wtorek, 19 maja 2015

"Altana" Mary Nichols

Powiedzcie mi, że książka jest o wojnie i jest w niej romans, a możecie być pewni, że będę przynajmniej zaintrygowana. Jeśli wspomnicie dodatkowo o jakiejś promocji, cóż… To jedno z połączeń idealnych, które są zdolne mnie przekonać bym zabrała jakiś tytuł do domu. I tak właśnie było z „Altaną” Mary Nichols.  

Helen Barstairs to brytyjska arystokratka, która w obliczu wojny odnajduje miłość, a przynajmniej tak jej się wydaje. Mimo, że jest już czyjąś żoną, a jej mąż walczy gdzieś we Francji, to uroczy Kanadyjski żołnierz zdobywa jej serce. Ich spotkania w altanie kończą się jednak tragedią. Helen jest w ciąży, jej ukochany wyjechał nie mając o tym pojęcia, a rodzice dziewczyny są zgorszeni zachowaniem swojej córki. Wyjście z całej sytuacji jest tylko jedno i łączy się niestety z oddaniem dziecka do adopcji. Mimo, że Helen tego nie chce, jest za słaba, by sprzeciwiać się ojcu. Jej życie zmienia się całkowicie w dniu, kiedy drobne ciałko jej córeczki zostaje wydarte z jej rąk. Nic już później nie jest takie samo. Laura Drumond pracuje w londyńskim szpitalu. Jest po uszy zakochana w pewnym przystojnym pilocie myśliwca. Ich ślub to kwestia godzin, jednak Robert ginie zanim udaje mu się stanąć na ślubnym kobiercu i wziąć za żonę ukochaną kobietę. Świat Laury rozpada się na drobne kawałeczki, których, jak się zdaje, nic nie będzie wstanie poskładać. Aż do chwili, gdy dziewczyna orientuje się, że pod sercem nosi jego dziecko. To zmienia wszystko. Dwie kobiety, dwa pokolenia, niezliczone sekrety, zabójcze tajemnice. Miłość, przyjaźń, I i II wojna światowa oraz altana, w której wszystko się zaczęło i w której nieoczekiwanie, wszystko potoczy się dalej.

Nie przepadam za obyczajówkami. Nie do końca rozumiem dlaczego tak jest, w końcu emocjonujące książki odbieram najlepiej, a obyczajówki często skrywają ogromne ich pokłady. Niemniej jednak najczęściej zamiast się ekscytować, zwyczajnie się nudzę. I początkowo tak było podczas czytania „Altany”. Prawdziwej wojennej akcji tam niewiele, a fabuła nie należy do najbardziej nieprzewidywalnych, wręcz odwrotnie. Po kilkunastu stronach w mojej głowie odrysował się ogólny zarys tego, jak wszystko może się potoczyć i muszę przyznać, że niewiele się pomyliłam. Jednak…

W którymś momencie zwyczajnie coś zaskoczyło. Bohaterowie zyskali moją sympatię i czytanie o ich perypetiach wcale nie bolało. Nawet ten masywny zbieg okoliczności dotyczący tak wielu aspektów, że czyni go to raczej mało wiarygodnym, w ogóle mi nie przeszkadzał. Autorka poruszyła wiele istotnych kwestii, które umiejętnie wplotła w fabułę tak, by stworzyć dyskusję, ale ocenę i wnioski z niej płynące pozostawić czytelnikowi. 

To jedna z tych powieści, w których wady są zarówno zaletami, zależy jak na to spojrzeć. Przewidywalność całej historii z jednej strony jest tu minusem, ale równocześnie nie wyobrażam sobie, by można było to wszystko przedstawić inaczej. O wiele pewniejszą wadą jest tu przedstawienie niektórych wątków. Nie będę ich konkretyzować, by nie zdradzać zbyt wiele. Powiem tylko, że podczas gdy jedne z nich zostały dopracowane i przemyślane, drugie, wcale nie mniej ważne, zdają się napisane od niechcenia. Ta nierówność mi przeszkadzała i wielokrotnie spłycała cały wydźwięk powieści. 

Podsumowując; być może „Altana” nie okazała się tak ekscytującą powieścią jakbym sobie tego życzyła. Być może była też zbyt przewidywalna. Przede wszystkim życzyłabym sobie również, by w tej książce o wojnie było jej więcej. To wszystko w ogóle nie ma jednak znaczenia, bo koniec końców jest taki, że nie jestem odpowiednim odbiorcą literatury obyczajowej, a pomijając wszystkie inne aspekty, „Altana” to powieść właśnie z tego gatunku. Mimo wszystko nie potrafię myśleć o niej źle. Wręcz przeciwnie, bawiłam się doskonale i kończyłam lekturę z uśmiechem satysfakcji na ustach. Ten tytuł po prostu ma to „coś”, które maskuje wszystkie wady i niedociągnięcia. 

Moja ocena - 7/10

Książka bierze udział w wyzwaniu: Kiedyś przeczytam

Przypominam również o konkursie :)

50 komentarzy:

  1. Lubię takie połączenia gatunkowe i elementy fabularne. Mimo niedociągnięć, o których piszesz z chęcią poznam bliżej ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Obyczajówki to też nie do końca moja bajka, ale skoro mówisz, że książka ma w sobie to "coś" to może i mnie się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To akurat moja bajka! I na pewno jej poszukam. Dwa wątki miłosne, a o wojnie niewiele (tu akurat dla mnie plus) to coś dla mojego rozmarzonego ducha :):):):) !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że mimo pewnych wad i niedociągnięć, książka nie daje o sobie zapomnieć. To znaczy, że jednak warto dać jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie, czyli widzę, że mi by się spodobała. Już miałam ją wypożyczoną, ale chyba zabrakło czasu przed maturą i oddałam chociaż nawet jej nie tknęłam. Teraz żałuję

    OdpowiedzUsuń
  6. Śliczna okładka... Chociażby dla niej przeczytam tej powieść (a także dla Twojej niezwykle pozytywnej recenzji).

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Natalia Lena19 maja 2015 16:53

    Z romansów i wojny to od razu mam skojarzenie z "Jeźdźcem miedzianym" (dwa pierwsze tomy były ok, przez trzeci ledwie przebrnęłam). W "Altanie" trochę mnie ta przewidywalność odstrasza...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie jestem fanką takich książek. Chociaż może raz zrobię wyjątek i przeczytam :) Jak tak fajnie opisujesz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Może cię zaskoczę, ale mam tę książkę w domu, mimo że obyczajówki rzadko czytam :). Wybaczę dziwaczny zbieg okoliczności, wybaczę też ograniczony wątek wojenny skoro historia angażuje i można sympatyzować z postaciami i przejmować się ich losami. Mam nadzieję, że wkrótce i ten tytuł się doczeka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Promocja to też dla mnie bardzo zachęcający czynnik ;-) ale do obyczajówek jestem raczej średnio nastawiona..

    OdpowiedzUsuń
  11. Podoba mi się fakt, że chociaż ma wady to i tak jest warta uwagi. Przez to dam jej szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kasia Jabłońska19 maja 2015 23:29

    Połączenie wojny i romansu, ja też mogę brać w ciemno;)

    OdpowiedzUsuń
  13. To co dla mnie było niedociągnięciem czy wadą, dla kogoś innego może być zaletą. Tak jak wspomniałam, preferuję bardziej żywsze książki, ale nawet mimo tego Altana bardzo mi się podobała, więc jak najbardziej polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. No nie wiem, może akuratnie trafiłam na dobry moment, by ją przeczytać. Tak czy inaczej po wstępie sądziłam, że będzie gorzej, tymczasem się wciągnęłam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wątki romantyczne bardzo fajne, powinno Ci się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dokładnie :) Skoro dla mnie, osoby, która nie za bardzo lubi obyczajówki, ta książka była taka fajna, to to musi coś oznaczać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zawsze można ją znowu wypożyczyć :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Okładka bardzo ładna, to prawda i ja na nią zwróciłam uwagę przy zakupie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. No przewidywalność jest i nie da jej się tego ukryć. Kwestia tego, czy bohaterowie są wstanie nas zaciekawić, czy też nie. Mnie akuratnie zaciekawili :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Gdybym wiedziała o niej cokolwiek więcej niż to, że to ma być wojna + romans, pewnie bym sobie odpuściła, ale cieszę się, że tego nie zrobiłam. To był taki fajny przerywnik pomiędzy lekturami bardziej w moim stylu :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Z jakiegoś powodu wcale nie jestem zaskoczona, że ją masz, ale nie umiem wyjaśnić dlaczego xD Mnie w ogólnym rozrachunku te wady nie przeszkadzały. Widziałam je, ale z jakiegoś nieokreślonego powodu wsiąknęłam w tę historie i naprawdę dobrze się bawiłam.


    Jak tam Dziki Gon? Ja czekam na "po sesji" bo obawiam się, że jak usiądę, to nie będę się mogła oderwać, ale taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak mam ochotę zagrać xD

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak, tak, pilnuj swoich półek, bo jak się jest blogerem książkowym, to jeszcze łatwiej się zakopać pod stertą nieprzeczytanych książek. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. No ja bym tego tytułu w normalnej cenie nie kupiła, na pewno nie bez większych informacji na jej temat. A słysząc o obyczajówce, byłaby skończona xD Tak więc promocja + niewiedza ją uratowała ;) I dobrze, bo wyjątkowo dobrze się bawiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Tak, to właśnie cudowna właściwość tego nienazwanego "czegoś", które czyni z książki coś wyjątkowego. Mniej lub bardziej, ale zawsze godnego uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Agnieszka K.20 maja 2015 09:56

    Oj, tak zgadzam się z Tobą w stu procentach! Dostrzegam dziwny i chyba już niekontrolowany przyrost książek na moich półkach, zaczynam się bać!

    OdpowiedzUsuń
  26. Z tego, co zdążyłam zauważyć, większość blogerów na to cierpi xD Ja staram się ze wszystkich sił to kontrolować, narzuciłam sobie limit miesięczny (liczony w złotówkach), którego nie wolno mi przekroczyć, inaczej byłoby źle. Oczywiście nie zawsze udaje mi się nie przekroczyć limitu, ale i tak trochę mnie hamuje hehe

    OdpowiedzUsuń
  27. Agnieszka K.20 maja 2015 10:13

    Hehe.... ja też mam takowy limit, ale bywa, że przekraczam, w tym miesiącu zaszalałam, ale miałam dodatkowy, urodzinowy bonus ;) Dzisiaj przyjdzie paczka i jak znam życie, do końca dnia będę chodziła dziwnie podekscytowana i zakręcona... Kolejny raz w domu będą mieli ze mnie ubaw ;) a mój mąż zawsze wtedy się pyta co brałam, bo on też tak chce ;p Dzisiaj humor dopisuje mi ze zdwojoną mocą!

    OdpowiedzUsuń
  28. Ooo :) Ale spokojnie, nikomu nie wygadam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Takie niespodzianki są najlepsze :-)

    OdpowiedzUsuń
  30. nie jestem jakoś wyjątkowo zainteresowana, ale może dam jej szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  31. okładka jest świetna, ale ja znowu jak słyszę wojna i romans to odkładam książkę ;P

    OdpowiedzUsuń
  32. Czytałam i nawet po Twojej recenzji nie umiem sobie przypomnieć treści książki, wiem tylko, że miło ją wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Mam nadzieję, że mnie też ta historia tak bardzo zaangażuje :)

    O rany, Dziki Gon kusi na maksa, ale niestety w najbliższym czasie nawet nie odpalam z tego samego powodu co Ty. Jak włączę to przepadnę, a nie mogę sobie na to pozwolić jeszcze co najmniej przez 2 tygodnie. Wiedźmin musi poczekać niestety :( W ogóle to nie skończyłam dójki, bo porzuciłam ją dla Dying Light, więc coś czuję, że za trzecią część szybko się nie zabiorę.

    OdpowiedzUsuń
  34. Hehe no widzisz :D Ale wojny tu w sumie mało, więc... ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Najważniejsze, że miło ją wspominasz xD

    OdpowiedzUsuń
  36. Ech, czemu nie mogli wydać tej gry miesiąc później? xD Jajo zniosę zanim się doczeka wolnego xD

    OdpowiedzUsuń
  37. to chyba moja własna fanaberia. W liceum nauczycielka skutecznie zraziła mnie do historii, a to jak poprowadziła nas do matury to żenada.. Ja już mam 300 pytań do nauki, a ona nawet średniowiecza z nami nie skończyła omawiać, a już sprawy teraźniejsze to już w ogóle

    OdpowiedzUsuń
  38. O, to wszystkiego najlepszego! :D Podobnie reaguje na paczki z książkami :D

    OdpowiedzUsuń
  39. Przeczytałabym, gdyby tematyka książki mieściła się w "moich rejonach" :P. Niestety tak nie jest, więc chyba pozwolę sobie pominąć ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  40. Agnieszka K.21 maja 2015 11:55

    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Na mnie podobnie działają połączenia fantastyka, (dowolna istota magiczna), promocja :D O wojnie zaś czytam rzadko, nie są to moje ulubione powieści, ale zwykle, gdy już po jakąś sięgnę wzbudza nie mało pytań i emocji. Za tę raczej podziękuję. ;)


    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  42. Katarzyna Meres21 maja 2015 20:08

    Uff, ulżyło mi, że jednak w którymś momencie przestałaś się nudzić :D Ja też zawsze ulegam książkom, gdzie jest motyw wojenny :)

    OdpowiedzUsuń
  43. No właśnie, miesiąc później i od razu byłoby lepiej. Na dodatek mój chłopak już gra (ale też z doskoku, bo wszyscy czekamy na wakacje) i co chwilę mi mówi jaka ta część jest wspaniała i co zostało lepiej zrobione w porównaniu do wcześniejszych. Oszaleć można :P

    OdpowiedzUsuń
  44. Biedactwo xD Masz racje, można oszaleć :P

    OdpowiedzUsuń
  45. Bardzo lubię powieści obyczajowe, ale wojenne wątki z romansem w tle najmniej mnie interesują. Czyli pod tym względem różnimy się :D Nie mogę powiedzieć, że czuję bluesa do tej historii, ale że stabilność nie jest moją mocną stroną, to kto wie?...

    OdpowiedzUsuń
  46. Ja mam tak samo z obyczajówkami. Niby nie mój gatunek i rzadko mi się podoba, ale są i takie tytuły, które mają w sobie to coś. Nie zawsze jednak tych pytań i akurat takich emocji szukam w książkach. Dlatego, mimo zamiłowania do wojny, najlepiej czuje się w fantastyce (gdzie przecież też może być wojna).Chyba chodzi o to, że prawdziwe życie jest wystarczająco trudne i zagmatwane i w książkach szukam odskoczni, a nie czytania o czymś, co naprawę może mnie czy kogoś koło mnie spotkać.

    OdpowiedzUsuń
  47. Skoro romans Cię nie interesuję, to wątpię, by ta książka Ci się spodobała, bo miłość jest tu sporym wątkiem. Oczywiście jest szereg innych, ale i tak głównie o miłość chodzi ^^

    OdpowiedzUsuń
  48. uznaję, spokojnie ;) przecież recenzja jest z maja ;)

    OdpowiedzUsuń