poniedziałek, 11 maja 2015

"Po zmierzchu" Alexandra Bracken

Recenzja nie zawiera spoilerów. 

Nie lubię ostatnich tomów. Ich czytanie to katorga, bo wiem, że później co najwyżej zostaną mi krótkie opowiadania, ale historia, która zdobyła moje serce już się skończyła. Trzeba się rozstać z bohaterami, porzucić tak wytrwale poznawany świat i choć wiem, że zawsze mogę do niego wrócić, wiem również, że już nigdy nie będzie tak samo jak za pierwszym razem. 

„Po zmierzchu” Alexandry Bracken to trzeci i ostatni tom serii „Mroczne umysły”. Serii dla mnie wyjątkowej, bo jednej z tych, które na nowo przyciągnęły mnie do literatury młodzieżowej. I choć nigdy nie była dla mnie idealna, to jednak miała coś w sobie wyjątkowego. 

Długo się zastanawiałam jak przybliżyć fabułę trzeciego tomu w taki sposób, by nie zdradzić zbyt wiele i w końcu doszłam do wniosku, że to niewykonalne. Nie dla tych, którzy w ogóle nie mieli jeszcze styczności z tą serią. Postanowiłam więc tego nie robić, korzystając z krótkiego opisu wydawcy.

„Mam na imię Ruby. Nie mogę oglądać się za siebie.
Wraz z tymi, którzy przetrwali, kieruję się na północ, aby uwolnić tysiące więzionych dzieci. Gdy jest się odpowiedzialnym za los całego pokolenia, nie ma miejsca na błędy. Jeden fałszywy ruch może wzniecić iskrę, która podpali świat.”

Sama skupię się raczej na ogólnych wrażeniach. 

Co więc mogę powiedzieć o trzecim tomie? Trzeba mieć do niego cierpliwość – to pierwsze, co przychodzi mi do głowy. Akcja jest raczej spokojna i przyśpiesza dopiero grubo po minięciu połowy książki, co akurat dla mnie stanowiło nie lada wyzwanie. „Po zmierzchu” to tom pełen wyznań, wyjaśnień, odkrywania prawdy nie tylko tej związanej z wyjątkowymi mocami dzieci i sposobem działania rządu. Ruby, główna bohaterka oraz narratorka, przeszła wszelkie możliwe przemiany, na nowo zyskując moją sympatię. Wciąż uważam, że w „Nigdy nie gasną” zabrakło kilku przejść pomiędzy Ruby z pierwszego tomu, a Ruby z drugiego… ale pomijając ten aspekt, Ruby z trzeciego tomu to wreszcie młoda, silna kobieta, która doskonale wie czego chce. Wie też jak to osiągnąć i jedyny problem jaki ma, to wszyscy, no prawie wszyscy inni. Zaakceptowała już samą siebie. Zaakceptowała również, że czasem trzeba coś stracić, oddać, poświęcić, by osiągnąć coś ważnego. Ważniejszego od nas samych. 

Alexandra Bracken postarała się o przysłowiowe pięć minut dla każdego swojego bohatera. Nie postawiła Ruby na typowym piedestale wokół którego kręci się cała akcja, a przynajmniej nie zrobiła tego w standardowy sposób. Dzięki temu nie tylko ją można nazwać pełnokrwistą postacią. I zachwyca mnie to, jak pokazała związek Ruby i Liama. Chociaż Lee wkurzał mnie okropnie, to jednak doceniam, że to nie jest kolejny z tych „idealnych” związków, gdzie idealna ona i idealny on po prostu się kochają i to jedno uczucie rozwiązuje absolutnie każdy problem. Miłość Ruby i Liama to piękny chaos. To przeciąganie liny. To konfrontacje. To usilne próby wypracowania kompromisu. I wreszcie… to również popełniane błędy. Emocje, emocje i jeszcze raz emocje!

W przypadku dwóch poprzednich tomów styl autorki zaliczałam do plusów. Pierwsza osoba w jej wykonaniu nie raziła mnie tak, jak często się to zdarza. Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze mi się ją czytało. Niestety w „Po zmierzchu” doszłam do tego samego wniosku, do którego dochodzę bardzo często. Pierwsza osoba i skupienie się na jednym bohaterze odebrało tej historii to, co było w niej najlepsze. Wiele zdarzeń działo się bowiem bez personalnego udziału Ruby. Ona tylko się o nich dowiadywała i musiała na nie zareagować, co nie było już tak ekscytujące. A działo się wiele, szczególnie pod koniec. Seria kończy się nie małym trzęsieniem ziemi, niestety przytłumionym przez tylko jeden opowiadający głos. Chciałabym być w głowach innych bohaterów. Chociażby w głowie Cole’a, być może nawet przede wszystkim w jego. Chciałabym usłyszeć ich myśli, ich obawy i przekonania. Chciałabym być w centrum wszystkich wydarzeń, za każdym razem, gdy działo się coś znaczącego. Niestety czułam się przykuta do Ruby, co pierwszy raz podczas tej serii stanowiło dla mnie nie mały problem. 

Podsumowując; „Po zmierzchu” to mimo wszystkich wad i niedociągnięć bardzo dobre zakończenie serii. Nie jest przesłodzone, nie jest uproszczone – nic bowiem nie stało się od tak, po prostu, a za wszystko, co zostało osiągnięte została wyznaczona cena. I ciężko nazwać ją sprawiedliwą. Zakończenie jak najbardziej zaspokoiło więc moje oczekiwania. Alexandra Bracken zabrała mnie na szaloną przygodę, pełną wzruszeń, nerwów i nie małych zwrotów akcji. Mogłabym godzinami narzekać na to i na tamto, ale i tak najważniejsze jest tylko jedno: „Mroczne umysły”, „Nigdy nie gasną”, „Po zmierzchu”  razem tworzą jedną z moich ulubionych młodzieżowych serii i nawet moje własne marudzenie tego nie zmieni! 

Gorąco polecam!

Moja ocena: 7/10 

http://vegaczyta.blogspot.com/p/zasady-ksiazkowe-polowanie-nic-innego_1.html

55 komentarzy:

  1. Póki co czytałam tylko pierwszy tom, ale bardzo mi się podobał. Drugi i trzeci jeszcze przede mną, ale niedługi zabiorę się za czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się doczekać tej książki, i przyznam, że bardzo mnie ciekawi zakończenie trylogii. Na szczęście jest jeszcze nowelka! :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciągle nie przeczytałam pierwszego tomu, ale mam nadzieję, że nadrobię to jak najszybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie cztałam, nie znam - ale twoje 7/10 - zachęca! Również nie lubię kończyć seri i żegnać się z bohaterami, ale z drugiej strony kolejne części jakiejkolwiek trylogi wydają się być naciągane i w dodatku nie wywołują już podobnych emocji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam już dwa poprzednie tomy i z niecierpliwością czekam, aż przeczytam ostatnią. Jestem bardzo ciekawa zakończenia :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Dominika Mar11 maja 2015 18:35

    Jestem strasznie ciekawa tej serii, tylko niestety czasu mi brak :(


    www.read-me21.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja jestem zachwycona tak samo jak każdym poprzednim tomem. I tak jak mówisz - związek Ruby i Liama jest bardzo udany i rzeczywisty, a przy tym po prostu piękny. <3 Zdecydowanie nie zawiodłam się na tej serii, a Alexandra Bracken jest jedną z moich ulubionych autorek. :) Z tym że Ty jesteś obiektywna co do wad, a ja zupełnie ich nie zauważam (choć o naszej zawężonej perspektywie jako czytelników dałaś do myślenia! ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam dopiero pierwszą część serii, ale spodobała mi się na tyle, ze chętnie poznam kontynuacje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest to seria, z którą zamierzam się zapoznać, ale jest na najniższym priorytecie, więc... nie wiem kiedy. Kiedyś na pewno, ale duuużo innych pozycji ją wyprzedzi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasia Jabłońska11 maja 2015 19:44

    Mam wielką chęć zapoznać się z tą serią:) Chyba będzie mi się podobało, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  11. O, w takim razie życzę udanej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak, muszę zapolować na tą nowelkę. Chociaż wzbraniam się, bo wtedy już absolutnie nic mi nie zostanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nadrabiaj, nadrabiaj, naprawdę warto :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się, 3 tomy wydaje się idealną liczbą dla bardziej rozbudowanych historii, co jednak nie zmienia faktu, iż nie lubię ostatnich tomów. Myślę wręcz, że jestem do nich podświadomie uprzedzona, żeby sobie oszczędzić przykrości xD

    OdpowiedzUsuń
  15. Życzę więc udanej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj, brak czasu to chyba najgorsze, co może spotkać ksiażkoholika. Mam nadzieję, że wkrótce znajdziesz wolniejszą chwilę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wady powieści to dość ruchoma kwestia :) To, co dla mnie było wadą, dla kogoś innego może stanowić zaletę i odwrotnie. I to jest piękne w książkach :) A jak się w ogóle wad nie dostrzega, albo nie mają w ogóle znaczenia - nie można już chcieć więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Typowe problemy ksiażkocholików :D Jakby nam płacili za czytanie i tak pewnie mówilibyśmy to samo hehe Jak najbardziej to rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dla mnie to jedna z tych lepszych serii młodzieżowych, wiec jest spora szansa, że przypadnie Ci do gustu. W każdym razie polecam spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja nie umiem się przemóc do drugiego tomu :< Czemu mi to robisz i polecasz tę serię ;( Płaczę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pierwszy tom okupiłam depresją, na drugi trochę ziewałam, ale było kilka mocnych momentów ;) Na ten jestem przygotowana i wiem, że przeciąganie liny przez Ruby i Liama będzie mi się podobało. Cieszę się też, że zakończenie wyjaśnia wszystkie kwestie, ponieważ gardzę otwartymi finałami ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Mogę Ci podesłać chusteczki ^^ Czemu nie możesz się przemóc?

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie powiedziałabym, że wyjaśnia absolutnie wszystko, ale też tu nie jest możliwe takie całkowite, zamknięte zakończenie. Wprawdzie autorka mogła się pokusić o jakiś epilog typu kilka lat później, ale nie przeszkadza mi jego brak. Jak dla mnie skończyło idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Bo pierwsza część dla mnie była dość średnia, ale wtedy dużo czytałam młodzieżówek i może dlatego mi się coś nie podobało, ale dam jej szansę, tylko kurde kiedy xD W ogóle, nie umiem przebrnąć przez Twoje książki :< Taki ból :(

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie podobają Ci się czy nie masz czasu ich czytać? Jeśli to drugie, to spokojnie, naprawdę nie musisz się spieszyć :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Właśnie mam czas, ale nie umiem się wkręcić, Historyk to chyba nie mój gust kompletnie - nudzę się :D A Chłopak nikt nawet ciekawy, ale idzie mi opornie, może się rozkręci :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Jestem w szoku! xD Historyk jest ciężki to fakt, jego nie da się zjeść, ja też musiałam sobie robić przerwy, ale do dzisiaj jestem nim zachwycona. Natomiast Chłopaka nikt zjadłam niemalże na raz czy dwa ^^ Nie uderzyłaś się gdzieś w głowę na tym Pyrkonie czy gdzieś indziej? No po prostu niewiarygodne:P

    OdpowiedzUsuń
  28. Przyznam, mam ostatnio zastój w czytaniu, nic nie potrafi mnie zachwycić :< Ciągle w głowie mam to, że muszę zrobić sobie przerwę od czytania, bo kto kuźwa mi pracę magisterską napisze ;D

    OdpowiedzUsuń
  29. Skoro seria sprawiła, że z chęcią zatopiłaś się w młodzieżowej historii, to ja już jestem na tak i też chcę przeczytać :) Tylko znów pewnie będzie jak zawsze, czyli kupię pierwszy tom, a potem będzie leżał i leżał. Niestety tak już mam z seriami, a młodzieżowymi zwłaszcza :/

    OdpowiedzUsuń
  30. Ok, ale niechże zamykają główne wątki. A nie tak jak na przykład w Dotyku Julii, co to ma być za zakończenie...

    OdpowiedzUsuń
  31. No to weź walnij tymi książkami (metaforycznie oczywiście xD) Czytanie na siłę jest najgorsze. Wcale CI się nie dziwie, że Ci się nic nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
  32. W porównaniu do zakończenia serii o Julce to "Po zmierzchu" prezentuje bardziej hmm rozbudowane zakończenie, ale i ono nie jest w pełni jednoznaczne. Tak więc... możesz być zawiedziona, chyba. Pewności nie mam, musisz sama sprawdzić xD

    OdpowiedzUsuń
  33. o nie... kiedyś to sprawdzę, ale za jakieś 50 książek ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. No tak to już jest z seriami. Ja przy młodzieżówkach odpoczywam, co mnie za każdym razem zaskakuje. Utrzymują moją uwagę, ale nie są aż tak zajmujące, żebym traciła dla nich głowę , z małymi wyjątkami, bo Sarah J. Maas i jej seria Szklanego tronu, tamten świat i mitologia i generalnie wszyyyystko, kompletnie mnie kupiło. Co do Po zmierzchu i całego cyklu Mrocznych umysłów, to intryguje mnie autorka, bo w każdej książce wykazała się czymś innym. Mroczne umysły to cudowna kreacja bohaterów, powieść drogi, obraz zrujnowanego państwa i okrucieństwa wobec tego, czego teoretycznie nie da się wyjaśnić. Nigdy nie gasną to z kolei pędząca akcja, która ledwo wyhamowuje po to, by można było odetchnąć. Po zmierzchu to z kolei kompletna mieszanina wszystkiego. Gdyby była tutaj trzecia osoba, mogłoby być epicko, ale niestety przez tą 1 osobową narracje było tylko bardzo dobrze. I gdyby nie tych 200 ostatnich stron, byłoby, niestety, tylko dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  35. Agnieszka K.12 maja 2015 19:40

    To oczywiście nie moja bajka, jednak Twoja recenzja bardzo mnie zaciekawiła, fajnie opisałaś tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Uwielbiam serię i już powoli rozglądam się za finałowym tomem :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Marta Marple12 maja 2015 22:20

    Mam taki głupi nawyk... prawie nigdy nie dokańczam serii, której pierwszy tom już przeczytałam! Tak jest też z tą. To nie tak, ze mi się nie podobała książka, bo była naprawdę świetna, a po prostu z czasem mam coraz więcej innych pozycji :/
    Pozdrawiam, Shelf of Books

    OdpowiedzUsuń
  38. Jeśli chodzi o młodzieżówki to jestem dziwna, bo wiele serii mnie ciekawi, kupuję pierwsze części, a potem nie czytam :P Strasznie to głupie, ale jak już mam książkę w domu to często tracę nią zainteresowanie. Z takich typowo młodzieżowych serii to przeczytałam tylko "Igrzyska śmierci", "Zmierzch" kilka lat temu i czytam też serię "Gonę" - został mi już tylko jeden tom do końca. A w planach mam o wiele, wiele więcej tytułów :)


    Pisz mi tak jeszcze o tej serii, a zaraz będę robić zakupy :D Bardzo się cieszę, że każda część ma coś wyjątkowego, przyciągającego czytelnika. Jeśli chodzi o pierwszoosobową narrację, to nigdy mi nie przeszkadzała, ale mam wrażenie, że rzeczywiście powieść może tracić przez to, że pewne wydarzenia są relacjonowane tylko i my się o nich dowiadujemy po fakcie. Tak było też w Igrzyskach śmierci, bohaterka w środku akcji mdlała i dopiero potem dowiadywała się, co się stało, kto ją uratował itd.

    OdpowiedzUsuń
  39. I ja mam kilka takich rozpoczętych, nigdy niekontynuowanych serii, choć naprawdę mi się podobały. Najwidoczniej nie podobały się aż tak, by je natychmiast kontynuować. Cóż, bywa :D

    OdpowiedzUsuń
  40. Pierwsza osoba nie zawsze przeszkadza. Czasem jest jedynie słaba, za bardzo ckliwa, nie wiem jak to określić. Są pierwsze osoby, gdzie narrator jest płynny, można się wczuć itd, a jest i taki, co mam wrażenie, jakby się jąkał, albo miał + - 10 lat -.- 3 osoba jest bardziej uniwersalna. Więcej można z nią zrobić nawet jeśli ktoś nie pisze wybitnie. O, i o to chodzi chyba. 1 osoba może być boska, jeśli ktoś potrafi naprawdę dobrze pisać. Kiedy tą pierwszą osobą natychmiast działa na emocje czytelnika, czy to go bulwersując, czy pozwalając mu się z nim utożsamić. Jeśli tylko tak sobie gada, to nie ma w tym nic fajnego i o wiele lepiej brzmiałoby to wtedy w 3 osobie, neutralnej, nieudającej czegoś, czym nie jest.


    Inna kwestia to właśnie to, że 1 osoba nie jest wszędzie i zależy od wydarzeń, czy będzie to stanowiło problem, czy nie. W "po zmierzchu" wiele naprawdę istotnych rzeczy, jeśli nie najistotniejszych, dzieje się w innym miejscu, niż to w którym przebywa Ruby.W przypadku dwóch poprzednich książek tak tego nie czułam, ale tutaj uważam to za minus.

    OdpowiedzUsuń
  41. Nie znam tej serii, jakoś mi umknęła, chociaż oczywiście kojarzę okładki :-) Mnie ostatnio do młodzieżówek nie ciągnie. Zniechęca mnie pewne schematyczność, której i ten cykl nie uniknął. Mimo to jak wpadnie mi kiedyś w oko, to spróbuję przeczytać, przynajmniej pierwszy tom :-)

    OdpowiedzUsuń
  42. Słuszna uwaga. Myślę, że masz rację. Jak pisarz ma umiejętności to poradzi sobie z narracją pierwszoosobową, a nawet będzie w stanie zachwycić czytelnika. Natomiast jeśli ma braki warsztatowe to wówczas gdzieś ta narracja zgrzyta i nie pasuje.


    Rozumiem, to może być irytujące, że najważniejsze wydarzenia dzieją się niejako obok bohaterki i czytelnik nie może w nich uczestniczyć. Też by mnie to frustrowało.

    OdpowiedzUsuń
  43. Czytałam pierwszy tom i nie za bardzo przypadł mi do gustu, ale jestem ciekawa dalszych części. I zastanawiam się nad daniem tej serii jeszcze jednej szansy. Mam nadzieję, że to nie będzie błąd i zmienię swoje niezbyt pozytywne zdanie na jej temat ;)

    Zapraszam do siebie

    http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  44. Nie wiem czy dokończę tę serię, bo jak zaczęłam w lutym Nigdy nie gasną, tak nie mogę ich dokończyć. Nie mój świat.

    OdpowiedzUsuń
  45. Kochana, a gdzie nie ma schematyczności? Bo ja ją widzę absolutnie wszędzie, niezależnie od gatunku. Nieschematyczne książki to perełki w obecnych czasach. Chyba, że to tylko ja mam takiego pecha, że tak rzadko na nie wpadam ;) Nie wiem, czy ta seria przypadłaby Ci do gustu. Młodzieżówki się chyba albo lubi, albo nie :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Różnie to bywa :) Jak dla mnie wato spróbować :D

    OdpowiedzUsuń
  47. Oj xD No cóż, czasem tak bywa. Myślę, że najgorsze, co możemy zrobić sobie i książkom, które czytamy, to własnie czytać je na siłę ;)

    OdpowiedzUsuń
  48. Nie wiem, jak to jest z tym Twoim trafianiem, ale schematyczność głównie dotyczy książek dla młodzieży. Nie oszukujmy się, pomysł z wykorzystaniem onego pięknego, zbuntowanego i seksownego, oraz onej skromnej, uroczej szarej myszki, to już norma. Dlatego odeszła mi sympatia do tego typu historii, trochę kiepsko, bo na półce mam sporo tego typu książek - wynik dawnej sympatii.

    Po części masz rację w tym, że schematyczność pełno, jednak mniej jest jej w thrillerach i kryminałach. A nawet jeśli już się na takową trafi, to jednak bywają pisarze, którzy uczynią z niej autu. A'propos, niedawno przeczytałam czwarty tom o Harrym Hole i muszę przyznać, że Nesbo cały czas mnie zaskakuje. Niby wiem jakimi ścieżkami chodzi, a i tak jestem w szoku. To jest dopiero pisanie, dlatego ostatnio nie idą mi młodzieżówki :/ Chociaż nie wiem, jak mi pójdzie z "Miastem Lodu" Wardy, gdyż w tej powieści narratorką jest trzynastoletnia dziewczynka.

    OdpowiedzUsuń
  49. Hmm, moim zdaniem schematyczność jest wszędzie, taka jestem uparta. Myślę, też że kwestia po prostu tego, co lubimy czytać - tam jesteśmy bardziej łaskawi i mniej widzimy wad. Ja Nesbo nie znam i za kryminałami to tak średnio (stanowczo wole sensacje), bo... przeważnie widzę schematyczność hehe zawsze jest ten dobry i ten zły i tak samo można by gdybać o policjantach, prawnikach ogólnej zbrodni. Jakby pogrzebać, znalazłoby się wiele takich podobnych do siebie powieści, bohaterów, schematów. I w każdym gatunku są autorzy, którzy ze schematami potrafią robić cuda. Przykładowo Red Rising złota krew Pierce'a Browna to a) młodzieżówka b) pełna schematów a jednak c) kompletnie zaskakująca i totalnie wciągająca i jak na moje oko lepsza niż niejeden krymina/thiller/sensacja. Zależy od gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Justyna Kusiak19 maja 2015 09:24

    Zakupiłam niedawno całą trylogię i nie mogę się doczekać, kiedy ją zacznę :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  51. W takim razie udanej lektury! :D

    OdpowiedzUsuń