piątek, 6 lutego 2015

"Kraniec nadziei" Rafał Dębski

„Kraniec nadziei” Rafała Dębskiego, to pierwszy tom trylogii „Rubieże imperium”, a zarazem moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Spotkanie, którego długo nie zapomnę, bo stanowiło zarówno intelektualne wyzwanie, jak i szalenie ekscytującą przygodę. 

Po raz kolejny czytana przeze mnie książka opowiada historię z dalekiej przyszłości. Świat został podzielony na dwoje. Mamy Cesarstwo i Republikę, dwa skrajne obozy, które nieprzerwanie toczą ze sobą wojny. Nie są to jednak wojny o ziemie. Nie. Tym razem ludzkość walczy z sobą o tereny w odległych obszarach galaktyki. Kosmos wciąż pozostaje potężny i niezmierzony, jednak już nie tak obcy. Przynajmniej do czasu. 

Kapitan Aidan Samuels, to mężczyzna o silnym charakterze, niewyparzonym języku i inteligencji, której można mu tylko zazdrościć. Jako dowódca niszczyciela „Sirene” jest zmuszony do wzięcia udziału w misji, której cel nijak nie zostaje wyjaśniony. Cesarska flota rusza w nieznane, napotykając na swej drodze nieprzyjaciela zdającego się realizować to samo zadanie. Tylko czym ów zadanie jest?

Niewątpliwym plusem tej historii są sami bohaterowie. Na pierwszy plan wysuwa się tu postać krnąbrnego kapitana, do którego zapałałam natychmiastową sympatią. To jednak nie jedyny bohater, którego słowa bywają ostre, dosadne i niejednokrotnie okraszone barwnymi ozdobnikami. Dębski po mistrzowsku nakreślił swoje postacie. Każdy z nich jest odrębną jednostką, którą się lubi, szanuje, bądź po prostu nie znosi, lecz nikogo nie można określić mianem bohatera papierowego czy przeźroczystego. Nie wspominając już nawet o łączących ich relacjach. A te, moi drodzy, to  genialna opowieść o ludziach, którzy przeszli wiele i doskonale znają swoje demony, choć nie zawsze i nie ze wszystkimi o nich rozmawiają. 

Autor nie tracił czasu/miejsca na żmudne budowanie świata od a do z. Realia życia bohaterów poznajemy na bieżąco, chłonąc te informacje zupełnie naturalnie. Nie jest to trudne. Mimo, że wybiegamy w daleką przyszłość, to jednak to, co zdaje się podstawą ludzkości, pozostało bez zmian. Wciąż pragniemy więcej niż mamy i jesteśmy zdolni zrobić wszystko, by to dostać. Tak powstają układy, układziki, ludzie mają mniejsze bądź większe tajemnice, a ci pozbawieni broni jaką są znajomości czy pieniądze, bywają wykorzystywani. W powstałym chaosie można jednak wyróżnić i tych, dla których honor i uczciwość nie są pojęciami archaicznymi. 

Styl autora charakteryzuje ciekawa kombinacja prostoty i wyszukanego słownictwa. Dębski doskonale manewruje słowem dostosowując go do bohatera, którego głosem akuratnie opowiada. A opowiada genialnie. Nawet fakt, iż książka kończy się w najgorszym momencie z możliwych nie starł z moich ust uśmiechu podczas czytania końcowego dialogu. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach postać kapitana Bernhardta, obywatela Republiki, zostanie nam przybliżona.

A teraz trochę pokręcę nosem. 

To, co zawsze ciągnęło mnie do fantastyki, to wolność jaką ten gatunek się charakteryzuje. Wszystko staje się możliwe, a granice wyznaczają sami autorzy. Bardzo długo za wyjątek uważałam science fiction. Wydawało mi się, że za dużo w niej nauki, twardych, niezłomnych zasad. Nie zdawałam sobie sprawy, że i tymi zasadami można się tak doskonale bawić. 

Rafał Dębski napisał powieść, w której nauka jest w samym centrum wydarzeń, będąc wręcz kolejnym, wielowarstwowym bohaterem. Należy najpierw poznać jego historię, psychikę i charakter, by być wstanie pojąć, a nawet przewidzieć jego zachowanie. Choć dla mnie ten aspekt był częściej fascynujący, to bywały również i męczące momenty. Fizyka raczej nigdy nie stanie się dla mnie w pełni zrozumiała i muszę się z tym zwyczajnie pogodzić. Wolałabym, by było jej tu mniej, a jednak nie mogę powiedzieć, iż jej obecność była jakimś ogromnym minusem. 

Podsumowując; „Kraniec Nadziei” Rafała Dębskiego to powieść, która wywołała u mnie wiele emocji. Widowiskowe walki, perfekcyjnie nakreśleni bohaterowie, zagadka, polityczne gierki, napięcie i zakończenie, po którym po prostu nie da się nie sięgnąć po kolejny tom. Ja z pewnością będę go niecierpliwie wyczekiwać. 

Polecam wszystkim fanom gatunku!

Moja ocena: 7/10 
Książka od dzisiaj w księgarniach!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Drageus

Książka bierze udział w wyzwaniach: Czytam Fantastykę III oraz Książkowe wyzwanie 2015 - 3. Została wydana w 2015

Przypominam o konkursie :)

33 komentarze:

  1. Kurcze, chyba zaczynam cierpieć na to samo co Ty, czyli na zainteresowanie gatunkami i książkami, które jeszcze do niedawna minęłabym obojętnie. Coś mnie przyciąga do tej powieści, mimo że miłośniczką fizyki też nie jestem. Może ciekawie zarysowani bohaterowie, a może naturalnie wplecione do historii informacje o świecie tak mnie zaintrygowały. Nie wiem, ale to w zasadzie nieważne, bo tytuł już zanotowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachowanie ludzi z przyszłości tak bardzo nie odbiega od teraźniejszych. Teraz też trzeba mieć pieniądze i plecy aby móc osiągnąć coś wyjątkowego, bądź znaleźć głupią pracę. Jeśli nie, jest się wykorzystywanym, bądź nawet pomiatanym. A honor, no tak, to nie jest obce. Jednak jak wielu ludzi można takich znaleźć? Sądzę, że podobną ilość co w świecie wykreowanym przez Rafała Dębskiego.
    Co oczywiście nie zmienia faktu, że chętnie przeczytam sf i to polskiego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam takie historie :) a nie czytam ich jakoś zbyt wiele. Mam ochotę na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem bardzo ciekawa tej książki. Na pewno się za nią rozejrzę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, tym razem nie zostałam zaintrygowana. Lubię czytać fragmenty, w których kręcisz nosem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię takie futurystyczne powieści ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. No ja nie wiem, co to jest, ale w ostatnim czasie najlepiej czyta mi się książki, których normalnie do ręki bym nie wzięła. To chyba ma związek z tym, że ja ogólnie lubię próbować nowych rzeczy i choć zwykle z tym zwlekam i się boję, to jednak bez urozmaicania sobie życia nowymi doświadczeniami nie byłabym wstanie funkcjonować. A moje gusta literackie idealnie z tym współgrają :)


    Ta książka jak najbardziej sprzyja wyzwaniom :D Nawet jeśli fizyka cię nie kusi, to bohaterowie powinni :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie, że Cię zainteresowałam. I ja ogromnie się cieszę, że książka jest autorstwa polskiego pisarza :D Choć jestem raczej sceptyczna względem naszej rodzimej literatury, to zawsze, kiedy znajduje takich jak Dębski, Mróz czy Kossakowska, jestem zwyczajnie dumna :D

    OdpowiedzUsuń
  9. W takim razie życzę udanych łowów :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Hehehe, jakoś mnie nie dziwi, że lubisz akurat te fragmenty xD

    OdpowiedzUsuń
  11. W takim razie nic tylko się zabierać za "Kraniec nadziei", powinnaś być usatysfakcjonowana :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Radosław Kowalski6 lutego 2015 19:04

    Skoro książka od dzisiaj w księgarniach, to zapewne minie długi czas nim wpadnie w moje ręce. Cieszę się jednak, że już udało Ci się ją poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Do sci-fi mam stosunek w pełni neutralny, ale z tego co widzę, warto się zabrać :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie znam tej książki i chyba raczej nie jest ona dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam podobnie. Polskich pisarzy zaczęłam właśnie od Kossakowskiej, ostatecznie Makuszyński jeszcze zwrócił moją uwagę, gdy czytałam lektury. Dobrze, że Polacy potrafią się wybić ponad zagranicznych autorów, pokazując klasę i talent.

    OdpowiedzUsuń
  16. Może to jakiś wirus blogowy i już się nie uwolnimy od chęci czytania "nielubianych" gatunków :P W każdym razie mnie też kusi próbowanie nowego, chociaż z drugiej strony mocno trzymam się sprawdzonych gatunków, bo do niedawna tylko gromadziłam te książki, a nie czytałam ich, bo zawsze jakieś recenzenckie zaległości mnie goniły. Myślę, że skoro nie muszę już czytać niejako pod przymusem to chętniej sięgnę po zupełnie nowe dla mnie historie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Widzę, że z science fiction jesteś za pan brat ^^ Cieszy mnie to bardzo! Książkę Dębskiego z chęcią przeczytam :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Warto eksperymentować :D Czasem ma się wrażenie, przynajmniej ja tak mam, że się dopiero zaczyna przygodę z czytaniem. Wszystko jest nowe i ekscytujące i nie wiadomo czego się spodziewać :) Myślę też, że bez próbowania nowego nie bylibyśmy wstanie się w pełni rozwijać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zgadzam się. Niestety jest też dużo chłamu, ale myślę, że nie więcej niż w jakimkolwiek innym kraju. Bardzo długo jednak miałam pecha i trafiałam na same słabe pozycje. Cieszy mnie jednak, że zdarza mi się to coraz rzadziej :D

    OdpowiedzUsuń
  20. I ja się cieszę ;) A Tobie życzę, by wpadła Ci w ręce nieco szybciej :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Cóż mogę powiedzieć... Z radością odkrywam walory gatunku :D To taki przemiły powiew świeżości :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Radosław Kowalski8 lutego 2015 12:07

    Dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Święte słowa :) Dobrze, że są blogerzy piszący o tak różnych powieściach. Gdyby nie blog pewnie czytałabym wyłącznie kryminały, thrillery i horrory, a tu przecież tyle ciekawych książek czeka na odkrycie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. A jest co odkrywać! Sci fi nigdy nie ustaje w próbach zaskakiwania czytelnika ^^

    OdpowiedzUsuń
  25. "Tylko czym ów zadanie jest" i po recenzji, a szkoda

    OdpowiedzUsuń
  26. bardzo lubię autora! Na pewno zaopatrzę siew tę powieść i przeczytam książkę, gdyż do tej pory miałam okazje czytać jego powieści z bardziej spokojną akcją;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Super, w takim razie czekam na Twoje wrażenia? :)

    OdpowiedzUsuń
  28. oczywiście! wpisałam sobie ją na listę teraz tylko muszę kupić lub wypożyczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Czytałam "Kiedy bóg zasypia" parę lat temu, świetna książka, fantasy związana z pogańsko-słowiańskimi wierzeniami. Aż się dziwię, że od tej pory nie czytałam innych książek autora. Widzę, że teraz idzie on w s/f. Może i na tę książkę się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  30. Myślę, że "trendy" czytelnicze idą znowu w tę stronę i może stąd ta zmiana :)

    OdpowiedzUsuń