niedziela, 6 listopada 2016

"A Cold, Fine Evil" A.C. Alexander -


Przyznam się od razu – „A Cold, Fine Evil” kupiłam głównie przez okładkę. To ona najbardziej zwróciła moją uwagę. Wątpiłam jednak, by ta książka okazała się czymś więcej niż prostym czytadełkiem na chłodny, listopadowy wieczór. W końcu powieść licząca odrobinę ponad 200 stron, w dodatku tania, rzadko okazuje się czymś wyjątkowym... Tymczasem proszę. Był to dla mnie jeden z lepszych, a z pewnością najbardziej zaskakujących tytułów ostatnich miesięcy. 

Jon Palmer wraca do Black Lake, małej mieściny w jakiej się wychował, by poukładać swoje życie. Na to ma przynajmniej nadzieję. Niestety mroczna przeszłość związana z tym miejscem wydaje się wciąż żywa. Wspomnienia wracają z zawrotną siłą, a jedna dziwna sytuacja zamienia się w następną.  
A potem ginie kobieta.
Alicia Halm miała słabość do Jona jeszcze w czasach liceum. Teraz, kiedy mężczyzna zwraca na nią większą uwagę niż kiedykolwiek wcześniej, zwyczajnie nie wie co myśleć. Dobrze pamięta, co stało się przed laty. Lepiej niż inni wie również do czego Jon jest zdolny. Czy więc jego powrót i zaginięcie kobiety można ze sobą łączyć? 

Książka miała swoją premierę stosunkowo niedawno i nie natknęłam się jeszcze na ani jedną jej recenzję, co wydaje się absurdalne, ale cóż. Taki los książek wydawanych tylko w postaci ebooka. Gdyby nie ta okładka, stwierdziłabym, że to będzie kolejne tanie romansidło i przeszła obok niej obojętnie. Okazało się, że intuicja podpowiadała mi dobrze, bo choć wątek romantyczny jest ważnym aspektem całej historii, z pewnością nie wychodzi na pierwszy plan. Dla mnie był to thriller/horror  + odrobina romansu. Należy przy tym zaznaczyć, że jeśli ktoś jest miłośnikiem horrorów, pełnokrwistych, po których ja pewnie nie spałabym tydzień, a jak już to przy zapalonym świetle, „A Cold, Fine Evil” może nie być najlepszym wyborem. Soft horror. Już kiedyś użyłam tego określenia i ponownie mi ono pasuje do klimatu tej powieści. 

Książka napisana jest w trzeciej osobie, a każdy rozdział ma wyjątkowy wstęp. Krótkie przemyślenia kogoś, kogo tożsamości nie znamy. Jedyne, co wiemy to to, że nie żyje i absolutnie nic nie czuje. Nic, co byłoby ludzkie. Te krótkie wstawki ogromnie podkręcają uczucie niepokoju ,tym bardziej, że akurat tutaj autorka pokusiła się o pierwszoosobową narracje. I dobrze, bo dodaje to specyficznego uroku. 

Bohaterzy. No cóż, tutaj A.C. Alexander specjalnie się nie popisała, ale też nie popełniła zbyt wielu błędów. Może Jon czy Alicia nie są najlepiej dopracowanymi postaciami, jednak w ogóle mi to nie przeszkadzało. Przeszłość Jona, tajemnica Alicii, dziwacznie ponure miasteczko w którym ginie zbyt wiele ludzi, by było to normalne... Dla mnie właśnie te rzeczy wychodziły na pierwszy plan i sprawiały, że nie mogłam się oderwać od lektury. 

Wątek romantyczny. Dobrze, że był, miał swój wydźwięk, swój sens, nie był aż tak nielogiczny jak się bałam, że będzie. A jednak jeśli już autorka się na niego zdecydowała, mogła nad nim odrobinę bardziej popracować. Z jednej strony to książka dla pełnoletnich czytelników, z drugiej strony te sceny „erotyczne” są tak krótkie i nijakie, że nie wiem, czy kogokolwiek mogłyby zniesmaczyć czy zbulwersować. To tak, jakby autorka chciała dodać wątek z pieprzykiem, ale nie do końca wiedziała jak to zrobić. No trudno. Jak wspomniałam wcześniej – wszystko co zrobiła poza tym wątkiem wynagradza niedociągnięcia.  

Podsumowując; „A Cold, Fine Evil” to zaskakująco doby tytuł, czego absolutnie się nie spodziewałam. Od pierwszej strony atmosfera w Black Lake jest ciężka i niepokojąca. Nie ma tu dłużyzn, nic nie dzieje się przypadkowo, na próżno szukać scen wrzuconych tylko po to, by zajęły kilka dodatkowych kartek, a atmosfera jest po prostu niesamowita. Czego chcieć więcej?

Gorąco polecam!

Tutaj możecie przeczytać dwa rozdziały za darmo oraz kupić całość. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz