niedziela, 12 kwietnia 2015

"Monster in His Eyes" i "Torture to Her Soul" J.M. Darhower


Dawno nie pisałam Wam o żadnej powieści, która jeszcze nie została wydana w naszym kraju. Wiem, że nie wszyscy chcą czytać takie recenzje, bo nie każdy czyta po angielsku i pisanie o takich książkach uważa za pewien rodzaj tortury ze strony recenzenta – przynajmniej gdzieś natknęłam się na podobną opinię. Uważam jednak, że jeśli książka jest świetna, trzeba o niej mówić. Krzyczeć jak najgłośniej inaczej może nie być zauważona, doceniona i w końcu – wydana w naszym kraju. Tak więc wybaczcie, ale zamierzam wrzeszczeć. Głośno.

Na „Monster in His Eyes” J.M. Darhower, pierwszą część dwutomowego cyklu, trafiłam przypadkiem. Prawdę mówiąc kupiłam ją przez okładkę i intrygujący opis. Zapowiadał romans z „potworem”, a ja miałam na coś podobnego ochotę. Nie oczekiwałam zbyt wiele. Prawdę mówiąc po jakiejś godzinie czytania nie oczekiwałam już niczego. Ot proste romansidło w wyświechtanym stylu, zaledwie z domieszką oryginalności w postaci jednego, jedynego faktu – różnica wieku pomiędzy Karissą, a Ignaziem jest spora. Na tyle spora, że mógłby być jej ojcem. Wprawdzie młodym, ale to dałoby się zrobić. Poza tym jednym aspektem całej historii nie było wiele oryginalności - początkowo.

Karissa studiuje, ma szaloną współlokatorkę/najlepszą przyjaciółkę, sama będąc raczej cichą i spokojną dziewczyną – jakże dobrze znamy ten typ. Trochę głupiutka, trochę naiwna, skromna i zakompleksiona. Och, no i trzymana pod kloszem. Jej matka, kobieta ewidentnie cierpiąca na jakąś paranoiczną chorobę, wychowała ją w atmosferze ciągłego, lecz niespecjalnie określonego zagrożenia czyhającego tuż za rogiem. Karissa zapomina telefonu z sali wykładowej (tak wiem, ja też przewracałam oczami), musi się wrócić i tak poznaje Ignazia ‘Naza’ Vitale, starszego od niej mężczyznę, który chwilę temu rozmawiał z jej znienawidzonym wykładowcą i nie była to nazbyt miła rozmowa. Mężczyznę o chłodnych oczach i tajemniczym sposobie bycia. Mężczyznę, który nie potrzebuje zbyt wiele czasu, by „wciągnąć ją w swoją sieć”,  by „swoim urokiem zaciągnąć ją do łóżka”, „uwięzić w jego życiu, życiu o którym nie miała bladego pojęcia, aż było za późno, by odejść”. Mężczyznę, którego nazwisko otwiera drzwi, sprawia, że w zatłoczonej restauracji znajduje się jednak wolny stolik. Mężczyznę, który nie zje i nie wypije niczego, co ma niewiadome pochodzenie, zamawiając pizzę zawsze z innego lokalu, by uniknąć przewidywalności. Dlaczego? Tego nie domyśla się bardzo długo chyba tylko Karissa. 

„His full name is Ignazio Vitale, although once, not so long ago, he urged me to call him Naz. And it was Naz who charmed me, who won me over and made me melt. It wasn't until later that I got to know the true Ignazio, and by the time I met Vitale, it was far too late to just walk away.” 
― J.M. Darhower, Monster in His Eyes

Mało imponujący opis, zdaję sobie z tego sprawę. Już teraz powiem, że największą wadą tej historii jest ogromna nierówność tych dwóch książek. „Monster in His Eyes” to przez dobre 70-75% książki zwykłe romansidło okraszone ostrym seksem, niebezpiecznym i tajemniczym mężczyzną oraz naiwną, zupełnie niedoświadczoną dziewczyną, która zostaje omamiona jego niesłabnącą uwagą. Nie polubiłam Karissy. Wydawała mi się zwyczajnie za głupia. Za bardzo naiwna. I gdyby nie przyjemne pióro J.M. Darhower i te małe, malusieńkie bomby spuszczane od czasu do czasu na raczej średnio ekscytujący tekst, nie wiem, czy po pierwszym zachwycie, wciąż bym czytała. 

Jednak Ignazio Vitale kupił mnie niemal od pierwszego spotkania. Cóż poradzę na to, że uwielbiam drani? A jeśli sądzicie, że widziałyście/widzieliście już każdą możliwą kombinacje „bad boya” mogę Was zapewnić, że Naz to zupełnie inna liga. Na myśl o tym jak bardzo ten facet na mnie podziałał dochodzę do wniosku, że poważnie coś ze mną jest nie tak. Ale tak naprawdę poważnie. Tak czy inaczej - od razu było dla mnie jasne, że to drań o jakim jeszcze nie czytałam. Pytanie brzmiało tylko czy autorka mi go zepsuje nadając mu nagle bardziej „pozytywnych” cech, co przecież zdarza się notorycznie. I tu tkwi sedno mojego zachwytu. Ignazio Vitale nie jest mężczyzną zdolnym do przesadnej zmiany. Bo czy można zmienić człowieka, który jest związany z organizacją, z której można się wydostać tylko i wyłącznie w worku na zwłoki? Można? Nie bardzo. 

Mafia nigdy specjalnie mnie nie ciekawiła, ale połączenie tego tematu z romansem wydawało się ciekawe, nawet bardzo, mimo wszystko wróżyłam klęskę. No bo jak? Bliski członek potężnej mafijnej rodziny i młodziutka dziewczyna. To mogło skończyć się tylko i wyłącznie na dwa sposoby. Ten trywialny wliczający kastracje głównego bohatera z wszystkich negatywnych cech, albo tragiczny, czyli kolejne krwawe wesele w iście mafijnym stylu <- modliłam się o to drugie, przynajmniej czytałabym o tym po raz pierwszy…

“I’m not a good man, Karissa, and I never will be. So dont think you can fix me, or that I’ll ever change, because I won’t. I can’t.” 
― J.M. Darhower, Monster in His Eyes

Tak, cóż, jak się okazało nie jestem aż tak dobra w przewidywaniu wydarzeń jak sądziłam. Ostatnie 30% książki zmiotło mnie z powierzchni ziemi. Nie spodziewałam się takiego toku wydarzeń. Byłam chyba równie zaskoczona jak sama Karissa i to od tego momentu „Monster in His Eyes” przestał być tylko romansem, a zaczął być również thrillerem. Myślę, że jego zalążki można było odnaleźć o wiele wcześniej, jednak zostałam uśpiona przez przewidywalność i zupełnie straciłam swoją czujność. I dobrze. Uwielbiam, kiedy książki mnie zaskakują. Uważam wprawdzie, że ta zrobiła to zbyt późno, co w gruncie rzeczy daje jej w moich oczach zaledwie ocenę 7/10 i to tylko dlatego, że końcówka mnie zachwyciła. Nie zrozumcie mnie źle, to wciąż romans, jednak jest w tym też coś więcej. 

― J.M. Darhower, Torture to Her Soul

„Torture to Her Soul” (BEZ OBAWY O SPOILERY) z kolei to już całkiem inna bajka. Po pierwsze, forma narracji uległa zmianie. Tym razem narratorem jest Naz i nie umiem nawet wyrazić jak bardzo to zmienia cały wydźwięk powieści. Nagle zrobiło się doroślej. Nagle zrobiło się bardziej klimatycznie. Nagle jest bardziej erotycznie, kiedy trzeba, brutalnie, kiedy trzeba, niebezpiecznie, kiedy trzeba. Karrisa przestała być aż tak głupia i naiwna, zyskała trochę pazura, co sprawiło, że wreszcie mogłam ją polubić. Wciąż wszystko kręci się tu wokół związku Ignazia z Karissą, mafią i tą jedną sprawą o jakiej nie mogę napisać, by nie zaspoilerować, a jednak od pierwszej strony czuć wiszące w powietrzu niebezpieczeństwo. Jest jasne, że coś się stanie. Wszystkie znaki, na niebie i ziemi podpowiadają, że to po prostu nie może skończyć się dobrze. Nie to, że wydarzenia są tak bardzo sugestywne, nie. Wszystko jest względnie subtelne, a jednak niezwykle wymowne. 

“We're a disaster, a certifiable catastrophe, and there's nothing beautiful about the way we're going. She's trying to be unbreakable but I'm unshakeable. She's going crazy, and I'm already goddamn insane. I clipped my jailbird's wings so she couldn't fly away from me, and then I wonder why the fuck I can't make her soar.” 
― J.M. Darhower, Torture to Her Soul

Nie mogę napisać dużo na temat „Torture to Her Soul”, bo musiałabym nazwać kilka rzeczy po imieniu, a myślę, że to byłoby już zbyt wiele informacji. Powiem jednak, że obyło się bez kastracji. Ignazio Vitale wprawdzie został przez autorkę pokazany w odrobinę jaśniejszym świetle, ale to absolutnie niczego nie usprawiedliwiło, ani nie zmieniło. Pozostał tym, kim był na wstępie. Kiedy mówił, że nie jest dobrym mężczyzną i nie jest zdolny do zmiany – mówił poważnie. 

Drugi tom oceniam na 8.5/10, widzicie więc jak wielki jest rozdźwięk pomiędzy tymi książkami. Odniosłam wrażenie, że autorka zaczynając pisać tę historię nie planowała pociągnąć ją dokładnie w taki sposób, jak to w istocie zrobiła. To tak, jakby całość ewoluowała, kształtowała się dopiero w trakcie jej powstawania, co stworzyło pewną nierówność, jednak zupełnie do wybaczenia. 

― J.M. Darhower, Torture to Her Soul
Podsumowując; „Monster in His Eyes” i „Torture to Her Soul” to w sumie genialna, oryginalna historia. Dzisiaj trochę mniej oryginalna niż w chwili, gdy skończyłam je czytać, mały reserch i znalazłam kilkanaście podobnych tematycznie powieści, jednak jak na razie żadna nie jest tak dobra, to romansidła ze złymi chłopcami, niewiele więcej – tu mamy też akcje oraz jednego z najlepiej wykreowanych czarnych charakterów jakich miałam przyjemność poznać. To jedna z tych historii o których czyta się z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony się wie, że powinno się gardzić takim człowiekiem jak Naz, bo niezależnie od wszystkiego, to zły facet. Zły człowiek – tak po prostu. W normalnych warunkach powinien spędzić resztę życia w więzieniu o zaostrzonym rygorze. A jednak wzbudza w nas sympatie. Wzbudza w nas ciekawość. Niekiedy nawet współczucie? Nie wiem. Wiem tylko, że go uwielbiam. Boję się myśleć, co to o mnie świadczy, ale go uwielbiam. Gdyby teraz ktoś zapytał mnie o ulubionego książkowego „boyfrienda” to bez zająknięcia wskazałabym na niego. Jak dobrze, że to tylko postać fikcyjna inaczej mogłabym mieć problem ;) 

Książki biorą udział w wyzwaniach: Okładkowe Love oraz Książkowe wyzwanie 2015 - 23. W języku angielskim

Przypominam o konkursie!

42 komentarze:

  1. Tym razem to nie są książki dla mnie. Nie dość, że romans (z erotyczną nutą) to jeszcze po angielsku. Odpada. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. toż to istna torturra ;) Widzisz, może powinnaś się skupić na wewnętrznej współpracy z jakimś wydawnictwem i podsuwać im takie ciekawe kąski? U nas wydawane są książki, które można... tanio kupić. Takie czasem mam wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z Darhower czytałam jedną książkę...Sempre bodajże. Zaczynało się ciekawie, ale później już ją po prostu męczyłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też ją zaczęłam, ale wieje nudą ^^ Niby wszystko fajnie, ale to nie to samo co te dwie. Myślę, że to też kwestia tego, że w Sempre jest dwoje młodych. A tu Vitale jest prawie dwa razy starszy niż Karissa, co dodaje troch pikanterii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakbym mogła, to ja chętnie bym się przekwalifikowała na pełnoetatowego recenzenta wewnętrznego niestety to mało realne xD Ale dobrze jest jak jest :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No widzisz, a ja chętnie poczytam takie wpisy - może w końcu ruszę dupsko i zacznę czytać coś w innym niż polski język, żeby zacząć szlifować mój marny ostatnio angielski :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Młody Mol Książkowy (MMK)12 kwietnia 2015 14:27

    Brzmi trochę jak "50 Shades of Grey"

    OdpowiedzUsuń
  8. Może się kojarzyć, to fakt, ale tylko na początku :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli o mnie chodzi, wrzucaj śmiało recenzje powieści dostępnych jedynie po angielsku, może mnie wreszcie zmotywujesz, żeby czytać w innym języku. Póki co tylko kupuję anglojęzyczne książki, a na razie ich wcale nie czytam :P

    Co do tych przedstawionych w dzisiejszym poście to nie byłam nimi zainteresowana dopóki nie pojawiła się wzmianka o mafii. Otóż bardzo lubię gangsterskie historie, ale właśnie takie, gdzie czarny charakter jest naprawdę czarny. Głównie w serialach spotkałam się z takim rozwiązaniem, ale fajnie wiedzieć, że są też powieści, w których on nie przechodzi metamorfozy ze złego bandziora w słodkiego chłopca :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Zazdroszczę umiejętności czytania po angielsku... ja bym się męczyła bardzo przy tym ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. To coś idealnie dla mnie. Na pewno będę chciała je przeczytać, choć mam nadzieję, że w języku polskim.
    Historia już brzmi intrygująco, a bohater i ciebie zachwycił, więc tym bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Normalnie chyba zacznę czytać w oryginale, nie ma co xD

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawi mnie "Monster in His Eyes" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Antykwariat z ciekawą książką12 kwietnia 2015 22:24

    Jestem zainteresowna, baaardzo, ale poczekam na polskie wydanie. Moze za sprawą Twojej recenzji coś ruszy i książka w niedalekiej przyszłości ukaże się na rynku. Na to w duchu też liczę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oczywiście książka nie w moim gatunku ;) ale to już wiesz :) Gratuluję umiejętności czytania w języku angielskim, dla mnie byłaby to droga przez mękę ;) Recenzja świetna! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Myślę, że jeśli zostaną wydane w Polsce to istnieje szansa, że po nie sięgnę. Co prawda, z angielskim problemów nie mam i na upartego mogłabym się wziąć za lekturę już teraz, ale czytać uwielbiam jednak w języku polskim:)

    OdpowiedzUsuń
  17. To co dobre zawsze ma swoją premierę u nas już po wszystkich fajerwerkach. Szkoda, bo chętnie bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wierzę, że w końcu zaczniesz czytać po angielsku :D Najciężej jest z pierwszą książką, potem jest coraz lepiej.


    Co do gangsterów i książek o nich to stanowczo ich nie doceniałam :D Masz coś dobrego do polecenia o tej tematyce? Bo kompletnie się wkręciłam :D

    OdpowiedzUsuń
  19. To naprawdę nie jest tak trudne jak się wydaje, chyba, że ktoś w ogóle nie zna języka :) No i z każdą następną książką idzie lepiej i szybciej!

    OdpowiedzUsuń
  20. Zachwycił to mało powiedziane :D Przed nim to ja nawet włochów nie lubiłam :D A tak na poważnie, to Naz to skandaliczny bohater i za to się go uwielbia :) Mam nadzieję, że książka zostanie u nas wydana :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Normalnie chyba musisz zacząć :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Mam nadzieję, że się uda :)

    OdpowiedzUsuń
  23. A ja czasem wolę czytać w oryginale. Tłumaczenia często są gorsze, a tłumacze nie rzadko nie potrafią oddać wydźwięku danej sceny. Przykładem jest Grey. Nie jestem fanką, ale w oryginale główna bohaterka nie wychodzi na aż tak wielką idiotkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie zawsze już po fajerwerkach, ale często, z tym się zgodzę. Czasem jednak to wcale nie jest takie złe, teoretycznie mamy u siebie więcej lepszych książek. Z drugiej strony podważę sama siebie i powiem, że gdyby tak spojrzeć na to co niby jest świetne i się sprzedaje, to to wszystko to jednak wielka bujda xD Czasem mam wrażenie, że o sukcesie danej książki wcale nie decyduje ona sama, a ktoś tam na górze, to kieruje całą marketingową machiną...

    OdpowiedzUsuń
  25. Artemis w końcu ma disqus xd Bardzo zainteresowały mnie te książki :) Myślę, że mogłyby mi się spodobać. Nieprzewidywalne zakończenie? Mafia? Drań? O tak!

    OdpowiedzUsuń
  26. Aleksandra Szałek13 kwietnia 2015 20:12

    Zaintrygowałaś mnie :)
    Bardzo lubię czytać po angielsku i ostatnio właśnie szukałam jakiejś dobrej lektury. Mam nadzieję że uda mi się je niedługo przeczytać. Z angielskich książek bardzo polecam: "Fear of falling" S.L.Jennings
    Pozdrawiam
    addictedtobooks.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  27. Też w to wierzę i w takim razie musi się udać :D


    Niestety właśnie książek nie znam, oglądałam głównie seriale (Boardwalk Empire, Braking Bad), ale powieści gangsterskich nie znam zbyt wielu. Jakiś czas temu czytałam książkę "Lewis Winter musi umrzeć", której akcja zahacza o środowisko mafijne. To jedyny tytuł, który mi przychodzi do głowy :( Oprócz klasyki oczywiście, czyli Ojca Chrzestnego :P

    OdpowiedzUsuń
  28. Mnie jakoś te dwa seriale nie bardzo kupiły, ale to było kiedyś. Może powinnam jeszcze raz do nich usiąść :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Koniecznie :) Breaking Bad uwielbiam, to dla mnie najlepszy serial ever :D
    A Boardwalk Empire właśnie kończę, więc mam nadzieję, że uda mi się napisać recenzję i zachęcić cię do obejrzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  30. No dobra, to w wolnej chwili dam drugą szanse Breaking bad i czekam na recenzję Boardwalk Empire :D Tymczasem przy zamówieniu, które dopiero wprawdzie kompletuje, ale co tam, dorzuciłam sobie książkę Michaela Franzese "Propozycja nie do odrzucenia. Tajemnice i rady byłego szefa mafii" - autor jest jak na razie jednym człowiekiem, który wyszedł z mafii żywy. Biorąc pod uwagę jego historię (oblegałam youtube przez 2 dni oglądając filmy dokumentalne o mafii lol xD) książka może być fajna :D Z pewnością zagości na moim blogu :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Zapowiada się ciekawie, poczekam na twoją recenzję i jeśli będzie pozytywna to na bank zainteresuję się tą książką. Ciekawe jakim cudem udało mu się przeżyć po wydaniu książki? :P

    OdpowiedzUsuń
  32. Wydanie książki (albo książek, nie jestem pewna, ale chyba jest więcej niż 1) to pikuś w porównaniu z tym, co poprzedziło ten krok. Koleś zaczął współpracować z FBI wydał kilku cape'ów (kapitanów) i odsiedział kilka lat w pace. Po wyjściu z więzienia wyszedł do mediów ze swoją historią. Filmy, książki, wywiady, mowy motywacyjne (koleś potrafi gadać). Bodajże kręci się teraz jego biografia na którą się zgodził dopiero po wielu latach. Jego ojciec był underbossem nowojorskiej Cosa Nostry, sam w którymś momencie został capem (hierarchia idzie współpracownicy->żołnierze-> kapitanowie (capo)->underboss->boss). Intrygujący facet. Jego historia w niektórych momentach bardzo mi przypominała kilka wątków z życia Ignazia Vitale, nie wiem, może autorka się inspirowała Franceze. A jak mu się udało przeżyć? Szczerze nie mam pojęcia. Chyba ten rozgłos go kryje. No i nie wydał nikogo naprawdę dużego/znaczącego. Większość z ludzi, którym najbardziej podpadł już nie żyją. Jego ojciec jest w więzieniu (chyba że już umarł, nie orientuje się w tym, ale to już starowinka), choć w którymś momencie się od niego odwrócił (wiesz, mafia ważniejsza od własnej rodziny itd.) Poza tym nigdy nie zostaje dłużej w jednym miejscu. Nie jeździ tym samym metrem o tej samej godzinie, nie wyprowadza psa zawsze obierając tą samą trasę itd. Przynajmniej tak mówi.


    Jak dla mnie równie dobrze może część swoich dochodów, a z całą pewnością zarabia wiele, wciąż oddawać do "rodziny". Ciężko wierzyć w zapewnienia takiej osoby, szczególnie, kiedy czasem mówi dwie sprzeczne ze sobą rzeczy. Eh, chyba zrobię to zamówienie wcześniej, bo własnie sama siebie nakręciłam hehe ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie spotkałam się z tą tematyką, mafia i romans to wybuchowa mieszanka. Początkowo spodziewałam się ogromnej przewidywalności, ale im więcej pisałaś, tym byłam coraz bardziej zaintrygowana. Uwielbiam książkowych drani, może ze mną też jej coś niedobrze...


    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  34. Wow, to brzmi przerażająco, takie wieczne życie w niepokoju i takim poczuciu zdrady jakby nie było, bo właśnie mafia to świętość. Może ojciec go w jakim stopniu chroni. Kurcze, teraz też jestem nakręcona na tę historię i to bardzo :)



    Argument finansowy może być trafiony, w końcu dla mafii to pestka ukatrupić faceta, który sam rzuca się w oczy i wyprowadzanie psa na spacer w różne miejsca mogłoby nie pomóc :P

    OdpowiedzUsuń
  35. Na pewno... i to jest świetny sposób na podszkolenie słówek ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Przewidywalność jest na początku Monster in His Eyes, ale za to końcówka wymiata, a drugi tom równa czytelnika z ziemią :D No i Vitale to drań jakich małooo :D

    OdpowiedzUsuń
  37. Możliwość dodawania komentarzy i do mnie wróciła! Będę teraz polować na Monster in his eyes, a jak mi się nie uda to pozostaje mi czytanie ebook'a :/ Jeżeli ktoś kojarzy książki w których różnica wieku między bohaterami jest znacząca - proszę dać mi znać. A jeżeli będzie to powieść z fantasy, dystopią, antyutopią, sci-fi w tle - będę w niebowzięta :D

    OdpowiedzUsuń