sobota, 27 czerwca 2015

"Obca" Diana Gabaldon

Jak pewnie wielu z Was, i ja mam swoje „literackie słabości”. Jedną z wielu są mężczyźni w kiltach. Nie wiem dlaczego, ale wizja XVII wiecznego górala w spódnicy działa na moje zmysły. Kiedy taki góral wygląda jak Sam Heugham… Chyba nie muszę werbalizować swojej myśli, prawda? Na „Obcą” Diany Gabaldon trafiłam dzięki serialowi nakręconemu na podstawie książki. Ale od początku…

Wszystko zaczyna się w 1945 roku w Szkocji. Claire Randall wraz ze swoim mężem Frankiem spędzają urlop w urokliwym miasteczku. Wojna oddaliła od siebie małżonków, a ten wyjazd miał ich na nowo do siebie zbliżyć. I wszystko idzie dobrze aż do chwili, gdy za sprawą starych kamieni i jeszcze starszej magii, Claire przenosi się w przeszłość. Nagle jest w 1743 roku w samym środku wojny domowej. Mało tego, pierwszą osobą z jaką rozmawia jest mężczyzna, który wygląda niemal tak samo jak jej mąż… Ale to nie Frank. Ten mężczyzna nie ma w sobie odrobiny dobroci. Na szczęście życie i godność Claire zostaje uratowane przez górali i to wtedy, tak naprawdę, jej przygoda się rozpoczyna. 

Nie będę nawet próbować owijać w bawełnę. „Obca” Diany Gabaldon podobała mi się tak bardzo głównie przez wzgląd na serial i serialowych bohaterów. Gdyby nie to, mój odbiór tej książki byłby znacznie gorszy. Podejrzewam wręcz, że miałabym nie małe trudności, by przez nią przebrnąć. Nie zrozumcie mnie źle. Ogólnie, to cudowna historia. Romantyczna, pełna sprzeczności, z rozwiniętym tłem społeczno-obyczajowym. Mamy chwilę z wartką akcją, mamy erotyczne uniesienia, jest tu czas na śmiech, na łzy, na szok i zbulwersowanie. Jest nawet szansa, że w którymś momencie zrobi Wam się niedobrze… 

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie postarała się spojrzeć na całość nieco trzeźwiej. Zapomnieć o serialu (o którym pozwolę sobie wspomnieć później), wprost genialnie dobranych aktorach i skupić się na książce samej w sobie. I tu pojawiają się pewne problemy. Ta historia jest zwyczajnie zbyt obszerna. Nie mam tu na myśli zbyt wielu wątków, zwrotów akcji czy bohaterów, w żadnym razie. Jest tu jednak od groma paplania o niczym, nic nie wnoszących do całości scen czy rozmów, tak rozciągniętych, że mniej uważny czytelnik mógłby czasem pod ich koniec zapomnieć od czego w ogóle wszystko się zaczęło. To ma swój urok, ale dla mnie, osoby, która potrzebuje żywszej akcji, kilka momentów w książce było nie małym wyzwaniem. 

Stylowo również nie mogę powiedzieć, by Diana Gabaldon jakoś specjalnie się popisała. Mamy poprawną pierwszą osobę. Ani złą, ani wybitną, po prostu poprawną. Forma narracji nie wywołała u mnie żadnych emocji, choć może i mogłabym uznać za plus prosty fakt, iż nie wywołała u mnie również irytacji… 

To, co przemawia za „Obcą” to wszystko, co można znaleźć pomiędzy tymi wadami. Historia, choć teoretycznie nie przedstawia niczego aż tak oryginalnego, bo w końcu podróże w czasie są dla wielu czytelników znane, to jednak samo tło w jakim wszystko się dzieje, tworzy niepowtarzalny klimat. Szkocja w czasie wojny domowej, klany, rodzinne niesnaski, intrygi, a wszystko oprószone mistyczną magią. Do tego sama Claire, zadziorna, waleczna i silna. Uwielbiam takie bohaterki. Oczywiście miałam trochę problemów z jej rozdarciem pomiędzy mężem, który został w przyszłości i jej nową miłością do Jamiego, młodego górala. Wiecie, trójkąty i te sprawy. Stety/niestety Jamie to kolejny bohater, który zdobył moje serce (rude włosy, kilt, ma rękę do koni – toż to przecież ideał xD). No i tych dwoje razem? Nawet ja nie mogłam się długo bronić przed ich urokiem. I to nie wszystko. Każdy bohater „Obcej” ma swoje miejsce. Swój własny charakter, przeszłość i cel – stworzenie ich w taki sposób zabrało sporą ilość miejsca, ale akurat tego bym nie zmieniła. 

Spotkałam się ze stwierdzeniami, że „Obca” to przerośnięty erotyk i absolutnie się z tym nie zgadzam. Jasne, w pewnym momencie akcja zwalnia, a czytelnik musi się zmierzyć z rozwiniętym wątkiem romantyczno-erotycznym, jednak mimo wszystko do erotyku temu daleko. Jako całość książka niesie za sobą również o wiele więcej niż tylko erotyczne przygody byłej pielęgniarki – przynajmniej w mojej ocenie. 

I kilka słów o serialu. „Outlander” to kwintesencja tego, co najlepsze w „Obcej”. Wątki, które nie mogły być pokazane w książce (ograniczenia pierwszoosobowej narracji), zostały dodane, zbędne rzeczy wycięte, niektóre skrócone, lekko zmienione, by wszystko tworzyło zgraną całość. I choć bardzo mnie to boli, to serial oceniam wyżej, niż książkę. Pomijając doskonały dobór aktorów, serial przedstawia zwyczajnie to, co najlepsze w całej tej historii, podczas gdy w książce należy te aspekty nieco mozolnie oddzielać od zbędnej reszty. 


Podsumowując; pomijając wszystkie wady, „Obca” to genialna historia nie tylko o miłości czy pożądaniu, ale również pragnieniu wolności. O walce, która z góry wydaje się przegrana, a jednak nie sposób od niej uciec, czy się poddać. O honorze, miłości do swojej kultury, własnej odrębności i historii jaką mozolnie budowali przodkowie bohaterów. To również przerażająca konfrontacja ze złem w ludzkiej postaci… Być może wymaga odrobiny cierpliwości. Może i trzeba przymknąć oko na „to” czy na „tamto”, ale nie ma książek idealnych. 

Polecam!

Moja ocena: 7/10

A już niedługo recenzja dalszych losów Claire czyli „Uwięzionej w bursztynie”.

Książka bierze udział w wyzwaniu: Okładkowe Love

Przypominam o konkursie :)

46 komentarzy:

  1. Jestem ciekawa tej książki, kupiłam ją sobie jakiś czas temu i teraz czeka na odpowiedni moment, by ją przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kwestia dobrego edytora. Jak mówisz, od groma paplania o niczym (nie czytalam, ale wierzę na słowo) to znaczy, że Gabaldon zabrakło dobrego, krytycznego redaktora. Scenarzyści serialu docenili opowiedzianą, historię, bohaterów, a zarazem potrafili zauważyć że nie wszystko stanowi wartość dodaną.
    A co do serialu - mam słabość do dobrych czołówek, a "Outlander" ma wręcz genialną :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wrażenie, że wszyscy czytali tą książkę, tylko nie ja. Bardzo ciekawi mnie ta historia. Muszę przeszukać swoją bibliotekę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim razie życzę udanej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie! Dla wielu te sceny pewnie nie będą problemem, bo to wciąż przecież relacje pomiędzy bohaterami, ale dla mnie, osoby uwielbiającej akcje (której w Obcej nie brakuje biorąc pod uwagę wydarzenia), te przystanki były kłopotliwe... Trzeba jednak pamiętać, że książka ma już swoje lata, przypięto do niej łatkę romansu z pieprzykiem i proszę... Czasem i tak bywa ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekałam miesiąc z publikacją tej recenzji, bo wszędzie jest o Obcej xD Jak mówię, wszystko przez serial ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet nie wiedziałam, że na podstawie tej książki został nakręcony serial. Na pewno się za niego zabiorę, jeśli nie uda mi się jej przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mężczyźni w kiltach, mówisz...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiedziałam o serialu, ale to chyba dobrze, bo seriale uwielbiam oglądać, a tu przecież jeszcze jest książka do przeczytania ;)


    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Alicja Szerment27 czerwca 2015 17:59

    Aż żałuję, że się na nią nie skusiłam, kiedy była za połowę ceny...

    OdpowiedzUsuń
  11. Kasia Jabłońska27 czerwca 2015 21:16

    Strasznie się cieszę, że mam tę książkę, tylko czasu na nią ciągle brak...

    OdpowiedzUsuń
  12. No tym razem książka mnie nie przekonuje jakoś nie mój klimat a sam temat dziwny.

    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. O gustach sie nie dyskutuje tylko je akceptuje;) Mężczyźni we frakach może jeszcze ale...;) Zresztą czasem to bez znaczenia w czym w końcu ładnemu we wszystkim ładnie;P

    Oglądałam pilota tego serialu i nie dobrnęłam do końca, jakoś mnie nie porwał. Może papierowa wersja byłaby bardziej przekonująca dla mnie, kto wie;P

    Zapraszam przy okazji do mnie na konkurs->pokolenie-zaczytanych.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Słyszałam wiele pochlebnych i tych przeciwnych opinii na temat tej serii. Chyba jednak się na nią nie skuszę.
    http://isareadsbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Brzmi zacnie :) Tematyka - nietypowa, więc czas przetestować. Serialu nie oglądałam - czysta kartka - więc zacznę od książki - zazwyczaj wole tę kolejność. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie oczarowała całkowicie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Przeważnie lepiej zacząć od książki, ale akurat w tym przypadku jeśli książka się nie sprawdzi, to warto mimo wszystko dać szanse serialowi :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie jestem pewna czy to same kilty, czy może bardzie stereotyp nieokrzesanego górala... xD

    OdpowiedzUsuń
  19. Serial jest genialny, ale i tak najlepiej zacząć od książki :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Być może jeszcze kiedyś trafisz na promocję :) na nieprzeczytane.pl można kupić te książki względnie tanio :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ajajaj, z tym czasem każdy ma problem. Dlaczego nie ma takiego zawodu: profesjonalny czytelnik książek... I stawka godzinowa plus premia za większą liczbę książek przeczytanych w tygodniu... Eh, praca marzenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeśli nie lubisz podobnych klimatów, to nic na siłę. A jeśli masz jakieś wątpliwości - obejrzyj odcinek, dwa serialu :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja też wolę tę kolejność, ale mam pecha. Bardzo późno się zorientowałam, że serial jest na podstawie książki. Cóż... xD

    OdpowiedzUsuń
  24. Kasia Jabłońska28 czerwca 2015 18:49

    Byłoby wtedy cudownie:))

    OdpowiedzUsuń
  25. Okej, okej... To nic, że to co piszesz mnie przeraża, bo nie lubię rozwlekłych opisów o niczym, a ja mam trzy tomy... Suuuuuuuuuuuuuuper.
    Trzymam się jeszcze nadziei, że mnie jednak porwie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Mi jednak książka podobała się bardziej niż serial, choć obie historie poznawałam z równie wielką radością. Sam Heughan jest wprost idealny w roli Jamiego, i ten jego tembr głosu :) Jestem w trakcie lektury "Uwięzionej w bursztynie", z tego co przeczytałam (ok 100 stron), XVIII wieczne szkockie góry bardziej mi się podobają niż Francja, choć pierwsza część, dziejąca się w XX wieku zapowiadała się ciekawie :)


    PS. Z tego co pamiętam akcja "Obcej" zaczyna się w 1946 roku, w 1948 lub 1949 wraca ona do przyszłości ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mężczyźni w kiltach? Nie obraź się, ale ja podziękuję :P
    Co do książki to swego czasu chciałam ją przeczytać, potem o niej zapomniałam, a teraz znów powróciła do łask. A potem na pewno obejrzę serial, chyba serial kusi mnie nawet bardziej niż powieść :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wiesz, jak książka ma to "coś", to i długaśne, niepotrzebne wątki da się przeżyć :D Mam nadzieję, że Ci się jednak spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Aj, te daty. Idzie zwariować szczególnie, że ostatnio pisze recenzje z przynajmniej kilku tygodniowym opóźnieniem. Uwięziona w bursztynie podobała mi się mniej, o czym niedługo będę pisać. Jakoś akcja we Francji w ogóle mnie nie porwała xD Ale tak, akcja z XX wieku to stanowczo plus książki :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Oj tam, oj tam. Obejrzyj serial, potem pogadamy o facetach w kiltach :P Serial polecam z całego serca, książka to już inna para kaloszy, ale może akurat przypadnie Ci do gustu? :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Dobra, postaram się obejrzeć jakoś niedługo, chociaż znając mnie i moją listę seriali do nadrobienia, to nie wiem czy to się wydarzy jeszcze w tym roku :P Dopiero wczoraj udało mi się dokończyć Boardwalk Empire, a przecież recenzję obiecywałam już dawno. Także tego :P

    OdpowiedzUsuń
  32. Rozumiem, nie pali się, aż tak xD Z tymi serialami to sama zaczynam mieć problemy. Jeszcze teraz zaczęły się nowe i jak przychodzi co do czego to ja nie wiem co mam oglądać :D

    OdpowiedzUsuń
  33. No ja mam tak samo. Jakbym tak się zastanowiła to będzie ze 20 seriali, które chciałabym obejrzeć, a moje tempo to TWD na bieżąco i jakiś inny serial w tempie raz na rok xD Muszę się jakoś ogarnąć z tym :P

    OdpowiedzUsuń
  34. Wygląda na to, że pozostanę przy serialu, bo te cegły, choć tak piękne nie znajdą się w mojej biblioteczce zbyt szybko. Zwyczajnie nie mam na nie czasu. Natomiast serial paradoksalnie chyba bym obejrzała...
    PS. Faceci w kiltach występują w ulepszonej wersji w serii pani Kerrelyn Sparks o wampirach ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Wiem, wiem, od wampirów w kiltach moja "miłość" do facetów w kiltach się zaczęła ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Pewnie dlatego, że kiedy czytałam te książki jeszcze nie miałam bloga ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. to tak jak ja, chociaż na początku "recenzowałam" kilka pozycji z tej serii. To bardzi śmieszne posty :D
    kamień z serca, bo już myślałam, że mam sklerozę ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Pierwsze posty zawsze są ehm! urocze ^^ A seria była świetna do pewnego momentu :D Uwielbiałam poczucie humoru w tych książkach, ale chyba się przejadłam ^^

    OdpowiedzUsuń
  39. pani Sparks ma wielką wyobraźnię, ale ile można ;) Ja też poprzestałam chyba na 11 tomie... Ale swego czasu było fajnie ;)
    Co do pierwszysch postów, jak mi za bardzo ego rośnie, to do nich wracam ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Dobry pomysł, zapamiętam sobie :D

    OdpowiedzUsuń
  41. Klaudia Malik18 lipca 2015 12:23

    Już któryś raz z kolei napotykam się na tę książkę. Opis i okładka są bardzo zachęcające. Na pewno niedługo sięgnę po tę pozycję ;)
    Nominowałam Cię do Liebster Blog Award. Mam nadzieję, że odpowiesz ;) Szczegóły tutaj: http://booksbyshadow.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-1.html

    OdpowiedzUsuń
  42. Jejku, dziękuje! Na pewno odpowiem, tylko nie wiem kiedy :D Twoja nominacja to moja 3 zaległa... ;)) Ale dam znać ^^

    OdpowiedzUsuń