środa, 26 sierpnia 2015

"Pół króla" Joe Abercrombie

Kiedy słyszę o walce o władze, zdradach i knowaniach - moje zaintrygowanie budzi się do życia. I nawet jeśli usilnie próbuje samą siebie przekonać, że jestem na tyle silna, by oprzeć się reklamom, prawda jest taka, że i ja staje się ofiarą tych wszystkich czarownych obietnic. A potem się złoszczę, nie wiem tylko czy bardziej na siebie, czy daną książkę. 

Z Joe Abecrombie nie miałam wcześniej styczności, jego „Pół króla” to pierwsza książka, która trafiła na moją półkę. I muszę powiedzieć, że bardzo długo walczyłam sama ze sobą. Część mnie krzyczała: to dokładnie to, na co ostatnio masz nieustanną ochotę! Ale druga ostrzegała. I może gdyby ostrzegała nieco bardziej dosadnie, nie musiałabym doszukiwać się pomiędzy tymi wszystkimi stronami choć odrobiny tego „czegoś”, co miało mnie tak porwać, przytrzymać i nie wypuścić aż do ostatniej strony. 

Ale po kolei – kilka tygodni przerwy od systematycznego pisania recenzji i już mi się wszystko pomieszało ;) 


Yarvi to młody książę, który nigdy nie łączył swojego życia z jakąkolwiek większą władzą. Jako drugi syn, na dodatek nie w pełni sprawny fizycznie, nigdy nie był nawet brany pod uwagę, gdy szło o prowadzenie wojen, czy tym bardziej – przejęcie tronu. Los jednak kpi z praktykowanych wiekami ustaleń. W obliczu ataku nieprzyjaciela młody książę musi nie tylko objąć tron, ale i dokonać zemsty. Zanim jednak do tego dojdzie, na jego drodze stanie kilku innych przeciwników. Wrogów o których istnieniu nawet nie miał pojęcia.

Ech. Zapowiadało się świetnie. Naprawdę bardzo dobrze. Mamy tu bowiem głównego bohatera, który na odmianę nie jest piękny i idealny, a ja takich uwielbiam. Nie walczy na miecze (zbyt dobrze), nie strzela z łuku. Jego bronią jest umysł, wrodzony oraz wyćwiczony spryt. A także, a może nawet – przede wszystkim – wiedza. Gdyby tak pomyśleć o Yarvim jako bohaterze niepowiązanym kurczowo z fabułą książki, dostaniemy szalenie intrygującą postać. Jedną z tych pełnych potencjału. W połączeniu jednak z historią, Yarvi to kolejny zagubiony książę, który musi coś odzyskać, gdzieś dotrzeć, kogoś poznać, odkryć kilka sekretów, zedrzeć parę masek z twarzy przyjaciół/wrogów. 

Często powtarzam, że nie ma co się czepiać, iż wątki z jednej książki pojawiają się w drugiej, bo w końcu wszystko już kiedyś było i o prawdziwą oryginalność jest niebywale trudno. Ważne, by książka miała to „coś”. Niestety, „Pół króla” nie ma dla mnie tego „czegoś”, przez co jedynie powiela schematy (w fabule). Wszelkie próby uczynienia w niej czegoś nieoczekiwanego wprawdzie najczęściej się udawały, ale problem w tym, że efekty tych zwrotów akcji wielokrotnie wydawały mi się nie trafione. 

Ale żeby było jasne - „Pół króla” to nie jest tragiczna książka. Jest dobra. Nie wybitna, po prostu dobra. (Gdybym była złośliwa, a przecież nie jestem, powiedziałabym, że jest nieco nijaka.) Jeśli ktoś nie poszukuje w swoich lekturach mocniejszej dawki emocji, to z pewnością będzie zadowolony. Dla mnie lektura tej książki była niczym prosta linia, bez większych wzlotów, ale też bez upadków, jakich należałoby się specjalnie wstydzić. 

Podsumowując; czy sięgnę po drugi tom? Nie. Nie czuję takiej potrzeby i żaden opis czy polecenie na okładce tym razem tego nie zmieni. Choć polubiłam bohaterów – ani trochę się z nimi nie zżyłam. Nie przeżywałam ich przygód tak, jak powinnam i to dla mnie problem, bo akurat w takiej literaturze poszukuje odrobinę większego zaangażowania. 

Moja ocena: bardzo, bardzo słabe 6/10

Przypominam o konkursie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz