środa, 11 marca 2015

"Czerwona królowa" Victoria Aveyard

Chyba każdy z Was już słyszał o „Czerwonej królowej” Victorii Aveyard, a nawet jeśli nie, to będziecie raczej w tej mniej licznej grupie. Nic dziwnego. Promocja tej książki była ogromna nie tylko w naszym kraju. Gdzie nie spojrzeć tam przepiękna okładka osławionej już powieści. Nawet w mojej lokalnej księgarni, gdzie młodzieżówki tego typu docierają z lekkim opóźnieniem. Istny szał… Czy tym razem i ja poprę te wszystkie ochy i achy? 

Mare Molly Barrow żyje w Nowej Erze, czasie, gdzie przeszłość łączy się z przyszłością. Do łask wraca hierarchia społeczna, której podwalinami jest kolor krwi płynącej w żyłach mieszkańców królestwa. Czerwonokrwiści są sługami, srebrnokrwiści panami obdarzonymi dodatkowo magicznymi mocami. Świat dzieli się na biednych i bogatych. Nigdy wcześniej osiągnięcie pełnoletności nie budziło w ludziach takiego lęku. Jeśli nie mają pracy, muszą iść do wojska. Pełnoletność wróży rychłą śmierć i każdy zdaje sobie z tego sprawę. Tylko nielicznym udaje się wrócić. Taki los przewiduje dla siebie Mare. Nie ma pracy, a osiemnaste urodziny są coraz bliżej. I wtedy coś się dzieje. Zdaje się, że los postanowił się do niej uśmiechnąć. Z dnia na dzień z bezrobotnej czerwonej staje się czerwoną pracującą na dworze króla, a potem… Potem okazuję się, że nie jest taka zwyczajna, jak sądziła. Kryje się w niej moc, której nijak nie można wytłumaczyć, bo przecież w żyłach Mare płynie czerwona, a nie srebrna krew. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim rodzi się bunt. Rebelia z wolna się rozrasta… Tylko czy w takim świecie jak ten, pełnym intryg, kłamstwa i obłudy, cokolwiek może się zmienić?

Przez wszystkie godziny spędzone z „Czerwoną królową” próbowałam odnaleźć w tej powieści tak zażarcie obiecywane „wow”. Okazało się jednak, że historia Mare nie jest wcale taka oryginalna. Każdy większy aspekt fabuły czy kreacji bohaterów można odnaleźć w innych głośnych tytułach i rzuca się to w oczy. Przynajmniej mnie się rzucało, choć zwykle staram się nie zwracać na to uwagi. Jasne jest, że wszystko już kiedyś było i licząc na prawdziwą oryginalność robimy z siebie głupków. Są jednak takie książki, gdzie schematyczność, nawet największa, nie ma znaczenia. Myślę, że poniekąd właśnie tak jest z „Czerwoną królową”, choć niestety akurat mnie nie udało się w pełni tego poczuć. 

Nie zrozumcie mnie źle. „Czerwona królowa” to świetna powieść młodzieżowa, która zasługuje na uwagę. Niestety dla mnie była to zaledwie kolejna dobra młodzieżówka, pełna zwrotów akcji i sporej dawki terroru. Tajemnic, zdrad, politycznych gierek. Nikt nie jest tu święty, nikt nie jest bez winy. Smaczku dodaje również połączenie nowoczesnej techniki ze starą, „dobrą” monarchią. 

Niestety „Czerwona królowa” to również niedopracowany świat, a przynajmniej nie został on przedstawiony tak, jak bym tego chciała. Zabrakło mi genezy Nowej Ery, być może autorka planuje przybliżyć ten aspekt później, możliwe. Tylko, czy takie kwestie nie powinny być wyjaśnione w pierwszym tomie? Wiele osób docenia brak oczywistego wątku miłosnego. I owszem, i ja mogłabym go docenić, gdyby nie to, że przez większość czasu miałam wrażenie, że Mare jest pszczółką skaczącą z kwiatka na kwiatek, a jej motto brzmi: „jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma”. Niepewność względem „lojalności” pewnych bohaterów? Jakoś nie zostałam zaskoczona w żadnym momencie. 

Styl Aveyard z pewnością wybija się spośród innych autorów piszących powieści dla młodzieży. Jako scenarzystka, doskonale ubrała otoczenie Mare, nadała mu kolorów, kształtów i smaku. Tylko dlaczego to wszystko kosztem fabuły, akcji i niejednokrotnie kreacji samych bohaterów? Autorka potrafi magicznie opowiadać, jednak gdyby się tak zastanowić, ta piękna opowieść to lanie wody. Czy dokładny wystrój jakiejś komnaty daje nam głębszy obraz tego, co dzieje się w głowie jej mieszkańca? Cóż, gdyby był podejrzany o morderstwo, a na komodzie leżał zakrwawiony sztylet, to może… Rozumiem, że ta dokładność w opisach otoczenia może się podobać. Gdyby tyle samo uwagi autorka poświęciła bohaterom, sama byłabym zachwycona. Niestety w moich oczach proporcje zostały naruszone. 

Wiele razy spotkałam się z porównaniem „Czerwonej królowej” z „Red rising” Pierce’a Browna i potrafię zrozumieć dlaczego – powszechna schematyczność, podobne aspekty, a nawet ten podział na kolory. Ale poziom? Niestety „Czerwona królowa” jest w tej walce bez szans. Oczywiście w moich oczach. 

Podsumowując; „Czerwona królowa” to historia o niewidzialnej dziewczynie, która nagle staje się kimś. Świat, który był dla niej całkowicie zamknięty, staje otworem. Obecność w nim jest jednak okupiona szeregiem wyrzeczeń i ceną liczoną w ludzkim życiu. Mimo, że nie wyzwoliła u mnie większych emocji, to nie uważam czasu spędzonego przy tej książce za stracony. Bawiłam się doskonale i z pewnością sięgnę po drugi tom. Nie można zapominać, że to debiut. A jak na debiut, Victoria Aveyard spisała się naprawdę świetnie. Jeśli zaczyna swoją karierę od czegoś takiego, naprawdę nie mogę się doczekać książki, która powstanie gdy już nabierze odrobiny doświadczenia. 

Moja ocena: 6.5/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: Czytam Fantastykę IIICzytam opasłe tomiska oraz Okładkowe Love


Przypominam o konkursie :)

61 komentarzy:

  1. Cóż... może kiedyś... na chwilę obecną mam sporo nieprzeczytanych książek w swojej biblioteczce, a w drodze są już następne ;) I skusiłam się na książkę Althea & Olivier ;) mam nadzieję, że nie będę żałowała :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaskoczyłaś mnie trochę, bo wszyscy komentują jak najlepiej, ale właściwie powiedziałaś to, czego się obawiałam... Chcę przeczytać tę książkę, a z drugiej strony gdy dopadłam ją w księgarni i zaczęłam czytać, czułam, że to kolejna młodzieżówka tylko może o trochę innym klimacie...

    OdpowiedzUsuń
  3. booksofmeworld11 marca 2015 10:30

    Muszę przyznać, że Twoja opinia jest pierwszą z tych mniej pochlebnych z jakimi się do tej pory spotkałam. Mam w planach tę książkę, ale na pewno nie teraz, kiedy wszędzie o niej głośno i słychać same ochy i achy, bo właśnie tego się boję, że tak wychwalana powieść mi się w ogóle nie spodoba...

    OdpowiedzUsuń
  4. Chcę przeczytać tę książkę, ale odczekam aż cały szum minie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Łoj... jak przeczytałam, że to, co zawarte w tej książce można znaleźć w innych głośnych tytułach, to od razu mi się odechciało tej książki... ja wiem że obecnie trudno trafić na jakiś odkrywczy pomysł, ale wciąż wierzę, że kiedyś trafię na prawdziwą perełkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam o tej książce tyle, że jeśli ją znajdę w bibliotece to pewnie sięgnę z ciekawości, ale póki co nie zależy mi na niej aż tak, żeby ją sobie kupić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta książka, podobnie jak dziesiątki innych, czeka u mnie na swoją kolej. Mam nadzieję, że kiedyś się doczeka :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Szalenie nuży mnie juz w książkach przeobrażanie głównego bohatera z nic nie znaczącej poczwarki w osławionego motyla. Początkowo było to ciekawe, ale im więcej czytam tym podoba mi się z każdą książka mniej. Schemat ten pojawia się tak często jak motyw podróży w fantasy, z tym rozróżnieniem, że ten drugi uwielbiam. Zastanawiam się czy przeczytać bo ostatnio inna blogerka gwarantowała mi nieschematyczność , a Ty właśnie poddałaś jej tezę w ogromną wątpliwość ;-) Niemniej wierzę Ci bardziej niż tamtej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Liczę, że niedługo sama będę mogła ją przeczytać, ale na razie to tylko nadzieje, bo jeszcze nie jestem pewna, czy to książka, którą bardzo chcę ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Marzy mi się ta książka :)


    www.read-me21.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Polecasz, ale bez nacisku w takim razie odłożę jej przeczytanie na dalszą przyszłość. Przyznam jednak, że okładka jej zachęcająca. książkowy romans

    OdpowiedzUsuń
  12. Katarzyna Meres11 marca 2015 14:40

    A wiesz, że ja nie słyszałam o tej książce? Pierwszy raz o niej czytam i patrząc na fabułę - nic nadzwyczajnego. Ja na zwykłe, przeciętne młodzieżówki już ochoty nie mam, z resztą rzadko kiedy miałam ;) Szkoda, że nie spełniła Twoich oczekiwań i nie było momentu "wow".

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak dla mnie, książka nie musi być wyjątkowa na tle tak wielu powieści, abym ją przeczytała. Po prostu, żeby nie była pełna absurdów, a znajdzie u mnie czas na przeczytanie :) z chęcią przeczytałabym "Czerwoną Królową" (którą, wstyd się przyznać, nie miałam okazji się zapoznać), ponieważ całkowicie kwalifikuje się do moich wymagań :)
    Sądzę, że trzeba się liczyć z tym, że aby spotkać naprawdę oryginalną książkę, której historia nie byłaby przeinaczona z innej książki, jest nieziemsko trudno. Zwłaszcza w obecnych czasach, gdy książków jak mrówków. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam to Twoje czepialstwo ;) Jednak w ogólnym rozrachunku będę pamiętać,że to debiut, należą mu się specjalne względy, a poza tym jestem w stanie wybaczyć wiele czemuś w tak pięknej okładce ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oczywiście słyszałam o książce i ta okładka nie raz, nie dwa wpadła mi w oczy ;) Jednak nie jestem do końca przekonana, bo to nie bardzo moje klimaty...

    OdpowiedzUsuń
  16. Kasia Jabłońska11 marca 2015 16:03

    Tak promowane książki rzadko kiedy są aż tak genialne.

    OdpowiedzUsuń
  17. "Lanie wody" to właśnie idealne słowa opisujące tę książkę. Styl pisania autorki, ta wielka 'niby intryga', która faktycznie zaskoczeniem nie była oraz brak szczegółów, jeśli chodzi o ogół przedstawionego świata nie zachwyca. Bohaterki niestety nie udało mi się pokochać, co też o czymś świadczy. Polubiłam ją, ale to tyle. Jej historia nie wzbudziła we mnie żadnych szczególnych emocji. Dokładnie tak jak mówisz: miło się czyta, ale to wszystko. I szkoda, że tak to wyszło, bo reklama i zapowiedzi obiecywały zupełnie co innego... Cieszę się, że jesteś dobrej myśli i wierzysz, że autorka się poprawi. Ja również chciałabym w to wierzyć, ale hello, sama wiara nie wystarczy. ;) Sprawdzę to na własnej skórze i jeśli autorka nie da rady - przykro mi, pożegnamy się. Nie lubię zostawiać rozpoczętych serii i mam nadzieję, że tej nie opuszczę, ale to wszystko zależy od autorki. Zdaję sobie sprawę, że nieco 'pojechałam' po książce i wiem, że to tylko moje zdanie, ale już mam trochę dosyć tych wszystkich pochwał pod adresem omawianej powieści. Nie jest oryginalna, a mimo wszystko się podoba... Może my po prostu nie możemy dostrzec 'tego czegoś'? xD Innego wyjścia nie widzę. Świetna recenzja. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. O książce słyszałam i nawet chciałam ją przeczytać, ale po raz kolejny trafiam na recenzję, która potwierdza tezę, że jest dobra lecz nie niesamowita. To chyba powieść nie dla mnie, więc podziękuję i poszukam czegoś innego.

    OdpowiedzUsuń
  19. Always SadLess11 marca 2015 18:32

    Mimo wszystko przeczytam, bo bardzo mnie do niej ciągnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kolorowa Kratka11 marca 2015 19:08

    Oczywiście, że słyszałam! Płacze, że jeszcze nie miałam możliwości jej przeczytania :c

    OdpowiedzUsuń
  21. Nasłuchałam się samych pozytywów, a tu coś innego! Młodzieżówki lubię, czytam chętnie, ale dosyć mam tych wypranych z emocji powieści, które powielają jedynie wytarte schematy. Chciałabym w końcu jakiś efekt "wow", ale jak widzę, nie tędy droga.

    OdpowiedzUsuń
  22. Strasznie głośno o tej książce, niedawno była jej premiera, a ja już mam jej kompletnie dość. Nie lubię nachalnych reklam, a "Czerwona królowa" właśnie taką ma. Wydawcy chyba myślą, że jak będzie wszędzie, to się sprzeda, ale chyba to przynosi odwrotny skutek, :P Poza tym mam wrażenie, że ta książka będzie zwyczajnie przereklamowana i przeciętna, a lepszych dystopii znam więcej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Jestem trochę rozczarowana Twoją oceną, gdyż osobiście jestem zachwycona tą książką. Ale cóż, każdy ma swój gust :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Cieszę się, że spotykam też takie opinie które pozwalają lepiej sie zastanowić nad zakupem. Niby brak wątku miłosnego, a jednak jego brak też irytuje, dziwne, że go nie. W wielu recenzjach nacyztałam się dwóch książętach. Niedopracowanie świata też zniechęca, tym bardziej, że czytam obecnie "Czas żniw", a tam wszystko jest niesamowicie dopracowane.


    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  25. I się doczekałam normalnej recenzji, której mogę zawierzyć na słowo. Fakt, również popadłam w szał posiadania tej pozycji, z oczywistych względów tych ochów i achów. Lecz później uznałam: uspokój się dziewczyno, poczekaj na recenzję kogoś, kto wywali wszystkie ale tej powieści i proszę bardzo zjawiłaś się Ty :D Skoro tak polubiłyśmy Red Rising, to ta pozycja mogłaby mnie trochę bardziej zirytować niż Ciebie. Czyżbyśmy wyrosły z młodzieżówek? Dziękuję za ochronę mojego portfela:D

    OdpowiedzUsuń
  26. wielokrotnie spotkałam się z recenzjami tej książki, ale jakoś mnie do niej nie ciągnie :)
    Pozdrawiam
    ryszawa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. Po przeczytaniu opisu w zapowiedziach czułam, że to raczej książka nie dla mnie, a Twoja recenzja mnie tylko w tym utwierdza ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Widziałam dotychczas jedną albo dwie recenzje tej książki i były pełne zachwytu. Po Twojej nie mam już ochoty sięgnąć po książkę- świetną młodzieżówkę chętnie przeczytam, ale gdy jest tylko dobra-, odpuszczę i nawet nie czuję się przez to staro ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja też mam nadzieję, że nie będziesz żałowała :) Życzę miłej lektury!

    OdpowiedzUsuń
  30. Taaak, znowu wyszłam na czepialską, ale nic na to nie poradzę. Książka jest dobra, ale nie wybitna, a ja nigdy nie lubiłam iść za tłumem ;) Warta przeczytania, nie mówię, że nie, ale Twoje spostrzeżenia były dobre. To kolejna młodzieżówka. Dobra, kolejna młodzieżówka :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Z pewnością lepiej podchodzić do tej książki bez większych wymagań. To jest problem głośnych promocji. Sprawiają, że ludzie bezwiednie liczą na nie wiadomo co, a potem jest boom! Zderzenie z rzeczywistością nie tak piękną, jak to obiecywali wydawcy. Przykre, ale cóż. :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Wymyślone zostało już wszystko, nie da się tego przeskoczyć. Autorzy albo potrafią sprawić, że się tego nie zauważa, albo nie. Aveyard ta sztuka nie wyszła, ale to tylko moja ocena. Każdy jest inny :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Skoro już czeka, to warto jej dać szanse :D

    OdpowiedzUsuń
  34. A ja nigdy nie lubiłam takich słabych bohaterek, co drżały, ryczały itd, a potem nagle stawały się takie waleczne, boskie, itd... Nie rozumiem dlaczego kobieta musi być od razu krucha, słaba i koniecznie potrzebować mężczyzny. Nie to, bym była jakąś zagorzałą feministką czy coś, ale bez przesady. Jak czasem czytam o tych kruchych kobietkach lgnących do władczych mężczyzn, którzy je rozstawiają po kontach, a one jeszcze są tym zachwycone, to mam mdłości xD


    A co schematyczności, czy też jej braku, to cóż... każdy ma prawo do własnych wniosków ^^

    OdpowiedzUsuń
  35. Jak mogłaś o niej nie słyszeć? xD Choć w sumie to chyba nie Twoje klimaty. "Wow" nie było, ale tragedii też nie, więc okay :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja też nie muszę mieć od razu wybitnej książki, ale mimo, że zdaje sobie sprawę jak działa reklama, to podświadomie i tak się na nią łapię (bo właśnie tak działa reklama hehe). A książka jest fajna, więc śmiało. Po prostu nie jest wybitna.

    OdpowiedzUsuń
  37. To przeobrażanie - jak mam być szczera - denerwuje mnie nie tylko u postaci kobiecych ;-) Jakby każdy człowiek musiał być na początku słabym by stać się silnym... Nie mógłby być taki przez całe życie? Naturalne jest, że wiele osób po prostu takie jest od samego początku do końca, bez jakiś głębszych zawirowań wewnętrznych. No ale autorzy lubią schematy, bardzo nawet.

    OdpowiedzUsuń
  38. Ty je uwielbiasz, a ja czasami mam go dość. Chciałabym się pozachwycać, ale czasem zwyczajnie nie umiem i wychodzę na marudę. Istny party killer ze mnie ;) Pamiętaj, że to debiut, a na pewno będzie Ci się podobać :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Główna bohaterka wywodzi się z tych ciapowatych, co potem zyskują na wigorze, a takich zbytnio nie lubię, więc i mnie nie kupiła. Nikt mnie tam z resztą nie kupił tak, jak powinien. Myślę, że autorka się wyrobi, jednak nie wiem czy wyrobi się w tej serii, czy dopiero kolejnej, którą, hipotetycznie, napisze. Zobaczymy. Wszystkim się podoba, bo tak działa reklama. Z resztą może się podobać. Wszystko zależy od czytelnika. Z pewnością nie możemy dostrzec "tego czegoś", ale to normalne, bo nie ma książek idealnych, czy dla wszystkich. Zawsze znajdą się przeciwnicy, zwolennicy i neutralni :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Luz tu z pewnością pomoże :D

    OdpowiedzUsuń
  41. Będzie do wygrania w kwietniowych Książkowym Polowaniu! :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Tu efektu "Wow" nie znalazłam. Ale jeśli nie czytałaś wspomnianego Red Rising - Złota krew Pierca Browna, to polecam. Tam to miałam efekt WOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOW :D

    OdpowiedzUsuń
  43. O tak, u facetów mnie to też denerwuje. Szczególnie jest to widoczne w romansach. Bad boy pod wpływem cudownej miłości od pierwszego wejrzenia zmienia się w przeciągu tygodnia w odprasowanego, szarmanckiego romantyka ble ble ble xD Ja nie mam nic do zmian, niech się zmieniają, to może być fajne, ale jeśli autor nie zachowuje czasowej równowagi w tych zmianach, jest dramat. Autorzy wychodzą z założenia, że taka silna postać będzie nudna. Nie wiem. Ja tam lubię silne postacie :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Jest dużo racji w tym, co mówisz, jednak "przesyt" reklamą czują głównie blogerzy czy czytelnicy śledzący blogi regularnie. Przeciętny czytelnik, który czyta od wielkiego dzwonu, dzięki tak głośnej reklamie sięgnie właśnie po ten sławny, modny i fajny tytuł, niezależnie od jego faktycznej jakości. Taki czytelnik nie ma szans na tą konkluzje, że im głośniejsza reklama, tym książka jest niestety słabsza - jak to często bywa. Reklama dźwignią handlu ;)

    OdpowiedzUsuń
  45. Ależ podobało mi się przecież, tylko szału nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Wątek romantyczny jest, tyle, że jest dość nietypowy. Książęta są, owszem. Jest też najlepszy przyjaciel. Nietypowość polega na tym, że nie ma tu oczywistej pary, która by się docierała itd. Pszczółka Mare musi pocałować trochę żab, żeby odnaleźć swojego księcia - przynajmniej ja to tak odebrałam ^^ Czas żniw mam i jestem go bardzo ciekawa :D

    OdpowiedzUsuń
  47. Sama książka mnie nie irytowała. Irytował mnie fakt, że ludzie porównują ją do Red Rising, bo ma kilka wspólnych motywów, też mi coś... xD Ja już wyrosłam z młodzieżówek, a potem się z nimi przeprosiłam po przeczytaniu Piątej fali hehe Czerwona królowa nie wnosi niczego nowego, w dodatku ma takich typowych bohaterów, od razu wiesz jaka Mare będzie na końcu. Każdy zna już motyw słabej zakompleksionej, co na koniec zyskuje moce i jest boginią wszechświatów. Książka jest dobra, ale nic poza tym ^^

    OdpowiedzUsuń
  48. Polecam więc Red Rising, jeśli nie czytałaś :D Dałam jej 9/10, jest fenomenalna :D

    OdpowiedzUsuń
  49. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Każdemu podoba się co innego a książek dla młodzieży jest teraz ogrom więc dobra recenzja jest na wagę złota Dzięki za recenzje przynajmniej wiem co można przeczytać a co raczej sobie odpuścić

    OdpowiedzUsuń
  51. Odpuszczę sobie - mało młodzieżówek wpada w mój gust, a ta nie zainteresowała mnie nawet swoim pomysłem, niby o niej słyszałam, ale ją po prostu zignorowałąm :D

    OdpowiedzUsuń
  52. Przeczytam - chociażby z ciekawości czy mi się spodoba, czy może jednak nie.

    OdpowiedzUsuń
  53. Cieszę się, że przynajmniej dobrze oceniłam na pierwszy rzut oka :D może się skuszę, bo jednak ludzie chwalą;)

    OdpowiedzUsuń
  54. Pomimo, że wcześniej w ogóle nie sięgałam po podobne książki, to "Czerwona królowa" mnie oczarowała. Każdą jej stronę czytałam z wielką przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Jak dobrze, że mogę na Ciebie liczyć względem recenzji młodzieżówek. Wszyscy zachwalają, piszczą, wydając z siebie same och i ach, a ja ciągle patrzę na tę powieść z uniesiona brwią i pytam sama siebie "Serio jest taka dobra?". Dobrze, że zanim po nią sięgnęłam, Ty mi na to odpowiedziałaś. Chciałam bardzo przeczytać - świadczy to tylko o tym, ze akcja marketingowa działa w najlepsze, ale przeczuwałam pod skóra, że jest to zwykła, typowa młodzieżówka, jakich wiele. Po lekturze serii Delirium, a właściwie dwóch tomów tej serii, jestem uczulona na tego typu książki jeszcze bardziej, niż byłam. Szkoda mi na nią czasu, wolę przeczytać coś, co jest naprawdę tego warte.

    OdpowiedzUsuń
  56. No pewnie, każdy ma inny gust i to, że mnie się coś podoba/nie podoba nie oznacza, że książka jest taka czy taka.

    OdpowiedzUsuń
  57. Widzisz, to może jest to. Nie czytałaś zbyt wiele dystopii i młodzieżówek, wiec schematyczność Czerwonej Królowej, niedopracowany świat czy bohaterowie nie są tak zauważalni :) Z resztą nie twierdzę, że ta książka nie może się podobać. Po prostu mnie w pełni nie kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
  58. I mnie Delirium specjalnie nie przypadło do gustu. Ale trzeba pamiętać, że to książki dla młodzieży one z samego założenia mają być w pewien sposób lekkie, niezależnie od tematyki. CO nie znaczy, że nie ma i takich pozycji, które wpijają w fotel. I dla mnie taką pozycją jest "Piąta fala" Ricka Yanceya czy "Red Rising. Złota krew" Pierce'a Browna :)

    OdpowiedzUsuń
  59. Nie czytałam, rozejrzę się za nią :D

    OdpowiedzUsuń
  60. Masz rację co do całości :D aczkolwiek czuję się przez Ciebie 'przestrzezona' :d

    OdpowiedzUsuń