wtorek, 24 lutego 2015

"Ziemia wojny" Julia Łatynina

„Ziemię wojny” Julii Łatyniny chciałam przeczytać odkąd tylko pojawiły się pierwsze recenzje. Okładka tej książki pokonała racjonalność w czym pomógł także fakt, iż choć zawarta w tej powieści historia jest fikcyjna, to jednak można co nieco realności wyczytać pomiędzy wierszami. Szczególnie teraz, w obliczu wschodniego konfliktu.

Republika Awarii Północnej – Dargo to fikcyjny kraj graniczący z Czeczenią. Dżamałudin i Zaur Kemirow to bracia, których wpływy sięgają dalej, niż tylko na jedno, jedyne miasto. Nie mogłoby być inaczej w kraju, w którym przemoc jest na porządku dziennym, a sprawiedliwość widziana jest całkowicie inaczej, niż widzi ją zachodni świat. Tu liczy się władza, a prawdziwą walutą jest tak naprawdę tylko to ile lub co jesteś wstanie zrobić, by osiągnąć swoje cele. Muzułmański naród i bez kłopotów z Czeczenami nie ma lekkiego życia, a jednak los dwójki braci komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Czeczeni wysadzają szpital. Dżamałudin nie może tego tak zostawić. Pragnie zemsty i jest gotowy na wszystko. A kiedy Awar jest gotowy na wszystko, świat staje w ogniu.

„Pułkownik był odważnym człowiekiem, a mimo to po karku przebiegł mu dreszcz. Na własnej skórze przekonał się, czym jest Kaukaz i kaukaskie wioski: odpowiedzialność zbiorowa, powszechna milcząca nienawiść, która w dzień przemieniała twarze w nieprzeniknione maski, a w nocy przeradzała się w snajperskie kule.”

Mam niemały problem z oceną tej książki. Z jednej strony to genialna powieść o mentalności mieszkańców Kaukazu, wpływów Rosji na tę część świata i jej „sprawiedliwości” czy też „pokojowego nastawienia”. Z drugiej jednak to istny fabularny chaos. Pełno tu bohaterów i scen, które nie bardzo są całości potrzebne. Ta obszerna książka byłaby przede wszystkim o wiele bardziej zrozumiała, gdyby ktoś pokusił się o zredagowanie jej w odpowiedni sposób. Czytając miałam wrażenie, jakbym miała w rękach jedno z lepszych powieści, a jednak tych z rodzaju selfpublishingu. Oczywiście nie zarzucam nic wydawnictwu Feeria, a temu, które redagowało i wypuściło ten tekst jako pierwszy. Myślę, że zrobili tej książce wiele złego, bo choć zyskała rozgłos, nigdy nie stanie się czymś wybitnym właśnie przez to, że koszmarnie ciężko się ją czyta. Trudno czasem nadążyć za wydarzeniami, bohaterami i najdziwniejszymi zwrotami, określeniami czy nazwami. Wprawdzie mamy szereg przypisów, jednak nic to nie zmienia w ogólnym odbiorze powieści. Przynajmniej w moim odczuciu. 

Julia Łatynina z pewnością potrafi pisać. Niekiedy jednak zostaje pokonana przez własną wyobraźnie i, jak mi się zdaje, własne demony, które pchnęły ją do napisania takiej, a nie innej powieści. Często odnosiłam wrażenie, że autorka nie mogła się zdecydować w jakiej formie pisać, więc pomieszała wszystko razem tworząc może i oryginalny, ale kompletnie nieprzyswajalny dla mnie tekst. Raz mamy liryczne, wręcz podniosłe opisy pełne uczuć, emocji i tylko na pozór oczywistych prawd, a na drugiej stronie sztywny opis wprost z jakiegoś wojennego reportażu. Nie zrozumcie mnie źle, obie formy są dobre do tej historii, lecz ta niekonsekwencja i skakanie z jednego tonu na drugi doprowadzała mnie do szału, utrudniając wczucie się w tą historię. 

To, co uratowało tę książkę w moich oczach, to te momenty, kiedy autorka prawdziwie pozwoliła mi wniknąć w mentalność tamtych ludzi. Nie zszokowała mnie ich okrucieństwem, choć pewnie dla niektórych czytelników pewne sceny mogłyby stanowić coś nie do przejścia. Dla mnie były dopełnieniem obrazu, który tak pieczołowicie Łatynina próbowała odmalować. To wcale nie jest historia o złych ludziach, a takich, co nie wiedzieli, jak czynić dobro inaczej, niż przez zło, przemoc, krew i łzy. Pragnęli wszystkiego, co najlepsze dla swojego kraju, rodzin, może nawet świata, jednak rzeczywistość w jakiej żyli, w jakiej się wychowali oraz mentalność wszystkiego, co ich otaczało, przewidywało tylko jeden możliwy scenariusz. I on się dopełnił. 

„Zaur nie wiedział, jak to się stało, ale fakt pozostawał faktem: zamiast wyniosłego chuligana, który najbardziej wierzył w swoje pięści, przed Zaurem stał zupełnie inny człowiek. Jego dusza zyskała stalowy kręgosłup wiary i dlatego nie mogła dłużej czołgać się czy kłaniać. Nowy Dżamałudin był groźniejszy i okrutniejszy od dawnego – ale stary Dżamałudin nie bał się niczego prócz śmierci, a nowy bał się Allaha.” 

Podsumowując: „Ziemia wojny” mnie delikatnie zawiodła. Być może nie w samej treści, ale za to w jej formie. Przeczytanie tej książki zajęło mi kilka tygodni. Musiałam się niekiedy zmuszać, bo choć historia mnie zaciekawiła, to jednak przyjemność z czytania była raczej nikła. Szkoda, że nie poświęcono tej powieści odrobiny więcej uwagi. Gdyby choć trochę wygładzić ten tekst, to byłaby prawdziwie fenomenalna książka. 

Moja ocena: 6/10 

Książka bierze udział w wyzwaniach: Kiedyś przeczytamCzytam opasłe tomiskaOkładkowe Loveoraz Książkowe wyzwanie 2015 - 22. Historyczna lub polityczna

Przypominam o konkursie!

27 komentarzy:

  1. Martyna Kapitanska24 lutego 2015 10:58

    Wygląda dość ciekawie, aczkolwiek wątpię bym po nią kiedykolwiek sięgnęła, gdyż wprost nienawidzę książek, w których panuje "fabularny chaos" ;).
    Drugastronaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za tym gatunkiem literackim, dlatego i tak nie skusiłabym się na tę książkę. Ale szkoda, że ty się nią rozczarowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, przypuszczam, że autorka znacząco się wyrobi w kolejnych powieściach ;) Troszkę szkoda, że się męczyłaś, ale w efekcie nie było aż tak źle.

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej nie przeczytałam... może kiedyś zmienię zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. O nie, nie. Tej książki nie ma na mojej liście do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Katarzyna Meres24 lutego 2015 17:44

    Oj, chyba się nie zdecyduję. Nie mam teraz ochoty na książki, które się ciężko czyta. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kasia Jabłońska24 lutego 2015 19:34

    Nie lubię książek, do których muszę się zmuszać. Tę sobie odpuszczę;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaczytana bez pamięci24 lutego 2015 19:42

    Mam tę książkę, ale jakoś mi się nie pali do lektury. Trochę grube to jest...

    OdpowiedzUsuń
  9. Chętnie bym poznała tę pozycję bliżej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka raczej mnie nie zainteresuje. Zdecydowanie nie mój gatunek. Ja w ogóle nie miałabym przyjemności z jej czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie właśnie pochłonęła, ale ja jeszcze nie wiedziałam, czego się spodziewać :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Wstyd mi się do tego przyznać, ale niestety ta książka mnie nie zainteresowała. Rozumiem, że temat, który autorka podjęła jest ważny, a na dodatek aktualny, ale niestety nie chcę mozolnie brnąć przez tę lekturę i nie odczuwać przyjemności z czytania. Może to nie jest najlepsze podejście, bo to nie jest przecież książka rozrywkowa, ale wbrew sobie nie będę po nią sięgać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też ich nie lubię i gdyby nie tematyka Ziemi Wojny, nie doczytałabym jej.

    OdpowiedzUsuń
  14. To stanowczo nie jest książka dla wszystkich, więc wcale Ci się nie dziwię :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tylko pytanie czy będą kolejne powieści, bo jak dla mnie ta powieść to jakiś manifest, który niekoniecznie potrzebuje kontynuacji czy przedstawienia go w inny sposób. Zobaczymy :) Męczyć się trochę męczyłam, ale tragedii nie było, to najważniejsze :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Hehe ok, rozumiem, nie namawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Do tej powieści stanowczo trzeba się nastawić i chyba mieć dla niej czas, bo myślę, że moje kilkudniowe przerwy w czytaniu jej tylko komplikowały sytuacje, bo zapominałam część wydarzeń/bohaterów, a w rezultacie w mojej głowie był tylko większy chaos. Chyba lepiej przeczytać ja na raz, w sensie czytać dzień po dniu ^^

    OdpowiedzUsuń
  18. Grube, grube, w tych gabarytach nie ma aż tyle stron, ale podejrzewam, że w normalnych byłoby niemalże dwa razy więcej...

    OdpowiedzUsuń
  19. Cieszę się, może Ty odebrałabyś styl autorki nieco lepiej :) W końcu nie każdy na to narzeka ^^

    OdpowiedzUsuń
  20. W takim razie nie ma się co za nią brać, jakby nie było czytamy dla przyjemności :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Może gdybym szła zupełnie w ciemno byłoby inaczej, chociaż wątpię. Historia historią, ale ten chaos i styl autorki po prostu działał mi na nerwy xD

    OdpowiedzUsuń
  22. Czemu wstyd? Nie ma tu powodów do wstydu. Ważnych tematów jest na pęczki, gdybyśmy po każdy sięgały tylko dlatego, że mu się należy uwaga, chyba skończyłybyśmy w wariatkowie xD Tym bardziej, jeśli coś jest tak topornie przedstawione. Książką rozrywkową nie jest, ale reportażem również nie. To powieść. A powieść, jakby nie było, powinna mieć jakiś polot. Ziemia wojny polotu nie ma i dlatego tak ciężko się ja czyta, przynajmniej mnie było dlatego ciężko.

    OdpowiedzUsuń
  23. Czasami mam ochotę przeczytać coś, co zupełnie odbiega od moich czytelniczych upodobań :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Skoro nie ma powodu, to nie będę się wstydzić :) Dla mnie reportaże czy właśnie powieści o takim ciężarze są często zbyt przytłaczające, dlatego bardzo, bardzo rzadko po to takie książki sięgam. Ale w tym przypadku czuję się rozgrzeszona :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Z jeden strony oryginalność i dobre pióro pisarki przyciągają, z drugiej nasyp wątków, szala jednak, dzięki ówczesnemu konfliktowi, czyli połączeniu książki z realną sytuacją przeważa za spróbowaniem.


    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń