wtorek, 8 września 2015

Upolowane recenzje! SIERPIEŃ


Brrrr jak zimno!

No dobra, do roboty. Odpuszczę sobie kolejną porcję tłumaczeń i przeprosin, i przejdę do rzeczy. A jest do czego, bo sierpień obfitował w znakomite recenzję!

Dodatkowy los trafia do...

Na pierwszy rzut idzie Martha z bloga/vloga Secret Books za recenzje książki „Pisane szkarłatem” Ann Bishop 


Ann Bishop ciekawi mnie od dawna, jednak przyznam, że trochę się jej boję. Oglądając recenzję Marthy przechodziłam przez istną karuzelę! Marta powiedziała „jest tu seks!” i od razu pomyślałam „tak, tak, tak, trzeba przeczytać!”. A potem powiedziała, że nie ma romansu i ooooooo... Ale wszystko razem jest takie pokręcone i to w pozytywnym sensie, a Martha tak zachęca (nie po raz pierwszy). Ech! Na koniec Martha wspomniała, że to trochę urban fantasy i zostałam kupiona, bo uwielbiam ten gatunek (i wyparłam, to, co powtórzyła na koniec – nie ma romansu! łeeeeeee) Tak, wiem, trochę mi ta wypowiedź wyszła nieskładnie. Życie ;) 

Villiana z lubimyczytac.pl za recenzję książki „Cinder” Marissy Meyer

„Kopciuszek i Śpiąca Królewna to były dwie bajki, na których głównie opierało się moje dzieciństwo. Miałam je w różnych wersjach książkowych i na kasecie vhs (taaaak, coś takiego istniało :D) i oglądałam w kółko… Teraz takie ‘pałacowe’ klimaty nie są specjalnie w moim guście, do tego Pekin… długo się wzbraniałam przed tą książką. Obawiałam się również tego, że większość tradycyjnych bajek przerobionych na coś świeżego i nowoczesnego, okazała się strasznym gniotem. […] Niewiele było takich, które bym przełknęła bez odruchu wymiotnego. Ale zdarzały się perełki, kiedy podejście do tematu było tak specyficznie nieszablonowe, że całość nabierała zupełnie innego wymiaru i stawała się czymś nowym, świeżym i interesującym. Tak też było w przypadku Cinder.”

Szczerze mówiąc aż do tego momentu (kiedy, to przeczytałam recenzję), nawet nie zatrzymywałam się dłużej przy tej książce – wszystko wina okładki i tych trupio chudych nóg. Paskudztwo! Teraz jednak wiem, że książka zapowiada się o wiele lepiej i całkiem możliwe, że kiedyś po nią sięgnę. Zawsze mogę kupić ebooka i udać, że akurat ta książka nie ma okładki, prawda? ;)

Klaudia Malik z bloga Zaksiążkowana za recenzję książki „Wilcza księżniczka” Cathryn Constablea

„Może autorka chciała stworzyć jej charakter, nadając jej marzycielską naturę? Niestety to się nie udało, bo jej romantyczna osobowość jest mocno przejaskrawiona. Irytowała mnie okropnie! Przez nią, Sophie jest rozkojarzona, naiwna i łatwowierna. Mało wyrazista i nieciekawa osoba, która została wykreowana na uosobienie dobra! W powieści nie ma żadnych widocznych negatywnych cech, co sprawia, że jej charakter bardzo odbiega od rzeczywistości. Tak naprawdę, to bardziej do gustu przypadła mi jej przyjaciółka Marianna, która przynajmniej mogła się pochwalić inteligencją.”

Przyciągnął mnie tytuł recenzji - "Wilcza Księżniczka" - przeciętna fabuła, nieprzeciętna podróż do Rosji. A potem popłynęłam. Choć książka raczej nie należy do tych godnych polecenia, to recenzję warto przeczytać. Ja się na niej uśmiechałam, bo sama odchodzę od zmysłów widząc podobne bohaterki. Niczego bardziej nie znoszę jak krystalicznie dobrych postaci. Blech! 

Limonette z bloga LimoBooks za recenzję książki „Wyścig śmierci” Maggie Stiefvater

„Konie wodne. Autorka w przypisach końcowych wyjaśnia pochodzenie pomysłu na książkę z różnych mitów brytyjskich. Ukazuje także, w jaki sposób je zmodyfikowała, aby dostosować wyciągi z legend do jej wizji książki. Spodobało mi się, że w tej całej magii jest ziarenko prawdy, oprócz baśni kawałek podań.”

Mój ukochany Wyścig śmierci! Przyznaje, ta książka pewnie nie jest dla wszystkich (z pewnością w zachwycie nad nią pomaga miłość do koni/jazdy konnej). Ja podczas lektury tej książki odczułam na nowo wszystko to, co niegdyś przezywałam odnośnie koni, pierwszy kłus, galop... I strach. Tak, tak, strach też. Genialna książka! 

Kamila Lis z bloga Papierowe Natchnienia za recenzję książki „Chłopiec w pasiastej piżamie” Johna Boyne

,,''Chłopiec w pasiastej piżamie'' rzucił jednak na mnie magiczne zaklęcie i nie mogłam pohamować łez, zwłaszcza przy ostatnich rozdziałach.  
Gdybym miała taką możliwość, bez wahania umieściłabym tę książkę na liście lektur szkolnych. Jeśli istniałby choć cień szansy, że garstce uczniów, idących na język polski jak na ścięcie i zasypiających na lekcjach historii drgnęłaby najmniejsza żyłka w sercu, a oczy otworzyły się na tragedię holocaustu - byłoby warto.”

Po książce „Spóźnione wyznania” tego autora wiem, że posiada on niebywały talent do łamania serc czytelnikom. Na „Chłopca...” poluję od jakiegoś czasu i tylko czekam, aż najdzie mnie ochota na coś poważniejszego, co z pewnością mnie emocjonalnie sponiewiera. 

A jutro wyniki losowania. I tak, pamiętam, że obiecałam coś ekstra za to moje spóźniastwo ^^ 

Miłego, zaczytanego wieczoru!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz