piątek, 13 marca 2015

"Manipulacja" David Baldacci

David Baldacci to dla mnie wyjątkowy pisarz. Do dwóch z trzech przeczytanych przeze mnie powieści jego autorstwa zapałałam ogromną sympatią, przez co bez zbędnego medytowania sięgnęłam po kolejną jego książkę. Padło na „Manipulacje”

Autor po raz kolejny udowodnił mi, że on i sensacja rozumieją się doskonale. 

Nowa zimna wojna?
„- Jestem trupem. Zostałem zamordowany.” Od tych słów zaczyna się cała historia. O północy w całych mediach aż huczy od opublikowanego filmiku człowieka, który twierdzi, że nie żyje. Co więcej… „- Takich jak ja są dziesiątki tysięcy - obwieścił światu. - Ich kości spoczywają w zmarzniętej tundrze Syberii i głębinach jeziora Bałchasz w Kazachstanie. Wkrótce zostaną ujawnione dowody. Kiedy mnie zabraknie, pojawią się inni, którzy podejmą walkę.” W krótkim czasie świat pochłania informacyjny chaos. Kim jest ten człowiek? O czym, do diabła, tak naprawdę mówi? „- Nadszedł czas, żeby świat poznał CAŁĄ PRAWDĘ! - wykrzyknął do kamery, a potem wybuchnął płaczem. - Mam na imię Konstantin. Miałem na imię Konstantin - poprawił się. - Dla mnie i mojej rodziny jest już za późno. Jesteśmy martwi. Moja żona i trójka dzieci nie żyją. (…)”

Shaw, agent specjalny zatrudniony nie do końca z własnej woli w międzynarodowej agencji wywiadowczej nie ma łatwego życia. Z jednej strony próbuje poukładać swoje życie prywatne u boku ukochanej kobiety, z drugiej odejść z agencji w możliwie jak najmniej bolesny sposób. Tylko czy Frank, jego przełożony i człowiek, z którym łączy go niemiła przeszłość, pozwoli mu tak po prostu odejść? Katie James, niegdyś wzięta reporterka wojenna, zdobywczyni dwóch Pulitzerów, dziś alkoholiczka pracująca w dziale nekrologów, spotyka Shawa w bardziej, niż specyficznych okolicznościach. To głównie dzięki niemu zdobywa szansę na ponowne wdrapanie się na sam szczyt dziennikarskiego światka. Pytanie brzmi tylko: jaka będzie za to cena? I wreszcie… Nicholas Creel, właściciel Ares Corporation – największy dostawca broni na świecie oraz jego prawa ręka, człowiek od brudnej roboty – Dick Pender. Co tych dwóch panów łączy z Shawem, Katy, Konstantinem i całym tym chaosem? Cóż… Musicie się sami o tym przekonać! 

Przybliżenie fabuły w wypadku „Manipulacji” to bardzo ciężkie zadanie. Bardzo łatwo tu powiedzieć o jedno słowo za dużo, stąd ten nietypowy początek. To historia o pieniądzach, władzy, znaczeniu mediów – tym jak mocno na nas wpływają, z jaką łatwością nami manipulują. To również opowieść o poczuciu obowiązku, sprawiedliwości i jej braku. O problemach dnia codziennego i takich z górnej półki, na najwyższych szczeblach władzy. 

Po raz kolejny Balddaci zaprezentował nietuzinkową zdolność kreowania wprost genialnych postaci. Uwielbiam sposób w jaki autor za każdym razem czyni z nich niemal żywych ludzi, którzy mogliby w każdej chwili wyskoczyć z jakiegoś ciemnego zaułka. Mamy superbohatera, bo czy agent specjalny agencji wywiadowczej może nim nie być? A jednak ten superbohater to przede wszystkim normalny facet, który tak samo mocno kocha, pragnie, nienawidzi jak każdy inny człowiek na świecie. Ma wady, słabości, mniejsze i większe demony. Ma też przeszłość, równocześnie banalną i wyjątkowo skomplikowaną. Niewielu jest takich autorów, którzy budując swoje postacie potrafią sprawić, że czytelnik przywiązuje się do nich niemal przy pierwszym spotkaniu. A jednak za każdym razem, gdy Baldacci prezentuje mi swoją sensacyjną stronę, zostaje z miejsca przyciągnięta do głównego bohatera, który nie daje mi o sobie zapomnieć jeszcze długo po tym, jak odkładam książkę na półkę. 

Akcja powieści gna do przodu od pierwszej strony. Nie ma tu dłużyzn, autor nie marnuje czasu na zbędne opisy, jest konkretny i rzeczowy. Wykreowany przez niego informacyjny chaos sprawia, że bardzo długo zupełnie nie wiadomo o co tak naprawdę toczy się ta cała gra. Odpowiedzi wydają się oczywiste, a jednak w powietrzu wisi nieokreślone „coś”, co jasno sugeruje, iż sprawy nie mogą być aż tak proste. Nie w tych okolicznościach. 

A potem, całkiem w stylu Baldacciego którego znam i uwielbiam, zaczynają spadać fabularne bomby. Jedna po drugiej. Booom! Booom! Booom! 

Nie czytam chodząc. Czytam w wielu miejscach, również na stojąco np. w kolejce, ale nie chodząc. Dla tej książki zmieniłam swoje nawyki, bo dojechawszy na miejsce, nie byłam wstanie wysiąść z autobusu, schować książkę do torebki i iść do domu nie wiedząc, co dalej. To chyba mówi samo za siebie...

Niestety były też i te słabsze momenty. Gdyby zdarzyły się na początku lub gdzieś w połowie, pewnie bym nawet o nich nie pamiętała. Niestety największą wadą tej powieści jest sam finał. Wspominałam o spadających bombach, a jednak zabrakło mi tu tej ostatniej, największej. Sama końcówka to raczej formalność tak emocjonalnie stateczna, że kończy się czytać z poczuciem niedosytu. Potężnego niedosytu. 

Podsumowując; pomimo braku fajerwerków podczas finału tej historii, „Manipulacja” Davida Baldacciego to kawałek naprawdę dobrej sensacji. Mało tego. To obraz tego, co może dziać się naprawdę na całym świecie. Choć wydarzenia w tej książce to czysta fikcja literacka, to jak twierdzi sam autor, wiele kwestii w niej zawartych jest prawdziwych. Nie będę ich nazywała, to mogłoby za wiele Wam powiedzieć. Powiem za to, że mnie wydarzenia tej książki dały wiele do myślenia. 

Gorąco polecam! Ja tymczasem nie mogę się już doczekać, kiedy dorwę w swoje ręce drugi tom cyklu o Shawie – „Zbaw nas od złego”. 

Moja ocena: 7/10 – byłoby 8, gdyby nie ten niewypał na końcu książki…

Nie zważajcie na tę okropną okładkę! To jakaś pomyłka… Ktoś, zaklepując jej projekt, musiał być chwilowo niepoczytalny, albo coś… ;)

Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam

Przypominam o konkursie!

27 komentarzy:

  1. niekończące się marzenia13 marca 2015 14:59

    Achhh jakże nie lubię niedosytu po zakończeniu książki, ale... ten wstęp tak mnie zaintrygował! Musze przeczytać nawet jeżeli koniec nie jest " ŁAŁ" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasia Jabłońska13 marca 2015 16:31

    Patrząc na okładkę pewnie nigdy nie sięgnęłabym po tę książkę, ale po twojej recenzji, może kiedyś się skuszę;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam jakiś czas temu. Pupy nie urwało, ale dało się przeczytać, chociaż okładka jest straszna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Katie -Niepoprawna Romantyczka13 marca 2015 19:17

    Już pierwsze słowa zachęcają do przeczytanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka raczej odstrasza czytelnika od tej pozycji, ale dzięki Twojej recenzji można się dowiedzieć, że książka zasługuje na uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam jedną książkę Baldacciego i mile ją wspominam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Always SadLess13 marca 2015 21:44

    Nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie czytałam nic tego autora ale może warto się z nim zapoznać

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się, ktoś musiał być niepoczytalny tworząc taką okładkę. Sama lepszą bym zrobiła w PS xD Sensacji, aż tak często nie czytam, ale tak zachwalasz autora, że spróbuje po jakąś jego książkę sięgnąć :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Okej, bardzo mi się podoba. Nawet ta marna okładka mnie nie przestraszy!

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyznam, że nie miałam okazji jeszcze poznać twórczości tego autora, jednak być może kiedyś sięgnę... ale najpierw muszę trochę ogarnąć swoje przepełnione półki... ;) pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja chyba spasuję, jakoś mnie kompletnie do książki nie ciągnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie znam tego autora i mówiąc szczerze, gdybym zobaczyła taką okładkę nawet nie zdecydowałabym się przeczytać o czym ta książka jest ;) Teraz już wiem i może nawet się skuszę, choć nie w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Katarzyna Meres15 marca 2015 22:21

    Nie wydaje mi się, żeby to była książka dla mnie :D W ogóle to... okładka jest straszna. Jejku, dlaczego wydawnictwa tak krzywdzą książki? :( Nawet ja potrafię stworzyć lepszą okładkę, a profesjonalnym grafikiem nie jestem...

    OdpowiedzUsuń
  15. Okładka jest okropna, wygląda jak jakaś tania książka z psychologii :P Strasznie nie lubię rozczarowań w finale, jeszcze pomyślę, czy przeczytać tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Koniec nie jest łał, ale reszta jest świetna, więc da się to autorowi wybaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdybym nigdy wcześniej nie miała styczności z autorem, nigdy nie zwróciłabym uwagi na ten tytuł więc doskonale Cię rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Masz racje, tyłka nie urywa, to fakt, coś z tym zakończeniem poważnie nie grało. Za szybko, za prosto? Nie mam pojęcia. Ale pomimo tego i tak bardzo mi się podobało. Czytałaś coś jeszcze Baldacciego?

    OdpowiedzUsuń
  19. Czasem nie należy się kierować okładką i tak jest w przypadku tej książki :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też z łatwością zrobiłabym lepszą okładkę, ale cóż... Ja zawsze lubiłam sensacje, ostatnio coraz mocniej. Czytałam jeszcze "Dzień zero" i "Niewinny" i oba tytuły są świetne ^^

    OdpowiedzUsuń
  21. Aj, odwieczny problem ksiażkoholików :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Hmmm, pewnie nie cierpiałabyś specjalnie na czytaniu, bo Baldacci wplata w swoje historie nieco wątków obyczajowo - romantycznych, ale myślę, że masz co czytać xD Co do okładki, to ja też zrobiłabym lepszą xD

    OdpowiedzUsuń
  23. Końcówka to taka bomba niewypał. Wszystko niby dzieje się szybko, a jednak nie do końca to wszystko trafione. Ale da się to przełknąć, więc i tak polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Tak, "Kolekcjonerów tajemnic" - takie sobie, "Krytyczny moment" - uwielbiam i "Dowód prawdy", ale czy to mi się podobało to nie pamiętam :P

    OdpowiedzUsuń
  25. Oj, tak :)

    OdpowiedzUsuń