niedziela, 24 maja 2015

W kilku słowach #1: „The Missing Link” & „Bound by Honor” & „A Court of Thorns and Roses”

Niech Was nie zwiedzie nazwa cyklu, jaki postanowiłam rozpocząć. Ja nie potrafię mówić o książkach w zaledwie kilku słowach, ale pomyślałam, że dla anglojęzycznych tytułów się postaram. Z naciskiem na postaram. A czy to wyjdzie to już inna kwestia ;)


„The Missing Link” J.M. Sevilla

Lily Evans właśnie zakończyła swój burzliwy związek i wróciła do domu na święta. Jej uwagę przyciąga tajemniczy sąsiad - Jay Lincoln - przystojny chłopak z trzema bliznami przecinającymi jego prawe oko. Z jednej strony Jay wprawia ją w zdenerwowanie, z drugiej, z jakiegoś powodu, czuje się przy nim bezpiecznie. Chłopak ma jednak swoje tajemnice. Rzeczy o który nie chce i nie powinien opowiadać. Nie ma mowy o żadnym związku i nie chodzi tu tylko o narzucone sobie zasady. Chodzi o niebezpieczeństwo jakie się z tym wiąże. A jednak nie zawsze można sobie wmówić, że lepiej trzymać się od kogoś z daleka. Czasem los, a może nasze własne serce, zdaje się krzyczeć o wiele głośniej o swoich potrzebach, niż niewzruszony rozum… 

Na początku sądziłam, że znowu mam do czynienia z prostym romansidłem. On ma przeszłość, ona ma przeszłość. Takie „chce, ale nie mogę” w wersji na ostro, ale ze słodkim wykończeniem. I nie wiele się pomyliłam. Na szczęście w którymś momencie akcja przyśpiesza, zamieniając się w coś więcej oprócz łóżkowych zmagań. Przeszłość Jaya zdaje się go doganiać, a wręcz sielska atmosfera zmienia się diametralnie. 

Autorka nie uniknęła kilku absurdów, nie napisała też niczego, co zmusiłoby mnie do zerwania nocy czy dwóch, albo natychmiastowego sięgnięcia po drugi tom (to historia dwutomowa). Niemniej jednak czytało mi się wyśmienicie. Jestem zaintrygowana historią Jaya i całą otoczką jego świata. Kiedyś sięgnę po dalszą część, już czeka na moim kindlu.

Ocena: 7/10

„Bound by Honor” Cora Reilly 

Wyobraźcie sobie romans historyczny przeniesiony w czasy teraźniejsze, gdzie mafijne rodziny tworzą prawa i obowiązki, a doskonale zdołacie poczuć klimat tej książki. 

Aria Scuderi w wieku piętnastu lat zostaje zaręczona (z życzenia swojego ojca, nie z własnej woli) z najstarszym synem bossa nowojorskiej Cosa Nostry. Małżeństwo z Lucą Vitiello oznacza pokój pomiędzy rodzinami. Wszystko byłoby dobrze, gdyby świat w jakim Aria żyje nie był tak brutalny, a sam Luca, mimo młodego wieku, nie wydawał jej się zwyczajnym okrutnikiem bez sumienia. Z drugiej strony, tacy właśnie mają być mężczyźni. Mafia nie pozwala na nic innego. Jeśli chce się być u władzy, nie można jedynie być wstanie zabić. Trzeba wywoływać strach samą obecnością. I Luca jest w tym mistrzem. Mijają lata zanim z narzeczonej, Aria staje się żoną, przeprowadza się z Chicago do Nowego Jorku i zaczyna tak naprawdę poznawać mężczyznę, za którego wyszła. 

Trochę się zawiodłam na tej historii, bo pomijając już ustawianie małżeństw, co mimo wszystko jakoś można wytłumaczyć poprzez te wszystkie mafijne zasady, układy i układziki,  cała reszta wypada dość słabo. Brakowało mi w tym wszystkim jakiegoś większego hmmm problemu. Niby jest, niby coś tam się dzieje, ale wszystko gdzieś z boku. Czytelnikowi pozostaje co najwyżej kibicowanie młodej parze. Jak dla mnie za mało, bym mogła się zachwycić, ale tragedii nie było. Jeśli ktoś lubi romanse powinien być zadowolony.  

Niestety to seria, która nie ma dla mnie przyszłości. Za mało się dzieję, a takie romansowe romanse i nic poza tym już mi się stety/niestety znudziły. 

Ocena: 6/10

„A Court of Thorns and Roses” Sarah J. Maas  

„ACOTAR” można najlepiej określić jednym hasłem: Piękna i Bestia. 

Fayre na łożu śmierci swojej matki obiecała, że zaopiekuje się siostrami i ojcem. Jest zima, brakuje jedzenia i upolowanie czegokolwiek to kwestia życia i śmierci. Podczas jednego polowania Fayre udaje  się zabić niezwykłego wilka, którego teoretycznie nie powinno tu być. Konsekwencje tego czynu są potężne, bo wilk okazuje się kimś więcej. Ogromna bestia zjawia się w ich domu i żąda zadośćuczynienia za jego życie. Fayre może albo pójść z nim i spędzić swoje życie w jego dworze, albo umrzeć tu i teraz. Wybór jest oczywisty… Tamlin, bestia, posiadająca również bardziej ludzkie wcielenie, zabiera ją do swojego świata - zwodniczo pięknego, prawdziwie niebezpiecznego, jeśli nie jest się ostrożnym. Mimo ostrzeżeń, wbrew logice i własnym postanowieniom, z biegiem czasu Fayre zaczyna patrzeć na Tamlina jak na mężczyznę, nie jak na bestie. Wszystko, o czym mówiły przerażające legendy zdaje się mitem zaledwie podszytym odrobiną prawdy. Dziewczyna zawiera przyjaźnie, powoli pokochuje zarówno ten świat, jak i jego mieszkańców. Coś jest jednak nie tak. Nad tą piękną krainą wisi jakiś cień, który zdaje się rozprzestrzeniać. I jeśli Fayre nie znajdzie sposobu, by go powstrzymać, wszystko przepadnie. 

Mimo, że również dla cyklu „Szklany tron” temat tajemniczych Fae nie jest obcy, to jednak „ACOTAR” to zupełnie inna liga. Tutaj magia wychodzi na pierwszy plan. Dziwaczne istoty, przecudna, barwna mitologia, historia świata, a nawet obrzędy(!!!). Trzeba lubić prawdziwie baśniowy klimat, by docenić tę książkę. Sarah J. Maas ma tę niebywałą zdolność do tworzenia bohaterów, których nie można nie lubić. To samo czyni z klimatem. „ACOTAR” wciąga czytelnika od pierwszej strony, a mijając połowę, ma się wrażenie, że jest się gdzieś tam, pomiędzy tymi pięknymi istotami, magicznymi krajobrazami… Ach!  

Romans jest uroczy, ale zapowiadana erotyka raczej delikatna. Nie ma co liczyć na lekcje anatomii. Jest słodko, jak na baśń przystało, ale nie na tyle, by dostać mdłości. 

Byłoby epicko, może nawet lepiej niż w cyklu o Królewskiej zabójczyni, gdyby Mass trzymała się trzeciej osoby narracji i nie przechodziła na pierwszą. Nie było źle, czyta się dobrze, ale bez fajerwerków. Jak dla mnie książka wiele straciła przez taką narracje, ale nie będę się nad tym rozwodzić, bo pewnie już znacie moje zdanie na ten temat. 

Tak czy inaczej nie mogę się doczekać kontynuacji! Myślę, że „ACOTAR” to zaledwie przecudny początek…  

Ocena: 7/10

20 komentarzy:

  1. Ciekawy pomysł na cykl :) Trzeci tytuł mnie zainteresował. Ciekawa jestem czy kiedyś pojawi się w polskim wydaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd bierzesz książki w oryginale?

    OdpowiedzUsuń
  3. Sarah J. Mass znów i znów mnie kusi :) Zapoznam się w końcu z jej książkami choćby nie wiem co :P A pomysł na cykl mi się podoba, chociaż jak dla mnie to nie musisz ograniczać się do "kilku słów" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, jestem pewna, że ACOTAR się u nas pojawi. Pytanie tylko kiedy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Głównie kupuje na Amazonie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedługo będzie znowu Sarah J. Maas, bo mam do zrecenzowania 2 tom Szklanego tronu :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Agnieszka K.25 maja 2015 10:40

    Żadna z książek nie zaciekawiła mnie szczególnie mocno, ale wiesz, że to trochę nie moja bajka ;) Oczywiście wersje anglojęzyczne to już zupełnie nie dla mnie, ale nadal podziwiam i gratuluję umiejętności czytania książek w obcym języku :) Chapeau bas!!! A ja spokojnie czekam sobie na "Motylka" i "Uwikłanie" ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi do poziomu, w którym będę mogła czytać książki w języku angielskim jeszcze trochę brakuje ;) Ale kiedyś do niego dojdę :)

    ocean-slow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. A jednak, czasami można znaleźć niezłe tytuły za 0,99 $ czy ale to głównie romansidła ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. I dobrze, może się szybciej zmobilizuję do czytania jej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Natalia Lena25 maja 2015 20:09

    Właśnie biorę się za ACOTARa, twórczości Maas nie znam, więc nie wiem czego się spodziewać. Ale to dobrze :)).

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki! Choć mój pradziadek był francuzem, a babcia od strony mamy wychowała się we Francji i przyjechała do Polski dopiero po wojnie (i do samej śmierci jak się wkurzyła to przechodziła na francuski, bo to był język, którego nauczyła się najpierw), to nic nie rozumiem w tym języku (oprócz przekleństw hehe) i musiałam skorzystać z wujka google hehe

    OdpowiedzUsuń
  13. Powodzenia! Jestem pewna, że Ci się uda. Wystarczy tylko chcieć i się nie zrażać początkowymi trudnościami :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Myślę, że jeśli lubisz tego typu fantastykę, to będzie dobrze :) Miłego czytania!

    OdpowiedzUsuń
  15. Sarah J. Mass uwielbiam więc nawet trzecioosobowa narracja mi nie przeszkodzi. Poza tym ten tytył będzie miał chyba niedługo polskie wydanie? Jestem ostatnio tak zaganiana, że nawet nie miałam kiedy sprawdzić.

    OdpowiedzUsuń
  16. Agnieszka K.26 maja 2015 19:00

    O! To masz ciekawe pochodzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Pierwszoosobowa narracja :P


    Nic nie wiem o wydaniu tej książki, ale skoro Uroboros wydaje Szklany tron, to myślę, że skuszą się też na "ACOTAR" :)

    OdpowiedzUsuń
  18. trzecio-czy pierwszo- jeden czort. Chyba, że masz na myśli to, że autorka zmienia sposób narracji w trakcie? Bo jeśli tak, to szlag by mnie trafił ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Na szczęście jak już uczepi się jednej narracji, to się jej trzyma, wiec możesz odetchnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. nie mogę się doczekać kiedy ''ACOTAR'' zostanie wydany w Polsce. sięgam po pozycję od razu po premierze, bo baśnie to moje ulubione klimaty. :)

    OdpowiedzUsuń