środa, 10 czerwca 2015

"Wróżbiarze" Libba Bray

„Wróżbiarzy” Libby Bray upolowałam podczas jednej z promocji. Pozytywne recenzje plus przepiękna okładka zrobiły swoje. Niestety, nie wszystko poszło tak dobrze jak się zapowiadało, ale od początku. 

Postanowiłam skorzystać tym razem z opisu wydawcy, bo o dziwo wydaje mi się idealny.

„Lata dwudzieste w Nowym Jorku. Chłopczyce i tancerki rewiowe, jazz i dżin. Czasy po wojnie, ale przed kryzysem. Dla pewnej grupy złotej młodzieży to okazja, by bawić się jak nigdy wcześniej. Dla Evie O’Neill to ucieczka. Nigdy nie pasowała do małego miasteczka w stanie Ohio, a kiedy wywołuje kolejny skandal, rodzice wysyłają ją do wielkiego miasta, by zamieszkała z wujem. Dla dziewczyny to nie wygnanie, a spełnienie marzeń – szansa, by pokazać, że jest nowoczesna do szpiku kości i niewiarygodnie odważna. Niestety, Nowy Jork to nie tylko jazz i rewia. Ma swoją mroczną stronę. W mieście giną młodzi ludzie. To nie są zbrodnie w afekcie. Są okrutne. Starannie zaplanowane. I niepokojąco podobne do ilustracji z zapomnianej księgi. A nowojorska policja nie potrafi samodzielnie rozwiązać tej sprawy. Evie nie uciekała jedynie przed ograniczeniami życia w Ohio, lecz również przed świadomością, czego może dokonać. Ma tajemnicę. Niezwykłą moc, która mogłaby pomóc w złapaniu zabójcy – o ile on nie dopadnie jej wcześniej.”


Tak… Cóż, wychodzi na to, że jestem nudziarą, bo po raz kolejny w odbiorze książki głównie przeszkadzał mi przodujący bohater. A raczej bohaterka, bo to Evie gra tu pierwsze skrzypce. Nie zrozumcie mnie źle, żadne ze mnie ponure emo, czy cokolwiek podobnego. Niestety Evie skojarzyła mi się z roztrzepaną pszczółką o piskliwym głosiku i po kolejnej dawce jakiegoś narkotyku… Nic nie poradzę na to, że podobny typ bohaterów mi nie odpowiada. Kiedy jeszcze właśnie te postacie mają dokonać czegoś niebywale ważnego, jak dopadnięcie niebezpiecznego mordercy, odczuwam natychmiastową dezorientacje. Nie wiem, czy mam się z tego śmiać, jak z komedii, czy jednak próbować się skupić i wczuć w ponury klimat? Albo jedno, albo drugie, razem, w moich oczach, nie bardzo to wychodzi. Więc może i jestem nudziarą… Trudno!

Evie to niestety nie jedyny problem, jaki mam z „Wróżbiarzami”. Ilość bohaterów oraz wątków pobocznych stanowiła dla mnie problem. Zupełnie nie potrafiłam się wczuć w opowiadaną historię, a za każdym razem, gdy odnajdywałam jakiś punkt zaczepienia, zostawał on automatycznie niszczony przez dialog lub przemyślenia bohaterów. Dla jednych są one błyskotliwe bądź zabawne, mnie zmuszały do przewracania oczami. Były też groźniejsze niż sam morderca, bo nawet jego postać, jego cudowną, mroczą postać, potrafiły zniszczyć. 

Wątek kryminalny z pewnością jest tu największym plusem. Gdyby tak obedrzeć całość z irytujących bohaterów i nieudanego humoru, mielibyśmy świetną historię. Pomijając kilka technicznych aspektów i nieścisłości odnośnie samej genezy magicznych zdolności, Libba Bray prezentuje nam bardzo ciekawy świat. Autorka porusza w powieści kontrowersyjne tematy – jak np. podziały rasowe – zmuszając czytelnika do czynnego udziału w powstających wnioskach. Robi to delikatnie i z wyczuciem, by o czymś wspomnieć, ale niczego nikomu nie narzucać, za co należy jej się uznanie. 

Niestety nie mogę oceniać całości biorąc pod uwagę tylko te rzeczy, które przypadły mi do gustu. Szczególnie, że zostały niemal doszczętnie zdominowane przez te, jakie mi wadziły. Po raz kolejny muszę napisać, że rozumiem dlaczego tak wielu czytelników sympatyzuje z Evie, niestety dla mnie jej kreacja to nie kreacja pełnokrwistego bohatera, a jedynie kontrowersyjnego. Głośna, z przerysowanym ego, głodna wrażeń, przygód i sukcesu, a przy tym tak często pijana, że wręcz cudem jest, iż cokolwiek zdołała osiągnąć. Ani to oryginalne, ani ciekawe – przynajmniej dla mnie. 

Podsumowując; mimo mojej mało pochlebnej opinii nie uważam tej książki za kompletne dno, choć muszę przyznać, że gdyby nie wyzwanie, odłożyłabym ją na półkę bardzo szybko i raczej nigdy po nią ponownie nie sięgnęła. To zwyczajnie nie moje klimaty. Moje poczucie humoru jest dość specyficzne i akurat tutaj postawiło jasną i klarowną granice, co nie czyni mnie kimś, do kogo kierowany byłby ten tytuł. Tak więc jeśli opis Was zainteresował, oraz nie przeszkadza Wam, że „Wróżbiarze” to pierwszy tom, a drugi nie został u nas wydany, to śmiało sięgnijcie po tę książkę. Może akurat się okaże, że jest dla Was. 

Moja ocena: 5/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: Kiedyś przeczytam oraz Okładkowe Love.

Przypominam o konkursie!

41 komentarzy:

  1. Trochę mnie przeraziłaś tą recenzją, u mnie też książka czeka na przeczytanie i chyba znów ją odłożę na później... Choć z drugiej strony- nadal mnie kusi :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro jesteś ciekawa, to po prostu sama sprawdź :) Zawsze można po prostu odłożyć książkę na półkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aleksandra Szałek10 czerwca 2015 10:07

    Myślałam, że książka będzie trochę lepsza :<
    Ale mimo wszystko może kiedyś po nią sięgnę, bo jestem ciekawa tego dobrego wątku kryminalnego :))
    addictedtobooks.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś bardzo chciałam ją przeczytać, ale po prostu o niej zapomniałam. Raczej po nią nie sięgnę, ale jakby akcja działa się w Londynie, to kto wie? Głupiuta główna boahterka, to nie jest mój typ.

    wachajac-ksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię L. Bray za trylogię Magiczny Krąg, choć mam ochotę rozstrzelić ją za jej zakończenie. Nie mam ochoty na inne jej pozycje po tym, jak mnie dobiła tym dziwnym i w ogóle niesatysfakcjonującym zakończeniu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż tak słabo? No nie, a miałam na nią niezłą chrapkę. :( W ogóle bardzo bym chciała cokolwiek przeczytać z dzieł Libby Bray, ale póki co nie było mi to dane. :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam tę książkę jakiś czas temu i też miałam kilka zarzutów, w zasadzie mamy dość podobne wrażenia. Początkowo również nie mogłam wczuć się w tę historię, nie zaiskrzyło od pierwszych stron, dopiero później się wciagnęłam. Bohaterka irytujaca i trudno ją polubić, a ilość wątków pobocznych jest trochę przytłaczająca, zgadzam się. Najbardziej mi się podobało umiejscowienie akcji w latach 20. Ogólnie może być, ale bez szału. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Skoro ty nie potrafiłaś wczuć w opowiadaną historię, to ja tym bardziej będę miała problem z odnalezieniem się w fabule, gdyż mnogość wątków i postaci zazwyczaj powoduje u mnie myślowy chaos. Prócz tego wolę powieści osadzone we współczesnych realiach, a tu jak widzę prym wiodą lata dwudzieste.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z Twojej recenzji wynika, że byłaś strasznie zawiedziona, a więc odpuszczę sobie, może jak się o nią przez przypadek potknę :):)

    OdpowiedzUsuń
  10. A mi się książka bardzo podobała i nie mam co do niej najmniejszy zarzutów :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bohaterka Realna10 czerwca 2015 16:23

    Ostatnio ciągle gdzieś widzę tę książkę (w sensie w internecie, nie tak fizycznie) i aż mnie zaciekawiła. Ale Twoja recenzja jakoś odwodzi mnie od pomysłu przeczytania "Wróżbiarzy". :/ Libbę Bray znam z jej trylogii "Magicznego kręgu" i mocno się zdziwiłam, czytając opis "Wróżbiarzy", bo wydaje się być inna od tamtych. I jestem w kropce. Czytać, nie czytać? Taki bohater i słaby humor też by mnie denerwowały, więc chyba sobie odpuszczę. Jak wpadnie mi kiedyś przypadkiem w ręce, to może wtedy po nią sięgnę :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie również strasznie przeszkadzała główna bohaterka i właściwie wszystko, co z nią związane, z wątkiem miłosnym pożal-się-Boże na czele. Ale duża liczba wątków pobocznych mi odpowiadała (no dobra, bohaterów drugoplanowych trochę za dużo, jak na pierwszy tom serii), bo tutaj Autorce udało się wprowadzić dobry klimat :) Ale najgorszy moim zdaniem jest tytuł: "Wróżbiarze", serio?!
    miedzysklejonymikartkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepadłam przez Nowy Jork i lata 20. plus wątek kryminalny, więc postać Evie jakoś nie dała mi kość. Sama nadal czekam na drugi tom - anglojęzyczne wydanie niby w tym roku... Mam nadzieję, bo nie chcę się zestarzeć i umrzeć zanim go wydadzą :)).

    OdpowiedzUsuń
  14. po przeczytaniu opisu już nie czułam się zachęcona, a Twoja recenzja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że na pewno po nią nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak też myślałam, że książka nie jest szczególnie warta uwagi ;) Spasuję, zdecydowanie nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja nadal uważam, że to jedna z lepszych książek jakie przeczytałam :D Ale w końcu są gusta i guściki :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiesz, inni chwalą, wiec może to ze mną jest coś nie tak, a nie z książka. Warto samemu sprawdzić :)

    OdpowiedzUsuń
  18. O, ja też wolałabym Londyn :D

    OdpowiedzUsuń
  19. To było moje pierwsze spotkanie z autorką, wiec trudno mi się wypowiadać, ale jak widać po recenzji, nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Już pomijając moją irytację bohaterami i niektórymi wątkami, to wszystko jest raczej poprawne, niż dobre, czy wręcz bardzo dobre. Choć "znośne" wydaje mi się tu bardziej odpowiednim określeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Spróbuj :) Zawsze może się okazać, że to we mnie jest problem, a nie w książce :) Każdy ma inny gust :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Te lata 20te to był dobry pomysł, choć miałam wrażenie, że autorka trochę wszystko przekoloryzowała xD

    OdpowiedzUsuń
  22. To specyficzna książka. Wciąż nie wiem, czy te lata 20te jej pomogły czy zaszkodziły... W każdym razie nic na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Najbardziej to ja byłam znudzona. Co z tego, że teoretycznie wątek kryminalny był fajny, skoro zupełnie nie mogłam się wczuć? To może i byłby fajny film, ale jako książka? Czytam po to, by wczuwać sie historie, a nie tylko stać gdzieś z boku. Od stania z boku i przyglądania się kątem oka są właśnie filmy i seriale. Od książek wymagam czegoś więcej. Jakiegoś osobistego powiązania, a tutaj absolutnie tego nie było.

    OdpowiedzUsuń
  24. To było moje pierwsze spotkanie z autorką, więc trudno mi się wypowiadać i porównywać, ale jestem zdania, że jak się nie jest pewnym (niezależnie czy na tak czy na nie) to najlepiej zwyczajnie samemu się przekonać. Lepiej trafić na bubla nić stracić świetną historię. A całkiem możliwe, że problem tkwi we mnie, nie w książce. Mam naprawdę specyficzne poczucie humoru i trochę lat na karku, a książka jest młodzieżowa. Czasem nie stoi to niczemu na przeszkodzie, ale bywa i odwrotnie. Tak wiec spróbuj!

    OdpowiedzUsuń
  25. O, wątek miłosny nie był nawet wart wspomnienia w recenzji -.-

    OdpowiedzUsuń
  26. No widzisz, a ja dałabym sobie głowę uciąć, że 2 tom już wyszedł. Ale to w sumie dobrze, że się myliłam, ciągle jest szansa, że jednak wyjdzie i u nas. Ja się za niego nie zabiorę, ale wiele ludzi czeka :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Bywa i tak :D Gdyby wszystkie książki były dla nas... Oj, mielibyśmy problem :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie namawiam, nic na siłę :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Czy mam rozumieć, że Ty masz gust, a ja guścik? xD Wypraszam sobie! A na poważnie, to masz racje, każdy ma inny gust, więc recenzje to tak naprawdę tylko wskazówki, a nie wyryte w kamieniu osądy stanowiące prawo. Bo chyba o to Ci chodziło ^^

    OdpowiedzUsuń
  30. Równie dobrze może się okazać, że to ja mam guścik a Ty gust ;-) A takna serio to dokładnie o to mi chodziło :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Bohaterka Realna11 czerwca 2015 16:23

    Też mam dość specyficzne poczucie humoru i może nadal jestem nastolatką, ale książek młodzieżowych nie czytam od dobrych pięciu lat :P Dlatego chyba wolę zamiast tego przeczytać coś innego, bardziej wartego uwagi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Może i nie jest to najlepsza książka, ale nie czyta się jej źle. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. christine's little world12 czerwca 2015 14:07

    czyli kolejny raz się okazuje, że informacja na okładce nie ma wiele wspólnego z zawartością...to w końcu tylko reklama i tak ją należy traktować :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Może i nie jest, niestety mnie lekko wymęczyła ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Myślałam,że okaże się lepsza.Ale też nie ma się ,co dziwić.Jak tylko zobaczyłam ją w biedronce za 4,99 wiedziałam,że musi być dość średnia lub musi nie być na nią zbytu ... ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Irytujący główny bohater może zepsuć odbiór książki i całkowicie rozumiem Twoje odczucia w tym względzie. Z zainteresowaniem zabierałam się za recenzje, bo wydawało mi się, ze ta książka mogłaby mnie wciągnąć, ale teraz nie jestem już pewna. Na razie chyba nie będę się za nią rozglądać.

    OdpowiedzUsuń
  37. Akurat ja nie upolowałam jej w biedronce, a innej księgarni już jakiś czas temu, ale jest coś z prawdy w tym, co mówisz, niestety ^^

    OdpowiedzUsuń
  38. Dokładnie. Dla niektórych to bez znaczenia, ale ja nie potrafię się wczuć w nawet najlepszą historię, jeśli główny bohater mnie irytuje. Pół biedy, gdy nie wywiera na mnie żadnych emocji, ale gdy działa mi na nerwy w sposób niepożądany - jest źle.

    OdpowiedzUsuń
  39. Biorąc pod uwagę, że dziś dopiero 4 lipca, zaliczam książkę ;) Kary nie będzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Dziękuję!
    Co do kary to ja ją chętnie wezmę, tak dla za sady, tylko boję się, że moje poczucie sprawiedliwości sprawi, że za miesiąc będę w jeszcze większych kłopotach. Dlatego chciałabym najpierw wiedzieć, co to za ebook :D

    OdpowiedzUsuń