niedziela, 12 lipca 2015

"Razem będzie lepiej" Jojo Moyes

Z Jojo Moyes już się spotkałam przy okazji lektury „Zanim się pojawiłeś” – książki, która połamała mi serce na tyle kawałków, że do dzisiaj nie udało mi się wszystkich odnaleźć. Dlatego też ogromnie się bałam „Razem będzie lepiej”. Tytuł pozytywny, ale już się nauczyłam, że to absolutnie nic nie znaczy… 

A…
„Więc pewnego razu Ed spotkał dziewczynę, która była największą optymistką, jaką kiedykolwiek znał. Dziewczynę, która nosiła japonki z nadzieją na nadejście wiosny. Sprawiała wrażenie, jakby biegła przez życie w podskokach, niczym Tygrysek z Kubusia Puchatka; rzeczy, które rozłożyłyby większość ludzi na łopatki, zdawały się jej nie dotykać. Albo jeżeli padała, to natychmiast się odbijała i wracała do pionu. Upadała raz jeszcze, przywoływała uśmiech na twarz, otrzepywała się i ruszała dalej. Ed nie potrafił stwierdzić, czy to najbardziej bohaterska, czy najidiotyczniejsza rzecz, jaką w życiu widział.
A potem nagle stał na krawężniku […] i patrzył, jak na oczach tej samej dziewczyny wszystko, w co wierzyła, rozsypuje się w proch, aż nie zostało nic poza bladą zjawą na siedzeniu pasażera, która wpatrywała się niewidzącym wzrokiem w samochodową szybę.”

„Razem będzie lepiej” to również…
„…opowieść o rodzinie, która nigdzie nie pasowała. O dziewczynce, która była trochę dziwna i wolała matematykę od makijażu. O chłopaku, który lubił się malować i nie należał do żadnego plemienia.”

I co tu można dodać? Może tylko to, że Ed to mężczyzna, który mimo swojego wieku wciąż nie do końca sam siebie odnalazł, poznał i pokochał. Popełnił głupi błąd i czekają go poważne konsekwencje. Ostatnie, czego teoretycznie potrzebuje, to cudze problemy o jakich nie ma bladego pojęcia. No i może jeszcze, że wielkie, śliniące się psy z problemami gastrycznymi nie do końca pasują do luksusowych samochodów, co nie wiele znaczy w konkretnych sytuacjach… Ale ostrzegam, tak dla zasady.  

Ach, i jeszcze, najważniejsze, że są takie książki, po przeczytaniu których ma się je ochotę przytulić. I wiecie co? „Razem będzie lepiej” jest jedną z nich. 

Może to nie jest historia na miarę „Zanim się pojawiłeś”, nie ma tej samej siły, nie niesie za sobą aż tak potężnych emocji, ale jest też przede wszystkim zupełnie inną książką. Jojo Moyes ma dar do mieszania humoru z powagą w taki sposób, że nawet najbardziej tragiczna sytuacja może nagle zamienić się w komedie i odwrotnie. Wykreowane przez nią postacie ma się ochotę zaprosić na obiad i poprosić, by opowiedziały jakąś historię ze swojego życia, z zaznaczeniem, by nie ważyły się pominąć najdrobniejszego szczegółu. 

I po raz kolejny dostajemy powieść teoretycznie o dość jednostajnej tematyce, a jednak niosącej za sobą tak wiele różnych kwestii, że nie sposób wspomnieć o wszystkich. To książka dla młodych i starszych – każdy znajdzie coś dla siebie. Mądra, prawdziwa, romantyczna, tragiczna, niekiedy smutna, niekiedy pełna nonsensu… Trochę jak życie, i trochę również jak słodkie marzenie, wszystko zależy od kontekstu, naszego nastawienia i osobistych doświadczeń. 

Choćbym chciała na coś ponarzekać, w końcu nie jestem fanką podobnych powieści, nie jestem wstanie. To jeden z tych wyjątków potwierdzających regułę, a może po prostu to zwyczajnie dobra książka. Nie bardzo mam ochotę się nawet nad tym zastanawiać. Nawet po kilku tygodniach po jej przeczytaniu wystarczyło przejrzeć kilka cytatów, by emocje z jakimi kończyłam ją czytać do mnie wróciły. I znowu mam ją ochotę przytulić - jakkolwiekby to irracjonalnie nie brzmiało. 

Wokół nas jest wiele rodzin z podobnymi problemami z jakimi musi sobie radzić Jess - zapracowanych matek, nieakceptowanych nastolatków, zagubionych dorosłych. Gdybym mogła, każdemu z nich sprezentowałabym tę książkę, bo pokazuje nie tylko to, że razem jest lepiej i każdy popełnia błędy, ale przede wszystkim, że w inności można znaleźć siłę. W miłości do siebie również, w niej jest jej najwięcej. I wystarczy chcieć. I mocno wierzyć,  że wszystko będzie dobrze, wszystko się ułoży… Słowa, słowa, a jednak pełne mocy. I to mówi pesymistka, która każdego dnia musi sobie przypominać, by widzieć szklankę do połowy pełną, a nie pustą. 

Podsumowując: „Razem będzie lepiej” udowodniło mi, że Jojo Moyes to nie autorka jednej książki. Mogę spokojnie czytać jej powieści niezależnie od tego, czy wpisują się w moje gusta literackie czy też nie. Nawet jeśli sprawi, że się popłaczę, to jest szansa, że za kilka stron się uśmiechnę, a na koniec będę mogła odłożyć książkę na półkę z przeświadczeniem, że jeszcze nie raz do niej zajrzę tylko po to, by ponownie się uśmiechnąć. 

Gorąco polecam!

Moja ocena – 7.5/10.

29 komentarzy:

  1. A ja nie znam jeszcze tej autorki. Muszę przyznać, że po przeczytaniu tej recenzji postanowiłam poszukać jej książek. Zastanawiam się tylko, czy najpierw sięgnąć po "Zanim się pojawiłeś", czy po "Razem będzie lepiej" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dość dziwna opowieść. Żeby nosić japonki w nadziei że nadejdzie wiosna trochę chore ale skoro dziewczyna jest optymistką. Chłopak, który się maluję już nic mnie nie zdziwi. Jeszcze nigdy nie słyszałam by ktoś mówił o przytulaniu książki po przeczytaniu, aż do tej pory :D Nie wątpie że Tobie się podobała sądząc po ocenie i że można po nią sięgnąc by znów się uśmiechnąć. Nie jestem pewna czy ja sama sięgnełabym po tę powieść. Może kiedyś.

    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Parokrotnie trafiłam na nazwisko autorki, ale jeszcze nie miałam okazji po nią sięgnąć. Czytając Twoją recenzję mam wrażenie, że to może być ciekawa lektura. Będę ją miała na oku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To zależy na co masz ochotę. Zanim się pojawiłeś to smutna książka Ryczałam na niej przez ostatnią godzinę czytania i długo, długo po. Razem będzie lepiej to znowu coś pozytywnego... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miej, miej, myślę, że będzie Ci się podobać :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam jeszcze przyjemności poznania książek autorki, ale ostatnio udało mi się dorwać "Razem będzie lepiej" na promocji i na pewno w najbliższym czasie po nią sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No to super :D Mam nadzieję, że będzie Ci się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam w planach którąś książkę autorki ;)


    Spojrzenie EM

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytając to nie mogłam nie pomyśleć o Quick'u i jego powieściach, a jeśli moje skojarzenie ma jakieś pokrycie to muszę koniecznie sięgnąć po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wydaje się interesująca. Co prawda nie czytałam żadnej książki tej autorki, ale trochę o niej już słyszałam. Może i się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Autorka obiła mi się o oczy wiele razy ale do tej pory nie miałam jakoś ochoty zobaczyć jak pisze i co pisze. Twoja recenzja zachęciła mnie do zapoznania się z jej twórczością, więc będę ją miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Radosław Kowalski12 lipca 2015 20:39

    Całkiem interesująca książka, która jak najbardziej jest godna uwagi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Katarzyna Nowak12 lipca 2015 23:05

    Nie jesteś fanką takich powieści, ale widzisz, że znajdują się takie, które bardzo Ci się podobają :D jest jeszcze nadzieja, że sięgniesz po moje ulubione tytuły i też przypadną Ci do gustu :) A na powyższą książkę mam chrapkę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze nie poznałam jej twórczości, więc zacznę od "Zanim się pojawiłeś" chodź czytałam już wiele opinii o "Razem..." - zobaczymy która pierwsza mi wpadnie w rączki ;) To mój gatunek więc - jakoś nie potrafię odmówić:) :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czuję się ostatecznie przekonana do tego, żeby sięgnąć po książki Moyes, mimo że to też niby nie mój gatunek. Ale ostatnio się przekonałam, że nie ma co szufladkować powieści, tylko czytać, jeśli ma się na to ochotę :) A jako wieczna pesymistka też poszukuję książek, które trochę optymizmu w życie wleją.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bohaterka bardzo przypomina mi mnie samą, więc chyba warto przeczytać :)
    www.oczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Skoro jeszcze nie znasz Jojo Moyes, to tym bardziej polecam :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo się cieszę, że udało mi się Cię zachęcić :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj, we wszystkim znajdują się wyjątki, a po moich recenzjach chyba widać, że nie stronię od eksperymentowania. Wiem, które gatunki mają większe szanse mnie zachwycić, co nie oznacza, że nie zwracam uwagi na te pozostałe. Szczególnie, kiedy już jakaś książka danego autora wcześniej mi się podobała. Potrzebuje tylko odpowiedniego nastroju i mogę czytać wszystko :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Okay ;) Przygotuję chusteczki :):)

    OdpowiedzUsuń
  21. O! Widzę, że oceniłam ją na tyle samo punktów ;) Mnie również ta powieść się spodobała i masz rację, po jej skończeniu ma się ochotę ją przytulić :) Świetna recenzja... teraz nie mogę się doczekać, aż przeczytam "Zanim się pojawiłeś" :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Prawda, też coraz chętniej eksperymentuję i poszukuję perełek :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie mogę się doczekać, chciałabym już przeczytać tę książkę :) Zresztą już po "Zanim się pojawiłeś" wiedziałam, że sięgnę po kolejne książki autorki :-D

    OdpowiedzUsuń
  24. Jestem nią totalnie oczarowana, teraz czyta ją moja babcia i z niecierpliwością czekam na jej opinię ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jest więc szansa, że i "Zanim się pojawiłeś" odbierzesz podobnie, jak ja :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Po "Zanim się pojawiłeś" też była we mnie pewność, jednak bałam się bardzo, że znowu będzie mi na koniec tak potwornie smutno i źle. Ale jak widać Jojo Moyes jest wszechstronna :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja ją dałam mojej mamie i cioci i obie były zachwycone :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Dominika Bruzda19 lipca 2015 13:26

    Posiadam ją na swojej półce, ale najpierw zabieram się za "Co, jeśli..." :)

    OdpowiedzUsuń