czwartek, 14 maja 2015

"Powód by oddychać" Rebecca Donovan

„Powód by oddychać” Rebbecci Donovan to książka, do której od samego początku nie byłam przekonana. Z jednej strony ciekawiła mnie jej tematyka, dysfunkcje rodzinne to w końcu coś, co zawsze mnie interesowało, a jednak z tej drugiej strony jest new adult jako gatunek. Młodzi dorośli, poważne problemy, potężne uczucia. Niestety nie zawsze łączy się to ze sobą tak, jakbym sobie tego życzyła. A raczej – nie zawsze odbieram to tak, jak pewnie chciałby tego autor danej książki. 

Emma mieszka ze swoim wujostwem i dwójką ich dzieci. Dobrze się uczy, świetnie jej idzie w jakimkolwiek sporcie za jaki się zabierze. Teoretycznie nastolatka jakich wiele. Na pierwszy rzut oka może ją wyróżnić jedynie spokojniejsze usposobienie i brak zainteresowania szeroko pojętą zabawą. Prawda wygląda jednak inaczej. Wyzwiska, ciągłe upokarzanie, przemoc fizyczna, psychiczna – to prawdziwa rzeczywistość Emmy. W tym żyje każdego dnia. Tylko szkoła zdaje się być miejscem, gdzie dziewczyna może głębiej odetchnąć, gdzie okrutne słowa jej ciotki nie docierają, a jej ciosy nie pozostawiają siniaków czy nawet otwartych ran. Ma tylko jedną przyjaciółkę i tylko ona zna prawdę, przynajmniej częściowo. Mimo wszystko świat Emmy wydaje się poukładany. Dziewczyna ma jasny plan: mieć jak najlepsze wyniki w szkole, dostać się na jakąś uczelnie i w końcu uwolnić się od tyranii ciotki. Wszystko zaczyna się jednak chwiać w posadach, gdy w szkole pojawia się nowy chłopak, Evan, a jego uwaga spoczywa na Emmie. Z jakiegoś niezrozumiałego dla niej powodu niemal z dnia na dzień staje się obiektem jego zainteresowań. I wbrew wszystkiemu, co Emma sobie obiecuje, nie potrzeba wiele czasu, by odwzajemniła się mu tym samym. Tylko, czy okrutna ciotka pozwoli jej na choć jedną chwilę szczęścia?

Pierwsze spotkanie z tą książką nie przebiegło najlepiej i nawet nie chodziło o historię. Nie wiem, czy to kwestia tłumacza, czy może autorka ma takie niedorzeczne pomysły, żeby się „brwi marszczyły w uśmiech”, ale rozłożyło mnie to na łopatki i wcale nie pomogło pokonać negatywne nastawienie. Ale byłam uparta i czytałam dalej, aż w końcu coś zaskoczyło. Może nie na tyle, bym czytała z otwartą buzią, wylała morze łez, czy po skończeniu czytania natychmiast biegła po drugi tom, ale… Było lepiej, niż się spodziewałam. 

Zacznę od wad powieści, bo w sumie jest ich stosunkowo niewiele, a mianowicie – ta historia byłaby o stokroć lepsza gdyby usunąć choć połowę paplania bohaterów o niczym. Jest tu masa niepotrzebnych, nic nie wnoszących scen, które tylko zwalniają akcje do ślimaczego tempa. Ta kwestia oraz nietrafione, momentami absurdalne tłumaczenie (o ile to kwestia tłumaczenia, nie sprawdzałam oryginału), to jedyne większe zarzuty jakie mam. Reszta jest na tyle drobna, że nie ma sensu o tym wspominać. 

A teraz pozytywy. Wiele osób skarżyło się na bierność przyjaciół i otoczenia Emmy. Na to, że nic nie robili, choć podejrzewali, co się z nią dzieje. Ja nie odniosłam takiego wrażenia, wręcz przeciwnie. Jak dla mnie autorka ukazała ten problem z dwóch stron, bo wcale nie jest łatwo zwrócić się do kogoś o pomoc. Nawet jeśli ta pomoc nie jest dla nas, a dla innej osoby. Emma ma też całą listę poważnych, przekonywujących wymówek i tłumaczeń. Nie mówię oczywiście, że to, jak przebiegała akcja i do czego doprowadziła to coś pozytywnego, nie. Mówię tylko, że pokazuje rzeczywistość. W prawdziwym świecie pomoc nie zawsze przychodzi wtedy, gdy powinna, a teoretycznie „jasne” znaki wcale nie są takie oczywiste. Bardzo często przy podobnych tematycznie książkach czuje przerysowanie. Albo w jedną, albo w drugą stronę. Tutaj, ku mojemu zaskoczeniu, tego nie było. 

Podsumowując; niestety, pomimo tego zderzenia z większą realnością niż oczekiwałam, z jakiegoś powodu „Powód by oddychać” nie zdobył mojego serca. Przedstawiona przez autorkę historia ani mnie nie zszokowała, ani nie wzruszyła. Tak naprawdę najbardziej jestem ciekawa powodów, przez które ciotka Emmy jest taka jaka jest. Gdyby ktoś mi to zaspoilerował, nie czułabym już nawet najmniejszej ochoty kontynuować tę historię. Może byłoby inaczej gdyby kolejne tomy nie były podobnymi cegiełkami, w których jak podejrzewam znowu napotkałabym całą masę niepotrzebnych (jak dla mnie) scen. Co nie zmienia jednak faktu, że w pośród wielu absurdów jakie można spotkać w wielu głośnych tytułach New Adult, „Powód by oddychać” prezentuje się całkiem dobrze i dla młodszego czytelnika może być wyjątkową lekturą. 

Moja ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Adriannie z bloga Ujrzeć słowa :D

Przypominam również o konkursie :)

59 komentarzy:

  1. Dopiero co skończyłam tę książkę i też nie jestem zachwycona, ale ja oceniłabym jeszcze nizej...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam w takim razie na recenzje :) Ja dodałam jedną gwiazdkę za brak nachalnych superbohaterów, którzy od ręki załatwiają problemy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja całkowicie przepadłam w serii i nie mam jej nic do zarzucenia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie to była miła odskocznia, jeżeli tak można mówić o przemocy :D Później niestety jest trochę gorzej, więc nie wiem czy kontynuacja by Ci się spodobała :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakoś nie jestem przekonana i raczej po twojej recenzji nie sięgnę po książkę. Pewnie zachowanie ciotki okaże się całkiem prozaiczne - taki ma charakter! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba mam podobny stosunek do tej serii jak ty, tzn. niby mogłabym przeczytać, ale na pewno nie jest to tak pilne, żebym natychmiast chciała biec do księgarni i szukać tej powieści. Zresztą pisałam już kiedyś, że zgrzyta mi to całe NA i nie mogę się przemóc, żeby po jakąś historię w tym typie sięgnąć. Chciałam na przykład przeczytać powieści Hoover, ale jak dowiedziałam się, że dwa tomy opowiadają o tych samych wydarzeniach tylko z perspektywy jej i jego, to od razu ochota mi przeszła :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie, że autorce udało się rzetelnie ukazać rzeczywistość i że z rozwaga podeszła do tematu przemocy, ale ta paplanina, o której wspominasz, i uboga w emocje treść zniechęcają mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam Hopeless i choć zjadłam je praktycznie na raz, to tyłka mi nie urwało i było stanowczo bardziej absurdalne niż "Powód by oddychać". I te sztuczne dialogi... Za 2 tom nawet się nie brałam, a autorka wcale mnie nie ekscytuje. Stanowczo dla młodszych czytelników, którzy jeszcze nie przeżyli tego i owego, albo dla osób, które z natury nie są czepliwe xD Ja jestem, więc dla mnie jako autorka New adult jest raczej średnia. Dla mnie wciąż mistrzynią new adult jest Mia Sheridan i choć ta nowa seria nieprzypadła mi do gustu, była jakaś taka za wolna (albo to ja mam jednak problemy z adrenaliną i zapotrzebowaniem na nią hehe), to i tak jest dla mnie królową gatunku. Poza nią to naprawdę ciężko mi wskazać autora, który w moim odczuciu pisze dobre NA. Za stara jestem na ten gatunek i nazbyt czepliwa. Bo jedno to fantastyka w odsłonie młodzieżowej, która nie udaje niczego, czym nie jest, a co innego NA, które udaje gatunek dla dorosłych, a życiowe tematy często tak przekręca, że ciężko się nie wkurzać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że miałabyś podobne odczucia do moich po lekturze tej książki. A ta paplanina zabija wszystko co dobre w tym tytule, bo jest jej zwyczajnie zbyt dużo, by ją pominąć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moim zdaniem to seria dobra dla młodszych czytelników. Tych młodszych młodych dorosłych, jakkolwiek głupio to brzmi. I dla romantyków, co widzą wszystko w różowych barwach, wtedy to całe okrucieństwo ich przerazi, a bierność otoczenia wkurzy. Nie wiem. Każdy ma swój gust, jestem wstanie zrozumieć skąd ten wielki szał na tę serię, ale mnie nie kupił. Być może byłoby inaczej gdyby nie te wszystkie paplaniny bez ładu i składu, a szczególnie, bez większego celu. Za stara jestem na takie gadki szmatki ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Najważniejsze, by nam się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam o tej serii i sama nie wiem, czy to książki dla mnie czy nie. Specjalnie mnie do nich nie ciągnie. Jednak nie wykluczam, że gdy pierwsza część wpadnie mi w ręce to przeczytam z czystej ciekawości ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja pomimo że nie jestem młodzieżą, książkę wspominam bardzo miło :). Ale wiadomo, nie każdemu musi odobać się to samo. Ja ogólnie bardzo lubię książki z kategorii New Adult :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie moja bajka, ostatnio sporo pojawia się książek z gatunku new adult i mam wrażenie, że ich recenzje i opinie o nich opanowały blogosferę. Nie ciągnie mnie w tą stronę w ogóle, nawet jako ciekawostkę w świecie literackim... Kiedyś chciałam się zabrać za Gwiazd naszych wina i to też mi przeszło. Ja mam swoje podwórko i na inne się nie wybieram. Ale nie mówię ostatecznie nie - kto wie jak gust zmieni mi się przez kolejne lata?

    OdpowiedzUsuń
  15. Zjadam Skarpety14 maja 2015 13:26

    Widzę, że mamy podobną opinię. Ta książka miała coś w sobie, ale nie na tyle, by mną poruszyć. Żałuję, bo spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego po wszystkich zachwytach, a tak naprawdę była najzwyczajniej w świecie normalna. Nie wyczułam jej klimatu, czegoś tutaj zabrakło.

    OdpowiedzUsuń
  16. Według mnie książka nie była fenomenem i poza wątkiem przemocy domowej to zwykły romansik dla nastolatek. Uważam, że autorka strasznie 'spłyciła' rozterki bohaterów, a akcja rzeczywiście nie grzeszy szybkością. ;) Strasznie długo się rozkręca i często się powtarza. Myślę też, że coś nie tak było z główną bohaterką. No nie wiem, ale gdyby mnie ktoś bił, pierwsza bym o tym komuś powiedziała. Według mnie jej wymówki wcale nie były przekonywujące. Ja rozumiem, że nie chciała być egoistką i zabierać matkę dzieciom, ale skąd pewność, że gdyby zabrakło Emmy, nie krzywdziłaby właśnie ich? Uważam, że przede wszystkim ona powinna to skończyć, a jeśli nie, to jej przyjaciele. I tak jak mówisz - książka własnie ukazuje tą bierność społeczeństwa. Ciekawa recenzja, miło się czytało czyjąś - inną - opinię. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdyby to wszystko było takie proste jak Ci się wydaje, na świecie nie byłoby tyle patologii, bo ludzie w porę zatrzymywaliby takich ludzi jak ciotka Emmy. Niestety jest odwrotnie, bo przemoc psychiczna jest nawet gorsza od tej fizycznej, a ich ofiary są zastraszane. Ich myślenie jest skrzywione. Ty nazywasz to "coś jest z nią nie tak", psychologia ma na to inną nazwę, którą nie będę Cię zanudzać. A Emma oprócz horroru z ciotką, przeszła jeszcze horror z matką. Zupełnie odrębne, równie destrukcyjne przeżycia, które uformowały ją w taki, a nie inny sposób. Jeśli masz jakieś wątpliwości, sprawdź chociażby na googlach albo wikipedii takie hasło jak DDD - dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. To temat rzeka, ale szybko można pojąć jak wiele zmian w osobach z ciężkim dzieciństwem zachodzi i jak różni się ich myślenie, choć wcale nie jest tak, że coś jest z nimi nie tak, nie w takim sensie. Wykształcili sobie po prostu inne mechanizmy ochronne/obronne niż ludzie wychowani w spokoju i rodzinnym cieple. Mogą znieść więcej, a normalność często to dokładnie to, co dla "normalnych" chaos. Ech, wybacz, moje socjologiczne studia dają o sobie znać przy takich tematach ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja też miałam problem z klimatem, ale chyba właśnie głownie przez ten nadmiar paplania o niczym xD

    OdpowiedzUsuń
  19. Czasem warto eksperymentować, ja robię to bardzo często. Nie zawsze dobrze się to kończy ale i tak doskonale się bawię. Ale NA to doprawdy dziwaczny gatunek. Wciąż nie umiem w pełni wyrobić sobie o nim zdania, ale jednego jestem pewna. Jeśli NA łączy się z chorobami, albo właśnie dysfunkcjami jak tutaj, ja mam problem xD

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo dziwi mnie Twoja opinia, gdyż do tej pory do moich uszu docierały same superlatywy na temat tej książki i całej serii. A może należy spojrzeć na nią bardziej krytycznie? Widnieje ona na mojej półce i czeka na przeczytanie. Gdy tylko nadrobię swoje czytelnicze zaległości, z pewnością się za nią zabiorę. Twoja opinia jest jak najbardziej przydatna. Po przeczytaniu, z pewnością podzielę się swoimi wrażeniami:)
    http://oczamiabdy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Może więc zwyczajnie zabrakło mi dystansu do tej książki. A może po prostu przeczytałam ją w nieodpowiednim momencie. Nie wiem. Wiem tylko, że gdyby ktoś z niej wyciął 2/3 bredzenia o niczym ta recenzja miałaby zupełnie inny ton ^^

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja postawiłam na los :D I jak z Adrianną się zgadałyśmy o współpracy (pożyczaniu sobie książek) to skorzystałam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Myślę, że odbiór tej książki zależy całkowicie od czytelnika :) Nie jest zła i jak wspomniałam, potrafię zrozumieć dlaczego tylu ludzi się nią zachwyca :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja zapewne przeczytam, lubię książki z tego gatunku ;)

    MÓJ
    BLOG - GALERIA KSIĄŻEK

    OdpowiedzUsuń
  25. mojego serca również nie zdobył. nawet nie wywarła na mnie jakiś większych uczuć.
    nie wiem czemu, ale pojawiło się wyłącznie otępienie. oj myślałam, że będzie to lepsza powieść. ale zła nie była. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Mam ją w planach, niemniej - one się stają coraz bardziej odległe, im bardziej zwlekam z lekturą. Na razie mam jednak za wiele innych spraw na głowie, by podgonić czytanie. Bywa.

    OdpowiedzUsuń
  27. Osobiście czytałam wszystkie 3 tomy i mnie przypadły do gustu ;=)
    Myślę że drugi tom był najlepszy, mnie najbardziej oczarował, pojawiły się nowe wątki itp.

    OdpowiedzUsuń
  28. Agnieszka K.14 maja 2015 22:50

    Ja nadal tej powieści nie przeczytałam i ciągle mam wątpliwości czy po nią sięgać, a wynika to z faktu, że to młodzieżówka, a ja chyba nie zawsze umiem wczuć się w ten klimat. Tak miałam z książką "Dziesięć płytkich oddechów", jest niezwykle wysoko oceniana, a ja ledwo ją doczytałam i nie sięgnęłam już po dalsze części... toteż teraz obawiam się powtórki z "rozrywki" ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Jakoś bym pewnie przeżyła to, że Hopeless jest dla młodszych, że to niedopracowana książka, ale nie mogę zrozumieć, dlaczego w drugim tomie historia ma być wałkowana od początku. Przecież to musi być śmiertelnie nudne :P No i też jestem czepliwa, więc już sobie wyobrażam jak marudzę :P

    Mia Sheridan w takim razie ląduje na mojej liście i będę poszukiwać jej książek. W ogóle dzięki tobie biblioteczka mi się systematycznie powiększa - kilka dni temu dotarła do mnie powieść "Nieświęte duchy" pani Kane :) Muszę jeszcze tylko wygospodarować wolny czas, a niestety przez najbliższe 3 tygodnie to będzie graniczyć z cudem :(

    No, też uważam, że już nie jestem targetem NA, za kilka dni skończę 25 lat, więc problemy amerykańskich dwudziestolatków rozpoczynających studia i dodatkowo obarczonych milionem nieszczęść jakoś do mnie nie przemawiają :P Czytałaś coś K.A. Tucker? Pytam, bo na kilku blogach widziałam pochlebne recenzje, ale nie jestem do końca przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja ze nie rozumiem po co została napisana ta 2 książka, ale cóż. 1 jest z punktu widzenia jej, a druga jego i to chyba cała różnica.


    Aaaa! Masz Nieświęte duchy! Cudownie :D:D:D:D U mnie też będzie krucho z czasem. To moje ostatnie 2 tygodnie spokoju przed sesją :/ Ale mam nadzieję, że pozdaje wszystko na zerówkach i będę miała wakacje szybciej. Taka jestem ambitna, zobaczymy, co mi z tego wyjdzie ;)


    Czytałam "Dziesięć płytkich oddechów" i średnio mi się podobało. Bez większych emocji i dodatkowo główni bohaterowie byli tragicznie, zapałałam sympatią jedynie do tych pobocznych. A sama akcja oklepana i średnio wciągająca. Mnie nie kupiłam i choć niby planuje czytać dalej tę serię, to z każdym dniem coraz mniej bo recenzje 2 tomu są odrobinę gorsze niż pierwszego. I jeśli ma być gorzej niż w 1 to dziękuję bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja był całkowicie obojętna. Wszelkie emocje jakie mogły się pojawić zostały zamordowane scenami i tematami pobocznymi.

    OdpowiedzUsuń
  32. Czasem tak bywa. Życzę, byś niedługo znalazła odrobinę wolnego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  33. No tak to jest z opiniami :D Ilu ludzi tyle opinii i osobiście uważam to za coś pięknego. No i jak wspomniałam, jestem wstanie zrozumieć dlaczego seria jest popularna. Po prostu ja już chyba nie jestem targetem na tego typu historie ^^

    OdpowiedzUsuń
  34. Wiesz, najważniejsze, że ciebie oczarowała :D Miłego czytania!

    OdpowiedzUsuń
  35. Myślę, że to byłaby powtórka z rozrywki ^^ Oczywiście nie namawiam Cię, żebyś zrezygnowała z tej książki. To tylko moje zdanie. Ja z młodzieżówkami nie mam większego problemu o ile to przygodówki, albo fantastyka. Z NA mi najczęściej nie wychodzi. To taki z jednej strony dziecinny, z drugiej dorosły gatunek, a ja nie potrafię być taka wielozadaniowa, żeby się nastawić równocześnie na jedno i na drugie xD Oczywiście są perełki w tym gatunku, jak Mia Sheridan, która jeszcze nie wydaje w naszym kraju, ale ptaszki ćwierkają, że do się niedługo zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  36. Mnie osobiście cała trylogia urzekła i będę ją wspominam z niezwykłym sentymentem. Ta historia po prostu ma w sobie jakiś urok.

    OdpowiedzUsuń
  37. No właśnie, dla mnie to żadna różnica, bo przecież wydarzenia się nie zmieniają. Przynajmniej tak mi się wydaje, ale może autorka czymś zaskakuje :P Może kiedyś spróbuję się przekonać o co w tym chodzi, ale muszę poczekać na wieelką promocję, żeby się tym zainteresować bliżej :P


    Tak! Mam :D na allegro można nabyć w dobrej cenie, więc się skusiłam :) Jak mi się spodoba będę kompletować serię dalej. Życzę ci szybkiego uporania się z sesją, zerówki to rzeczywiście ambitnie :) Mnie czeka kilka wyjazdów w przeciągu tych 3 tygodni i jeszcze dołożyłam sobie egzamin na certyfikat z języka obcego, który oczywiście też wypada w tym czasie :/ Zastanawiam się, gdzie miałam głowę, jak "planowałam" to wszystko.


    No właśnie, tak myślałam, że coś z tą powieścią jest nie tak. W takim razie nie planuję jej szukać w najbliższym czasie. Nie ma nic gorszego niż tragiczny i głupi bohaterowie.

    OdpowiedzUsuń
  38. Akurat z tym, że ma jakiś urok mogę się zgodzić :) Gdyby było inaczej wątpię, że w ogóle czytałabym do końca ;)

    OdpowiedzUsuń
  39. Weronika Walter Tomala15 maja 2015 10:29

    Ja obawiałam się opublikować na blogu moją niezbyt pochlebną opinię na temat tej książki, bo wokół niej pełno szumu. Wszyscy się zachwycają, a mnie ona naprawdę nie urzekła. Czegoś jej brakowało i cieszę się, że i Ty to zauważyłaś ;) Ciekawa recenzja i zauważyłam, że po części odzwierciedla moją opinię.

    OdpowiedzUsuń
  40. Osobiście nie czułam jakiegoś wielkiego "boom" podczas czytania, ale dobrze ją wspominam ;) teraz mam plan zabrać się za kolejne tomy :D

    OdpowiedzUsuń
  41. Agnieszka K.15 maja 2015 11:44

    Czas pokaże, być może kiedyś jednak wpadnie w moje ręce i przekonam się sama, aktualnie na moich półkach zalega mnóstwo nieprzeczytanych książek, a w drodze do mnie kolejny wypasiony stosik ;) już nie mogę się doczekać, chwili kiedy kurier zapuka do mych drzwi ;) U mnie z młodzieżówkami jest różnie jedne trafiają do mojego serca, a inne zupełnie nie... wszystko zależy od opisanej historii, jeżeli opiera się głównie na problemach związanych ze sferą uczuciową, to jakoś do mnie nie trafiają, ale jeżeli związane są z ogólnie pojętą patologią, odrzuceniem czy innymi rozterkami natury psychologicznej to już zdecydowanie tak :) Jedną z młodzieżówek, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, była książka "Anioły stąd odeszły" Heidi Hassenmuller i takie właśnie książki lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Dzięki za recenzję - nie będę nawet próbować, chociaż parę razy ta książka rzuciła mi się w oczy... ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Nie czuję się "młodszym czytelnikiem", do którego może być skierowana ta książka;) Nawet sama fabuła nie bardzo mnie zainteresowała, a co dopiero mówić o sposobie pisania autorki (te nieszczęsne brwi;) i niepotrzebne sceny.

    OdpowiedzUsuń
  44. Planuję ją przeczytać ;p
    www.magicznerecenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  45. Mimo wszystko bardzo chciałabym ją przeczytać. Chociażby ze względu na tematykę, która raczej nie jest zbyt powszechna

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  46. Mnie się ta trylogia podobała (pierwsza część najbardziej) - a ten gatunek raczej nie należy do moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Książki dla wszystkich nie istnieją. Zawsze znajdzie się ktoś marudny xD "Powód by oddychać" ma coś w sobie, ale nie na tyle, by mnie do siebie całkowicie przekonać. Ale mnie ciężko w ogóle przekonać jeśli chodzi o new adult ^^

    OdpowiedzUsuń
  48. Ja też jej źle nie wspominam, jednak zbyt wiele innych, potencjalnie lepszych, książek mam na półce, żeby się zabierać za kontynuacje tej serii. Szczególnie, że ciekawi mnie tak naprawdę tylko jedna rzecz, a mianowicie motywy ciotki Emmy xD To trochę za mało, by czytać dalej.

    OdpowiedzUsuń
  49. Proszę, cieszę się, że pomogłam :) Nie ma sensu czytać na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  50. Tych brwi i brwi podobnych było więcej, ale już nie zwracałam na to uwagi. No a te sceny mogą się podobać ludziom, którzy chyba mogą się choć po części z nimi identyfikować. Wymykanie się z domu na imprezy, rozmowy o dupie marynie czytaj: o życiu w pojęciu dość ehm prostym... xD Może zwyczajnie nie miałam na to ochoty, ale wynudziłam się na tych momentach niemiłosiernie.

    OdpowiedzUsuń
  51. Mam nadzieję, że będziesz bardziej zadowolona z lektury niż ja :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Jeśli jesteś ciekawa tematyki, to z pewnością będzie Ci się podobać, to jak dla mnie największy plus książki :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Może i trzeba mieć na coś takiego odpowiedni nastrój... Ja raczej nie mam, poza tym nie identyfikuję się z bohaterami;)

    OdpowiedzUsuń
  54. A ja uwielbiam tę serię! Jeszcze trzeci część czeka na mnie w kolejce, ale jestem pewna, że również mi się spodoba. I najbardziej podobała mi się właśnie pierwsza część! :)

    OdpowiedzUsuń