niedziela, 17 maja 2015

"Umarli mają głos" Marek Krajewski, Jerzy Kawecki

Odkąd zaczęłam czytać „Umarli mają głos” autorstwa Marka Krajewskiego oraz Jerzego Kaweckiego, w kółko zadawałam sobie to samo pytanie: jak powinnam opisać ten tytuł? Nie ma tu przecież jednej historii na której można by się skupić, jest ich dwanaście. 

Po opisie książki sądziłam, że dostanę sztywny, pozbawiony emocji tekst. Zaledwie kilka faktów oraz medyczno-prawniczy żargon. I byłam na to przygotowana. Nic bardziej mylnego! „Umarli mają głos” to zbiór opowiadań. Tak, tak – opowiadań. Nietypowych, gdyż każde z nich oparte jest na faktach dostarczonych przez doktora Jerzego Kaweckiego, doświadczonego medyka sądowego. W swojej karierze miał do czynienia z wieloma szokującymi historiami, które Marek Krajewski, autor bestsellerowych kryminałów, postanowił opisać w taki sposób, by pozostawić prawdę o zbrodniach, a jednocześnie nikogo nie urazić. Bo trzeba pamiętać, że mówimy tu o prawdziwych ludziach i prawdziwych tragediach.

W czasach, kiedy to zachodnie powieści oraz seriale budują nasze wyobrażenie o zbrodniach, bardzo łatwo można założyć, że takie rzeczy jak trup bez głowy, czy taki z zaginionymi wnętrznościami to coś, co albo może dziać się tylko w filmach, albo właśnie na zachodzie. Tymczasem to również i nasza rzeczywistość. Tak samo jak brutalne gwałty czy perfidne próby ukrycia, lub zrzucenia winy na kogoś innego – nawet kogoś, kto nigdy nie istniał. A może jednak istniał i tylko rozpłynął się w powietrzu? Życie pisze najdziwniejsze, najbardziej zagadkowe scenariusze, co autorzy książki udowadniają. 

Jestem osobą, która zazwyczaj nie odwraca głowy gdy w filmach leje się krew, czy latają rozczłonkowane ciała. Nie działają na mnie opisy okrutnych, przerażających scen – czy to w kryminałach, thrillerach czy horrorach. Istnieją tylko trzy rzeczy, które naprawdę potrafią mnie przerazić i dwie z nich zostały wplecione w tych dwanaście historii. Pierwszą są fakty, ciągła świadomość, że choć otoczka tych opowiadań przywodzi na myśl dobry kryminał, to mówi o czymś, co naprawdę się wydarzyło i to w naszym kraju. Drugą są emocje

Marek Krajewski zadbał o to, by czytelnik miał wgląd nie tylko w same fakty i opisy procedur dzięki którym winni zostawali wskazywani i skazywani  (a te są naprawdę sugestywne). O nie, on poszedł o krok dalej, przybliżając nam zarówno ofiary, sprawców jak i rodziny jednych i drugich. Zatrzymał się na kilka chwil także przy emocjach samego doktora Kaweckiego oraz ludzi, którzy z nim współpracowali. 

Jedyna rzecz, która mi przeszkadzała, to liczne łacińskie powiedzenia, które nie zostały przetłumaczone. Jest ich sporo i nie zawsze ich znaczenie można wywnioskować z kontekstu. Nie wiem dlaczego nikt nie pomyślał, by stworzyć dla nich przypisy, przecież nie każdy w tych czasach jest zaznajomiony z łaciną. 

Podsumowując; „Umarli mają głos” to tytuł, który powinien zadowolić najbardziej wybrednych pożeraczy kryminałów. Postać doktora Kaweckiego intryguje, historie same w sobie przerażają, a styl Krajewskiego przyciąga na tyle, by bez problemów chłonąć tekst i nie chcieć się z nim rozstawać. 

Gorąco polecam!

Moja ocena: 7,5/10

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Znak. 

Przypominam również o konkursie!

24 komentarze:

  1. Paula Rzemińska17 maja 2015 11:18

    Zastanawiałam się nad tą pozycją, ale moje ostatnie spotkanie z Krajewskim nie było zbyt dobre, to też trochę się zraziłam
    http://chcecosznaczyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasia Jabłońska17 maja 2015 13:49

    Brzmi ciekawie, a ja lubię opowiadania, więc może się skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Katarzyna Meres17 maja 2015 14:37

    Też niezbyt lubię, kiedy wszystkie obce wyrażenia nie są przetłumaczone... Co do książki to obecnie mówię nie, bo brak czasu mnie dołuje, ale w przyszłości będę o niej pamiętać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie spodziewałabym się, że to tak ciekawa książka. Krajewskiego czytałam tylko pierwszą część o Mocku i jakoś szału nie było i więcej po jego twórczość nie sięgnęłam. Ale widzę, że ten zbiór to coś zupełnie innego i chętnie poznam te historie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzmi naprawdę ciekawie :) Bardzo chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja Krajewskiego jako autora nie znam. Szczerze mówiąc to Kawecki mnie przekonał, bo byłam ciekawa co ma do powiedzenia prawdziwy lekarz sądowy :) I muszę powiedzieć, że to niebywale intrygujący mężczyzna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Skoro tak, to to jest pozycja dla Ciebie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz, jedno to łacina w pojęciu medycznym, a drugie, to jakieś powiedzenia kończące jakieś zdanie. Moim zdaniem takie rzeczy powinny być tłumaczone i to zawsze. Niezależnie od języka, bo przecież nie każdy zna wszystkie języki świata. Tutaj była też niemiecka wstawka, wprawdzie to zdanie akurat nawet ja zrozumiałam, ale to nie zmienia faktu, że i ono nie zostało przetłumaczone. Autor zadbał o to, by Kawecki wytłumaczył wszelkie procedury i zależności spraw jakie badał, ale już o wytłumaczenie "ich slangu", bo obaj mają manię używania łaciny, już nie przetłumaczył. Dziwne. I trochę denerwujące. Na tyle, by odebrać ocenie chociaż pół gwiazdki xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też się nie spodziewałam! Książek Krajewskiego nie znam, szczerze mówiąc bardziej mnie przyciągnęła postać Kaweckiego. Nie to, żebym go skądkolwiek znała, ale głos medyka sądowego z prawdziwego zdarzenia niezmiernie mnie zaciekawił. I się nie przeliczyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze się zastanowię, bo do końca nie jestem przekonana, ale nie mówię też nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. O tak, zawód medyka sądowego wydaje się ciekawy, oczywiście w filmach i powieściach, bo na w życiu na pewno nie każda sprawa jest ekscytująca.

    OdpowiedzUsuń
  12. Do tej książki na pewno kiedyś zaglądnę ;)
    Jak się uda to dzisiaj będę na spotkaniu autorskim z Markiem Krajewskim.
    Wcześniej podawali, że na spotkaniu będą obaj panowie - Marek Krajewski i Jerzy Kawecki; coś się pozmieniało. Troszkę szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Agnieszka K.19 maja 2015 22:17

    Patrząc na okładkę w ogóle nie miałam ochoty sięgać po tę książkę... po przeczytaniu Twojej recenzji jest zupełnie odwrotnie... zapoluję i przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  14. No słyszałam o tym spotkaniu. Udało się? Byłaś? Jak wrażenia?

    OdpowiedzUsuń
  15. No tak, okładka nie zachęca, ale treść już tak. To dość niezobowiązująca lektura, można ją sobie dozować po jednym opowiadaniu. Ja jednorazowo byłam wstanie czytać po dwa i nie dlatego, że było z nimi coś nie tak, ale ten realizm i opis procedur i emocji był zwyczajnie za ciężki. Polecam, mam nadzieję, że i Tobie się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Agnieszka K.20 maja 2015 09:41

    Zaintrygowałaś mnie, z pewnością po nią niebawem sięgnę... :)

    OdpowiedzUsuń
  17. mnie także najbardziej przerażają te realne elementy książek czy filmów, co tam potwory z szafy, skoro to ludzie potrafią być o wiele bardziej przerażający ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. No własnie. Wprawdzie nie lubię tematu opętania, to ta trzecia rzecz, która mnie z jakiegoś powodu przeraża, ale to tylko jedna stricte fantastyczna rzecz, która na mnie działa. Za to prawdziwe zbrodnie i zbrodniarze... o to potrafi mnie przerazić i to porządnie. Świadomość, że mogę ich spotkać w każdej chwili jest tym kluczowym czynnikiem.

    OdpowiedzUsuń
  19. pewnie dlatego, że są tak realni, bo możemy wierzyć w "strachy z szafy" , ale dopóki ich nie zobaczymy i efektów ich działań to tak nie działają jak realna osoba np. mordująca innych.

    OdpowiedzUsuń
  20. Byłam :) Rewelacyjne spotkanie autorskie. Zdecydowanie pisarz przekonał mnie do sięgnięcia po jego książki. Najbardziej ciekawi mnie najnowsza. :)
    Mam jedną książkę autora "W otchłani mroku" - jeszcze jej nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak dla mnie na prawdę ciekawa książka, zapraszam na www.odmiennie.blog.pl gdzie znajduje się moja opinia :)

    OdpowiedzUsuń