnych, a pisanie tylko i wyłączni eo takich wydaje mi się zwyczajnie bezsensowne ;)

    OdpowiedzUsuń