poniedziałek, 4 stycznia 2016

"Czas żniw" Samantha Shannon

"Sajon.
Nie ma bezpieczniejszego miejsca.

Rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn. Jej szefem jest Jaxon Hall, na którego zlecenie pozyskuje informacje, włamując się do ludzkich umysłów. Paige jest sennym wędrowcem i w świecie, w którym przyszło jej żyć, zdradą jest już sam fakt, że oddycha.

Pewnego dnia jej życie zmienia się na zawsze. Na skutek fatalnego splotu okoliczności zostaje przetransportowana do Oksfordu – tajemniczej kolonii karnej, której istnienie od dwustu lat utrzymywane jest w tajemnicy. Kontrolę nad nią sprawuje potężna, pochodząca z innego świata rasa Refaitów. Paige trafia pod protektorat tajemniczego Naczelnika – staje się on jej panem i trenerem, jej naturalnym wrogiem. Jeśli Paige chce odzyskać wolność, musi poddać się zasadom panującym w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć."*

Nie skłamię jeśli powiem, że zjadłam tę historię na raz, choć stało się to dopiero za drugim podejściem. „Czas żniw” Samanthy Shannon porwał mnie fantastycznie skonstruowanym światem. Mamy tu do czynienia z zupełnie nowym ładem i porządkiem, ustrojem  kompletnie abstrakcyjnym, a jednak jego podwaliny są niebywale znajome. Autorka bazując na historii stworzyła coś wyjątkowego i choćby za to jedno należą jej się brawa. Ale to nie wszystko.

Każdy, kto sięga po tę książkę powinien być przede wszystkim przygotowany na początkowe maltretowanie słowniczka pojęć umieszczonego z tyłu książki, gdyż nowych nazwy, określeń, rang itp. jest od groma. Zastanawiałam się długo czy powinnam uznać to za wadę, bo w końcu niewymownie mnie to początkowo irytowało i było też częściowym powodem odłożenia tego tytułu, gdy po raz pierwszy po niego sięgnęłam. Z drugiej jednak strony jestem naprawdę pełna uznania dla autorki za tak dokładne zbudowanie tego świata. Jakkolwiek by nie było, gdy już przywykłam do wszystkich nowych nazw, poszło z górki. 

„Czas żniw” ma w sobie coś obyczajowego. Być może to dziwnie brzmi w porównaniu do gatunku w jakim ta książka się znajduje, jednak gawędziarstwo głównej bohaterki, jej liczne wspomnienia przeszłości, jej życia, rodziny i przyjaciół... To wszystko jednoznacznie mi się skojarzyło. I w normalnych warunkach właśnie teraz zaczęłabym marudzić, a jednak tym razem uważam, że właśnie ta dokładność czyni z tej powieści coś wyjątkowego. I nawet bohaterowie są pełnokrwiści, choć tak naprawdę słyszymy tylko głos głównej bohaterki. 

Podsumowując; „Czas żniw” z pewnością mnie zaintrygował. Jestem zachwycona bohaterami, zaintrygowana samym pomysłem i nawet pierwszoosobowa narracja tak bardzo mi tu nie przeszkadzała. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak polecić Wam tę książkę i zapolować na drugi tom. 

Moja ocena: 7.5/10 

* Opis wydawcy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz