czwartek, 11 lutego 2016

"Xięgi Nefasa" Małgorzata Saramonowicz


„Xięgi Nefasa” Małgorzaty Saramonowicz to książka, do której nie trzeba mnie było namawiać. Chrześcijaństwo kontra pradawni Bogowie – czyż to nie brzmi cudownie? 
„Podczas zakazanego rytuału w sekretnej świątyni boga o trzech obliczach losy trojga dzieci zostają ze sobą splecione na zawsze. Jednego dnia się narodzą i jednego dnia będą musiały umrzeć. Wśród nich jest potomek Bolesława zwanego Krzywoustym.
XII wiek, Polska. Gorliwi wyznawcy Kościoła z krzyżem na piersi i litanią na ustach tępią wiarę w starych bogów. Kraj stoi na skraju przepaści. Jeśli Bolesław nie doczeka się syna, straci tron. Jego tajemniczy kronikarz Nefas jest świadom zagrożenia. Zwraca się do mrocznych kapłanów Trygława, prosząc, by odmienili Przeznaczenie. Wkrótce przekona się, co uczynił…”*
Mam słabość do książek opartych na mitologii. Od zawsze intrygowali mnie dawni Bogowie, magiczne rytuały, cała ta pogańska otoczka. Niestety przyzwyczaiłam się już do pewnego schematu w historiach tego typu, dlatego też spotkanie z „Xięgami Nefasa” nie do końca było udane. 

Jednym z głównych powodów przez które nie jestem tak zachwycona lekturą jak mogłabym być, jest zwyczajne zaburzenie proporcji. Miał być pogański Bóg i był, owszem, ale niestety został zdominowany przez losy kronikarza, polityczne gierki oraz około romansowe tematy. Nie zrozumcie mnie źle, to wciąż dobra historia, zaledwie dla mnie za mało skupiona na samej fantastyce. Niby ona ciągle jest, bo w końcu od wspomnianego rytuału wszystko się zaczęło, a jednak jest niemal tak, jakby tego jednego wątku w ogóle nie było. To tak naprawdę historia walki o władzę, bratobójczej wojny, miłości pozbawionej szans... Intrygi są tu na porządku dziennym i ciężko kogokolwiek nazwać prawym. I to, samo w sobie, również brzmi świetnie. Niestety nie tego oczekiwałam i nie na to miałam ochotę. 

No i jest jeszcze główny bohater. To, że mam problem z pierwszoosobową narracją już nawet mnie nie dziwi, jednak w przypadku tej książki chodziło o coś więcej. Głos Nefasa wydał mi się niekiedy sztucznie podniosły, wręcz nienaturalny. Rozumiem, że autorka chciała wzmocnić autentyczność swojego bohatera, być może Wam to nie będzie przeszkadzać, wręcz odwrotnie, pozwoli się wczuć, ale dla mnie ten zabieg okazał się gwoździem do trumny Nefasa. Nie zdołałam go polubić, momentami mnie irytował, a to jak przedstawiał resztę bohaterów nie pozwoliło mi się zżyć także z nimi. To ten typ książki w której mam pewność, że gdyby została napisana w trzeciej osobie, moje odczucia byłyby zupełnie inne. 

No i mam problem. Z jednej strony jest główny bohater, głos, przez który nie czytało mi się tej książki tak dobrze jak bym chciała. Jego rozterki ani trochę nie angażowały mnie emocjonalnie, przez co nie zdołałam do końca poczuć opowiadanej przez niego historii. Z drugiej strony jednak jest Trygław, Bóg, który teraz jeszcze mocniej mnie intryguje. Trójka dzieci, których los połączył... "Trygław splata i Trygław rozplata" - to zdanie jest takie proste, a jednak skrywa w sobie ogromną, ogromną moc. Mam wrażenie, że to, co najlepsze w tej historii jest wciąż przed nami. 

I na to liczę!

Moja ocena: 6.5/10

*Opis wydawcy

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Znak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz