wtorek, 17 lutego 2015

"Łabędzi śpiew. Księga I" Robert McCammon

„Dawno, dawno temu uwikłaliśmy się w romans z ogniem…” – od tych słów rozpoczyna się „Łabędzi śpiew” Roberta McCammona. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to jedno zdanie stanowiło pewną obietnicę, którą autor złożył czytelnikom już na wstępie. Czy jej dotrzymał? 

Na Amerykę (i nie tylko) spadają bomby atomowe. Nie jest całkowicie jasne kto rozpoczął ten koszmar, ale jedno jest pewne – już nic, nigdy nie będzie takie samo jak wcześniej. 

To nie jest typowa postapokaliptyczna wizja zrujnowanego świata. Autor postanowił wpleść w fabułę odrobinę fantastyki, tak więc… Z ust martwego starca czarnoskóry zapaśnik słyszy dwa słowa: „chroń dziecko” i nie ma wątpliwości, o jakim dziecku mowa. Bezdomna kobieta nazywana Siostrą Nawiedzoną po znalezieniu pierścienia skrywającego w sobie tajemniczą moc, zostaje celem numer 1 dla obłąkanego stwora o tysiącu twarzy, chichoczącego złowieszczo na widok porozrywanych ciał. Młody chłopak ocalały z ruin potężnego bunkra, w towarzystwie pewnego pułkownika daje upust okrucieństwu, które jeszcze przed bombami dawało o sobie znać.

O „Łabędzim śpiewie” słyszałam wiele. Trochę trwało zanim książka do mnie trafiła, jednak z pewnością warto było na nią poczekać. Mimo obecnej w powieści fantastyki, która w wielu momentach wręcz wchodzi na pierwszy plan, odnosiłam często wrażenie, że to najbardziej realistyczna postapokaliptyczna historia, jaką miałam okazję czytać. Nie ma tu miejsca na sentymenty, ale też nie wszyscy od razu myślą tylko o sobie i swoim przetrwaniu. Są ludzie i ludzie, a każdy z nich stanowi odrębną jednostkę, która radzi sobie z rzeczywistością na swój własny sposób. 

Mimo, że powieść w oryginale ukazała się w roku moich urodzin, czyli 1987, w ogóle nie czuć tego w tekście czy samej historii. Przyznam się, że dopiero po skończeniu książki zabrałam się za oglądanie pierwszych stron, tych typowo informacyjnych i to, co odkryłam mnie nieco zszokowało. Przeczytałam wiele recenzji „Łabędziego śpiewu”, ale jakoś ten jeden, jak dla mnie bardzo istotny szczegół mi umknął. Wciąż nie mogę uwierzyć, że ten tekst ma tyle lat co ja, a jednak nadal jest na czasie. To chyba samo w sobie świadczy o talencie autora. 

Niestety, pomimo ogólnego zachwytu lekturą, nie dostałam absolutnie wszystkiego, na co liczyłam. Pomijając już nieco rozwlekły początek, ja po prostu nie potrafię w pełni wczuć się w książki, których „cel” nie jest jasno określony, bądź klaruje się bardzo powoli, by na koniec okazało się, że w pełni wyjaśni się dopiero w drugim tomie (albo i nie). Nie po raz pierwszy spotykam się z podobnym stylem prowadzenia fabuły, w końcu chociażby wielbiona przeze mnie "Piąta fala" Ricka Yanceya została napisana podobnie, a jednak "Łabędziemu śpiewowi" czegoś zabrakło. Nie umiem tego określić, ale to, co posklejało historię Yanceya, nie znalazło się w powieści MacCammona. Jakkolwiek więc podobał mi się klimat książki, czy jej bohaterowie, to jednak akcja zmierzająca do nieokreślonego „gdzieś tam”, odebrała całości przynajmniej jedną gwiazdkę. Dlaczego tak drastycznie? 

Przez tą niemalże formę luźnych opowiadań, nie umiałam w pełni wczuć się w bohaterów i ich sytuacje. Jasne, każdy z nich do czegoś dąży itd., ale jako całość? Do czego to wszystko prowadzi? Mogłam bohaterów docenić, wzbudzali we mnie wiele emocji, wszystko jednak działo się nie na tym poziomie, co powinno. I nawet to tajemnicze poczucie zagrożenia, tak cudownie wplecione w całą historię, nie miało szansy odsłonić swojego prawdziwego potencjału. Być może w drugim tomie będzie z tym lepiej? Oby. Inaczej to będzie, niestety, tylko bardzo dobra seria. 

Podsumowując; mimo, że Robert McCammon nie do końca spełnił wszystkie obietnice, to jednak zaprezentował się z naprawdę dobrej strony. Autora porównuje się do Stephena Kinga, żadnego z nich nie znam na tyle dobrze, by móc się do tego odnieść, niemniej jednak to McCammon wywołał u mnie niepokój i ciarki na plecach, a nie King. Być może „Łabędzi śpiew” po prostu mocniej wpasował się w moje gusta czytelnicze? Sami musicie to ocenić, do czego gorąco Was zachęcam! 

Moja ocena: 7/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: Kiedyś przeczytamCzytam opasłe tomiskaCzytam Fantastykę III oraz Książkowe wyzwanie 2015 - 11. Została wydana w roku moich urodzin → 1987

Przypominam również o konkursie :)

36 komentarzy:

  1. Ja bym bardzo chętnie przeczytała. Sam tytuł jest hipnotyzujący i oczywiście tematyka idealnie wpasowana w moje gusta ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, nigdy o tym nie słyszałam. I mimo ewentualnych niedociągnięć chętnie wzięłabym ją do ręki. Lubię historie postapokaliptyczne, choć jeszcze nie spotkałam się z książką, która wplotłaby w taką tematykę coś z fantastyki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam powieści tego autora, choć nie często sięgam po fantastykę - bardzo rzadko. Lubię jednak eksperymentować i doznawać nowych wrażeń, więc zanotuję sobie jego książkę gdyby naszła mnie ochota na coś nowego.
    ksiazkowyromans.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się książka ogromnie podobała. Tyle,że ja zaczęłam czytać dopiero, jak miałam obie części. W sumie ta książka była całością, tylko u nas tak ją rozdzielili. Chyba by mnie coś trafiło, gdybym nie mogła od razu czytać dalej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś czas temu sprawiłam sobie tą książkę, bo uwielbiam postapokaliptyczne historie, a i sama powieść zbierała bardzo pochlebne recenzje. Natomiast też nie wiedziałamże to książka z 1987 roku! Byłam pewna, że jest sprzed kilku lat najwyżej. Jeśli chodzi o Kinga to tutaj jest recenzja powieści, która podobno jest naprawdę genialna http://www.kacikzksiazka.pl/2015/02/bastion-stephen-king.html Nie miałam jeszcze okazji sprawdzić, ale na obie mam ochotę :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, ale jakoś mnie ta książka nie przekonała...

    OdpowiedzUsuń
  7. Kasia Jabłońska17 lutego 2015 19:20

    Na początku pomyślałam, ze to ksiażka nie dla mnie. Ale po twojej recenzji czuję się zainntrygowana:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet o tym nie slyszalam ☺ jak to się stało? I to porównanie do Kinga. Ciekawe ☺

    OdpowiedzUsuń
  9. Radosław Kowalski17 lutego 2015 20:15

    Lubię książki tego wydawcy, więc i z tą chętnie się zapoznam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tylko mi nie mów, że nie spełniła całkowicie Twoich oczekiwań. Bo dwa tomy spokojnie czekają na półce u mnie! Ale zapewne jak ja po nią sięgnę to mnie zachwyci, czuję to w końcach, może dlatego, że dawno już takiego gatunku nie czytałam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Poluję na tę serię od pewnego czasu, mam wielką ochotę, żeby się za nią zabrać. Na pewno w końcu mi się to uda, tylko jeszcze nie teraz. Choć Twoja recenzja z pewnością skróci czas oczekiwania :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak jak Ty widziałam już wiele recenzji tej książki - spora część z nich mocno mnie zachęciła. Prawdopodobnie już miałabym za sobą lekturę, gdyby nie fakt, że przeczytanie innej książki tego autora, "Magicznych lat", mocno mnie zniechęciło. Twoja opinia tez pokazuje, że to książka specyficzna i nie mam pewności, że mi się spodoba. Myślę jednak, że kiedyś próbę podejmę, bo kusi mnie wykreowany w "Łabędzim śpiewie" świat.

    OdpowiedzUsuń
  13. O, do eksperymentowania z fantastyką nadaje się idealnie, bo jest ona tutaj zaledwie dodatkiem :) Tak wiec polecam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiedziałam o tym! Teraz, to ma już jakiś sens, w sensie fabuła. A przynajmniej ma sens to, że pierwszy tom kończy się w nijaki sposób i generalnie wszystko jest jakby zawieszone w powietrzu. Dzięki za tę informacje, pocieszyłaś mnie :D Swoją drogą wydawnictwo chciało zarobić i pewnie mu się udało, ale przy okazji zrobiło książce krzywdę. Pierwszy tom ma świetne oceny, ale pewnie byłyby lepsze, gdyby powieść została wydana jako całość. No, cóż, muszę koniecznie zdobyć 2 tom :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Marzę o Bastionie Kinga od dawna. Przerażają mnie tylko jego gabaryty, moja ręka po kontuzji raczej nie poradzi sobie z ciężarem tej powieści. Kupiłam jakiś czas temu ebooka, ale wciąż nie mogę się za niego zabrać xD Wracając do Łabędziego śpiewu, wyjaśniło się, że ta seria nigdy serią nie była. To u nas podzielono powieść na dwie części i pewnie stąd te wszystkie mieszane uczucia we mnie. Tak więc jeśli chcesz się zabrać za tę książkę, to lepiej od razu przygotuj sobie drugi tom inaczej możesz być odrobinę zawiedziona, tak jak ja :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A nie wiem xD Ale to chyba nie do końca Twoje klimaty, choć myślę, że mogłoby Ci się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Już wiem dlaczego! Bo to u nas podzielili całość na dwie części! W oryginale to jedna książka, stąd te wszystkie nieścisłości i brak celu. To jeszcze nie jest moment, kiedy wszystko ma się ze sobą połączyć. Grrr! Popsuli mi zabawę! Jestem pewna, że książka Ci się spodoba, to całkowicie nasze klimaty, ale przygotuj sobie drugi tom, żeby od razu po niego sięgnąć inaczej możesz odczuć to samo, co ja. Ale przynajmniej już wiem dlaczego tak się stało :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tylko lepiej upoluj od razu dwa tomy, bo w oryginale to była jedna książka, co wyjaśnia dlaczego odczułam to, co odczułam. Inaczej się czyta serie, gdzie autor zaplanował podzielenie historii na kilka części, a inaczej, jak wydawnictwo zrobiło to za niego i to, moim zdaniem, nieudolnie -.-

    OdpowiedzUsuń
  19. Pisałam recenzję nie wiedząc, że w oryginale to jednotomowa powieść, któa została podzielona u nas przez wydawnictwo. To tłumaczy wiele z tych wszystkich minusów, które wymieniłam. "Magicznych lat" nie czytałam, wiec nie będę się wypowiadać,ale chyba masz racje. Autor pisze w specyficzny sposób, ale to raczej, jak dla mnie, pozytywna rzecz. Jednak nic na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeszcze przemyślę sprawę, bo nie jestem do końca przekonana do twórczości autora ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jasna sprawa, książka przeżyła prawie 28 lat, więc może trochę poczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Katarzyna Meres18 lutego 2015 14:25

    Hm, trochę mnie zachęciłaś, zaintrygowałaś, a z drugiej strony boję się rozczarowania, więc na razie chyba spasuję... :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Przyznam, że opis fabuły brzmi nieco chaotycznie ^^ Rzadko kiedy sięgam po książki postapokalitpczyne, więc nawet nie mam jak się odnieść do innych pozycji z tej tematyki. Przykładowo taki S.King napisał swego czasu książkę o zombie - "Komórka", która jest dla mnie totalną chałą. W tym wypadku zatem nietrudno o przebicie "Mistrza" ^^

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie mogę polecić osobiście "Bastionu", ale ostatnio tak się nakręciłam na tę historię, że przy najbliższych zakupach książkowych chyba ją sobie zafunduję. Fakt, gabaryty ta powieść ma niezłe, więc dobrze, że jednak te e-booki są :) Tak, słyszałam o tym właśnie, że u nas podzielono książkę na dwie części. Nieładna praktyka wydawnicza, bo nie przychodzi mi żadne inne wytłumaczenie poza zwiększeniem zysków. Chyba masz rację i muszę wyposażyć swoją biblioteczkę również w drugą książkę, żeby w razie czego móc natychmiast po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Będę miała na uwadze. Polskie wydawnictwa bardzo lubią tworzyć tomy, tam gdzie ich nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  26. Miałam kiedyś niezwykłą ochotę a tę książkę. Przypomniałaś mi :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam w planach czytelniczych :) Jednak wiesz jak to jest.. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Nic na siłę :) Wychodzi z resztą na to, że dopiero po 2 tomie moja opinia może być jakkolwiek przydatna ^^

    OdpowiedzUsuń
  29. Bo fabuła jest chaotyczna ^^

    OdpowiedzUsuń
  30. Skoro miałaś już na nią ochotę, to tym bardziej się cieszę, że Ci o niej przypomniałam :)

    OdpowiedzUsuń
  31. O tak, w planach czytelniczych mam prawie 280 książek. Ile z tego można przeczytać "w najbliższym czasie"? Raczej niewiele, wiec jak najbardziej rozumiem ^^

    OdpowiedzUsuń
  32. Mam na półce inną jego książkę, jak tylko przeczytam i mi się spodoba (w co nie wątpię), to zamierzam sięgnąć po ten tytuł. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. W takim razie czekam na wrażenia :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Jedna z wielu w kolejce do przeczytania. Ach ten czas.....

    OdpowiedzUsuń