wtorek, 17 marca 2015

"Namiętność niejedno ma imię" Stefania Jagielnicka-Kamieniecka

Nie od dzisiaj wiadomo, że nasze poczucie tożsamości ma silny związek z osobami, wokół których się wychowywaliśmy. W życiu każdego człowieka rodzice odgrywają kluczową rolę. Czasem jest ona pozytywna, niekiedy wręcz odwrotnie. Los bywa różny, kapryśny, złośliwy, a niekiedy wręcz okrutny. Ludzie mają niebywałą zdolność przystosowywania się, jednak niekiedy bywa i tak, że potrzeba odnalezienia tej zaginionej cząstki ich samych nie daje im spokoju. 

Dokładnie tak dzieje się z Martyną, główną bohaterką książki „Namiętność niejedno ma imię” Stefanii Jagielnickiej-Kamienieckiej. Wychowywana przez matkę, nigdy nie poznała swojego ojca. Jego nieobecność uczyniła niemałe spustoszenie w psychice dziewczyny, która nigdy tak naprawdę nie dorosła. Mała, stęskniona dziewczynka w ciele dorosłej kobiety wciąż pozostała żywa. Tak samo głodna informacji, co wcześniej. I im starsza, tym bardziej pochłonięta obsesją odnalezienia rodzica, przez którego w jej sercu było puste miejsce. W swoich niesłabnących poszukiwaniach Martyna popełnia błąd za błędem, nie zatrzymując się choćby na moment. Niezależnie od okoliczności, jej cel jest ten sam. Zawsze i wszędzie. I nawet miłość, na odmianę ta z nieco większą szansą na przetrwanie, zdaje się zbyt słaba, by w porę otworzyć jej oczy i zobaczyć, co tak naprawdę robi. Czym jej poszukiwania są. Jak łatwym jest celem dla wszelkiego rodzaju oszustów…

Selfpublishing (a dokładniej vanity press) rządzi się swoimi prawami i jest to tak samo jasne, jak i zrozumiałe. Prawdziwe perełki trudno jest tam odnaleźć, co nie znaczy, że to kompletnie niemożliwe. Z pozytywnym, choć wciąż ostrożnym, nastawieniem sięgałam po tę książkę. Moje doświadczenia z tego rodzajem publikacji jest raczej słodko-gorzkie. Tematyka tej powieści wydała mi się na tyle trudna, dziwna i skomplikowana, że zdecydowałam się zaryzykować. Dysfunkcje rodzinne zawsze mnie ciekawiły, a ta przedstawiona w tej powieści była oczywista. 

Niestety, choć nie wiem jak bym się starała, nie potrafię powiedzieć zbyt wiele dobrego na temat tej książki. Jak to często bywa – pomysł jest, ale z wykonaniem nie wyszło. Martyna to postać, która być może miała uchodzić za opętaną, może po prostu chorą, nie wiem. Wyszła naiwna, prostacka, papierowa kobieta, której tok myślowy jest niebywale krótki i ubogi. Dysfunkcje dysfunkcjami, obsesja obsesją, jednak to, co robi Martyna, jej decyzje, wybory, przemyślenia są po prostu odrealnione. I może można by było uznać, że jej mentalność została zamierzona, by podkreślić zniszczenia dokonane w jej psychice, gdyby inni bohaterowie nie wykazywali podobnego mentalnego upośledzenia - przepraszam, ale nie umiem tego inaczej nazwać. 

Martin – chłopak, który zakochuje się w Martynie, jej matka, każdy „ojciec” jakiego spotyka po drodze – przejawiają tę samą irracjonalność, co główna bohaterka. Jest ona może nieco mniejsza, można wyłuszczyć z ich myśli i przekonań drobiny racjonalności i właściwego postrzegania świata, ale nie na tyle, by dało się odebrać tę historię jako dramat, a nie tanią groteskę. Może o to właśnie autorce chodziło? O groteskę? Niestety nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. 

Sam styl nie ma czytelnikowi niczego do zaoferowania. Szczerze mówiąc liczyłam na coś stylistycznie lepszego choćby z tego względu, że to nie jest pierwsza książka autorki. Nie wspominając już nawet o tym, że z zawodu jest dziennikarką. Jej kariera pod tym względem jest imponująca i byłam pewna, że jeśli historia zawiedzie, będę miała do czynienia przynajmniej z tekstem, którego miło się będzie czytać. Tymczasem dostałam słaby tekst, słabych bohaterów, i choć może obiecującą historię, to niestety kompletnie zrujnowaną przez wszystko, co powyższe. 

Podsumowując; „Namiętność niejedno ma imię" to książka, która niestety nie zdobyła mojego uznania. Mogę przyklasnąć pomysłowi. Wydaje mi się bowiem odpowiednio skomplikowany i kontrowersyjny, by mieć szansę na zdobycie większego grona czytelników. Jest nawet nie tak bardzo oderwany od rzeczywistości, jak niestety jego wykonanie. W takiej formie wszystko, co jest na plus w historii Martyny, zostaje brutalnie zamordowane przez absurd. Wątki mające szanse wzbogacić powieść zostały uproszczone do granic możliwości, co tylko całości zaszkodziło. 

Moja ocena: 1/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Psychoskok

37 komentarzy:

  1. Czasami trafia się na książki, które okazują się nie do przebrnięcia. Podziwiam, że udało Ci się skończyć ten tytuł, bo z tego co czytam jest on co najmniej niestrawny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno nie będę szukać tej książki:)

    OdpowiedzUsuń
  3. W takim razie zapominam o niej... pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet nie będę się za nią rozglądać, nie ma szans ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Skoro nic ciekawego to sobie podaruję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobry pomysł przy zmarnowanym potencjale to zdecydowanie za mało, by mnie zachęcić do lektury... 1/10 mówi samo za siebie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Brzmi trochę tak, jakby książka była pisana na kolanie, niedopracowana, wypchnięta na szybko.

    OdpowiedzUsuń
  8. Recenzja w 100% zniechęca do sięgnięcia po ten tytuł ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Samą postacią głównej bohaterki już mnie odstraszyłaś od czytania tej pozycji, a skoro nie ona jedna jest taka, to będę książkę omijać, na pewno.


    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. To ja podziękuję serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kasia Jabłońska17 marca 2015 19:56

    Lubię czasami poczytać o okropnych książkach;) A ty tak uroczo pastwisz się nad nimi;))

    OdpowiedzUsuń
  12. Katarzyna Meres17 marca 2015 20:54

    Ojjj, szkoda, że taka słabiutka ta książka :(

    OdpowiedzUsuń
  13. No to pojechałaś po bandzie... oczywiście nie zamierzam czytać tej publikacji bo po prostu nie trafia w mój gust. Mimo wszystko szkoda ze autorka nie znalazła uznania w Twoich oczach.

    OdpowiedzUsuń
  14. To chyba najniższa ocena jaką wystawiłaś książce, ale w pełni Cię rozumiem, bo jeśli historia nie ma żadnych plusów, to nie ma co owijać w bawełnę. Brawo za szczerą ocenę, bo niestety nie wszyscy blogerzy to potrafią. Co do książki to oczywiście nie będę jej czytać. Przyznam też, że dość sceptycznie podchodzę do selfów i decyduję się na lekturę dopiero, kiedy zaufana osoba mi ją poleci.

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj oj. Trzymać się będę od niej z daleka. a kysz! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Książka ma tylko 188 stron, da się przetrwać xD Ale nie powiem, gdyby nie to, że to był egzemplarz recenzencki, porzuciłabym ją po kwadransie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Masz racje, tak to właśnie wygląda. Jakby to był nieco bardziej rozbudowany szkic, ale jeszcze nie wersja ostateczna. I to pisanie na kolanie... Idealne określenie xD

    OdpowiedzUsuń
  18. No cóż, musiałabym upaść na głowę, by polecać komukolwiek coś, co sama oceniam na 1/10 xD

    OdpowiedzUsuń
  19. O tak, główna bohaterka jest... Nie mam nawet do niej słów. ^^ Ja wszystko rozumiem, faktem jest, że osoby wychowujące się bez jednego rodzica MOGĄ, choć wcale nie muszą, mieć jakieś braki emocjonalne, ale ona to już jest wersja kliniczna, która niewiele ma wspólnego z brakiem rodzica xD

    OdpowiedzUsuń
  20. Staram się jak mogę, by nie jeździć po książce/autorze za bardzo, wychodzę z założenia, że każdemu należy się szacunek, ale czasami to trudne. xD W przypadku tej recenzji było nawet bardzo trudne ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Starałam się być delikatna! Już bardziej się nie dało... ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak, to najniższa ocena jaka zaistniała na tym blogu, ale co zrobić? Staram się być obiektywna i w ocenie brać pod uwagę absolutnie wszystkie aspekty książki, łącznie z tym, czy to debiut, czy nie, wydane przez duże wydawnictwo czy selfpublishing itp. Niestety niekiedy bywa tak, że wszystko zawodzi i trzeba pomarudzić. Ale zgadzam się, nie każdy potrafi, szczególnie jeśli chodzi o egzemplarze recenzenckie. Ja wychodzę z założenia, że przyklaskiwanie słabym tytułom czy maskowanie wad tych wysoko reklamowanych, to krótka droga do klęski.


    No a selfy to ciężka sprawa. Z jednej strony rozumiem chęć spełniania swoich marzeń, z drugiej nie pojmuję czym niektórzy autorzy się kierują. Nie mają wokół siebie absolutnie nikogo, kto mógłby im szczerze powiedzieć, że to, co napisali wymaga jeszcze sporo pracy? Albo że jest po prostu złe? Pewność siebie, wiara we własne siły, nawet odwaga, to jedno, ale gdzie w tym wszystkim racjonalność? Nie wiem. Sama piszę i raczej nigdy nie zdecydowałabym się na wydanie takiego ledwo tkniętego przez korektę selfa. Ale może tu chodzi o prostą potrzebę wydania czegoś? Nie ważne jakiej jakości, byle stało na półce, a na okładce było jej/jego nazwisko? Kolejny temat rzeka xD

    OdpowiedzUsuń
  23. Całkowicie cię popieram i postępuję tak samo, bo jednak szczerość to podstawa i nie wyobrażam sobie, że chwalę coś, co mi się nie podobało. I czasami nie ma wyjścia i wychodzi na to, że ocena jest skrajnie niska.


    Też się nad tym zastanawiam, ale sądzę, że po prostu autorzy dają swoje książki do przeczytania bliskim, którzy nie chcą ich urazić, albo po prostu uważają, że ich dzieła są dobre i nie przyjmują żadnej krytyki. Przez to cierpią osoby piszące dobrze, bo już się utarło, że jak self, to słaba jakość :(

    OdpowiedzUsuń
  24. Ojejku... To jakaś masakra jest! :D Będę omijać szerokim łukiem, bo szkoda czasu na taką lakturę :P

    OdpowiedzUsuń
  25. Ojej, jaka ocena! Będę się trzymała od tej książki z daleka ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Widzę, że książka powaliła Cię na kolana. Niestety, nie zawsze mamy możliwość trafiania na niesamowite książki.

    OdpowiedzUsuń
  27. Czytałam jedną książkę autorki i też nie byłam zachwycona. Sam pomysł ok ale z wykonaniem o wiele gorzej....

    OdpowiedzUsuń
  28. Idiotyczna recenzja. Właściwie trudno nazwać te wypociny recenzją. Jeżeli się krytykuje, to podaje się przykłady z książki, które uzasadniają krytykę, Niestety recenzentka ich nie znalazła, ponieważ nie ma ich w tej powieści. Po pierwsze to nie jest selfpublishing, tylko książka wydana w dobrym wydawnictwie. Czytałam trzy książki tej autorki i wszystkie były świetne. Ta również. Jest to niezwykła powieść. Dramatyczna, nabrzmiała emocjami. Jej ułomni bohaterowie wzbudzają naszą empatię, gdyż autorka sięga w głąb kobiecej duszy i serca wrażliwego młodzieńca. Swietna, wciągająca i poruszająca lektura. Jestem oburzona tą nieporadną, nieudolną i złośliwą recenzją. Wydaje mi się, że została napisana na zamówienie wrogów autorki, ponieważ walczyła ona z komuną i była internowana. J

    OdpowiedzUsuń
  29. Widzę że nie warto zawracać sobie oczu tą książką

    OdpowiedzUsuń
  30. Widzę, że nie jestem jedyna :)

    Nie dopadła Cię autorka?

    Mnie owszem :

    http://artemis-shelf.blogspot.com/2015/04/stefania-jagielnicka-kamieniecka.html#more

    OdpowiedzUsuń
  31. Dopadła mnie Pola Solecka (na samym dole komentarzy) Pozostawię bez komentarza moje domysły kim ów Pola jest xD Pewnych rzeczy nie warto komentować, bo to może tylko zaszkodzić ^^

    OdpowiedzUsuń
  32. Powinna Pani usunąć tę recenzję, bo wprowadziła Pani w błąd wiele czytelniczek, które z pewnością byłyby książką zachwycone, a przy tym sama się skompromitowała. Jeśli ktoś zabiera się do pisania recenzji powinien przynajmniej wiedzieć, czym jest selfpublishing. To szczyt ignorancji - otrzymać książkę od wydawnictwa i pisać, że to selfpublishing.

    OdpowiedzUsuń
  33. MayKasahara89 .25 kwietnia 2015 22:07

    Autorka bloga faktycznie nieco miesza pojęcia, co może wywoływać trochę zamieszania, co do istoty zjawiska ma jednak rację.

    Klasyczny selfpublishing faktycznie polegał na tym, że autor był jednocześnie wydawcą i dystrybutorem swoich książek.
    Pani Jagielnicka-Kamieniecka natomiast, skorzystała z usług firmy wydawniczej która za opłatą może wydać każdy tekst, który im się podeśle, jakość ich zupełnie nie interesuje, bo zarabiają raz, inkasując pieniądze od autora. Mówimy tu więc raczej o vanity press. To również dość mało prestiżowa forma wydania się, a o niskim standardzie usług świadczonych przez Psychoskok mowa była nie raz. Akurat ta firma wydawnicza jest mi dobrze znana i szczerze mówiąc każdemu bym odradzała publikowanie tam...
    Zaznaczam, że książki nie czytałam, więc nie wiem, czy jest dobra, piszę jedynie o formie publikacji.
    Poza tym, można próbować prostować nieprecyzyjne informacje, ale żądanie od autorki, by usunęła krytyczną recenzję, jest zdecydowanie w złym guście.

    OdpowiedzUsuń
  34. MayKasahara89 .25 kwietnia 2015 22:09

    Tak trzymaj. Przecież na tym polega idea recenzowania, by dzielić się szczerymi opiniami o książkach, a nie wszystkim przyklaskiwać.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w prowadzeniu bloga.

    OdpowiedzUsuń
  35. MayKasahara89 .

    Autorka bloga faktycznie nieco miesza pojęcia, co może wywoływać trochę zamieszania, co do istoty zjawiska ma jednak rację.

    Klasyczny selfpublishing faktycznie polegał na tym, że autor był jednocześnie wydawcą i dystrybutorem swoich książek.
    Pani
    Jagielnicka-Kamieniecka natomiast, skorzystała z usług firmy
    wydawniczej która za opłatą może wydać każdy tekst, który im się
    podeśle, jakość ich zupełnie nie interesuje, bo zarabiają raz, inkasując
    pieniądze od autora. Mówimy tu więc raczej o vanity press. To również
    dość mało pres
    tiżowa forma wydania się, a o niskim standardzie usług świadczonych
    przez Psychoskok mowa była nie raz. Akurat ta firma wydawnicza jest mi
    dobrze znana i szczerze mówiąc każdemu bym odradzała publikowanie tam...
    Zaznaczam, że książki nie czytałam, więc nie wiem, czy jest dobra, piszę jedynie o formie publikacji.
    Poza
    tym, można próbować prostować nieprecyzyjne informacje, ale żądanie od
    autorki, by usunęła krytyczną recenzję, jest zdecydowanie w złym guście.

    OdpowiedzUsuń
  36. Kwestię selfpublishingu uściśliłam (choć z rozmysłem użyłam tej nazwy bo funkcjonuje jako ogólne pojęcie odnoszące się do książek wydawanych poprzez wydawanie swoich pieniędzy, a nie pełną inwestycje wydawnictwa, nie wiele osób wiedziałoby o czym mówię gdybym użyła poprawnego określenia, ale niech będzie). Recenzji nie usunę, tak jak Pani ma prawo nazwać mój tekst głupim, tak ja mam prawo ocenić tę powieść tak, jak ją oceniłam. Jedyne co mogę zrobić, to zacząć usuwać komentarze, bądź je całkowicie zablokować. Wyraziła Pani swoje zdanie, szanuje je. Myślę też, że wystarczy już tych dyskusji, bo ani nic nie wnoszą, ani niczego nie zmienią.

    OdpowiedzUsuń
  37. MayKasahara89 .29 kwietnia 2015 04:11

    Nie pisałam do Pani e-maili, jedynie te komentarze tutaj, najwidoczniej ma Pani włączone powiadomienia o odpowiedziach w śledzonych wątku, dlatego trafiło też na maila. Podtrzymuję zdanie, że atakowanie autorów krytycznych recenzji świadczy o wyjątkowym braku klasy.

    OdpowiedzUsuń