sobota, 21 marca 2015

Coffee book TAG!


Miała być dzisiaj recenzja „Zaplątanych” Emmy Chase, ale wstałam w dziwnym nastroju i obawiam się, że nie umiałabym oddać całego entuzjazmu jaki we mnie drzemie na myśl o tej historii. Tak więc postawiłam na popularny ostatnio tag. Uwielbiam kawę. Mogłabym się bez niej obejść, ale moje życie nie byłoby już takie samo ;) 

Tak więc...

1. Czarna -  Książka, w którą nie mogłaś się wkręcić?

Pójdę na łatwiznę i powiem „Podwójne życie” Olivera Harrisa. Recenzja tej książki pojawi się w przyszłym tygodniu. 

2. Miętowa Mocca - Książka, która staje się bardziej popularne w okresie świątecznym?

Nie mam pojęcia. Mało świąteczna jestem. Ale może święta, to śnieg i zimno, a z tym już mogę coś zrobić. Nie wyobrażam sobie czytania latem chociażby „Black Ice” Becci Fitzpatrick. Mroźny klimat idealny na mroźne dni. 

3. Gorąca czekolada - Moja ulubiona książka z dzieciństwa.

Jak już kilkakrotnie wspominałam, ulubioną książką był „Król lew”. Być może dlatego, że to była chyba pierwsza książka, którą tak sama-sama przeczytałam i to kilkakrotnie. I sama ją też kupiłam, w sensie za „swoje” pieniądze. No nie wiem, ale miałam obsesje na punkcie tych lewków ;)

4. Podwójne espresso - Książka, która trzymała Cię na krawędzi fotela od początku do końca.

Nie wiem, czy była taka książka, którą mogłabym tak określić. Zazwyczaj początki są trudne, albo finisze nie do końca wybuchowe – jedno z dwóch. W ostatnim czasie jednak z pewnością odczułam tę ‘krawędź” fotela przy czytaniu „Manipulacji” Davida Baldacciego, czy „Mrozu” Marcina Ciszewskiego. Ale żeby tak od początku do końca? Niestety sobie czegoś podobnego nie przypominam. 

5. Starbucks - Książka, którą widzisz wszędzie.

Greeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeey -.- autorstwa Sami Wiecie Kogo. Koleś jest wszędzie. Na początku, jak był na niego wielki boom, pamiętam, że był nawet w biedronce, czemu nie mogłam uwierzyć. Teraz przeżywa drugą młodość za sprawą filmu (swoją drogą film do mnie lepiej trafił niż ta napisana na kolanie książka). 

Ostatnio jest jeszcze „Czerwona królowa” Victorii Aveyard, choć jej blask powoli blednie, jak było do przewidzenia. Z tych dwojga już jednak wolę królową ;)

6. Hipsterska kawiarnia - Książka napisana przez niezależnego autora. 

Niezależnego, czyli selfpublishing czy niezależnego, czyli publikującego w sieci? Selfpublishing to temat rzeka, wciąż czekam na coś zaskakująco dobrego, a co do tych publikujących w sieci, to raczej nie mogę się pochwalić czymkolwiek. W planach mam jednak „Pryncypium” Melissy Darwood. Mam nadzieję, że jest taka dobra, jak o niej mówią. 

7. Przypadkiem dostałem bezkofeinową - Książka, po której spodziewałaś się więcej.

Macie czas do przyszłego tygodnia? Bo lista byłaby długa… Naprawdę długa. 
Na pierwszy ogień to, co świeże, czyli wspomniana już „Czerwona królowa” Victorii Aveyard. Ludzie się zachwycają i może i jest czym, ale jak dla mnie to młodzieżówka jakich wiele. Po prostu ktoś tam w pierwotnym wydawnictwie uparł się, że zrobi z tej książki coś głośnego i zrobił. 
Po „Namiętność niejedno ma imię” Stefanii Jagielnickiej-Kamienieckiej też spodziewałam się czegoś więcej. Przynajmniej dobrego stylistycznie tekstu skoro autorką jest dziennikarka. 
O! I drugi tom „Angellfal” Susan Ee też mnie potwornie zawiódł. SPOILER -> Robię się gderliwa, kiedy autorzy wyrzucają z akcji głównego bohatera i wrzucają go dopiero pod koniec książki. Przez to nieustanne czekanie nie byłam wstanie cieszyć się resztą :/ Grrr!
„Rock Addiction” Nalini Singh… to był spory zawód… 
„Na zawsze” Sandi Lynn…
Mogłabym wymieniać i wymieniać.

8. Idealne połączenie - Książka lub seria, która była zarówno słodko jak i gorzka, ale ostatecznie przypadła Ci do gustu. 

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to seria o Julce Tehereh Mafi. Ogólnie jest to seria niedopracowana pod względem świata. Fabularnie nieco uboga. Z bohaterami, których do końca pełnokrwistymi nazwać nie mogę, oprócz Warnera, który został dla mnie numerem 1 i dla którego w ogóle chciało mi się czytać. Ale właśnie o to chodzi. Czytałam i podobało mi się przez niego. Nie przez Julkę, nie przez wykreowany świat czy intrygę. Ciekawił mnie Warner. Niestety na koniec mnie zawiódł, ale nowelkę „Destroy me” wciąż wspominam niebywale ciepło. 

A co do tych pojedynczych książek, to chyba mogę wskazać „Kasacje” Remigiusza Mroza. Nie wszystko mi się podobało. Nie było efektu WOW do którego mnie już przyzwyczaił. Ale w ogólnym rozrachunku było bardzo dobrze. 

A jakie są Wasze odpowiedzi? :)

Przypominam o konkursie!!!

33 komentarze:

  1. Hah, jak napisałaś Julka, to jakoś aż mi się uśmiech wkradł na usta. Masz rację, ma wiele niedoróbek, ale seria jest naprawdę świetna. I zgadzam się, wszędzie widzę Czerwoną królową, ale im więcej jej widzę, tym bardziej jej nie chcę :D Też mam w planach przeczytać Prynsypium. Pożyjemy zobaczymy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przybij piątkę z Greyem. Ja też już się na to patrzeć nie mogę. Ukochana książka z dzieciństwa? "Piękna i bestia". Uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna zabawa, nie widziałam jej wcześniej :) Zgadzam się co do Greya, nie czytałam, nie widziałam, a mam wrażenie, że świetnie znam :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam czytać odpowiedzi do tego TAGu i o ile sama już się za bardzo w takie rzeczy na blogu nie bawię, to może zrobię wyjątek. Bo kawa.
    W dzieciństwie też uwielbiałam Króla lwa i mniej więcej podobną fascycnację tylko bardziej świadomie i mocniej odczuwam w kwestii Pieśni Lodu i Ognia...

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że co do kawy, mamy podobne zdanie :) świat bez kawy nie byłby już taki sam... :) a co do Greya, to całkowicie się zgadzam. Na fb wszyscy sprzedają i kupują. W szkole widziałam, że wiele dziewczyn to czyta... a ja jak dotąd nie miałam styczności ani z książką ani z filmem i jestem z siebie dumna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Adrianna Klimiszyn21 marca 2015 14:28

    hymm.. nie widziałam wcześniej tej zabawy, może sama kiedyś ją wykonam na moim blogu ;)
    pozdrawiam.

    http://okiem-ksiazkoholiczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też ostatnio wszędzie Królową widywałam... Ale chyba rozgłos był trochę niewspółmierny z wartością książki

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tam bez kawy mogę żyć, nawet zbożowej nigdy nie piłam :D Ale odpowiedzi ciekawe, ciekawe. Cieszę się, że nie tylko mi Czerwona królowa nieprzypadła do gustu aż tak bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  9. Również mam w planach "Pryncypium", gdyż poprzednia książka tej autorki, czyli "Larista" przypadła mi do gustu. Liczę na to, że z kolejną będzie podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z "Czerwoną królową" to się zgadzam... ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. kawe kocham :) bardzo fajny TAG.Pozdrawiam i miłej niedzieli życzę! kasia

    OdpowiedzUsuń
  12. Kolejny TAG, który ci ukradnę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kawa niezbedna każdego dnia... Bez książek to już w ogóle nie da się żyć... Ciekawy tag... Również zamieszczałam go na moim blogu... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nienawidzę kawy, nie znoszę jej zapachu :D Ale tag świetny. Greya jest za dużo, nawet moja mam czyta... Również mam w planach książkę Darwood. Ja tam Julkę uwielbiam :D


    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Julka była świetna, dla mnie, dzięki Warnerowi. Ten styl, którym się wszyscy zachwycali w pierwszej książce, w ogóle mnie nie kupił. Takie lanie wody, albo pierdo**enie kotka za pomocą młotka xD Bezsensowne metafory itd bleeee Ale potem to trochę porzuciła i było lepiej. Chociaż wciąż ta seria to dla mnie głównie Warner. Tylko dlaczego na koniec musiała go poddać kastracji? ;(

    OdpowiedzUsuń
  16. O! Piękną i bestie też uwielbiałam :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Po Greya sięgnęłam z ciekawości, ale porzuciłam te książkę w połowie. Na wet nie jestem pewna, czy to w ogóle była połowa. Pal licho tematykę czy nijaki styl autorki. Główna bohaterka i jej wewnętrzne monologi, głupota, naiwność i w ogóle.... eh, no nie dało się tego czytać. Chociaż muszę przyznać, że jak sięgnęłam po oryginał, to po angielsku nie brzmiała tak durnowato jak to wyszło w naszym tłumaczeniu. Nie wiem, może w tym tkwi problem. W każdym razie film był lepszy. Wyszła trochę komedia, i mogłam się wreszcie z głupoty tej dziewczyny pośmiać. Z resztą uwielbiam aktora, który zagrał Greya, bo to ten sam, co gra w The Fall o którym Ci mówiłam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Przeraża mnie, że młode dziewczyny mogą brać przykład z takich bohaterek jak Anastasia. Już pomijając fabułę książki, to jej postawa jest tragiczna. Zahukane dziewczę gadające do siebie. Oj, jak ja jej nie lubię xD

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak dla mnie reklama i opinie są przesadne, ale każdy ma prawo do swojego zdania :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Więc uwielbiasz herbaty, tak? :) No Czerwona królowa zła nie była, ale choć mi naobiecywali, tyłka mi jednak nie urwała ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. O, super, skoro już coś jej czytałaś i było dobrze, to jest duża szansa, że i ta książka będzie dobra :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Również pozdrawiam i na odmianę życzę udanego wtorku :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Wiesz, czasem patrzę na to trochę inaczej, bo wiesz Ty przeczytasz trylogię w trzy dni, ale trzeba myśleć o tym, że to się dzieje na przestrzeni jakiegoś czasu, więc każdy nawet najbardziej twardy bohater może zmięknąć :D Może za bardzo analizuję? :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Zgadzam się :D Chociaż łatwiej by mi było bez kawy, niż bez książek :)

    OdpowiedzUsuń
  25. No wiesz?! xD Nienawidzić kawy... I jeszcze jej zapachu?! Osz Ty! ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Jak dla mnie za bardzo xD Tam nie mija za wiele czasu. Kilak miesięcy? Pół roku? Raczej nie więcej. To za mało, że facet z jajami nagle je wytracił. Chociaż w sumie wyszło na to, że nigdy ich nie miał, wiec w sumie nie ma o czym rozmawiać xD Wiem, czepiam się, ale Warner był świetny w 1 tomie, genialny w Destroy Me, znowu świetny w 2 tomie i TRAGICZNY w 3 xD Jak dla mnie 3 tom nie istnieje hehe

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie dziwię się, że książkę porzuciłaś. W różnych recenzjach pojawiają się fragmenty i to jest rzeczywiście niestrawna książka. Może w oryginale jest trochę lepiej, ale jednak bohaterowie i wydarzenia się nie zmieniają, więc podziękuję za tę historię. Film też mnie nie ciekawi, więc panu Greyowi mówię "nie" :P

    Natomiast "The Fall" mnie ostatnio prześladuję, wszyscy mi o tym mówią i każą mi szybko oglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Na szczęście dla mnie, omijam ją łukiem :) tylko teraz muszę chłopaka przekonać do nieoglądania filmu...

    OdpowiedzUsuń
  29. A to zrozumiałe... :) Bez książek nie da się żyć, bez kawy? Chociaż trudno, ale jednak do zniesienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Greya już mam po dziurki w nosie... Nie rozumiem fenomenu tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  31. Papierowa Kobietka23 kwietnia 2015 17:50

    Piękna filiżanka!! Chyba każdy czytający Ci jej pozazdrości!!
    Będąc w ciąży piję tylko zieloną herbatę ale też jest super :)

    http://papierowakobietka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń