poniedziałek, 9 marca 2015

"Althea & Oliver" Cristina Moracho

„Althea & Oliver” Cristiny Moracho nie jest kolejną historią o raku. Porusza temat mało znanej choroby - zespołu Kleina - Levina, zwanej też syndromem śpiącej królewny. Muszę przyznać, że sięgnęłam po ten tytuł z czystej ciekawości. Co z tego wyszło? 

Zaczyna się dość typowo. Dwoje najlepszych przyjaciół próbuje dostać się do domu. Prowadzą irracjonalną rozmowę, której przesłanie jest najbardziej zrozumiałe tylko dla nich. A jednak coś jest nie tak. Coś jest poważnie nie tak. Oliver jest zmęczony. Zasypia. Jest pijany? Naćpany? Nie. Po prostu zasypia. Jego umysł dzieli się na dwoje. Po jednej stronie jest młody chłopak, który nie chce spać, a naprzeciw drugi, który nie może się powstrzymać. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdy już zasypia, budzi się kilka tygodni później, zupełnie zdezorientowany. Nikt początkowo nie wie, co mu dolega – ta wiedza przychodzi później, wstrząsając jego całym światem.

Pomijając szczegóły rozwijającej się choroby Olivera, mamy tu spory wątek romantyczny. Nie jest to jednak typowy romans pomiędzy nastolatkami, których przyjaźń nagle, bez ostrzeżenia zamienia się w gorące uczucie. Jest zabawnie, romantycznie, wzruszająco, smutno, tragicznie – wszystko zależy od czytelnika i jego własnych doświadczeń z czasów, kiedy był nastolatkiem i borykał się z pierwszymi miłościami, pierwszym odrzuceniem, niepewnością, brakiem pewności siebie czy niskim poczuciem własnej wartości. Nawet rozróżnieniem dobra od zła, czy tej cieniutkiej granicy pomiędzy nimi. Bohaterowie eksperymentują, szukają swojego miejsca w świecie oraz drogi, którą powinni obrać. Popełniają błędy. Tracą kontrolę nie tylko nad sobą, ale całym swoim życiem. 

Wszystko to na tle choroby, która miesza im w głowach. Zarówno Oliverowi, jak i Althei. Cristina Moracho bardzo sugestywnie zwraca uwagę na to, jak mocno choroba kogoś bliskiego może na nas wpłynąć. Nie trzeba chorować na to samo, by równie mocno cierpieć. Nie trzeba przechodzić przez to samo, by odczuwać podobną złość, strach, smutek czy bezsilność. Choć bohaterowie podchodzą do choroby Olivera z zupełnie innych stron, wywiera ona na nich podobnie potężny, niszczący wpływ. 

Niestety nie mogę nie wspomnieć o minusach tej powieści. 

Zacznę od stylu, bo to chyba największy zarzut, jaki mam. Mimo, że opisom czy dialogom nic nie brakuje, to trzecia osoba w czasie teraźniejszym utrudniała mi wczucie się w tekst. A raczej sam czas teraźniejszy. Z jakiegoś powodu w ogóle mi tu nie pasował. Wprowadził wręcz do całości swoistą sztuczność i zajęło mi trochę, by do tego przywyknąć. Mam też nie małe „ale” do klimatu całej historii. Miały być lata 90-te i choć w teorii były, to jednak jakoś ich wcale nie czułam. Może dlatego, że nie jestem tak przywiązana do komórek, jak niektórzy ludzie i ich brak w tej historii zupełnie nie został przeze mnie zanotowany, aż do tego momentu? Nie wiem, po prostu gdyby ktoś powiedział, że ta historia wydarzyła się miesiąc temu, raczej dopiero po dłuższym zastanowieniu miałabym jakieś wątpliwości. Mogłabym też trochę podyskutować o roli rodziców w całej tej historii, jednak to łączyłoby się z masywnym spoilerowaniem, więc sobie odpuszczę. Powiem tylko, że jak dla mnie byli najbardziej odrealnionymi postaciami. 

Podsumowując; „Althea & Oliver” to wzruszająca i poruszająca historia przyjaciół, którzy w cieniu trudnej choroby, próbują dorosnąć. Pokonać niepewność, odnaleźć własne „ja”, kochać i przebaczać. Uczą się życia i dokonywania trudnych wyborów. Nie są w żadnym razie idealni. Oboje wzbudzają złość i niedowierzanie czytelnika, który niekiedy nie może uwierzyć w ich decyzje, rozterki czy nawet płynące z wszystkiego razem wnioski. I to właśnie nadaje całości całkiem sporej dozy realizmu. 

Gorąco polecam!

Moja ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania tej  historii dziękuję Wydawnictwu Feeria

Przypominam też o konkursie!

43 komentarze:

  1. Temat na pewno wart jest bliższego poznania, choć trochę niepokoi mnie ten styl. Zwrócę uwagę na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że nie każdy zwróci na to uwagę. Ja jestem po prostu stylowym nazistą xD Muszę coś mieć, skoro ortograficznie się nie sprawdzam ehhe ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszka K.9 marca 2015 11:39

    Temat dla mnie bardzo ciekawy... zmartwiłaś mnie tylko tym dziwnym i uciążliwym stylem... może kiedyś sięgnę po tę pozycję :) pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  4. Skuś się, może akurat dla Ciebie ten styl nie będzie uciążliwy :) A nawet jeśli, to gwarantuje Ci, że treść wszystko zrekompensuje ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Agnieszka K.9 marca 2015 11:47

    Ok, zaplanuję sobie tę książkę w najbliższym czasie... spróbuję być może mnie zaciekawi... lubię książki, które poruszają trudne, życiowe tematy i lubię czytać o nowych, nieznanych mi dotąd schorzeniach ;) Pozdrawiam, przyjemnego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Będę miała ten tytuł na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo minusów, będę miała tytuł na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama tematyka na pewne ciekawa, chociaż wolałabym mniej "nastoletnią" formę. Tytuł jednak zapamiętam, może mnie weźmie kiedyś ochota na taką książkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. No masz rację, rodzice w tej historii... no ale nie spojlerujmy, ale masz rację, z jednej strony jest to reklamowanie, że o boże lata 90te, ale nie było jakiegoś mocnego zarysu tej historii. Nie mniej jednak to naprawdę inna pozycja niż wszystkie. Nawet mogłabym uznać, że dość trudna, bo trzeba dojrzeć drugie tło :D O, ale poetycko :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Zjadam Skarpety9 marca 2015 17:53

    Ciekawi mnie ta historia, ale nieco obawiam się tego czasu teraźniejszego. Zazwyczaj potrzebuję sporo czasu, by do takiej narracji się przyzwyczaić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Słyszałam już o tej książce :) muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Natalia Lena9 marca 2015 18:41

    Książka ma plus za poruszenie problemu nietypowej choroby. Ciekawi mnie, jakie książki ukażą się następnie w ramach tej serii :).

    OdpowiedzUsuń
  13. Radosław Kowalski9 marca 2015 19:48

    Mimo tych kilku mankamentów, uważam że warto poznać tę książkę. Wątek romantyczny, który nie jest "płaski" okropnie mnie pochłania, więc tę powieść pochłonąłbym z radością :)

    OdpowiedzUsuń
  14. jak bardzo przed ''Zackiem i Mią'' się bronię tak bardzo tą książkę chcę przeczytać.
    co bardzo dziwne, bo obie powieścią są z tej samej serii. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Always SadLess9 marca 2015 20:42

    No nie wiem, jeszcze nie jestem do niej przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  16. Katarzyna Meres9 marca 2015 22:40

    Hm, jakoś nie mam ochoty. Sama choroba i jej przedstawienie mnie intryguje, ale reszta nie do końca przemawia. Może dla młodszych czytelników książka będzie świetna i ją docenią, ja boję się rozczarowania.

    OdpowiedzUsuń
  17. Akurat jeśli chodzi o tą chorobę to byłoby ciężko, bo dotyka przeważnie nastoletnich chłopców i niemal zawsze samoistnie przechodzi. Ale rozumiem, nie każdy lubi literaturę młodzieżową jeszcze tego typu. Ja sama bardzo się bałam tej książki, ale mnie nie zawiodła :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Rodzice byli... ehm! dziwni. Szkoda, że nie można jakoś tych rozmów zamykać, co by można było chociaż w komentarzach spoilerować hehe xD Może dla osób, które były nastolatkami w tych czasach klimat będzie bardziej wyczuwalny. Ja jestem rocznik 87, więc trochę pamiętam i kaset, budek telefonicznych itp. ale i tak jakoś tego wszystkiego było mało. Ale i bez tego historia jest świetna. I bardzo, bardzo, baaaardzo podobało mi się zakończenie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Rozumiem, ale zapewniam, że da się przywyknąć. A historia jest warta odrobiny wysiłku :)

    OdpowiedzUsuń
  20. O tak, ta nietypowa choroba mnie przyciągnęła. Mam nadzieję, że w dalszych książkach będą omijać temat raka, już go jest za dużo...

    OdpowiedzUsuń
  21. Popieram Twoje zdanie, te wady nie są na tyle spore, by odpuszczać sobie książkę. Wątek romantyczny jest bardzo.. hmm... chyba prawdziwy. Albo może być prawdziwy, gdy czytelnik będzie wstanie się zidentyfikować z uczuciami jednej, albo drugiej strony ^^ Przeczytaj, jestem ciekawa Twojej opinii :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Zacka i Mie sobie odpuściłam, ale względem tej miałam bardzo dobre przeczucia i wszystkie się sprawdziły.

    OdpowiedzUsuń
  23. Myślę, że by Ci się spodobała, ale oczywiście nic na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
  24. No przydałaby się taka opcja :D Ja jestem 91 więc też co nieco pamiętam :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie łapię tej mody na opowieści o nastolatkach cierpiących na śmiertelne choroby. W ogóle nie mam ochoty sięgać po takie książki i konsekwentnie je ignoruje. Nie lubię tej tematyki bardzo i pomimo przesłania, które ta historia zawiera, nie sięgnę po nią. Oczywiście nie mam nic do zarzucenia czytelnikom lubiącym takie książki, po prostu ja wiem, że (podobnie jak erotyki) to zupełnie nie mój typ literatury :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ta choroba nie jest śmiertelna. Dotyka przeważnie chłopców w wieku nastoletnim i samoistnie zanika. O ile podczas snu nic sobie nie zrobią (mają miejsce "przebudzenia" gdzie nie są sobą, charakteryzuje ich wzmożony apetyt, hiperseksualność czy agresja) to o żadnej śmierci nie ma mowy. Moim zdaniem takie książki są ważne. Uczą tolerancji i nieoceniania po pozorach. W przeciwieństwie do tych historii o raku, ta nie jest infantylna czy odrealniona. Ale o oczywiście nic na siłę :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Wiem, wiem, ale mnie chodziło o ogólny trend w literaturze (ktoś trafnie nazwał te powieści mianem "sick-litów"), gdzie właśnie śmiertelnie chorzy bohaterowie zamartwiają się miłostkami i innymi takimi sprawami. Może kiedyś przekonam się do powieści takich jak "Althea i Oliber", które nie są tak sztampowe, ale na razie spasuję :)

    OdpowiedzUsuń
  28. czuję w tej fabule jakiś powiew świeżości, a na gruncie NA to raczej trudne do uzyskania ;) skusiłabym się, szczególnie te lata w których dzieje się akcja są dla mnie kuszące :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Dorośli chorują inaczej, dzieciaki chcą być normalne wbrew wszystkiemu. Jakkolwiek to głupio wygląda, że chorzy myślą o miłości, przyjaźniach, imprezach itd, jest w tym pewna logika. Nie przestajesz żyć tylko dlatego, że jesteś chory, cokolwiek by to nie było. Nie to, żebym broniła książek typu GNW, gdzie absurd prześciga tragikomedie, w moim odczuciu. Ale ta pozycja jest trochę inna :) Przede wszystkim brak jej słodziuchnego romansidła z oczywistym zakończeniem. I choć to spory wątek, to jednak jest w tle. Ale ok, czuje w kościach, że będziemy kiedyś mieli u nas książkę tego typu, która Cię jednak skusi :D Już moja w tym głowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Mam w planach zapoznać się z tą serią od Feerii.

    OdpowiedzUsuń
  31. Kurcze, widzę, że nie umiem wytłumaczyć, o co mi chodzi. Jasne, że chorzy chcą żyć tak jak zdrowi ludzie i nie uważam, że nierealistyczne jest to, że zakochują się, znajdują przyjaciół i próbują wieść normalne życie. Ale ja nie potrafię o tym czytać. Pewnie, dla kogoś czytanie horrorów jest zbyt straszne, a dla mnie właśnie te wszystkie opowieści o morzu cierpienia i scenach przypominających na każdym kroku, że jesteśmy śmiertelni, są po prostu nie do przejścia. Także problem jest pewnie we mnie, a nie w tych powieściach, ale cóż :P



    Fakt, na korzyść tej książki działają dwie rzeczy. Nie jest o nowotworze i nie jest typowym romansem. To wciąż nie oznacza, że chcę ją poznać, ale przynajmniej nie odczuwam potrzeby natychmiastowego zapomnienia o tym tytule. Czuję się odrobinę zaintrygowana tym zwiastunem nadciągającej do nas książki :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Chyba zaczyna się robić moda na książki o chorobach...

    OdpowiedzUsuń
  33. Dla niektórych czytanie takich książek jak ta jest zrozumieniem cierpienia bólu złości że w życiu pojawiła się choroba i trzeba z nią walczyć lub poddać się i czekać na rozwinięcie akcji.Czytałam GNW i ciekawa jestem jak ta książka wypadnie na tle GNW. Przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  34. Skoro tak to faktycznie nie da się tego ukazać inaczej. Mam jednak wrażenie, że zrobił się teraz taki przykry trend opowiadający głównie o chorobach i miłościach nastolatków, którzy muszą bardzo szybko wydorośleć. "Przykry" bo szkoda tych wszystkich młodych ludzi, którzy w realnym świecie muszą się borykać z takimi przypadłościami.

    OdpowiedzUsuń
  35. Feeria mnie ostatnio zaskakuje, dobór wydawanych książek wydaje mi się dobrze przemyślany ;) Mimo minusów,mam wielką ochotę przeczytać. Wiesz o tym, prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Masz trochę racji, ale myślę, że takie książki robią też coś dobrego. Uświadamiają dzieciakom, że choroby istnieją, a ta i ta osoba, która wydaje się "dziwna" bo nie chodzi na imprezy, nie pije, nie pali i trzyma się z boku, nie jest świrem, może być po prostu chora. Idiotów się nie zmieni, ale ta młodzież, która potrafi myśleć, po takiej książce dwa razy się zastanowi, czy kogoś wyśmiać. O tym też, z resztą, jest mowa w "Althea & Oliver".

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie zaczyna, ona już trwa w najlepsze ^^

    OdpowiedzUsuń
  38. Myślę, że jest lepsza od GNW, które dla mnie było odrealnione, przeidealizowane itd. Ta jest bardziej realna :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Mogłam tylko podejrzewać :D Po tym jak kupiłaś "Żółte ptaki" dałaś mi jasno do zrozumienia, że jesteś nieobliczalna hehe :D A te minusy? Gdyby każda książka miała tylko takie byłabym naprawdę szczęśliwa i tylko portfel by cierpiał ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. w takim razie jeszcze bardziej Cię zaskoczę,przeczytałam Kasację i nawet mi się podobało (poza jakimiś tam szczegółami, nie poczułam się tylko zbyt mocno zaskoczona) ale na tyle polubiłam styl Mroza, że zamierzam kupić Parabellum ;) Ha!

    OdpowiedzUsuń
  41. A to mnie wcale nie zaskoczyło :P Byłam pewna, że nawet jeśli się nie zachłyśniesz z zachwytu, to Kasacja nie będzie ostatnią książką Mroza na Twojej półce :D Bardzo mnie to cieszy! Co do Twojej recenzji, to spokojnie, wiem już o niej :D Jak tylko się odkopie spod stery komentarzy to zamierzam ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Jeśli tylko młodzież wynosi z takich książek pewną naukę to jak najbardziej niech je czytają. Niemniej nie da się ukryć że zrobiła się teraz "chorobowa" moda, która może trochę męczyć na dłuższą metę.

    OdpowiedzUsuń