piątek, 23 października 2015

LBA #6 A co! ;)

Ten weekend, a przynajmniej sobotę, miałam spędzić na Targach Książki w Krakowie, niestety wstrętne wirusisko zawładnęło moim ciałem, wystawiło środkowy palec i krzyknęło, że nigdzie mnie nie puści. I pewnie gorzej bym to zniosła (brak możliwości wyjazdu na Targi), gdyby nie nowy, cudowny, najcudowniejszy na świecie nowy lokator mojego mieszkanka, który zjawił się u mnie nieco tydzień temu. Od teraz możecie się go spodziewać na tylu książkowych zdjęciach ile zdołam na tego bloga wcisnąć! ;)

Przedstawiam Wam Sheridana – nie, nie nazwałam go na cześć alkoholu, ani z uwielbienia do Mii Sheridan, zanim bowiem ją poznałam, już znałam znaczenie jej nazwiska, które tak naprawdę jest irlandzkim imieniem oznaczającym „dziki, niepohamowany”. A mój kociak tylko tak spokojnie wygląda jak śpi... Gdy zaczyna się bawić - powiedzmy, że wióry lecą ;)

No dobrze, idziemy dalej. LBA. Dawno, dawno temu, jakoś w lipcu, Kasia z bloga Subiektywne recenzje książkowe, nominowała mnie tej nagrody, z czego ogromnie się cieszę. I od razu przepraszam za zwłokę. Od lipca mam nową pracę i jak widać, nieźle zamieszała w moim życiu. Uważam jednak, że lepiej późno niż wcale więc... Zaczynajmy :)

1. Od kiedy czytasz książki i jakie lubisz najbardziej?

piątek, 16 października 2015

"Marsjanin" Any Weir

Mars – czerwona planeta, która w układzie słonecznym znajduję się zaraz za Ziemią. Jak dotąd ludzie znali ją tylko poprzez satelitarne zdjęcia czy naukowy bełkot. Mark Watney jest jednym z pierwszych ludzi, jacy zobaczyli Marsa na własne oczy. Ekscytująca misja zamienia się jednak w przerażający koszmar, gdy potężna burza piaskowa zmusza załogę do ewakuacji. Niestety w niekompletnym składzie...

Tak się jednak składa, że Mark wcale nie zginął. Gdy się budzi, bardzo szybko rozumie swoje położenie. Jest sam na obcej planecie, zapewne nikt nie wie, że przeżył, a na dodatek kolejna misja będzie tu za odległe cztery lata, a zapasy jedzenia pozostawione na Marsie pozwolą mu przetrwać zaledwie rok. Normalny człowiek w takiej sytuacji pewnie rozpadłby się na drobne kawałki z czystego przerażenia. Ale nie Watney. On nie byłby sobą, gdyby nie spróbował przetrwać.

Na "Marsjanina" Andy'ego Weira miałam ochotę od dawna, ale jakoś nie było nam po drodze. Bliskość premiery ekranizacji skutecznie zmotywowała mnie do zapoznania się z tą książką. Choć raz udało mi się najpierw przeczytać, a dopiero potem obejrzeć – mogę być z siebie dumna! Pominąwszy jednak moją ochotę na tę powieść, nie byłam do końca pewna, czego mogę się po niej spodziewać. Mamy tu przecież tylko jednego głównego bohatera, który utknął na bezludnej planecie, jaka w tej kompozycji robi za bohatera drugoplanowego. Bałam się, że w powieść wkradnie się w końcu prosta nuda. Jeśli ktoś z Was ma podobne wątpliwości, pragnę je rozwiać. 

Po pierwsze – Mark Watney  i jego narracja, to wyśmienita rozrywka sama w sobie. To ten typ bohatera, który jest ironiczny, sarkastyczny, przeklina zarówno w prosty, jak i wyszukany sposób, potrafi rozśmieszyć, ale i wpłynąć na emocje czytelnika w stanowczo odmienny sposób. Jest jak człowiek orkiestra, który oprócz rozrywki, sprzeda Wam garść naukowych nowinek, które wreszcie będą przystępne i zrozumiałe. 

Po drugie – akcja nie toczy się tylko na Marsie. Mamy wątek prowadzony na ziemi, a także ten wśród załogi, która odleciała z czerwonej planety bez jednego członka załogi. I nie można się nudzić! 

Podsumowując; "Marsjanin" to porywająca powieść o pragnieniu przetrwania. To obraz świata i ludzi, którzy nagle potrafią się zjednoczyć i współpracować, byle tylko ocalić jednego człowieka - teraz obywatela Ziemi, a nie zaledwie jednego narodu. Wciągają, momentami  przerażająca, ale przede wszystkim przesycona błyskotliwym humorem. 

Gorąco polecam!

7,5/10

wtorek, 6 października 2015

Upolowane recenzje WRZESIEŃ


Być może ciemną nocą, ale udało mi się przeczytać zgłoszone we wrześniu recenzje i po raz kolejny wybrać z nich te, które najbardziej mnie zaciekawiły. I rzeczy nie przedłużać...

Dodatkowy los we wrześniowej odsłonie Książkowego polowania zdobywają:

sobota, 3 października 2015

"Aplikacja" Lauren Miller

Mamy rok 2015 i już ciężko nam sobie wyobrazić życie pozbawione komórek, komputerów, ogólnie tej rozwiniętej technologii. Sama niejednokrotnie wracałam do mieszkania, bo zapomniałam telefonu, ryzykując tym samym spóźnienie. Kilka dni bez komputera, to jak kilka pierwszych dni po rzuceniu palenia... I nieraz zdarzyło mi się pomyśleć, że to przywiązanie do rzeczy jest przerażające i do niczego dobrego nie prowadzi. 

Lauren Miller, autorka "Aplikacji", nie poprzestała tylko na chwilowym zamyśleniu nad tym naszym przywiązaniem do technologii. Stworzyła powieść tak samo przerażającą, jak i, niestety, w wielu aspektach przypuszczalnie proroczą.

piątek, 2 października 2015

Książkowe polowanie - PAŹDZIERNIK

Jak niektórzy z Was wiedzą, ostatni czas był dla mnie ekstremalnie ciężki. Nie będę tego specjalnie konkretyzować, jednak skutek tego jest taki, że zwyczajnie potrzebuję nieco zwolnić i odetchnąć. Z tego też powodu w październiku postanowiłam zawiesić konkurs, nie mam dla niego ani czasu, ani szczerzę mówiąc - serca. 
Ale nie martwcie się, nigdzie się nie wybieram, recenzje mam już zaplanowane, a sam konkurs wróci być może już w listopadzie. 

Co do odsłony wrześniowej, to mam nadzieję, że wszystko przebiegnie bez problemu i 6 października wrzucę Upolowane recenzję, a dzień później wyniki. Przynajmniej taki jest plan - ale jak ostatnio notorycznie się przekonuję, wszystko może się jeszcze pozmieniać. 

A na koniec przyznawać się: KTO WYBIERA SIĘ NA TARGI KSIĄŻKI W KRAKOWIE? ^^