niedziela, 13 listopada 2016

"Parabellum. Głębia osobliwości" Remigiusz Mróz


„Parabellum” Remigiusza Mroza to cykl mający w moim czytelniczym sercu wyjątkowe miejsce. Od „Prędkości ucieczki” zaczęła się moja przygoda nie tylko z samym autorem i jego powieściami, ale też rodzimymi pisarzami, do których wcześniej, oprócz nielicznych wyjątków, nie byłam specjalnie przekonana. „Horyzont zdarzeń”, drugi tom, przyprawił mnie o tak skrajne emocje, że nawet dzisiaj nie jestem wstanie spokojnie o tym myśleć. W końcu, po długim oczekiwaniu, w moje ręce trafił trzeci, finalny tom - „Głębia osobliwości”, który w takim samym stopniu chciałam przeczytać teraz, zaraz natychmiast... co się go bałam. W końcu to ostatnia część. Nie ma nic więcej. Nic poza tymi stronami, a ja nie byłam pewna czy jestem gotowa na rozstanie z bohaterami, którzy tak bardzo zawrócili mi w głowie. 


Trzeci, ostatni tom świetnie przyjętej serii historycznej!
Jest rok 1940, fala nazizmu zalewa Europę. Polacy resztkami sił walczą z okupantem, a ich człowieczeństwo zostaje wystawione na próbę…
Braci Zaniewskich czeka daleka i niebezpieczna droga. Po odnalezieniu przyjaciela z armii Bronek postanawia przedostać się na Zachód, gdzie mają formować się polskie oddziały. Nie wszystko jednak idzie zgodnie z planem. Decyzja podjęta pod wpływem chwili zupełnie odmieni jego los. Tymczasem Staszek, rozdzielony z Marią, niechybnie zmierza prosto na spotkanie śmierci…
Po drugiej stronie barykady pewien oficer SS będzie musiał zdecydować, czy ważniejsza jest dla niego lojalność wobec kraju, czy wobec ludzi…*

Choć w teorii ta recenzja tyczy się, a przynajmniej powinna, wydarzeń trzeciego tomu, ciężko mi nie oceniać go przez pryzmat całości. „Głębia osobliwości” to podróż w miejsca, których nie spodziewałam się odwiedzić. Niezależnie od tego, gdzie bohaterowie się znajdują, jedno pozostaje niezmienne. Ich rzeczywistość jest perfekcyjnie skonstruowana. Jakkolwiek bym nie podziwiała Remigiusza Mroza, mam problem z jego kryminałami, bo niejednokrotnie odnoszę wrażenie, że odrobinę zbyt mocno stawia na dramatyzm, porzucając przy tym logikę i realizm sytuacji. W przypadku „Parabellum” nigdy tego nie odczułam. Być może to kwestia okrutnych czasów i jeszcze bardziej brutalnych ludzi. Być może chodzi o prosty sentyment do serii. Jedno jest pewne. Świat „Parabellum” wciąga bez reszty i nie daje o sobie tak łatwo zapomnieć. Pod tym względem „Głębia osobliwości” spisała się tak samo dobrze jak poprzednie dwa tomy. 

Od zawsze najbardziej zachwycali mnie jednak bohaterowie. Tutaj nie było inaczej. Wystarczyło zaledwie kilka pierwszych stron, by moje zauroczenie Laitnerem nie zamieniło się w obsesję. Jego historia, jego przemiany, jego problemy, jego wszystko zdominowało ten tom w takim stopniu, że niemal miałam ochotę pomijać resztę i czytać tylko o nim. Niemal.

To nie oznacza, że przygody Bronka mi się nie podobały. Przeciwnie. Wątki z nim związane raz za razem mnie zaskakiwały. Zawsze go faworyzowałam jeśli idzie o braci Zaniewskich... A jednak to wciąż wkurzającego mnie do granic możliwości Stanisława zapamiętam na dłużej. Ja nie wiem co z tym facetem jest nie tak i dlaczego w każdym tomie tak mocno mnie irytuje. Nie lubię go. Od początku życzyłam mu śmierci (o ja zła i niedobra) i nic na to nie poradzę. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że skoro tak mocno mnie irytuje, to jest w nim coś wyjątkowego.  

Czas na ględzenie. Zastanawiałam się długo na co mogłabym ponarzekać i wychodzi na to, że zostaje irytujący mnie Stanisław, o czym już wspomniałam, oraz zakończenie. Mam z nim problem, bo pozostawiło po sobie jeszcze kilka pytań, kilka wątków bez rozstrzygnięcia. To może nic masywnego, żaden większy problem, ale po zamknięciu książki odczułam pewnego rodzaju niedosyt. Jeden z tych, które nie są niczym przyjemnym i serwują czytelnikowi poczucie, że został skazany na dożywotnie zadawanie pytań bez odpowiedzi. 

Podsumowując; pomijając kilka moich „ale” i „wrrr”, „Głębia osobliwości” to cudowne, pełne emocji, tajemnic, intryg i przygód zakończenie serii. Warto było czekać. Warto było też poczekać, aż będę miała dla niego odpowiednio dużo czasu, by nie czytać go w pośpiechu. Christian Laitner po raz kolejny skradł mi serce i wątpię, by kiedykolwiek chciał je oddać. Trzeci tom to dla mnie głównie jego historia, wszystko inne było tłem – porywającym i niejednokrotnie szalenie emocjonującym, ale jednak tłem. Tak czy inaczej, to była cudowna przygoda. „Parabellum” zawsze było i zawsze będzie dla mnie wyjątkowe, więc jedyne, co mogę zrobić, to gorąco Wam polecić całą serię. 

*Opis wydawcy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz